Agnieszka Ochenkowska - wiersze



Wrzesień

 

pierwszy, zabieram rzeczy, jadę do stolicy. mijanie

grójeckiej, się z ludźmi witania. myślę powietrzem

żyję deszczem, co leje się po rękach. pod parasolem

się nie pragnie. jest się jednym z wielu.

 

być może byłbym śliczny, drogi przyjacielu. gabinet

pełen luster osuszyłbym dłonią, ale pada! na głowie

szpital w międzylesiu, stoją w oknach, w kamienicy,

to są jedni z wielu.

 

pod kurtką ożywiają mi się dawne blizny. gdy chodzę

sam śpiewam, słyszę ich śpiewy. jak deszcze jesienne

płyną wartką strugą, by potem radośnie rozbabrać się

na zewnątrz, gdy

 

idę i idę, gdy wreszcie wiem po co. gdy szedłem

do ciebie, nigdy cię nie znałem. to kubeł zimnej

wody, drogi przyjacielu, deszcz 

 

leje się po rękach. ten

 

jedyny z wielu.

 

 

 

 

Słodkim bałwankom

 

                   

Któregoś dnia błądzenia otwieram oczy

bogowie z obrazków zwielokrotnieniem kuszą.

nie wiem której ścianie wierzyć.

 

pytam o nich ciebie wyglądasz na pewną.

jestem kapłanką mówisz tej nowej religii

podaj pilot leci serial mam podzielność uwagi.

m jak miłość a tam: Marku - eli lama sabachtani?

 

ubrałam się i wychodzę. w świątyniach

skraplają się tłumy wielkie wydarzenie

zaśpiewujemy niebo o własną niewinność

raz głośniej raz ciszej. by żyło się lżej?

 

wracając niechcący natykam się na kogoś

jestem kapłanem mówi tej nowej religii

uwierz w słowa prorocze odprawimy Miłość

w dworcowej toalecie. ja śmieję się cicho.

 

w ostatnim dniu błądzenia będę kląć i bluźnić.

pragnąć ekskomuniki grzesząc tym na pewno

że wrócę i zwierzę się obrazkom: będę ateistą

 

bałwanów

zrozumcie mnie Dobrze

 

będę ateistą.

 

 

Manekin

 

 

ciało wiersza chłodne i niezrozumiałe

wygląda czasem jak manekin

chciałbym mu nadać kolor żywej skóry

brakuje trochę twoich uczuć

do odczuwania elektromagnetycznych

fal do omijania złogów i przejaśnień

język mu się wywrócił

 

czasami tylko nim kłapie nie rozpoznaje

ludzi na moście pod wiaduktem

a oni do siebie mówią rzeczy całkiem

sensowne a oni w ogóle zbyt często

mówią do siebie

udawaj że ich nie słyszysz ja też będę

stawał na uszach śpiewał stabat mater dolorosa

żeby uciszyć wystrzał

 

myślałem że oni kupią jego ciało

którym kupczę które tu nędznie wystawiam

na sprzedaż oni wolą ciepłe mleko od tatuaży

całej banalnej historii o mnie i o tobie

nie powiem

bo wiesz zawsze kiedy piszę chodzi mi nie tylko

ręka tętno też pulsuje jakby je ktoś gonił

nie chodzi mi też zegarek nigdy

 

nie chodzi mi tylko o siebie.

 

 

 

 

Podłoga

 

 

nawet nieswoje wnętrza trzeba sprzątać jak się nie chce

mieć czystych rąk na brudnej podłodze. najpierw trzeba

długo klęczeć i myć o drugiej w nocy. dreszcz w krzyżu,

robi się to w staniku

 

albo i bez wyjawia podłodze swoje tajemnice. wyznaje

sobie nawzajem. przy drewnie pierś, wzdychanie jednym

łykiem powietrza. mętna woda chlupocze w misce coś

o nirwanie. ze ścian spadają płatki tynku jak śnieżynka.

 

szaro na dworze, na żyłkach w marmurach i dekoracjach.

tylko podłoga jest zawsze naga, podglądam ją pod słońce,

pod wiatr, na klęczkach, płytka po płytce, choć wynajętą,

 

nawet cudzą pieszczę, przykładam do niej policzek

 

i milczę.

 

 

 

Robert Dudek
Robert Dudek

Zostaję

 

 

szybko szybko coraz szybciej żeby zdążyć

na czas na świt na za godzinę

żeby być na czele całego peletonu biegłem

na śniadanie kawa potem wkuwanie

rano i wieczorem, wieczorem i rano

wysoka średnia iloraz inteligencja świat

ludzi zaciętych i życiowe motta.

