{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Barbara Medajska


Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

Testament Słowackiego

 

     „Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
     Co mnie żywemu na nic... tylko czoło zdobi;
     Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
     Aż was, zjadacze chleba – w aniołów przerobi.
              J. Słowacki „Testament mój”

 

Wrzaski pojazdów

a pod nimi ciemność

w niej ludzie

których nigdy nie widziałeś

 

nie byli stworzeni z zachwytu

jednak Bóg pozwala im istnieć

jak rozpaczy

z niej łuna

zmiażdży twój sen

 

nie przerabiaj

raczej zejdź w ich prochy

chociaż nie usypał ich Bóg

 

mówią – jeszcze nasze ciała sklepi krew

w ogień niegasnący

odejdź stąd

blady żywy i wieczny

 

ale ty

choć poczujesz otchłań stój

a gdy zasną

stąpaj boso po trwożliwych labiryntach

 

bo nad ranem

ich dzieci nadejdą

i poznasz

czas w ruiny miasta przerobił

każda gałąź na pogrzeb czeka

 

patrz

szklany człowiek dom i krzywda

zadał im ją Bóg

 

czekaj

bo zobaczą cię

tylko w ciemnych wieku dymach

lecz ty nie pamiętaj im tego pożegnania

 

 

Linda Evangelista

 

Lato było gorące i senne

w małym miasteczku

 

starszy mężczyzna zemdlał

wezwano karetkę

 

rozpięli mu wszystkie guziki

kiedy krew

zaczęła pulsować szybciej

na widok jej nóg

 

szła powoli świadoma

chwili konania dla niej

 

o tym przecież marzyła

żeby ktoś umarł z miłości

i n o tym marzył

 

stawiała nogi

na krzyż

aż padł

 

i triumfowały

bogini

karetka milcząca ze wstydu

i on zdobywca jej nóg

 

 

      Moja rodzina

 

Pradziadek Leon wspaniały pisarz

doczekał się po śmierci

izby pamięci za wyciąganie

ludu z analfabetyzmu

 

jego syn Antoni zakazany pisarz

pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim

doczekał się ulicy swojego imienia

we Lwowie

 

prababcia Róża artystka

głęboko religijna księżniczka ormiańska

zginęła od pioruna w dyliżansie

wiozła rękopisy męża

ma grobowiec

z najpiękniejszym zdjęciem

 

dziadek Tytus

muzyk i lekarz we Lwowie

zmarł na wylew

nigdy go nie spotkałam

 

babcia Henryka

młoda wdowa z trzema córkami

świadoma konsekwencji

pierwsza w sowieckim Lwowie

ubierała choinkę

z dziećmi na Boże Narodzenie

 

matka poetka

na przekór losowi

kocha swoje życie

w każdym wierszu

 

ojciec

uciekał śmierci

by do niej powrócić

 

siostra

pisze wiersze w nocy

 

brat marzyciel

recytuje z pamięci Gałczyńskiego

Miłosza Tuwima Herberta i Baczyńskiego

 

i ja

nie rozumiem przemijania

lecz coraz lepiej

rozumiem człowieka

 

 

Wiersz miłosny

 

niepodobna do człowieka

żyję jakby świat nie sprawił mi

żadnego bólu

 

jednocześnie

jestem i mnie nie ma

 

uśmiecham się do ciebie

a wtedy stajesz się wiatrem

 

ty też nie istniejesz

i ciebie tutaj także nie ma

 

wszystko pachnie miłością

jabłka leżą pod tym samym drzewem

od wielu jesieni

 

i wciąż nocą

mgły szafirowe kocham

dziwne jak twoje oczy

 

 

Miłość prawdziwa

 

usłyszę cię szeptem

gdy podglądasz tęsknot

muśnięcie nieśmiało

 

usłyszę cię krzykiem

gdy rozdzierasz

tajemnic mgławicę drżenia

 

usłyszę cię niemą

gdy wydrążysz

znaki w błysku nocy

 

usłyszę cię ranną

gdy mnie poprosisz

o krew

 

wydobędę cię

z dna oceanu

z głębi wodospadu

w szczelinie dębu

niemocy ziemi

i wielkości nieba

cię znajdę

 

rozpoznam

w każdym przebraniu

na maskaradzie

 

dogonię

w fali w wydmach

odkopię

w cząsteczkach

powietrza

 

rozpoznam

w ziarenku piasku

w kropli wody

znajdę

 

w zaroślach dżungli

najwyższym szczycie gór

 

wbiję cię w serce

jak dłuto w marmur

wstawię cię jak nasiono w duszę

wyrośniesz  jak słońce po nocy

 

będziesz we mnie jak

dusza w ciele

i gwiazda w niebie

Internet

 

już nie muszę się martwić

że nie jest fine

 

na pytanie co słychać

szybko odpisuję

wszystko w porządku

a nawet więcej

piszę bardzo ok jest

 

na ekranie dobrze to wygląda

 

jestem zawsze online

moje serce jest wirtualne

 

i tylko nocą

bogowie widzą jak jest

 

