Stanisław Dłuski - wiersze




SPONIEWIERAŁEM w życiu wiele kobiet

Dzisiaj liżę stopy gwiazd

Spadam niemiłosiernie w dół

Przeliczam liście drzew

Gdzieś w głowie przecinek liczy sny

Nie mogę dalej łykać amitryptyliny

Bo skowronek wciąż budzi mnie

Więc piję o poranku maślankę

Palę mentolowe oczy kolegów

Mój Chrystus na  ścianie oddycha

Pająk snuje melodie Cave`a

Warto umierać dla twoich dłoni

Matko wygnanych z ogrodu

 

 

 

 

Oda do wydrążonego

 

 

podmiot wydrążony z wszelkich romantyzmów

z ja pozostała ość

w przełyku wiersza odartego

z ciała Adama którego miała(?)

kiedyś Maryla Wereszczakówna

kiedyś moja miłość znaczyła

kiedyś „moja” znaczyło cokolwiek

dotykalnego a dziś poza odbytem

czyli bytem śmietnika

brniemy po pas w mule

niepo -

rozumień

nieszpory milczeń

rozum wyłączony zmęczony

światłem nocy i dalej

co nocy wypalona żarówka

budzi przełyk wiersza

gdzie ość pyta o treść żołądka

bakteria – bóg

upomina się o powrót

do ja i ty

do boskiego nieistnienia

 

 

listopad 2010, kiedy liść-podmiot opadł

 


 

Oda do bezdomności

 

 

Nie mieć domu nie mieć schronu

Nie poddawać się żadnym antropomorfizacjom

Ody do sensu oddać do  lamusa

Jak liście wschodzić i zachodzić

O wyznaczonej przez rytm nicości porze

Prowadzić słowo ku przepaści

Wtedy czuć smak oddalenia

Wycofania w milczące pola snów

W których mieszkań wiele

Dla karalucha i robaczka świętojańskiego

Więc świeć bezdomności i głodom

Kobieto o obcych imionach

Żadne „kocham” nie pomaga

Mity są dobre w mokrej pościeli

I smak śmierci nabiera rumieńców

Więc pieścisz ciało poddane rozkładowi

Rozkładasz się na wszystkie nieobecności

 

2010

 

 

 

Listek żywego popiołu

Pamięci Zbigniewa Herberta

 

 

Z wątpliwą powagą

Ofiaruj potrzaskanemu światłu

Pelargonię ze spalonego ogrodu matki

Listek żywego popiołu

Tak  będziesz ocalony

Gdy litery porwie czarny nurt

Popłynie gnój ciał i kamieni

Zdradzony w ciemnościach

Będziesz gryźć palce i pępowinę

Która łączy cię z wiatrem kosmosu

Z cieniami poległych i wydziedziczonych

Na rozległych piaskach rozpadły się

Domy cichych miłości

Dalej trwa bez-czas umarłych

Kwiatów snów planet

 

 

28.11.2010

 

 

 

Eden i pokrzywy

                           

 

Zawiniłem na samym początku,

Kiedy kwiliłem wśród liści i ptaków,

Pokrzywy parzyły mi usta,

Którymi wyznawałem ci wolność,

Nasturcjo o obliczu kurtyzany,

Myliłaś ją z miłością,

Z lotem jaskółki, wyznaniem gwiazd,

Kiedy nas wygnano z domu,

Usiadłaś na progu lasu, dotknęłaś bólu

Samotności, nie było gdzie uciekać

Przed przeznaczeniem, więc

Pozostały obce spotkania, rozmowy

Na granicy milczenia, gorący

Oddech wojny i wciąż niespokojny

Los wnuków Adama, Ewy, Norwida

 

 

 

„Sztuczne raje”

dla Moniki z planety Wenus

 

Naładowane krzykiem śliwek

Szpaki odnawiają słowa pejzażu

Który w strefie Apollinaire`a

Utracił swoje dziewictwo

 

Stary dom już gryzie gwiazdy

Zimą oddech drzew przypomina

O początkach pokrzyw i snów

W które wpadamy bezimienni

 

