Bożena Kaczorowska - wiersze

 

Ryszard Tomczyk
Ryszard Tomczyk




fantanta

 

 

mówił do mnie z dziwnym akcentem.

w moich stronach nie naciska się

tak mocno na środek wyrazu.

zostawia się trochę powietrza.

 

może to było  tego dnia w którym

stłukłam filiżankę? albo rozpadał się

deszcz. i sypał świat na kawałki.


zakrywałam usta, abyś nie słyszał

jak trzepocze we mnie ptak.

wysoko unosi skrzydła.



 

powiązania z kordonkiem

 

dotykaj główki szpilki w taki sposób
aby perłowa masa uwolniła z siebie
to co ma najcenniejszego


zanim jeszcze wbije się w organzę

zostawi na niej kroplę krwi a słońce

wyssie z niej całą czerwień

nazywaj mnie Nitka przejdę przez

oko igielne przecisnę się sama

i jakoś to będzie

 

on jest przecież taki

rozsądny uwodzi mnie
przed zerwaniem

 

 

 

Mucha w Krzyżu

 

W Krzyżu dosiadał się Wojtek.

Najpierw długo stał na peronie

zanim nas zobaczył.

 

Waliliśmy w szybę na „trzy, cztery”:

wsiadaj Wojtek! Wsiadaj brachu!

Jego gabaryty budziły szacunek

u kolesi sterczących w drzwiach szynobusu.

 

Ryczeliśmy ze śmiechu, a Wojtek cielęcym wzrokiem

kiwał do nas ze zrozumieniem. Cieszył go respekt tubylców.

W nim jest wcielone dobro, nawet muchy by nie skrzywdził!

Ale nasze bezpieczeństwo zależało od nieświadomości

kolesi, tak beztrosko otwierających kolejne piwa.

 

Na podłodze konfetti z kapsli, jakaś dziewczyna

przyciśnięta do ściany — chyłkiem  wymknęła się

do przedziału. W butelce mucha przechylona

z zawartością płynu walczyła rozpaczliwie

o swoje życie. Przesuwała się w stronę

ust konsumenta i było już wiadomo, 

że znajdzie się zaraz na końcu języka.

 

 

U chińskiego masażysty

 

Naszpikował mnie igłami

i wyglądam jak dewolaj!

Nie czuję nawet, że mam duszę,

tylko mięso i krew.

 

Ciepłe ma dłonie, długie palce

i cały ten kosmos w sobie,

gdy krąży nade mną –

taki w pełni.

 

 

 

 

Papierowe strony świata

 

Woda burzy spokój kranu;

dokręcam, zanim krople wydrążą dziurę w ciszy.

Zostawmy sobie choćby jeden znak pojednania

(na wypadek braku innych możliwości).

 

Słońce maluje smugi na szybach, odbija na całego.

Prześwitują sukienki i firanki zdradzają zapał do działania.

Zamiast chłodu korytarzy wybieramy dla siebie architekturę

krajobrazu. Będziemy palili liście. Nie będziemy zbierali

ich do zielników.  Z pewnych rzeczy wyrasta się

jak z niepotrzebnych znaków zapytania.


 

 

po pierwsze

 

w ciasnych korytarzach sadu

błyszczą lampiony jabłek.

dojrzewają w nas dorodne owoce

i spadają na rozgrzaną ziemię.

 

tak na mnie patrz z pozycji trawy!

bo upadłam nisko, abyś mnie uniósł wysoko.

 

wieczorem sad pachnie inaczej;

uporczywe pszczoły dają wytchnienie, a świerszcze

celebrują z nami ciszę. zaznaczasz na mnie wilgoć

rzeki, i gęsia skórka udaje sitowie.

 

kładziemy się tuż przy ziemi,

a stado ptaków podrywa nas do góry.

 

 

 

tu wpadają wszystkie liście świata

 

wypalony piec i cicha już melodia studni.

wszystko to gra w nas jeszcze, gdy łańcuch

uderza o wiadro, a wiadro odbija od kręgów.

 

w wąskim oku pierścienia tańczą refleksy światła.
na samym dnie jesteśmy, na samym!   syczą

pomieszane języki świata. a stary piec

wciąż pamięta;  zapach rumianej skórki.

 

puszysty miąższ wyrywany z wnętrzności chleba.

ciepły jeszcze, rosnący nam w ustach.

 


 

spark

 

słowa powypadały z gniazda ust

w szczelinie bólu sygnał kroplówki

igły pijawek wchodzące pod skórę

 

dzień podnosi się już z objęć nocy

rodzi deszcz w otulinie chmury

kwili cicho w wąskiej tubie wiatru


przyśni ci się raj; pokusa jabłka

robak uczepiony błonki pestki

zapłoniesz raz tylko raz

i zgaśniesz

 

w żarze palców w dotyku

śliny która lepi się

do każdych rąk

 


 

matowienia

 

szachownica pod stopami pionka.

pole manewru dla gońca, czy

otwarta droga do wieży królowej?

 

hetman staje między nami,

a pionek z nogi na nogę.

 

stalowy ptak za oknem

rozpościera skrzydła.

 

mucha bierze go za rywala

i startuje do szyby.

 

 


 figury z chmur

 

wędrowne ptaki przecinają ocean nieba.

zatapiasz wzrok w jednej z najczarniejszych

nocy, a ona drażni się ze mną o paryski błękit.

 

jesteś otwartym „na wszystko” jeziorem.

ja, tylko kroplą, uczepioną kurczowo liścia.

wahałam się poruszana wiatrem.





Bożena Kaczorowska – rocznik 58, urodzona w Konstancinie, warszawianka z wyboru.

Z zawodu złotnik i dekorator wnętrz.

 

 

Laureatka licznych konkursów poetyckich, m.in.:

I m. „O liść Konwalii” im. Herberta – Toruń 2013

II m. „Orzech”im.  Kozarzewskiego – Nysa  (2013)

Nagroda Prezydenta Łomży   (2013)

Wyróżnienie Prezydenta Nowego Sącza (2013)

II.  „ O Złotą Lirę” - Jaworzno 2013

III m. OKP im M.  Hłaski –  Chorzów (2013)

I m. „ O Srebrny Kluczyk” w Charzykowy ( 2012),

I m. OKP Kruszwica – Kobylniki (2012).

III m. OKP„Sprostać wierszem”  –  Chorzów (2012), 

II m. OKP  im. M. Hłaski –  Chorzów ( 2011),

II m. OKP  im. K. Hoffmana, –  Bydgoszcz (2011),

II m. „ O Laur Łyny”  –  Olsztyn (2011),

III m „ O Pióro Pelikana” –  Łowicz (2011),

III m. „ O Laur Konika Morskiego” – Świnoujście (2011)

III m. „ Jesień Poetycka”– Sławków (2011 )

I m. TJW Łomianki, (2011)

 

 

Publikowała w „Okolicy Poetów”, w „Gazecie Kulturalnej”, a także na stronach internetowych , oraz w licznych antologiach

pokonkursowych. Debiutowała tomikiem wierszy:

Punkt obserwacyjny” ( wydawnictwo mamiko, 2013 ).

Od dwóch lat zajmuje się organizowaniem i prowadzeniem spotkań poetyckich w  klubokawiarni GRAWITACJA  na warszawskim Powiślu.

 

Pin It