 

kasy pikające w marketach to byłem ja

z prędkością gonionego psa mijany dzień

w moim mieście roboty nad kolejnym centrum

handlowym w którym będą pracować

tacy jak ja co całe życie też

ścigali się

 

a ja śpieszyłem się bardzo biegłem bez tchu

leciałem ostatkiem sił wyciągałem rękę

a moja ręka była prawie u celu

więc jeszcze szybciej coraz szybciej, coraz

coraz szybciej i szybciej ale oto nagle…

zatrzymałem się

 

zatrzymałem się

zatrzymałem się

(mój boże jak mogłem to zrobić?)

zatrzymałem się jak nagle staje wskazówka zegarka

i już nie pójdę dalej, nie pobiegnę, nie polecę

do tytoniowego nieba, do gwiazd tvnu

bo ja zatrzymałem się

 

tobą

 

zatrzymałem się i już zostaję

już wcale się nie udaję

do rzeczy, których naprawdę nie chcę

bo oto zatrzymał mnie w pędzie

twój śmiech twoja radość

przystanąłem i wiesz już nigdzie się nie udaję

zostaję.

 

przewrócę wszystko do góry nogami

powiedz tylko jak

ja tu zostaję (pozwól mi) już nigdzie nie polecę

nie teraz kiedy usłyszałem twój głos

i zatrzymałem się

zatrzymałem

już nigdzie nie idę (pozwól)

 

już nigdzie się nie udaję

nigdzie się już nie spieszę

ja tu zostaję

zostaję

bo wiesz

 

zatrzymałem się

tobą.




Pytasz kto pisał



naprawdę mówię napisał wszystkie moje wiersze

poeta trzydziestopięcioipółletni a na imię miał

marian albo jakoś inaczej

w każdym razie miał brodę długą i kręconą

miał na paczkę fajek zawsze miał dziewczyny

a każdą następną lepszą od poprzedniej

 

naprawdę mówię zalatywało od niego tymi fajami

możesz mi wierzyć że był moją prawą ręką

ale interesował się modelarstwem

i kleił papierowe samolociki w które puszczał kółeczka z dymu

a one wirowały i czepiały się karnisza niczym małe

karakony tak marian kochał samoloty

 

od kiedy jeden najważniejszy samolot spadł

wtedy marian po raz pierwszy włączył telewizor

zamiast dalej chlać patrzy a tam piękna pani blondyna

mówi kraj nasz dzieli się cały czas się dzieli

płonie jak warszawa

 

dzieli się myśli nieudany poeta marian

potem siada za biurkiem i pisze kolejny wiersz

o samolotach które czasem nie lądują i o mojej książce

 

której chyba nigdy nie skończy

pijus jeden.

 

 

Spaceruję po miejskiej dżungli

 

 

staję pod drzewem. zrywam listek i wpadam w grad

zimnej wody. płynie po mnie i rozpadam się w krople. zlizuję

wodę z ramienia, to drzewo po deszczu. patrzę za siebie:

syn sąsiadów stoi na balkonie i macha. uśmiecham się

 

wieczorem przyjdź do mnie słyszę. no pewnie. wiem,

że nie przyjdę. idę dalej, potykam się o krawędź słowa

z chodnika mówią do mnie inaczej, rozkwitają jak dzieci

kwiaty, świeże trawy, komary. zachodzi we mnie

 

ta pełnia cały dzień, słone karki rowerzystek, rozlane

w miejską dżunglę, w drogę bez celu, w świerszcze. powiedz

czemu nie pójdę do niego, choć chcę, co to za prawo, no pomyśl,

myślę do siebie, dla siebie, o tak: ważny jest tylko deszcz,

 

ten dreszcz z kropel jak rozpędzony kot na skórze, pod

brzuchem. do góry rośnie tam trawa,

 

tylko świeża trawa.

 

 

 

 

Lato

 

 

nauczysz mnie jeździć na rowerze? chciałbym

zamienić się na nim w ptaka albo w paralotnię

teraz jeszcze lato jesienią pójdziemy na spacer

a zimą? nie wiem, przecież umieram, zapomniałem

 

ci o tym powiedzieć. że niby na co? na serce

umiera się najczęściej. albo po prostu, po kolei

i zawsze ktoś musi być przed kimś. że pięknie

udaję, żartuję? nieważne, naucz mnie tylko jeździć

 

na papierze. zazwyczaj potrafię być szczery,

ale nawet tam śmierć będzie złym wyrazem.

za bardzo chrzęści w ustach, a nie mówiłem

ci nic, bo nie chciałem. bo ty zawsze robisz sceny

 

robisz się zielona i proszę nie błagaj tu o litość,

weź to na siebie, wyjdź tak żebym nie wiedział,

aż odkryję brak butów w korytarzu. nauczysz mnie

 

zamienić się teraz w ptaka albo w paralotnię?

