Anna Maria Musz - wiersze

***

 

od kilku godzin obserwuję ręce

zawisają nad płótnem i zlatują w dół

by zaczerpnąć koloru

 

od kilku godzin krążą

uparte i senne

znosząc na biały prostokąt

różnobarwne plamy

 

- odsuń firankę

- w tę stronę?

- w tę stronę. Żebym miała jaśniej

 

 

jak niewiele potrzeba malarzom

po całym dniu w pracowni

 

trochę więcej światła

 

 


Gniazda

 

gniazda uzależniają

więc gdy już naprawdę się w nich nie mieścimy

czepiamy się gzymsu pod obcym dachem czy balkonem

i nowe lepimy tam gniazdo

 

to może być też wnęka między starą komodą a szafą

w łaskawym mieszkaniu. albo nawet cisza

wtulona między dwoje niedomkniętych rąk -

spomiędzy płochliwych świateł wykrojony kąt

przywłaszczany bezwiednie po innych gniazdownikach

 

 


Na Twój powrót

 

nie pisałam o tobie już od trzech tygodni.

od trzech tygodni nie pisałam wcale

 

tak brakuje mi ciebie w tych bezludnych wersach

gdy wyjeżdżasz, Książę. staję się wtedy kronikarzem

genialnej idei: twojego ducha i twojego ciała.

historykiem od złotych wieków. kapłanką czekania

jedyną która na wylot zna obrządek i formuły

a mówi językiem tu nieużywanym

 

a później kiedy wracasz: jak dobrze że jesteś

i tak hojnie obdzielasz sobą wszystkie miejsca

krążysz po świątyniach

patrzysz z uśmiechem

na powitalny szpaler nowych książek

i tresowane na twój powrót światła

 

Na dwa głosy

 

skąd się wzięło to światło?

Nie wiem, przysięgam, nie wiem

nie ja przyniosłam je tutaj

mnie tu przywiódł głos

 

- ten głos

o którym można by napisać esej

 

głos pełen długich podróży i odległych miejsc

głos za którym idę i którym oddycham

głos zdradzonego ciała i wydanych myśli

co się w głosie odrodzą – już inne, zmienione

 

szukam słów by go nazwać

piszę coraz mniej

milknę. tylko pod tym milczeniem

mogę się podpisać

 

- głos jest wokół i we mnie, cały z żywych scen

idźcie i głoście chwałę tego głosu

 

i światła

 

Salvador Dali
Salvador Dali





I

 

po bezsennej nocy (jakby wstąpił we mnie

zegar z kurantem; pobudka co godzinę

potem krótki sen) o świcie rozkładam mapy świata

(jesteś na nich tętniącym punkcikiem w oceanie miast)

i mapy nieba (bo nie wiem gdzie idziesz dalej

w niespokojnym śnie)

 

miejmy coś tylko dla siebie. właśnie teraz

choćby to czekanie. krótkie listy z zaczytanych słów

myślenie o tym samym w tym samym momencie

 

 

II

 

nigdy wcześniej codziennie nie pisałam wierszy

ale Penelopa miała rację: trzeba zająć ręce

i myśli. więc splatam drobne rzędy liter

w nich tak łatwo się zgubić

 

na szczęście nie trzeba pruć. drzwi zamknięte

na głucho. żadnych zalotników. tylko kot u nóg

w łańcuszku samotności: opuszczony

bo i ja opuszczona uciekam mu w słowa

 

 

III

 

Książę, myślę o tym że kilka dni temu

mieliśmy wszystko. wtedy (w t e d y, legendarne wtedy)

czy wiedziałeś na ile sposobów można mierzyć czas?

 

od pewnego momentu zaczyna się dzielenie

dni na godziny. godzin na minuty.

czasu od spojrzenia do spojrzenia w okno

 

nagle piszesz że tęsknisz i odliczasz dni

to jakby świat wpadł znowu wprost do moich rąk

 

 

IV

 

czekając studiuję słynne czekania

stare eposy powieści i pieśni. szlifuję się w nich -

gdy wrócisz chcę być doskonała. chcę się

troszczyć czuwać łagodzić. drżeć

tylko niewidzialnie. podsłuchiwać sny

 

a gdy się już w tym wszystkim

do reszty wygładzę – marzę – jedziemy

w twoje miejsca, a ja robię wszystko

by wyglądać jak na portretach

chodzić kołyszącym krokiem

i tak składać ręce, Książę. zobaczysz

jak mi dobrze w złudzeniu długiej sukni

z kameą ze światła na szyi. z ręką

przy twoich barokowych włosach

w południowym świetle



V

 

okłamali nas wszyscy klasyczni poeci

czekanie to nie heroizm. tęsknota jest mantrą

powtarzaniem z pamięci. nauką na pamięć

więc jesteś mi teraz cały z czułych słów

 

ech, być tam przy tobie choć najlżejszym cieniem

albo światłem na kartce z której czytasz wiersz

Pin It