{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Andrzej Wołosewicz

Cykl: Wiersze podróżne


Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

Pienińskie rządy barw

 

późny sierpień prawie wrzesień

mgłę można doić z rosy jak krowę

chociaż mgła jest – jak twierdzi żona –

zawsze na pogodę

 

tymczasem stalowa czapa chmur

na przekór żonie rządzi nad Palenicą

ale nie będę pchał się w ten spór

jestem na to zbyt chytry i ostrożny

 

lepiej pójdę przez łąki Macelaka na Chwała Bogu

albo z Szafranówki na Durbaszkę i Wysoką

gdzie późnozieloność poprzetykana ostami

i fioletobrązem dzikich śliw i grusz

 

zwiastuje już pełnię jesiennych barw

co zawładną ziemią do pierwszych śniegów

wtedy jednak będziemy rozmawiać inaczej

uciekając spod śnieżnego topora gór

 


Matki Boskie moich małych Ojczyzn

 

najpiękniej jest na obrzeżach poranka albo wieczoru

na obrzeżach kilku kroków tam i z powrotem

albo tylko kilku kroków tam a z powrotem to już nie

 

usiąść więc przed tak rozlegle niepewnym pejzażem

i wpatrzeć się weń jak w siebie albo w Matkę Boską

z kościoła Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu

 

albo w Matkę Boską z kościoła lub przydrożnej kapliczki

Bieszczadów Suwalszczyzny Roztocza Mazowsza czy Sudetów

albo w Matkę Boską z obrazów Ventziego Piriankova z Poznania

 

albo w Matkę Boską z malowideł Vlastimila Hofmana

z jego domu w Szklarskiej Porębie gdzie szukał wytchnienia

od Krakowa Przybyszewskiego Matejki i innych przyjaciół

 

usiąść więc i wpatrzeć się w te wszystkie niepewne pejzaże

zanim będzie za późno na myśl oddech gest i spojrzenie

zanim będzie za późno zdecydowanie za późno na cokolwiek

 

co mogłoby nas ocalić nim wsiąkniemy w tło

nim rozmyjemy się na obrzeżach poranka albo wieczoru

na obrzeżach kilku myśli tam a z powrotem to już nie


Włóczęga

      Sokratesom, co byli i będą

 

włóczęga – mówili

a do tego wygadany

 

po cholerę on tu

niech idzie gdzie indziej

 

daleko od porządnych ludzi

mówili

 

sam łazi żeby choć z kimś

po takim nigdy nic nie wiadomo

 

wychodzili przed domy

rzucając mu pod nogi

 

nienawistne spojrzenia

i wulgarne słowa

 

w ich porządnym mieście

nie był im potrzebny

 

świadomie lub nie

już ważył cykutę

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _

 

a mówiłem, Włóczęgo

nie chodź sam po świecie


Wyznanie starej Cyganki z taboru

 

przychodzili do mnie ludzie różni

panowie w krawatach panie w drogich kieckach

przejezdni handlarze co zboczyli z drogi

i zwykłe obdartusy z okolicznych bram

 

kładli pieniążek na szali marzeń

czekając na krzepiące opowieści o lepszym świecie

który chcieli wysmyczyć za swoje srebrniki

pachnące złodziejstwem spoconym ciałem i marzeniami

 

i zabierałam ich do mężów którzy nie piją

do nie zdradzających żon i przyjaciół

do grzecznych dobrze wychowanych dzieci

co szanują starszych i plemienną tradycję

 

wymieniałam chorobliwą żółć zmęczonego życia

na dobre samopoczucie od następnego ranka

wkładając w to najlepsze umiejętności i serce

oraz odwieczną sprawność cygańskich rąk

 

i odchodzili panowie w krawatach panie w kieckach

i zwykłe obdartusy z okolicznych bram

a przejezdni handlarze co zboczyli z drogi

odjeżdżali z błyskiem absolutnej nieufności w oczach

 


Odwiedziny u Norwida

 

Norwid nie umarł sto trzydzieści lat temu

dożył dwudziestego pierwszego wieku

ma teraz ponad sto dziewięćdziesiąt lat

 

siedzi przykuty od dawna

do szpitalnego łóżka wieczności

i patrzy na cyfrowy zegar którego nie rozumie

 

chlubi się nim cały szpital a nawet Państwo

dlatego usilnie podtrzymuje Norwida przy życiu

chociaż wszyscy doskonale wiedzą

 

że czytają go dzisiaj tylko poeci

maturzyści i tak nieliczni literaturoznawcy

że nie ma to już żadnego znaczenia

 

Norwid ma wysoką gorączkę i notorycznie majaczy

coś w rodzaju „czemu cieniu odjeżdżasz

domagając się rozmowy z Bogiem

 

sprawny personel nowoczesnej kliniki

wystukuje bezpośredni numer do Nieba

i podaje telefon swemu najstarszemu pacjentowi

 

bierze Norwid telefon w drżące dłonie

i słyszy to samo co wczoraj i przedwczoraj:

abonent poza zasięgiem abonent poza zasięgiem...