Zjadają nas na przystawkę

W podrzędnym barze

Pełnym szklanych kufli

Modlitwy topimy w nerkach

 

Zimne miasta jak obce kobiety

Na mapie serc rysują przyszłość

Kiedy naszą świadomość opiszą

Zardzewiałe szmaty do podłogi

 

 

11 - 13.12.2012

 

 

 

 

 Nie dla kobiet

Nie byłem nigdy stworzony dla kobiet,

Tylko Madonna oświetlała mi drogę

W kanale, kiedy przeprawiałem się

Na drugi brzeg Styksu; nie ogarniałem

Lotu trzmiela, agonii kreta, szeptu

Pelargonii, tuliłem głowę do traw

I szczawiu niezłomnego jak wszystkie

Minione lata; rosło we  mnie Nic, zapuszczało

Korzenie jak perz, pleniło się, otwierało

Paszczę pełną siekaczy, zjadało moje wnętrzności;

 

(próbowałem je utopić w alkoholach

i dysonansach  przegranych miłościach)

 

ratował mnie rower marki Ukraina,

ciężki jak orka na ugorze, pokonywanie

gór i góreczek Beskidu, puchły

nogi, zbawienny ból, na chwilę Nic

robiło się maleńkie jak orzeszek,

ale wracała noc, koszmary, znowu

rosło, stawało się balią dzieciństwa;

 

nie dla kobiet te wyzwania, po co

zaśmiecać ładne główki i ciepłe

serduszka jak z odpustu,

niech hodują ogródki i ogórki,

sentymentalne wyznania dla

facetów z głową pełną kapusty,

ja przy nich jestem pusty,

jest tylko moje Nic, ono mnie

nie opuści


20. 04. 2013, g. 1,18 (po rozmowie z Adamem S. w norze aktora)

Zdzislaw Beksinski
Zdzislaw Beksinski




Prośba o spalenie na stosie

             „Ale śmiejcie się śmiejcie się ze mnie

             Ludzie zewsząd ludzie tutejsi”

             (G. Apollinaire, przeł. A. Ważyk)


Wybaczam wam że mnie osądzacie

Pijecie moją krew zjadacie od lat

Moje wnętrzności sny marzenia

Nad zalewem budujecie stos

Płoną moje spojówki w ciemności

W której przytula mnie Chrystus

Tylko on jest przyjacielem bezdomnych

Niekochanych poetów Wisłoka

Poi alkoholami ziemi i zieleni

Podajcie mi chociaż dłoń

Na cienkiej kładce niepewności

Oddajcie zwątpieniom moją miłość

Spalcie wszystkie dni i kalendarze

Idę mostem zamkowym dalej

I dalej niż oczy widzą niż nos

Przeczuwa kolejne szubienice

Nad przepaścią bytu czy odbytu

Bezradne słowa wrzucam do śmietnika

Jeszcze Kościuszko kusi mnie historią

Krótkiego zmartwychwstania

Ale jestem poza tym miastem

Z pająkami i motylami tańczę tango

Przed świtem przed księżycem

Zlitujcie się nade mną sponiewieranym

 

Przed Wigilią 2012

Poznawanie wiewiórki

 

Poznałem cię przez Miłosza,

On pośredniczył w zaślubinach

Posiwiałego wierszoklety i wiewiórki

Z Podkarpacia; napisałaś, że usłyszałaś

Coś, jakieś słowo zmęczonego belfra;

Wiewiórko to tylko chwila, gwiazda spadła

Między nami, stokrotka zakwiliła

O wiośnie i ptaki wydziobały nasze

Sny o kosmosie, godziny gorące

Od telefonów, wyznania, ciała

Dalekie i bliskie; zbudowaliśmy

Dom, w którym mieszkań wiele,

Ogień rozmawia o początku,

Ćmy piją słowa z naszych dłoni;

Zrobiłem się cholernie sentymentalny,

Więc wino uleczy mnie z liryzmu,

W Połomi wykoszę trawę, by jelenie

Mogły przeliczać dni i noce,

Poznałem Miłosza, poznałem ciebie,

Już jaśniej nad Ziemią Ulro

 

 

