{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Stefan Jurkowski

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 


Chwila Babel

 

w jakim języku się zjawiła

uciekinierka z wieży Babel

może to słońce już obecne

zanim nastała tutaj przestrzeń

 

co było pierwsze kto je stworzył

kobietę słońce albo słowo

które wyrwało nas z wieczności

byśmy patrzyli umierali

 

jak przetłumaczyć język chwili

na inny język jakikolwiek

w którym śmierć znaczy poszum lasu

we wnętrzu jabłka eden pachnie

kobieta nigdy nie odchodzi

 

jak więc wysłowić wieczór chłodny

i tak podobny do wieczności

w której nie mówi się a znaczy

 

słowo

jak gwiazda sturamienna

sekunda krzyku krwiobieg ciszy


Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


Korespondencja


listy dawno umarłych bardziej rzeczywiste

niż oni sami kiedy jeszcze żyli

zmartwychwstają w literach

słowa zrzucają proch

i tym bardziej błyszczą

im dokładniej rozsypują się szkielety

nadawców i adresatów

 

 

pomiędzy zdaniami

utrzymuje się ciepło promieni

zasuszonych i zapach

zatrzymanego czasu

 

 

w który wchodzimy

niczym do wagonu stojącego

przy zapomnianym peronie

 

 

skończymy piękną podróż

po świecie który się zbliżył

do okien staromodnego pociągu

 

przesiądziemy się

do rakiety marki e-mail

która nas bezpowrotnie

oddali



*   *   *


mówisz że się cieszysz

kiedy piszę wiersz

tylko co komu po wierszu

każdy ma własny w sobie

choćby nawet bez jednej zgłoski

choćby to była naga radość czy przekleństwo

ból albo pieszczota

każdy ma wiersz swój wewnętrzny

tylko głupi poeta

obnosi ciężar na barkach -

wynędzniały atlas

chory na anemię



Dążenie


nie dowierzaj przejrzystym godzinom

trawionym przez wnętrzności

zegarów

 

nie dowierzaj kamiennemu niebu

układającemu się w ciemną

barykadę

 

nie dowierzaj swojej twarzy

bo za sekundę

zmieni się w kogoś innego

 

nie dowierzaj miłości

choć bywa twoim kształtem

albo tobą samym

 

wciąż obcym dla ciebie

dopóki czas niebo i ty

jednością

 

nie staniecie się - -
 

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

Poezja codzienności


najlepszym wierszem jest

reperacja kranu -

skutek natychmiastowy:

wzmaga się podziw kobiet

zazdrość niektórych mężczyzn

- i słońce przenika uszczelki

ostrymi wersami -



Przechodzenie


zostawiamy za sobą to co nas uwiera

patrz -

w przezroczystej ścianie

są drzwi niewidzialne

 

przenikamy do siebie

do swych codzienności

 

jesteśmy razem

jesteśmy oddzielnie

 

w różnych wszechświatach

na wspólnej orbicie

 

tak się zderzamy

 - planety osobne -

by rozbić swoje

nietrwałe imiona

 

i stać się globem

który nie przemija - -



Westerplatte - XXI wiek


lato jest mroźne tego roku

kiedy w bezładnym tłumie

idziemy do nieba pijani żołnierze

 

błękitna tafla staje się coraz zimniejsza

dogasa słońce - błyska raz na tydzień

a może rzadziej

 

biała ziemia to kulista zima

zawieszona w siwiejącej ciemności

wygląda jakby dopiero stworzona

choć przecież wiemy - istniała

osunęła się nam spod nóg

niczym zwierzę

które zdechło pod naszym ciężarem

 

tegoroczne lato nas fascynuje - wakacje

w temperaturze bliskiej bezwzględnego zera

takich jeszcze nie było!

 

zdobyliśmy tak wiele -

już nie pomrzemy ani się nie urodzimy

nie darmo tak zajadle walczyliśmy między sobą

ku chwale globu i całej ludzkości



Za murem

 

             Powiedz raz powiedz

            co jest po Twojej stronie?

                                   Jarosław Iwaszkiewicz



tu nie ma ciszy

tu jest wulkan wieczny

lawa gorąca tęsknoty i zbrodnie

 

ziemia się pali nienawiścią

na każdym krzyżu wisi wróg

 

rośliny obnażają kwiaty

coś owocuje o świcie umiera

 

pełzają choroby jadowite węże

podziemne wybuchy podcięte korzenie

 

nałogi zwarte w wielkiej bitwie głodu

śmierć zmartwychwstaje i zdobywa niebo

 

wersety z wiatru

zwisają jak pętle



Względność


słowo rozdwojone

- język węża -

w dwie strony mówimy

 

do dwóch różnych światów

biegniemy

 

a one są tym samym

 

choć domy różne

inne słońca

wokół

gorejące krzaki

w każdym z nich

inny bóg

 

cokolwiek nazywamy -

nazywa się inaczej

 

na końcach

rozdwojonego języka



Stan nieprzytomności


jeszcze jestem

ale tak jakby mnie nie było

bo już nie dostrzegam żadnego widnokręgu

a twoja twarz

staje się nieczytelną mapą

 

ty

wpatrujesz się we mnie

widzisz w mojej twarzy

wszystkie dawne kontynenty

 

szaleństwo wyobraźni

wskrzesza moje uśmiechy

 

scala na moment myśli

wyzwala z amnezji

 

choćbym za życia

był martwy

znów żywy

powracam w tobie

Pin It