Bogusława Matusiak - Wiersze



Xawery Dunikowski
Xawery Dunikowski



zarysowania


proszę nie przyglądaj się tak dokładnie

na starych murach występują  pęknięcia

 
są dowodem tych kilku nocy
gdy sierpień budził nas deszczem
dla przypomnienia
że kończy się czas rodzenia
 
niepoczęte  rosły od środka
pod sukienką w kolorze ecri
naciągnięta do granic skóra
była pretekstem do  wyjazdu
 
jak najdalej od  zdziwionych dłoni
bez szansy na jakąkolwiek reakcję
chociaż to ostatni pociąg z tej stacji
wczoraj było wykreślenie torów
 
dwie białe linie dawno zarosły łąką
pełna słonecznego rodzenia motyli
 
nie liczmy głębszych zarysowań
nie zwalniajmy kroku
na przypadkowy widok
 
zawsze możemy udawać
że nigdy się nie spotkaliśmy
 

mała venus i motyle

 

słyszę jak przesypuje się piasek
z plaży nad cichym jeziorem
zawsze takie było pod koniec lata
 
między nami i w nas rosło w siłę
może kiedyś
może nigdy
czas się wydłużał wyodrębnianiem
 
przyszłe cztery ściany dzieci ogrody
sadzimy wiśnie i jabłonie
patrzymy jak dojrzewają
 
wieczorami podchodzą blisko
wchodzą błękitnie w sen
dotykają ciepłem słońca
mała venus próbuje łapać motyle
 
ma twoje zielone oczy
 

zbieram dojrzałe wiśni


Czasem śni mi się twój spokój
zielenią liści w gałęziach.
 W szumie wiatru - słowa.
 
Nie mogę dotknąć tamtej chwili.
 Przybrała imię - wspomnienie.
 Spływa z deszczem po szybie.
 
Na jawie zbieram dojrzałe wiśnie.
 Jedna dla mnie, wiele dzieciom.
 Ptakom na parapecie.
 
Nie z twojego ogrodu.

 

3
Xawery Dunikowski

Pytasz mnie o wczorajsze poziomki

 

Nie pamiętam, spłynęły z ust.
Wpisały się w kwadrat
drewnianej ramki.
 
Tykanie spokojnieje -
zaczepione o wskazówki
zegara.
 
Zbieram w pistacjowe wazony
ze szklanej półki -
z tarasem na południe.
 
Patrzę na drogę z dystansem -
pełną niedoszłych historii.
 
Całymi dniami, 
trzymam świty w dłoniach,
po późne wieczory.
 
Czasem pachnie poziomkami.



Pomieszkujemy


Próbujesz nastawić zegar

w pierwszym zapatrzeniu.

 
Ostrość widzenia utonęła we mgle.
Kiedy opadła -
byliśmy po różnych stronach
życiowych przeznaczeń.
 
Północne okna, mają potrójne szyby -
wpadasz od południa przez drzwi,
których nigdy nie było.
 
Spotkania w ciepłym wnętrzu liter -
wtedy pomieszkujemy razem.
Na kawałku ściany szkicujesz
wzory roślinno - geometryczne.
 
Przywiązuję się do układu
twoich palców.

 

spotkanie pod kontrolą

 

przecież to znasz 
nieuchronność przemiany
powiedz mi ile zostało w tobie z chłopca 
z opadającą grzywką i długimi rzęsami
 
dobrze pamiętam 
zaczepiałeś na nich obrazy
z kryształowej kuli
układałeś wróżby w kostkę rubika
miałeś wprawę
 
w ozdobnym adresowaniu kopert
włożone krajobrazy nigdy nie były płaskie
woda  chłodziła  stopy
a wieczór miał zadatki na wieczność
 
powinieneś wiedzieć możliwe są skróty 
i pomniejszenia reakcji na odczucia
drobnieją pierwszoplanowe szczegóły
krew nie szaleje ciśnienie nie skacze
 
można się przyzwyczaić do prostej linii
uczucia nabierają innego znaczenia
teraz możemy się spotkać  zobaczyć 
jakie dziś zaczepiasz obrazy na rzęsach
bez drżenia warg

 

tuż przed zaśnięciem

 

powietrze takie dziś gęste od chmur
tuż nad ziemią tylko patrzeć 
jak wysypią się krople
na zmęczoną ziemię i czoło
rozpalone nie tylko słońcem

położyło się na kartce 
zdanie bez kropki 
usadowiła się na czerwonej biedronce
wędruje po nodze w kierunku palców
jeszcze tylko one nie wiedzą

że za chmurami 
tworzą się nowe nasze własne 
konstelacje gwiazd 
tuż przed zaśnięciem

 

 

gdybyś tylko chciał

 

możemy wrócić do jesieni
przysiąść na pomoście
spróbować od nowa policzyć
korale z zerwanej gałązki 

dzisiaj jest tutaj spokojnie
nawet  wiatr nie przeszkadza
by zebrać myśli w jedną
przywrócić ciepło w dłoniach

mocno trzymam kubek z kawą
teraz nie słodzoną
kiedyś potrzebne aż dwie łyżeczki 
dla wzmocnienia

kładziesz dłoń na moim kolanie
a ja tobie się dziwię 
że liczysz groszki zielone 
na białej sukience

Pin It