ANDRZEJ  WALTER - Wiersze

 

wiersze wybrane z tomu Pesel

Wydawnictwo Pisarze.pl

Warszawa, wrzesień 2013.

 


numer

 

dziś mogę się upić nawet kawą

niczego nie pragnąć

na nic nie czekać

założyć pelerynę snu

pożeglować we wspomnienia

 

mogę zasklepić myśli

w wodospadach reakcji

zredukować ból

do sztucznych słów

 

umiem pływać

 

godzę się

na ocean niepokoju

brak kontekstu

na historię

bez wojowników

na wiatr

bez idei

 

został mi

wykluczony z wszelkich nurtów

zwinięty w trędowatą dłoń

nowoczesny

numer pesel

 

podstawa opodatkowania


 

dotyk

 

szukam prawdziwych dotyków

światłowodów gestów

 

dotyków nie popartych naukowo

poza empirycznych

 

szukam prostych zachwytów

kapłanów magów

egzorcystów

 

zadziwiam się światłem

w beznadziei nocy

 

nie ma już nic

zabrano nas do gett

sklonowanych czystych

higienicznie wyzwolonych

 

nie ma nic

pada śnieg

błąka się po parapecie

grzejnik grzeje

ciepłą miłością

 

boję się go

dotykać


 

wyblakłość

 

mieliśmy zdobywać rozniecać

budować

mieliśmy z siebie dawać

zapisując

karty obecności

zachłanni na świat i jego objawy

sformatowani

chłonni życiem

 

mieliśmy się wahać

bez wahania

i odważnie pod sztandarem

na słońce szarżować

 

mieliśmy ufać

i budzić ufności

niezatapialni

męscy

na wierzchołku

rozpalać ognie

i wzniecać sny

 

mieliśmy

 

boską zimą

zmrozić czas

i wypić krew

 

do dziś nie wiemy

komu

nas sprzedano


 

mitochondria

 

wypełniam sens w kolorze nieosiągalnym

zatrute skrzydła

nie wzniosą do lotu

pożałowania godne upadły

przed Miłoszem

 

on się śmieje

z głębi fotela patrzy na sztorm

grzbiety fal

większe

od unicestwień zeszłego wieku

a Miłosz widzi już

nowy wiek

 

kradnę smak nieba

chowam poranki

do brudnej kieszeni

fabrycznego uniformu

 

zarabiam ciałem

 

w śmieciowym świecie Miłosz karleje

do rozmiaru jaszczura

szeleści jeszcze pełnią sal

na wieczorkach autorskich

gdzie bywał

w kolorze

nieosiągalnym


 

epoka

 

nierasowi ludzie kupują rasowe psy

zamiast wspomnień

odgrodzeni

w enklawach odosobnień

spacerują bez cienia

ścieżką czasu

                        zawsze do przodu

tylko do przodu

 

zegary nie mają tam tarcz

jedynie cybernetyczną powinność

pomiaru

 

psy umierają młodo

bo rasa tępi odporność

duchy

snują się przy murach

obojętności

 

to ludzie z epoki skowytu

idealnie oczyszczeni z dusz

oraz wątpliwości

ludzie

którzy nigdy nie umrą

poza nawiasem śmierci

 

i tylko mrok

soczysta przestrzeń świata

spopieli ciała

ziarenka

 

na linii życia

miałem wypisaną samotność

biegłem do ludzi

stawałem na łapkach

obserwując

jak byli zabawni

stroili miny

szafowali gestem

w tych pozach

czułem zapach krwi

czasem lęk

pod maską miłosierdzia

 

nie pozwalał już bardziej

uciec

poza nawias wątpliwości

poza krańce marzeń

daleko

jak najdalej

 

na linii życia

znalazłem ziarenka szczęścia

ale nie umiałem ich zebrać

rozsypały się

na chodnik prawd

były złudzeniem

 

każde z nich

w kolorze jaśminu

w geometrii spojrzenia

nie pozwalało rosnąć

ciszy



kolosalność

 

kiedy miałem sznurować but

odechciało się

słońce było bogiem bóg klaskał

w dłonie sprzedajnego raju

 

zaroiło się w fitness centrum

w fabryce słów martyrologii cieni

na dobranoc i na dzień dobry

zapachy przez komórkę

wirtualna winiarnia

spuszcza do woreczków

coraz lepsze roczniki

 

dla chama

 

mieli złoty róg

potem pękły sznurówki

minimalna degradacja wszechrzeczy

znów wróciła jak polski syf

sterczał za oknem

 

wyrzuciłem but

zjadłem sznurówki

umarłem

choć to

akurat było w planie


 

trans

 

zbawiciel bez tajemnic

wypuścił z raju

dziesięć przykazań

my w nirwanie

pijemy wódkę

pod osłoną nieba

 

prosto z domu dziecka

pójdziemy In vitro

po pastylki

na kopulację

 

ostatecznie każdy głosował

na prawo do orgazmu

 


 

tu jest raj

 

Dante nie przewidział

tej komedii

odwieźli go na sygnale

związanego w kaftan

 

tam w kącie Sali

siedział Jezus z lazaretu

zapytał o nadzieję

Dante milczał

kiedy wprowadzili premiera

(z dalekiego kraju)

kraju już nie było

była rzeka

od gór do morza

i lud bogobojny sprawiedliwy

jak mu pasowało

 

komedia żyła snem

na błękitnych tabletkach

spokojna cicha

 

Dante stał przy oknie milcząc

patrzył na ulicę

którą szedł tłum

w paradzie wolności


 

rzeka

 

moja łódź płynie snem

na motywach doktora Fausta

 

przecież leczył rany sztuczną chwilą

i nazbyt często

odwracał się nerwowo

za siebie

 

moja łódź płynie pełnią

i morze pełne

nieznanych motywów

wzbiera wątpliwością

nieświadomości

 

najmocniej biją

w motywy

posłusznie nasiąknięte apatią

wibrują

w pamiętniku

 

łódź tonie pamiętnik płonie

ale to już znamy

wciąż tylko nie wiemy

dlaczego


 

 

wielka noc

 

stworzył ich mężczyzną i kobietą

wyciągnął z otchłani czasu

czas

– przykleił do życia

 

daleko w sadzie rosły owoce dobrego i złego

nie przeczuł następstw wolności

znów był sam w ogrodzie

na początku początków

 

ściął drzewo - spłonęło

z popiołów zlepił krzyż

końca dziejów

na ratunek


Andrzej Walter urodził się w 1969 roku. Jest członkiem Związku Literatów Polskich Oddziału Krakowskiego. Poeta, fotografik, publicysta. Autor sześciu tomików poetyckich: „Paryż”, 2003; „Nastroje”, 2004; „Miłość”, 2007; „Tam gdzie zebrałem poziomki”, 2010; „Punkt rzeczy znalezionych”, 2011; „Śmierć bogów”, 2012, „Pesel”, 2013.

 

Mieszka w Gliwicach. Szczegóły biografii na stronie:

www.walter.proinfo.pl


Pin It