 

      Inna apokalipsa

 

Miał przyjść Chrystus

zabić sąsiadów ich psa

ciężarną obrazy Boticellego

 

wszyscy na to czekali

nawet święci

stali się demonami

 

i przyszedł Domestos

zabił znane mu zarazki

sąsiadów szczurów Botticellego

nikt nie czeka

przy otwartej zasłonie

na dzień spłukany z nadziei

 

powstały nowe twory

krzyżówki

pieśni Christosdomestos

 

i ciężko nawet dzieciom

uwierzyć w supermana

który leci nad miastem

 

 

Muzeum Powstania Warszawskiego

 

Kim jestem przy tablicy imion

kim jestem przy murze poległych

 

Witoldem kapralem

pseudonim „Warszawiak”

 

strzelcem Bohdanem

pseudonim „Kajtek”

 

Janiną sanitariuszką

pseudonim „Maria”

kim jestem na żyznej ziemi

 

550 kroków muru

kilkaset tysięcy nazwisk

i moje dwa znicze

które wiatr zdmuchnął

 

„o daj mi imię

moja ty twarda żołnierska ziemio”

 

o daj mi Boże gdy stąd odejdę

zapamiętać pseudonim „Basia”

by od blasku

Bohaterów nie wypaliło źrenic

 

 

Afryka

 

         Pamięci Ryszarda Kapuścińskiego

 

Drzewo wbite

w samotną pustynię

stoi nieme

nad przepaścią

 

góra ujarzmi

wieść wiekopomną

dziejów zapomnianych

 

a wiatr światła

czerwieńsze od krwi

poniesie ku nadziei niespełnionej

 

trwa wciąż ziemia zmęczona

śladami zwierząt

przedarta gniewem

 

spieszy się ku nocom

Bogów złowieszczych

 

spieszy się przed przebudzeniem

lud wygłodzonych braci

 

a łka ziemia liśćmi kolorowymi

łka z utęsknienia

blada i spieczona

 

kto przeszedł po niej

stopą ociężałą

by nocy –matce

brzemię zniszczenia wszczepić?

 

wysuszy lawinę łez

tylko słońce bezlitosne

 

bo idzie idzie spiesznie

przybysz

 

przez pustkowie gna jego cień

srogi i mroczny

 

tylko czaszki przestworzy

błąkają się pod nią

ziemią wyschniętą

 

kwiatów spalona pamięć

ku potomnym woła

kobiet przeszłość

dzieci przyszłość

 

kto ptakom lot szczodry obiecał?

nie one latać będą

bo pisklęta pożera

lud głodny i zmęczony

 

nie od dziś

jest nienawiść blisko miłości

 

tutaj żal przeminie

 

czyż bliższa śmierć życiu

czy też życie śmierci?

 

stoi teraz na ziemi –bólu

i woła woła

dziki i szalony

przybysz – niszczyciel

 

blasku martwych

jego zbawiciel się boi

i milczy zasmucony

 

więc stąpa stąpa dalej

przez marzenia

lasy palić

rodzić choroby

 

a jego twarz bez oczu

i ciało bez duszy

 

tu znajdzie

cudzoziemiec bezsilność swą

wsiąknie ją ziemia – matka

 

łzami jego

święta i mądra

się tylko nakarmi

 

przed słońcem

spieczonym

odpocznie cudzoziemiec i zaśnie

w martwocie życia

 

odejdzie

odejdzie zatrwożony

w wieczność


Mały Książę i lotnik

 

                   Pamięci Antoine'a Saint Exupery'ego

 

Kiedy przyjdę do ciebie

zostawisz pustyni deszcz

wyleczysz największe rany

opuścisz wspomnienie bólu

 

nauczysz się latać ponownie

i będziesz latać zawsze

 

widząc najskromniejsze gwiazdy

odzyskasz patrzenie

 

znajdzie się dla nas drugie słońce

świecące inną porą

 

powstrzymasz wojny

gdzie miłość umiera

 

jestem tym aniołem

który latał zawsze z tobą

w twoich modlitwach

 

niewidzialny

którego zatrzymasz

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

Barbara Medajska urodziła się w Wilnie, mieszka w Warszawie. Ukończyła Liceum Sztuk Plastycznych i Szkołę Muzyczną w Zakopanem. Studiowała reżyserię w Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi. Poza filmem zajmuje się twórczością literacką (poezja, esej, proza), plastyczną (malarstwo, grafika) i fotografią artystyczną.




Pin It