 

teraz jeszcze lato.





Piotr Müldner-Nieckowski

 

Kilka słów o poezji Agnieszki Ochenkowskiej

 

    Poezje Agnieszki Ochenkowskiej są rzadkim przykładem autentycznej wypowiedzi pokolenia dzisiejszych dwudziestolatków, wykształconych, z małej miejscowości, którzy znają miasto duże. Ale nie dajmy się zwieść, nie jest to ich głos, to głos obserwatora, wrażliwej kontestatorki. Nie ma tu znanych z quasi-wierszowej produkcji ostatnich lat, tak już wyświechtanych w Internecie i dokuczliwych dla czytelnika relacji ksobnych, egocentryczno-narcystycznych, przegadanych fraz, które ukrywają banał lub banalizują wartości, świetnie opakowanych, w sumie pustych. Jest za to analiza postaw, nie zawsze przyjazna, mimo to w jakiś sposób życzliwa. „Nie chodzi mi też zegarek nigdy / nie chodzi mi tylko o siebie” - pisze poetka.

    O co chodzi i jak odczytywać te wiersze, podpowiadają charakterystyczne dla Ochenkowskiej, gdzie indziej niespotykane środki wyrazu. To na pewno poetyka własna, oryginalna. Do środków, dodajmy: dyskretnych, tych należą między innymi: ironia; przenikanie się dialogu z opowiadaniem; przenoszenie bohatera lirycznego poza wiersz i zastępowanie go bohaterem indagowanym lub atakowanym; sygnalizowanie tego zabiegu na przykład przez zmianę płci narratora; zapraszanie do dyskusji bez siłowego narzucania wniosków czy refleksji. „Ja piszę swoje, ty zrób z tym swoje, bądź w tym, ale nie musisz” - sugerują wiersze, nie odwołując się do żadnej konwencji czytelniczej. A wszystko omywają metafory - nazwijmy to tak - sytuacyjne. To ostatnie również odróżnia Ochenkowską od typowych przedstawicieli poezji najnowszej.

    Łatwo się pomylić i uznać, że autorka zdradza jakiś swój światopogląd, swoją postawę polityczną, moralną, obyczajową, religijną. Raczej ironizuje, kieruje ku grotesce, dystansuje się. Nie dowiemy się o niej więcej, niż wynika z litery tekstów, umyka ze zwierzeniami, nie chce ich eksponować, bo w tym systemie zapewne nie musi. Wiersze są przeżyte, gęste od treści, konkretu, konfliktu.

 

Piotr Müldner-Nieckowski

 

 --



Agnieszka Ochenkowska, ur. 1990, pochodzi z Ostrołęki. Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizacja redaktorska. Studentka podyplomowych studiów nauczycielskich dla polonistów na Uniwersytecie Warszawskim. Finalistka Ogólnopolskiego Konkursu Polonistycznego „Literackie kreacje”, laureatka II nagrody w XVIII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Dionizego Maliszewskiego, plebiscytu „Orły Ostrołęki”. Stypendystka Fundacji ORLEN, od 2009 stypendystka programu IndeksStart2Star Fundacji 2065 im. Lesława A. Pagi, Fundacji LC Heart Jolanty i Leszka Czarneckich, a w 2013-2014 Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W latach 2007-2009 członkini Ostrołęckiej Grupy Literackiej „Literatorium”, 2012-2013 prezes Koła Naukowego Fantasy: poezja prozą na Uniwersytecie Warszawskim, 2012-2013 wiceprezes Klubu Literackiego przy Studziennej działającego przy Miejskiej Bibliotece Publicznej w Ostrołęce, od 2013 członek Stajni Literackiej przy Oddziale Warszawskim Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Publikowała m.in. w „Poezji dzisiaj”, „ZNAJ”, „Lampie”, „Inter: literatura – krytyka – kultura”, w pokonkursowym zbiorze opowiadań pt. „Stadiony nadziei” wydanym przez MEN, na stronach fundacji LC Heart Jolanty i Leszka Czarneckich.

Wydała tomik poetycki pt. „Manekin” (TPO Ostrołęka 2013), arkusz poetycki pt. „Dyktando” (Staromiejski Dom Kultury, Warszawa 2010) i zbiór prac nagrodzonych w ostrołęckich konkursach poetyckich pt. „Powroty” (Miejska Biblioteka Publiczna, Ostrołęka 2010).

 

 

 

Pin It