Anna Grabowska - wiersze

 



kobiety ulotne


muszą być silne, by nic nie rozumieć na żądanie, 
przecież do twarzy im w domu na głowie 
i z garbem na plecach. 


zakasują rękawy na potrzeby toreb, 
pustych lodówek i dzieci. 
w workach pod oczami 
noszą węcej, niż możesz udźwignąć. 


potrafią jak nikt, kolekcjonować 
przemilczenia, sińce i blizny. 
dożywotnio naznaczone aktami 
przebaczania dla bliźnich małżonków. 


posiadają łatwość wypruwania żył, 
karmione nadzieją, sznurują usta 
i chorobliwie wierzą w lepsze jutro. 
w trakcie promocji, wyrastają im skrzydła. 


dmuchając na gorące, stygną 
powoli, 
po cichu. 
po życiu. 


 


czas dzieciństwa


Anka mieszka ze mną, odkąd sięgam pamięcią.
To ona namówiła mnie, żeby zwiać z przedszkola.
Przez małe okienko weszłyśmy do czyjejś piwnicy.
Były w niej pudełka pełne starych zabawek
i mocno zakręcone słoiki z konfiturami.


Mama mówi, że dostawała białej gorączki w trakcie poszukiwań.
Pamiętam tylko, że jak nas odnalazła, to płakała.
Za to ojciec – stał w progu z pasem, co wróżyło jedno.
Pomimo, że Anka wzięła winę na siebie – dostałyśmy obie,
z tą różnicą, że mnie bolało o wiele bardziej.


W takich chwilach wolałam, żeby ojciec był pijany.
Miał zdecydowanie mniej siły i nie trafiał w czułe miejsca.
Anka zawsze mówiła, że gorsza kara jest od mamy.
Biła na trzeźwo, na starej wersalce, licząc
głośno każdy raz. Dla równego rachunku.


 

czas na Kol Nidrei


Posłuchaj, zaczęli dąć w szofary. Prastarym zwyczajem
rosną źrenice i ciarki na grzbietach. Gdy nadchodzi kobieta,
spuść wzrok, miewa niekoszerne uda i usta. W biuście falują grzechy.
Będą wołać – diaspory łączcie się i wydajcie plony. W skażonych
ciałach urodzą się obawy, z koślawych ścieżek wyjdą węże.


I coraz ciężej będzie na ramionach, ale ona udźwignie,
bo nie wierzy w duszpasterzy i świąteczne nagonki.
Nie zastąpi karmy głową zwierząt, a nierząd nie w niej,
ale w żądnych złota iskariotach. W górze otwarte księgi,
przysięgnij, że nie chcesz żadnej rzeczy która jego jest.


Wśród klęsk i zwycięstw – wybór jest jeden. Starym credo
się podpierasz, maczasz jabłko w miodzie. Na co dzień
kąpiel w mykwie zmywa prawdę i krew. W dole śmiech,
kwef dla niepoznaki, a łaski znikąd. Dzikość.




wyrocznia


w synagodze cisza. nikt nie dziękuje za córkę.
różowe niemowlę, nieświadome, nieduże
paluszki kładzie na buźce. luli laj szumi w uszach,
zagłusza przyszły nomen omen


z bimy. opasła, spocona menora obejmuje
siedmioma ramionami, syczy – wykarmisz
i odleci jak ty. urosną jej włosy, sztuczne paznokcie
i szerokie biodra. porzuci anorektyczne lalki,


spisze ketubę, rozbije kielich, a nad ranem
w wannie znajdzie łonowe włosy. nieopuszczona
deska klozetowa znacząco ziewnie
na znak niepokoju.

___________________________________


 

siedem dni bezmięsnych. obmywanie rąk.

"Myślimy: od jutra będziemy żyli naprawdę.
A przecież to już życie i niejeden z nas jest już martwy na dobre"

– Julia Hartwig


pani julio, proszę mi nie patrzeć na ręce,
już dawno wypuściłam na wolność kajdanki.
dzisiaj tak trudno bywać tam, gdzie nikt nie czeka
na oklaski. brakuje nam siły na słowa,

a więc zostają gesty? ciąć ostro i do krwi
każdą sekundę. niech z ust wysypie się popiół;
nikt się już nie obróci, znikną słupy soli.
myśli pani, że łatwo oczyścić się z ludzi?


mówią do mnie wszystkie języki, które znam,
tną od gardła po pępek i szukają skrzydeł.
niech mi pani wybaczy, nie umiem nawet zwariować,
stanąć na dachu i pofrunąć. wrócić do siebie.


 

koszerna długość włosa


"Il y a une chose plus terrible que la calomnie,
c'est la vérité".

– Talleyrand


babka mówi, że nie ma ogniotrwałych żydówek,
taką może rozpalić byle mąż, byle piec.
ledwie podrośnie i ktoś ciska iskrą


w piersi i usta, pokazuje palcem
podłogę i życie zaczyna się tlić.


wtedy trzeba zakryć włosy, palą się najszybciej.
babka pamięta żywy ogień, jest pewna
że bardziej od krocza, paliło gardło


coś, czego nie można dotknąć,
co z nas uchodzi. jak z komina.


