Cezary Sikorski, Filozofki

 

 

Franciszek Maśluszczak
Franciszek Maśluszczak

     Podobnie jak „moskaliki”, które mają w polskiej literaturze ustaloną pozycję, także „filozofki” posiadają swoją prehistorię. Wedle mojej wiedzy ich niepisane pierwowzory powstawały w trakcie filozoficznych biesiad, których spiritus movens przez długie lata pozostawał profesor Wacław Mejbaum[1]. Prawdopodobnie pierwszą upublicznioną „filozofką” był jeden z erotyków pomieszczonych przez Wacka w kultowym dziś tomie wierszy i esejów zatytułowanym „Świnia na sośnie”. Było to w roku 1977, książkę wydał Akademicki Ośrodek Teatralny „Kalambur” w ramach serii ( sic! ) „Bibuły Młodych Twórców”.  Oto i ona:



Idę ulicą

jakby do kina

spostrzegam nagle

ziemia się wzdyma

 

Prawda wypływa

chwyta za gardło

żegnajcie mili

już się umarło

 

     Ten krótki wierszyk ustalił kanon. Odtąd „filozofka” musiała spełniać przynajmniej dwa warunki. Po pierwsze, w sposób niezwykle syntetyczny, choć nie pozbawiony epickiego patosu, prezentować winna jakieś istotne zagadnienie filozoficzne, lub zgoła całą teoretyczną koncepcję. Nie trudno zauważyć, że w tym przypadku Wacek skupił się na ontologicznej koncepcji prawdy, która redukowała prawdę do zagadnienia egzystencjalnego. Po drugie „filozofka” powinna mieć prosty rym,   40 sylab ułożonych w osiem wersów, podział na dwie części, z których pierwsza przybliża podmiot do zagadnienia, a druga stanowi jego egzemplifikację. 

     Pierwsza wymyślona przeze mnie „filozofka”, która  uniknęła alkoholowej amnezji,  pozostawała pod wyraźnym wpływem poetyki Mejbauma i  poświęcona była Heideggerowi. Był rok podajże 1982, atmosfera stanu wojennego stanowiła jej wyraźne tło. Przez wiele lat nie miała tytułu. Dopiero niedawno nazwałem ją „O Byciu”:

 

Leżę na plaży.

Jakby mi gorzej.

Patrzę, jak z wolna

odpływa morze.

 

Znika też piasek.

i moja noga.

Zostaje bycie  

nicość i trwoga.

 

     Nie trudno dostrzec, że „filozofka” powinna posiadać jeszcze jedną cechę: ironiczny dystans zarówno do siebie samego, czyli   rzec można do podmiotu lirycznego, jak i do samej filozofii. Zaryzykować można twierdzenie, że w powojennej filozofii polskiej Wacław Mejbaum był mistrzem wyjątkowym, tym który uczył nas i jednego, i drugiego.  W tym duchu pozwoliłem sobie napisać dwie „filozofki” o pozornie przeciwstawnych tytułach. Pierwsza zapytuje Dlaczego tak trudno pokochać Karola Marksa? I wyjaśnia:

Hej filozofie,

nie czas się lenić!

By świat wskroś poznać,

trzeba go zmienić.

 

Lecz jak go zmieniać

bez przykrej szkody,

skoro na dupie

ropieją wrzody?

 

Druga podnosi podobny problem posiłkując się tytułem Dlaczego wszyscy kochamy Tomasza z Akwinu:

Rozumność wiary…

Właśnie ta droga

rozszerza pięknie

ideę Boga…

 

Już się nie trzeba

wśród wiernych cisnąć.

Można być głupkiem

lub ateistą.

 

     Na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia w łonie najbliższych współpracowników Wacka Mejbauma toczyły się poważne dyskusje, w których przeważał pogląd, iż nie należy już trzymać się kurczowo ściśle określonej formy „filozofki”. Wspominam ten okres z goryczą, bowiem sam sądziłem wówczas, że skromna „filozofka” nie jest w stanie unieść pęczniejącej problematyki oraz coraz to nowych pytań. Wszystko wokół zmieniało się, a Wacek mimo to bronił jej klasycznej formy. I miał rację. Zupełnie bezzasadnie rozwinąłem wówczas swoje zainteresowania Kantem w cyklu trzech połączonych jednym  (królewieckim!) miejscem „filozofek”, co skwitował był Wacek krótko i bezlitośnie: habilitacji to z tego nie będzie… I nie było. Dziś te trzy ”filozofki” mają znaczenie muzealnej anegdoty. I tylko w tym charakterze można je tu przytoczyć:

 

1.   Königsberg

 

Znów dusza wolna

i bóg niesprzeczny,

gwiazdy znów jasne,

a kosmos wieczny.

 

Robi się cieplej

w zaprzeszłym mieście,

gdy on przemierza

nasz czas i przestrzeń.

 

 

2.   Królewiec

 

Powraca rzadko.

Z pomocą woli

koi sprzeczności.

Mniej wówczas boli,

 

gdy w obcym mieście –

z wątpliwym bogiem,

z bezwolną duszą

– znika za rogiem.

 

3.   Kaliningrad

 

Nikt go tu nie zna,

lecz czasem jeszcze

zegary stają

w bezpańskim mieście,

 

(gdy milknie prawo,

wspomnienie kroków

i gwiazd nie widać

spoza obłoków).

 

Tak, „filozofki” nie powinny rezygnować ze swojej lakoniczności. Nie nadają się na długie opowieści. Ich zalety wynikają z syntezy. Skrót to ich kwintesencja. Wyobraźmy sobie francuskiego filozofa, który w czarnym swetrze gotuje się pod słońcem Maghrebu. W głowie kłębią mu się ponure  redukcje istot wyższych. Niezależność od bytów ogólnych ma jednak swoją cenę. Jest nią poczucie wyobcowania, brak możliwości zadomowienia, obcość:

 

Obcy

Idę przez miasto.

Żar płynie z nieba.

Czuję się obco.

Nic mi nie trzeba.

 

W adolescencji

albo w demencji

trwa egzystencja

pośród esencji.

 

     Zapewne w szufladach biurek moich dawnych uniwersyteckich kolegów do dziś kurzą się liczne „filozofki”. Mikre są, więc wstydliwie przemilcza się ich istnienie. Tymczasem  drobiazg ten i dziś może nie tylko cieszyć, lecz również dodawać naszym wspomnieniom ciepłe kolory.  Czy to wspomnienie zawiera jakąś puentę? Wątpię. Puentę dopiszą kolejne filozofki. A o niej samej wspomnieć wypada w sposób, w jaki Wacek zakończył swoją „Świnię na sośnie”:

 

Czymże jest puenta -

czy nie golasem,

co na pogrzebie

macha kutasem?

 



[1] Wacław Mejbaum (ur. 1933 r., Lwów, Polska - zm. 24 listopada 2002 r., Szczecin) - polski filozof, wieloletni dyrektor Instytutu Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego. Studia filozoficzne podjął na Uniwersytecie Warszawskim. Studiował również fizykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Stopień doktora filozofii uzyskał w 1965 roku na Uniwersytecie Wrocławskim na podstawie rozprawy Wielkość fizyczna a doświadczenie. Habilitację uzyskał na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 1985 roku pracował na Uniwersytecie Szczecińskim. W 1994 roku uzyskał stopień profesora zwyczajnego. W polu zainteresowań Mejbauma leżały zagadnienia epistemologii, filozofii języka, marksizmu, metaetyki i metodologii nauk. Jest autorem i współautorem ok. 300 publikacji w zakresie filozofii i literatury.

 

Pin It