Agnieszka Tomczyszyn – Harasymowicz - Wiersze

 

 Renata Kulig- Radziszewska
Renata Kulig- Radziszewska



ciepło właściwe

De-klarujesz mi niepokój, gdy zabawa w chowanego ma inne zasady.

Przekłuwasz uszy, mija egzema świetlistych poranków. W widocznych

miejscach przechowujesz lalki o twarzach dzieci; słychać nucenie

osowiałych matek. Szykujmy się do odlotu, bociany na pewno zabiorą

nas w prostolinijne wspomnienia z ufnych baśni. Szybkowary

nie są już tak szybkie, zastanawia mnie rytuał czerpania aromatu;

nie mam terminu na wklepywanie nowych znaczeń w ziemię.

Wszystko dzieje się onirycznie, jedynie dzieci potrafią wybudzać prawdę.

 

Są dwa powody wyrastania z siebie; po pierwsze odwroty, po drugie

odejścia. Ekspresyjnie łowisz treści przypadkowe albo wróżysz z dłoni

śpiących dzieci. A gaje zasypiają inaczej niż ludzie, inaczej układają

przyszłość spłowiałych liści. Dzierganie słonecznych nici nie zaspokoi pragnienia. Z perspektywy źdźbła  szorujemy paznokcie, by je obgryźć

do krwi. Możliwe, że wyrasta się także z koloru karminu. Jedyne,

co nadal robi wrażenie, to pacierz dziecka nad umarłą biedronką.

 

 

 

Najbardziej traumatycznie umierają soliści. Scena stała się nagle za ciasna dla widowni. Aplauz wywietrzono nad ranem, kiedy na dłoniach pozostał jedynie obrzęk. Tyle płaci się za obrazoburcze pożegnanie.

Zaprowadź mnie na scenę, tylko tam jestem całością. Echo za bardzo przyzywa dzikie przestrzenie. Wszystko na nic. Powtarzane brzmienia przeszkadzają. Rolę odklejania od bytu odgrywa się mozolnie, bo tekst jest zmienną okoliczności.

Oswajasz więc bełkot przypominający język swahili.

 

 

zamknięty cykl przemian

Języki napływowe są swojskie w każdym języku. Czereśnie, czereśnie…

słodkie słowa zakodowane w ciemnej czerwieni. Słyszysz jak

szpaki łowią usta, jak przylatują do soku ziemi. Lala wpatrzona

w przestrach liści siedzi przed dworkiem, w środku dzieciństwa

przygląda się bladym licom dzieci umazanych trawą,

powiem jej po angielsku o wielkiej prostocie, powiem po słowacku

o srebrach w kredensie, które błyszczą jak oczy hazardzistów;

tylko zostawcie to drzewo, z korzeni nie wycina się pamięci.

 

Kiedy czas  zaczyna biec wstecz, nikniemy w sekwencjach

wyżłobionych na zamówienie. Tu światło dnia, a tu światło

wewnętrzne. Ukorzeniam się w dedykacji, że świat promieniuje

sensami wbrew siłom ciążenia i boję się nawet milczeć, by

nie przemilczeć siebie. Tramwaje jak puszki Pandory kuszą

medialnym językiem; przeczytaj i uwierz w uśmiechnięte twarze,

co do wiary w poezję – nie musisz mieć zdania.

 

 

zasady równoważności

Ona nie przyjdzie dzisiaj w nocy do twojego łóżka,

zatoczy tylko okrąg palcem na plecach spokojnej plaży;

od dawna kolonizuje się słoną historią o ckliwych lądach,

pod jej stopą – jak ślimaki w muszlach – porusza się przeszłość,

po nocnych wojażach oczyszcza dłonie ze zjadliwych

pocałunków; wiem, że nie przyjdzie do twojego łóżka

ani nie strzepnie słów z języka dla wyjaśnień, zatoczy

tylko okrąg pod żebrem i wypłynie.

 

Tak trudno pojąć chemię, która nas łączy, nie tłumacząc

pierwiastków zdjętych ze skóry; rozbieraj mnie powoli

z atomów twojego ciała, z całego pierza gęsiej skóry.

To jak śledztwo, gdy szukasz blizn zostawionych przez system,

nie rozbieraj mnie tak nagle, kiedy łuki jeszcze cielesne

i symetryczne nad równią pochyłą z datą i nazwiskiem.

 

 

centralne pole grawitacyjne

Nie uspakaja mnie tatuaż na przegubie dłoni, przynależę

do minimum, moje ciało nie jest własnością społeczną,

nie pozwalam go kontrolować, kurczowo trzymam się rosnącej

we mnie fasolki, to jakieś zakorzenienie w przestrzeni odspołecznej,

kiedy poruszający się negatyw może więcej niż rozsądek.

Wiosna to czas narastającego oporu, zapachy drażnią,

ochota na kiszonego zagłusza ochotę na ciebie, muszę przejść

do przestrzeni dospołecznej, ale boję się, że zjawią się ludożercy.

 

Młodość przemyca się w świat namiętnością – dotyk zdławi

wszystko, nawet gwiazdę nad sceną. Dłonie zbierają chłód

spod wyobraźni, bo jesteśmy artystami tylko w swoich rękach.

Nie uciekaj z fotografii, pozycja centralna nie potrwa długo;

potem będziesz już tylko zwykłym człowiekiem –

przyzwyczajonym do pokrewieństw.

 

 

Szelest – grupa zachowań rytmicznych. Zbyt mocne uderzania w miejscu splotu słonecznego przytykają czujność. Stajemy się nieuważni i nawet migające światełko nie może być drogowskazem. Brzuch oszukuje odśpiewując mantrę.

Subtelne energie mistyczne niosą ciało amorficzne ku źródłom. Lepiej mnie nie całuj w tej chwili. Z powodu uczuć pierwotnych raczej zapomnij o pocałunkach.

 

 

wzorce wielkości fizycznych

Adrenalina działa agonistycznie, ale nie bój się – działa tak

na receptory, by zdalnie wyłączyć pamięć. Jasność zdań

zatrzymuje chwile po promiennej stronie łóżka. Potem wydalamy

siebie, ale nie obawiaj się – to zwyczajna przemiana materii.

Powtórzone szczepionki chronią wiernych ołowianych żołnierzy.

Deszcz jesiennie się wydzwonił, rozszeptały się anioły z pudełka –

cierpienia i błędy zawsze będą niepokoić.

 

Gniazda przytulą zmęczonych podróżą, zapachnie ziemia letnim

pragnieniem; po ostępach rozpierzchną się słowa. Wszędzie wyczuję

miękkość i sposobność pieszczoty; niedosyt wygoję kołysanką.

A kiedy słońce wypadnie z rąk Bogu – wpadnę ci w usta.

 

Pin It