 

tartaczna


ciotka stella kochała drzewa. im większe, tym bardziej. 
wzrok nie sięgał do koron, liczyły się grube pnie. 
dałabym głowę, że widziała w nich przyszłe szafy, 
serwantki z porcelaną i opasłe kredensy.


co rok obrastała nowym słojem tłuszczu i kontem 
w banku. kiedy zdrewniała, zaczęły drążyć ją korniki. 
nie da się ich zabejcować – powiedziała matka, 
infiltrują od głowy, zabierając wszystkie zyski.


poznałam większość bolączek i niestworzonych historii. 
wysyłała je w korespondencji razem z plotkami 
i przepisami na choroby. w każdej skrzętnie ukrywała 
kota, ale listy z sierścią mówiły za siebie.


w dziewięćdziesiątym piątym wspięła się na akację, 
chcąc karmić piersią zdziwione gołębie. 
wyglądała dziecinnie w zielonej koronie. za rok wyszło 
na jaw, że drzewa można pociąć na deski do trumny.


wieko koniecznie z reliefami – zarządził ojciec.

_____________________________________________


 

honorowi dawcy herezji


stwierdzono nienaturalny przyrost poetów
bezrobotnych, dysponujacych czasem 
i dostępem do internetu. powszechne ruszenie 
wdów i rozwódek rymujących pod wpływem


opadów związanych z przemijaniem.
panie z lubością wpinają w strofy
nieużywane broszki i achy, czarując
seksapilem emeryta z niemiec, tudzież


witolda, który stracił w londynie pracę
i wolność. poeta leszek z rzymu potrafi
zmazać nocą pokaźne erekcjato
dla bilingwalnej basi z belgii.


polonijny aplauz rośnie z wiekiem
antalogią pochwalaną honorową nagrodą
przez rajfurów cool–tury obskurantyzmu.

_____________________________________


 

mniejsza o tytuł


Dans la vie il faut savoir compter, mais pas sur les autres.

Paul–Jean Toulet


madame stella isabelle kocha ludzi bardziej 
od antyków. woli meble contemporaines,
wykonane w skośnych krajach. dla każdego
pracownika miskę ryżu; bilateralna korzyść.


warto awantaż chować za kulisami.
arierscena niech będzie pochwalona;
widz nie widzi , klaszcze na wieki wieków,
podziwiając charytatywną sztukę


sklejania meblościanek i końca z końcem.
trzy tytuły przed nazwiskiem dają prestiż,
choć po chińsku – doktor, brzmi jak cochon.
niezależnie od przedrostka, świntuszymy


hojnie wysyłając datek na szczepionki.

 

_______________________________________


 

a czasem bozia mieszka na wsi


Stasiek z końca wsi, zbierał kamienie na dom;
stawiał jeden na drugim, nie pamiętał, 
że za każdym razem spadały. Mietka mówiła: 
głupi – matka po porodzie zostawiła go 
w stodole na niech się dzieje wola boska.


Czasami znikał – wtedy pusto wkoło i w studni –
psy nie szczekały, robiło się "nie wiadomo co będzie".
A Stasiek zawsze wiedział. Wystarczyło zapytać,
choć czasem strach ludziom języki ucinał.


Kowalowa chorowała na sercowe zapaści.
Stasiek wiedział, że na co inne umrze;
siedział z tydzień w komórce, wyszedł z burzą
i darł się: Kowalowa pędź do chałupy!
Ale piorun był szybszy.


Bywały noce, że krzyczał. I nikt nie wiedział skąd,
a on wiedział po co. Ludzie zamykali okna i oczy,
i czekali rana ściskając różańce. A ja szybko
modliłam się do Staśka, żeby deszcz nie spadł
na świeżo skoszone, bo któż inny byłby Bogiem?


 

paliatywnie


ojcze mój, któryś nie jest w niebie - tylko w ziemi,
nie myślę o tobie co dzień i rzadko od święta.
zerkam na fotografię, z której patrzysz dziwnie,
bo jeszcze po ludzku. dziś przyrządzam odtrutkę
na kadawerynę, zmieniam rozkład planów, by
krzyżować twoje nietrzeźwe proroctwa. widzisz?
życie potrafi odejść boleśnie od kości;
ja odeszłam wcześniej - grzeszna, pierworodna. w noc


ślepą jak ulica; nie raz zabłądziłam, to
cud wyjść na ludzi. wtedy się potrafi współczuć
i wybaczać każdy raz. ostatnia posługa,
ojcze mój, któryś nie jest, bo nie potrafiłeś.


 


Anna Grabowska


Anna Grabowska ­ ur. 26.09.1969

mówi ­ pomimo tego, że urodziła się tydzień po terminie ­ nie jest domatorką, choć nią bywa.

Pozostało jednak zamiłowanie do ciepła.

Woli wyjechać na wycieczkę, niż kupić nową kanapę.

Mieszka w Paryżu, tam też pracuje.

Jest feministką nawet wtedy, gdy farbuje włosy i nosi stringi.

Matka trzech córek, trzykrotna rozwódka. Nawet ładna.

Ci, którzy znają ją tylko trochę ­ uważają za czarownicę,

Ci, którzy poznali ją naprawdę wiedzą, że serce bije jednak na wyciągniętej dłoni (jakkolwiek 

brzmi to banalnie)

Jest zbyt wrażliwa i za dobrze widzi i za mocno czuje. Nie jest pewna czy to dobrze.

Nie lubi biografii, bo tak naprawdę nic nie mówią o człowieku,

tylko o szkołach, pracy i pozycji. Czytelnik tego nie potrzebuje,

potrzebuje prawdy, a ta niewątpliwie jest w jej wierszach

Publikowała dotąd tylko na portalach internetowych oraz prowadziła własny blog.

Nie uważa się za poetkę, lecz za autorkę wierszy.

Pin It