{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Mieczysław Machnicki

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 



***

 

                   Przyjaciołom z pokolenia Orientacji

 

kamień się jakiś przywiązał do drzewa

znów jestem młody i jak dawniej śpiewam

 

ryba się jakaś wtopiła w ocean

znów jestem młody i jak dawniej śpiewam

 

i ptak też symbol daje znak mi z nieba

znów jestem młody i jak dawniej śpiewam

 

drzewo ptak kamień więcej mi nie trzeba

znów jestem młody i jak dawniej śpiewam

 

lecz anny nie ma i dla niej sonetów

tak jestem stary jak rymy poetów

 

 

 

 

***

 

kamienie się rodzą od razu dojrzałe

że małe są duże a duże są małe

 

wiedzą jednym rzutem zaleganiem w polu

obrotem pod butem strąceniem do dołu

 

że szare są białe a białe są szare

nie wierzą kamienie chore na niewiarę

 

że twarde są miękkie a miękkie są twarde

nie czują ulękłe nie czują uparte

 

kamienni są ludzie ludzie są kamienni

w ludzi żaden kamień sam się nie zamieni

 

 

 

 

***

 

podobno anioły mają białe skrzydła

mogą mieć i czarne skoro są to widma

 

mogą mieć i szpony jak orzeł na skale

widma są nie ludzie co nie szarpią wcale

 

i węże języki mieć mogą anioły

nie mając dyplomu wyższej polskiej szkoły

 

i smocze ogony mogą też mieć widma

żeby zamieść po nas to co już nam zbrzydło

 

czego mieć nie mogą to my mieć możemy

przecież aniołami nigdy nie będziemy

***

 

patrzcie wenus z milo nike z samotraki

każda bez kompleksów ponętna przez braki

 

taka wenus z milo chude miała ręce

zryła toń paznokciem zatopiła w lete

 

nike z samotraki z wysuniętą szczęką

drogą wprost na szafot poniosła zwycięstwo

 

żadna już nieszpetna bez ułomnych części

piękna jest symbolem w kanonie się mieści

 

jakby ją wyrzeźbił modną w mediolanie

bój na ukrainie i w afganistanie

 

 

 

 

***

 

patrzy pastuszek za obrazu ramy

jak gdzieś przed siebie ciągną mnie bociany

 

że było lato wiem to po niewczasie

przecież baranek już we mnie się pasie

 

również owieczka skubiąc rąbek słońca

jakby niesyta czeka mego końca

 

a ten koń siwy grzebiąc w zaoranym

ziarnem się dzielić ze mną chce czy sianem

 

że będzie jesień wiem choćby po dymach

które wcześniejsza karmi ogniem zima

 

 

 

 

***

 

płotu mi nie łam kiedy nim nie grodzę

lecz przez sztachety swobodnie przechodzę

 

przez wyciosane w żywym drzewie szczeble

które chmurami są na jasnym niebie

 

i są źródłami pod spękaną ziemią

gdzie księżyc przeciekł i pogłębił ciemność

 

mój płaszcz jest z ruin a czapka z popiołu

bym zdobił pole dorzyn wołu

 

widząc spieszących do pańskiego stołu

ostatni zawsze bluźnią przeciw Bogu

 

 

 

 

***

 

nigdy przez rzekę nie szukałem mostu

kiedy się wiła szedłem wzdłuż niej prosto

 

gdy była strzałą ja ją wpół łamałem

gdy łukiem była w podkowę zginałem

 

nawet widziałem jak chciała być kołem

bym je mógł objąć jednym celnym słowem

 

rzeka tym była co mi na myśl przyszło

bo wtedy jeszcze nie szedłem nad Wisłą

 

dziś też nie pójdę tak trudny jest wybór

widoku z mostu upływ to czy przybór

Mieczysław Machnicki jest autorem czternastu tomów poezji i zbioru opowiadań. We wrześniowym numerze "Twórczości" ukazały się wiersze z nowego tomu dystychów "jest tylko gradobicie i deszcz perseidów". Książka będzie dołączona do najbliższego 5. (wrzesień-październik) numeru "Toposu". Powyżej wiersze najnowsze.

Pin It