 

 

Morwy i popioły

 

 

Jeszcze krwawią morwy w tamtej

Wieczności o twarzy babki Katarzyny

Ona nie przychodzi

Spowiada się

Przed komputerem ze słodkich

Nocy i gorzkich dni

 

On przytulony do pająków

W obskurnym baraku

Który przypomina ojczyznę

Pełną kości i popiołów

Ze spalonych modlitw

 

 

Droga pełna słów i kamieni

Nie dla wygnanych z ogrodu

Starców i dzieci Abrahama

Padają liście na twarz

Płonie pusty ołtarz kościoła

 

 

 

 

Kropla rosy

 

 

Zgodzić się na ciemną i

bolesną muzykę wnętrzności

 

powiedzieć tak przemądrzałym

bubkom i szalonym starcom

 

oddać wszystkie bunty

krzyki ironie na śmietnik

 

leżąc koło kobiety

w pocie czoła i spermy

 

dotknąć jedności nocy

tak poza granicą ojczyzny

 

porzuconej na drogach

wyznania i wygnania

 

dotrzeć wreszcie do siebie

zobaczyć ziemię w kropli rosy

 

14. 07.2013

 

 

 

 

 

Rudowłosa i kret

 

 

Odżywiałem się przez lata

Cierniami i maślanką,

Hodowałem w brzuchu

Chłód kamieni, słuchałem

Bezlistnego krzyku zjadanych ryb

I spadałem na dno. Umilkły

Lata. Zazieleniły się wargi

Słów, podlewane czułością

Rudowłosej. Gdzie tamta gwiazda

Upadły poeto, w dziąsłach

Uwiła gniazdo, czuję  krew jej

Światła jak przepływa między

Prześliczną i moim snem

Ocalonym z zimy stulecia;

Dalej grają na stadionach

Narodowych w wygrane-przegrane,

Miłość-nienawiść, jasno-ciemno,

Nie bierzemy w tym udziału,

Lepszy pot, który spływa

Z pleców, nogi utrudzone

Drogami do krainy bezdomnej,

Tam mały kret wtulony

W oddech ziemi czeka na

Naszą spowiedź

 

15. 07.2013

 

Piosenka skowronka

 

 

Zdradzałem i byłem zdradzany

Spadałem głową w dół

I dotykałem stopami nieba

Zdobywałem Himalaje codzienności

I gniłem w podmiejskim śmietniku

Nienawidziłem mojej nory

I kochałem smak pokrzyw

Dzisiaj świat odsłania pustynię

Na której rozsiewają nasze głowy

Wyznania i wspomnienia

Mniejszy od siebie

Wyżej niż dym z komina

Nie wzlecę pogodzony

Ośmieszony oswojony

Buntem poję wnętrzności

Szaleństwem trawy na wiosnę



STANISŁAW DŁUSKI

foto: Estera Kulawska
foto: Estera Kulawska
Ur. 8 października 1962 w Jaśle. Poeta, krytyk literacki, starszy wykładowca w Zakładzie Literatury Polskiej XX Wieku. Współzałożyciel i były red. naczelny „Frazy” i „Nowej Okolicy Poetów”. Publikował m. in. w „Akcencie”, „Dekadzie Literackiej”, „Kresach”, „Kulturze” paryskiej, „Nowym Nurcie”, „Odrze”, „Periphery” (USA), „Studium”, „Twórczości”,  „Zeszytach Literackich”. Wydał siedem tomików poetyckich, m. in. „Dom i świat”, „Elegie dębowieckie”, „Samotny zielony krawat”, „Lamentacje syna ziemi”, „Szczęśliwie powieszony” oraz książkę naukową „Egzystencja i metafizyka. O poezji Anny Kamieńskiej” (2002). Otrzymał wyróżnienie za najlepszy debiut im. Kazimiery Iłłakowiczówny, Nagrodę Literacką Miasta Rzeszowa, Nagrodę Zarządu Województwa Podkarpackiego, prywatną nagrodę Marcina Świetlickiego. Tłumaczony na angielski, czeski, francuski, serbski, ukraiński, włoski. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.


Pin It