Witold Wirpsza

- urodzony 4 grudnia 1918 roku w Odessie, zmarł 16 września 1985 w Berlinie. Poeta, prozaik, krytyk literacki i tłumacz literatury niemieckiej. Studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego i w warszawskiej Wyższej Szkole Muzycznej. Uczestnik kampanii wrześniowej 1939, więziony w oflagach. W roku 1970 z powodu obłożenia go zakazem druku wyemigrował do Niemiec.

Twórczość W. Wirpszy ma cechy wybitnie indywidualne, jest świadectwem ogromnej erudycji i szerokich zainteresowań poety. Jego młodzieńcze utwory zaliczane są do nurtu symbolizmu; po wojnie tworzył początkowo wiersze socrealistyczne, by ewoluować w strojnę liryki dyskursywnej, intelektualnej, ironicznej, niekiedy posługującej się językowym eksperymentem i hermetycznej; w jego twórczości pojawiały się również wątki religijne i filozoficzne. W. Wirpsza uważał siebie za symbolistę, chociaż cechy formalne jego utworów są dalekie od symbolizmu; był pod silnym wpływem niemieckiego matematyka i logika L. Wittgensteina, jednocześnie wierzył w pozaracjonalne, całościowe poznanie, do którego ma doprowadzić chaos, nieoczywistości, rozbieżne wątki, złudzenia. Wraz z żoną, Marią Kurecką, tłumaczył dzieła m.in. H. Brocha, J. Huizingi, T. Manna.

 

ODCHODZĄCEDMU

Siadaj i pisz pamiętniki; nie dyktuj ich, bo
Nie masz ich komu już dyktować. I na stojąco
Przy pulpicie także ich nie pisz: nie będą to
Wiersze Goethego. Nie używaj długopisu, weź raczej
Staroświecką stalówkę w drewnianej obsadce
I maczaj pilnie co kilka słów w kałamarzu.

Zasiądź w rozłożystym dębowym konfesjonale;
Znaleźć takie można jeszcze po strychach
Wiejskich kościołów. Są zakurzone i ciemne w środku,
Spenetrowane przez grzechy wyznane szczerze,
Albo przemilczane, albo skłamane, co zresztą nie jest
Ważne. Z mrokiem można sobie poradzić: cudze grzechy
Świecą jak próchno po nocy, rozświetlą ci duszę.

Pisz, co ci się nawinie pod pióro. Możesz koloryzować,
Zmyślać nawet; zeszyt niech będzie w kratkę,
Aby ci litery wychodziły równo. Tak jest, wyjdą ci litery.
Tak jak wychodzi zapas wina poecie. Świat jest ogromny.
I łóżko niech stoi w pobok konfesjonału; daleko
Na odpoczywanie nie należy chodzić, również i na wieczne.

Berlin, 18.9.1982 r.



WIATRY BAGIENNE

Wyzwalanie się wiatrów bagiennych
Jest w istocie swej dotąd nie
Zbadane; panuje niezgodność nawet
Co do tego, czy określenie: wiatry
Bagienne oznacza przewiew, którego
Substancją jest lotne bagno, czy też
Przewiew, który dobywa się z
Obszarów bagiennych, lecz bagnem
Właściwie nie jest. Wiadomo jedynie, że
Wiatry bagienne mają coś wspólnego
Z rozpłomienieniem: w strefie ich
Przewiewu najmniejsza iskra wywołuje
Ogień, ogarniający nawet to,
Co z substancją bagna nie ma związku.
Pożary powszechne wybuchały dotąd
Zawsze i tylko w przewiewie wiatrów
Bagiennych, ale ogień nie
Imał się bagien. Wyzwalając
Wiatry, same radują się
Trwałą wolnością.

 

 


 


OTWARTA KOŚĆ

Wiele otwarcia w człowieku: otwarta
Dusza, otwarty umysł, otwarte serce.
Odwiedzajcie mnie na odjezdnym,
Jestem pełen dobrej woli, przychodźcie
Mnie żegnać, zajrzyjcie do wnętrza
Przez szparę umysłu, serca, duszy,
Podglądajcie spiętrzenie dobroci i
Nagromadzenie wyrozumienia. Jestem
Duszą, umysłem, i sercem na odjezdnym.
Ale wstyd wtargnął mi w kości aż
Do szpiku, moje kości i moja twardość
Są otwarte: na mój użytek i nie jest
To odkryte. Nie odkryty jest
Wstyd serca, umysłu i duszy na
Odjezdnym, kiedy koleje żelazne i
Samoloty goni szczekanie liści,
Wycie trawy i płacz zboża. Kiedy
Już odjadę, mówcie: był to
Człowiek otarty o otwartych kościach,
Zakrywał wstyd.

 

WIEDZA WTÓRA

Kiedy już dowiedziałem się
O tym wszystkiego, wiem nagle,
Że w tym właśnie tkwi
Niewypowiedziane drugie
Przeistacza pierwsze
W narząd osłupienia.

Rozbrykały się moce
W twardym azocie i tlenie:
Bez twarzy.



WŁAŚCIWOŚCI MROKU

Mrok wynika
Z gładzonego kamienia Apollinowego,
Z domostwa ładu. Potoczysty jest
I potoczystości swojej nie gubi. Zaciemnia, ale
Nie oślepia; jest bezsilny i nie jątrzy:
Ani aparatury oka z jego żółtą plamką,
Ani żadnej innej aparatury nerwowej. Nie ma
Miary, ponieważ nie tętni.
Nie można go odepchnąć rękami, ponieważ
Nie ma w nim nieba gwiaździstego. Nie
Wyrzuca z wehikułu świata, obywa się
Bez świata; i bez światła, swego
Przeciwieństwa. Gdy światło się zapala,
On wciska się w substancję, daje jej
Miarę /sam bez miary/, staje się
Światłu nieodzowny
I wtedy budzi grozę. Samotny i osobny
Grozy nie budzi i obce mu
Apollinowe gnojowisko: wynika z gładzonego
Kamienia, a to niewidoczny kamień.


Pin It