{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Cezary Sikorski

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

Nowe wiersze z cyklu „Poradnik metafizyczny”

 

 

***  (By pierwszy wiersz napisać …)

 

By pierwszy wiersz napisać wystarczy z białej wódki

wydobyć białą frazęzamienić uniesienia 

w powinowate smaki i zdać się na rachunek

czystego pokrewieństwa

 

Cóż pierwszy wiersz powstaje poza granicą bólu

gdy boli tylko trochę wiersz mówi przez przypadek

więc siedzi w długopisie i nie próbuje pisać

bo zaraz przyjdzie drugi

 

Lecz drugi nic nie mówi przemilcza dla kolejnych

kantyczki przerażenia: popróbuj wiersz napisać 

 jak chciałbyś przeżyć syna pozostać gdy umiera

by umyć i pochować

 

 

 

***    (By stać się rzeczą…)

  

 

By stać się rzeczą trzeba bardzo wierzyć

bóg stochastikē obmyśla ślepy porządek

podważa zamiar i sprawstwo każda rzecz

odrywa skutek od woli zniewala

 

przyszłość

 

Kapłani rzeczy wzywają los

by zbłądził w ich mowie

by język milczał by mówił wstecz

i w poprzek jak słuchać

 

 ślepnąć: rozumieć

 

Wygłoszenia nie ma niema rzecz to

przypadek więc wszystko jest

przyczyną I nawet jeśli się zdarza

przez przypadek może nam przypaść

 

(w udziale)

 

 

*** (By dać cokolwiek…)

 

 

 

By dać cokolwiek uprzednio trzeba posiąść

nie tylko oko skórę oddech coś więcej niż krzyk

i coś ponad cząstki snu należy się przekroczyć

zawiesić własne chcenie zamienić nagie widmo

 

w podmiot ofiarowania Lecz

pustą jest ofiara z pustego

cokolwiek dane z próżni

próżnym zostanie i zginie

w próżni bezgłośnie

 

Trzeba się najpierw spełnić jak owoc z kwiatu

przez łodygi i korzenie wypuścić zaborcze menady

by bez ustanku brać i rozpleniać pożerać i wytrawiać

aż po horyzont posiąść z ziemi żywe i martwe

 

Zatem mieć wszystko

by później dać cokolwiek

bo kto tylko coś ma

da tylko coś i umrze

a ten co ma nic

jedyne nic dać może

 

 

 

***   (By przejść po kole…)

 

By przejść po kole trzeba się zmierzyć z obsesją

przemieszczać wszystko prosto ze sztywną głową

wznosić wciąż nogi w przód i pod górę przeliczać

moc nieskończoną kroków tam gdzie się kończy

 

inwencja prostej kwinty gdzie zwycięża sekunda

zimna prima gdzie marzną dłonie krzyż znaczeń hiszpański

bucik  który zaciska sznurówki pomocy na szyi i przyzywa 

ostatnią erekcję  To wtedy można wreszcie płynąć

 

przez gęstą wodę ciecz niczyją  wielką ciszę

do dźwięku rybiej łuski odległej jak Indie i zwrócić

twarz ku kadencji obcej co wznosi brudne  żagle

pcha trawersem przez słowa o wzdętych brzuchach

 

lub drążyć jak wąż pod piaskiem podległym niemej pustyni

suchość która się wzrusza przeważnie w tonacji es-moll…

(tonika es) a dźwięki: es - f - ges - as - b - ces - des

zbyt rzadko używana (ze względu na trudności w odczytywaniu nut)

.

 

 

 

***   (By się oderwać od ciała…)

 

 

By się oderwać od ciała należy źle się poczuć

w sensie nadanym słowom przez język alienacji

to tylko jedna chwila: tuż przed rogatką

 

Blisko wstęgi pociągu krew znów napływa

szybko niczym podmuch powietrza i chce

opuścić korpus od dawna głodne zwierzę

 

Może to zawirowanie znaczeń? a może błędna

diagnoza? cóż pozostaje w podłodze dokoła?

 

Łóżko rozgrzebane lub ziemia rozkopana

Ja albo docent - puenta lub sokratejski dowód

 

 

 

*** (By wyjść na puste pole…)

 

 

 

By wyjść na puste pole należy wyciąć drzewa

zniszczyć krzaki uprzątnąć ślady pozwolić

liściom odlecieć poza płaski horyzont pomilczeć

jak głuche ptaki i marznąć w chmurach Resztę

 

rozpłynnić w cząstkach wilgoci w koniunkcji

lewego i prawego uda dojrzeć zbiór gęsty

skojarzeń Lecz to nie starczy bo jeszcze

należy umrzeć lub choćby się zatrwożyć

 

Pustym polem na które wychodzimy niekiedy

pijani wreszcie razem gdy drzewa dopiero

co zległy w pusty prześwit (za nami)

 

 

 

***(By wyznać prawdę…)

 

 

 

By wyznać prawdę nie starczy dorosnąć

w wieku dojrzałym kłamstwo kostnieje

i obrasta legendą powieki puchną woda

 

Zbiera się w kostkach Gdy wiedza

sprowadza się do gramatyki trudno

odróżnić złudzenia od aromatów

 

Młodego ciała Prawda to wykluczenie

Już nie powraca Magdalena choć ma

wysoką stawkę Odeszła Maria

 

przez dosłowność Nie ma też córki

bo z fałszem nikt jej nie zechce

 

(zrobić)

 

 

 

 

***  (Aby pokochać…)

  

 

Aby pokochać trzeba dostrzec drobiazgi przywrzeć

jak letnia suknia gorący zapach schwytać tuż obok znamion

przegrzanej skóry w porach gdzie się przed chwilą

pot pozamieniał w prawdę lub kryształ Później

 

schłodzić zamiary uwolnić przeobrażenia

by znów z pokoju do sypialni wędrować mogły

bolesne partykuły i umęczone westchnienia Uwolnić

 

wreszcie sny od morderców którzy nad ranem

potrafią ukryć ciało i dzięki przedświtowi

poczuli się bezkarnie Tam się obudzić

 

rozmyślać śmiało w imię zimy i przez okular zawrócić

pospolity drobiazg : pierwsze poranne zmarszczki

niedosyt wrażeń czasem nieświeży oddech

 

 

 

*** (By zostać ojcem…)

 

 

 

By zostać ojcem dobrze jest z nim

pozostać w tej kwestii nie ma pośpiechu

a może nawet czym później tym lepiej

 

Bo przecież trzeba wysłuchać wymienić

znaczki i poglądy pogadać o niuansach

sromu i jak wędrować dalej jak tknąć

 

I znaczyć więcej Więc choć ma teraz

mikry rozmiar owada i nie potrafi

mówić słuchać go można nadal

 

Przez mowę kurzu i zapach ziemi

Ojciec jest znakiem oznacza obce

i co przed nami By zostać ojcem

 

Należy nim pozostać umieścić się

wysoko powiesić się nad sobą

 

 

 

 

 

Wyjaśnienie

 

 

 

tylko wiersz i woda mogą się ze sobą

spotkać aż dwa razy: ze słowa

morze i mowa Odys

 

nic nie mówił gdy odchodził z krosna

zabrał tylko wątek i wygładził

zmarszczki: wiersz jak morze

 

pragnie słowa lecz słowo bez głowy

nie widzi niczego choć jest wszędzie

i na wszystko patrzy: niczym słowo

 

okno oko wszystkich ruin

poprzez nie odchodzi i przez nie

powraca

 

 


Pin It