Nie stąd

                  mojej Warszawie

 

ja na przykład nie umiem opisywać krajobrazu

mam w sobie takie piękna widzenie

które nijak nie chce mnie opuścić

 

przesiąknięte jest dzieciństwem nad Czarną Hańczą

lodem łamiącym się pod bratem i corocznym widokiem

gołodupców na pobliskiej bindudze

 

potem to samo z bagnami nad Biebrzą

z których wrosłem już wprost w Warszawę

by od trzydziestu kilku lat wiedzieć że

 

jestem nie stąd


Sprawozdanie z wycieczki Sarbinowo-Łeba

 

wiele lat temu bardzo dobry

nikomu nie znany poeta Jacek Geisler

 

porzucił wysublimowanie poezji

na rzecz wysublimowania matematyki

 

dzięki czemu uniknął niepoliczalnych ułomności duszy

zastępując je doskonałą ułomnością liczb

 

bardzo doby nikomu nie znany poeta Jacek Geisler

nie idzie ze mną przez wydmy

 

bo ograniczył życie do betonu miasta

miasto zaś do kilku ledwie ulic

 

nie może więc objąć wyrafinowanym umysłem

mnogości ziaren piasku który parzy moje stopy

 

a jednak kiedy znowu siadamy przy zimnym piwie

w pizzerii o jakże słusznej nazwie „Napoli”

 

nasze światy od razu wchodzą

na wspólną orbitę poezji i matematyki

 

pozbawione zupełnie lęku

przed umykającym z wydm życiem


Częstochowa a rebours

 

jestem w Częstochowie

szukam piwa

czyżby w tym Świętym Mieście

którego nie zdobyli Szwedzi

było sucho w promieniu dwóch kilometrów

od Jasnej Góry?

czyżbym i ja miał polec?

 

dzwonię do Pawła Kubiaka

który tu w sierpniu pielgrzymował

ale on - choć nie stroni od piwa -

był wtedy święty więc nie pomógł

 

szczęśliwie po rozmowie

rozglądam się i zobaczyłem co trzeba

o-Patrzność pomogła!

 

nie idę na J.G.

nie dlatego bym za dużo wypił

idę na Stare Miasto

pomyślałem - trzeba je dopieścić

Jasna Góra jest dopieszczona przez tylu

że moje dodatkowe depnięcie

znaczy tyle co nic

 

a z Bogiem

z Bogiem i tak rozliczam się inaczej

 


Leśne drogi z pociągu Warszawa-Suwałki

 

z pociągu widać dużo

choć nie wszystko

na przykład leśne drogi

w puszczy przed Augustowem

wijące się wśród jezior

wspinające się na morenowe

wzgórza

i uciekające  z nich

ku wsiom i łąkom

 

urok leśnych dróg

 

- a znam to z Gulbina

nad Czarną Hańczą

z Ciemnoszyj przy torach

między Grajewem a Mońkami

czy z Andrzejowa na Łęgu

za Piasutnem koło Szczytna –

 

polega na tajemnicy:

nigdy nie wiesz tak naprawdę

gdzie prowadzą i w którą stronę

będzie następny zakręt

 

podobne zagadki pienińskich flisaków

to przy nich niczym karciany Piotruś

przy pokerze

 

leśne ścieżki leśne dukty leśne drogi

zagubić się w nich i odnaleźć

w tym zagubieniu

i...

już nie wracać



W drodze z nieistniejącej stacji kolejowej

 

jest trawa noc i księżyc

wszystko się błyszczy w jego poświacie

a przede mną droga daleka

do wytchnienia w najbliższej przystani

 

idę od stacji której nie ma od lat

to znamienne dla dzisiejszego pomieszania

dzisiejszych dziur w czasie i pamięci

która ocala wedle nieznanych wyroków

 

księżyc nie jest dobrym przewodnikiem

przystań gubi się i jakby zmienia miejsce

pod jego suchym światłem

a oczy czujnie boją się wszystkiego

 

także postaci które widać z daleka

rozpoznaję wśród nich znajome twarze

słyszę w zmiennym rytmie oddechów

muzykę drzew od tafli jeziora

 

wszyscy tańczą w jej takt po miłości kres

jak chciał ten żyd-poeta Leonard Cohen

którego słucham coraz częściej

w rytm zwalniającego życia

 


Stare buty wojskowe

 

moje buty wojskowe

mają trzydzieści lat

 

są tak stare

że pamiętają wiele

 

bąble odciski

i ulgę przy zdejmowaniu

 

uczyłem się w nich

starej sztuki zabijania

 

w nich kłaniałem się kulom

i uchodziłem z życiem

 

moje stare buty wojskowe

pożegnały wielu przyjaciół

 

którzy w innych butach

poszli swoją ścieżką

 

nakładam moje buty

gdy nikt nie widzi

 

i kłaniam się w nich

kolegom z wojska

 

zmarłym poległym zaginionym

i których zapomniałem

 

defiluję przed własną pamięcią

dziurawą jak ciało po rozstrzelaniu

 

w moich trzydziestoletnich butach

z których nie umiem wyrosnąć



Zawsze jest za późno albo popołudniowy pejzaż

 

dawnej tu była grobla

nie uwierzysz

 

tam gdzie zatęchły muł

porastały kaczeńce

 

ścieżka biegnąca brzegiem

łączyła miłość z przyszłością

 

tak się nam przynajmniej zdawało

w czasie popołudniowych spacerów

 

zanim życie zostawiło nas

daleko za sobą

 

chociaż wtedy nie wierzyliśmy

że zawsze jest za późno



Modlitwa III

 

Panie

Ty wiesz że jestem głupi

i mądrzejszy już nie będę

 

Nie prostuj moich ścieżek

ale daj mi odwagę i pokorę

abym wytrzymał skutki

mojego błądzenia

abym wytrwał

 

Ty wiesz

że niczego nie jestem bardziej pewien

niż tego że niczego nie jestem pewien

daj mi więc siłę

bym podołał swej chwiejności

 

Ty Panie wiesz

że cokolwiek uczynię albo zaniedbam

cokolwiek zrobię by potem żałować

i tak jest jak jest

a będzie jak będzie

 

Bo

Ty Panie wiesz że jestem głupi

i mądrzejszy już nie będę

 

Pin It