Benedykt Kozieł - wiersze

Janusz Hankowski
Janusz Hankowski












Przychodzi

 

 

Przychodzi

jak niemowlę

 

dostaje klapsa

uczy się

pierwszych słów

pierwszych kroków

 

gdy jest dorosła

rodzi się po raz drugi

 

wtedy nikt już nie wierzy

że kiedyś

nie było śmierci

 

 

 

 

    Starzy ludzie

 

 

Są punktualni

ciągle czuwają

budzą każdy świt

idą do kiosku sklepu

wracają z kościoła

rozmawiają

stwierdzają istnienie świata

 

tylko czasem

gdy rano długo nie przychodzi

narzekają

chcieliby się gdzieś spóźnić

boją się

przeglądają się w brzydkich lustrach

nie dowierzają sobie

 

 

 

    Obszary wolności

 

 

Moja żona

o twarzy bardzo młodej dziewczyny

wyjechała

na drugi koniec życia

wróciła w pierwszy świat

 

moje dziecko

w którym jeszcze wszystko

śmiało się

przy pożegnaniu

 

dla mnie

propozycja obiadu

pozostała

sprawdzianem wolności

 

 

 

   Punkt wyjścia

 

Rodzicom

 

 

Malowałem obraz

mężczyzny i kobiety

 

on

otwierał

ściany widnokręgu

budował

słoneczne zegary podwórza

bezpieczne czekania

 

ona

wchodziła w sad

niosła zapach

drugiej strony lustra

białą sytość

czekała

 

ja

znaczyłem punkt wyjścia


 

    To  co  jest


 

To co jest rzeką

rzeką nie jest

jest motylem

 

to co most stawia

most znosi

 

to co jest myślą

myślą nie jest

jest kruchym czołem

 

w brzegach oczu

powieką trzaska

z tamtej strony

kluczem wypada

słowem w wodę

 

 

   Bardzo blisko wyobraźni

 

Pawłowi

 

 

Staliśmy

w obudzonym niedotrwaniu

niepogodzonym bycie

bez żon i dziewczyn

przed gorącą wódką w empiku

 

patrzyliśmy

za odjeżdżającym autobusem

 

nie mówiliśmy

o wolności

miłości

ani o szczęściu

nie cytowaliśmy Eliota

byliśmy

bardzo blisko wyobraźni

 

wziąłeś kontrabas

i poszliśmy w miasto

 

dzieci

prześcigały nas

w stwarzaniu światów


 

   W środku tajemnicy

 

W środku tajemnicy

narysowałem linię

jakbym przekreślił noc

czarną kreską

 

po obu stronach

te same zachody

krzyżują się słowa

 

postawienie kroku

zmienia

tylko względną strefę czasu

 

stąd się zaczynam


 

   Wtopiony  w  istotę

 

 

Wtopiony w istotę

jestem nieuświadomioną częścią

podzielony

gubię się w granicach

opowiadam się

po każdej stronie

na wszystkich krańcach wyobraźni

świat

przyjmuje mnie

 

jestem

grzechem przechodzącego drogę

sobie



Pod  sklepieniem  świata

 

Pod sklepieniem świata

ozdobionym ptakami

między górą i dołem

ubrałem się

w czerwień hebrajskich znaczeń

rozwiesiłem

greckie amulety

 

z czterech stron

dobrego i złego

znoszę

gliniane naczynia

 

uczę się

miłości


Janusz Hankowski

   Cokolwiek  czynię

              

Nie jestem

pająkiem

zabitego dnia

prorokiem

ósmego cudu

ani

żadną rzeczą

która jest

 

słyszę

własny bezgłos

 

tak jest dobrze

cokolwiek czynię

jestem

 

 

    Szedłem do ciebie

 

 

Szedłem do ciebie

z manichejskiej bieli

w bosych stopach

z jasnej twarzy

 

okaleczony

napotkanym śladem

zatrzymałem się

na równinie

 

krąg nieba

odbity w mojej studni

zakołysał obrazem

 

w niebieskich rydwanach

zanurzyłem naczynie

pragnienia

 

 

   W tle świata

 

Jadę

mijam drzewa i ludzi

zostawiam obrazy i sprawy

znikam w tle świata

 

codziennie tak samo

codziennie ten sam

wciąż od początku

 

 

   W moim sadzie

 

 

W moim zdziczałym sadzie

żyją dzikie zwierzęta

gdy przychodzę

zastaję

wyrwane pióra

puste gniazda

świeże ślady życia

 

zawsze podziwiam

ten skrawek prawdy

 

nigdy nie wiem

jak stąd

jestem daleko

 

 

 

   Przy jednym stole

 

 

Siedzimy przy jednym stole

rodzice dzieci wnuki

patrzymy sobie w oczy

 

bywało różnie

bliscy i dalecy

opowiadamy pokolenia

poszturchujemy się słowami

 

chcemy śmiać się z tego

co mieliśmy sobie za złe

 

chcemy doświadczać jednego czasu

uzupełniać obecność

koniecznej miłości


 

    2019 po Chrystusie

 

 

Dzisiaj przeczytałem

że do Ziemi

zbliża się planetoida

 

takie spotkanie

zdarza nam się

średnio raz na dwa miliony lat

 

tym razem

jesteśmy umówieni

na 2019 rok po Chrystusie

nawet po ludzku

nie jest to odległy termin

 

wyjątkowość wizyty

przemawia do wyobraźni

przywraca proporcje wszechświata

przypomina miejsce i misję człowieka

 

pewnie zdążymy

uporządkować kawałek własnego sumienia

albo obrazić się na Boga

 

zderzenie z cywilizacją

zostawi ślady

po obydwu stronach

 

czas zawróci

i znowu da szansę

sobie

 

 

    W wodzie

 

 

Przeglądam się

jak w wodzie

 

twoje oczy

mówią wszystko

 

nie spodziewam się ratunku


 

   Wieczność

 

 

Niosę

jak wieczność

 

słowo w sobie

słowo w słowie

 

początek wszystkiego

 

 

   W niedobrej szkole

 

 

Uczyłem się

jak w niedobrej szkole

 

otoczyła mnie miłość

 

jestem

nieprzygotowany do życia

nie rozumiem nienawiści

 

 

 

    Modlitwy            

           

   Janowi Pawłowi II

 

 

Twoje okna

w Krakowie Rzymie Niebie

jak modlitwy

 

zostawione

każdemu z nas

 

na wieczną obecność

 

 

   Na koniec na początek

 

 

Minął

rok wiek tysiąclecie

 

czas strzelił

biczem

jądrowym meteorem

bombą cywilizacji

 

przetacza się powietrze

promieniuje historia

wibruje nadzieja

 

dostrzegamy

wyjątkowość miejsca

 

tu

wciąż rośnie

drzewo miłości




Krystyna Cel

 

     

Wobec tajemnicy istnienia

 

 

Uważny czytelnik poezji Benedykta Kozieła zauważy, że podmiot liryczny tych wierszy to wrażliwy a zarazem wnikliwy obserwator świata. Widzi ów świat zarówno w odniesieniu do kręgu codzienności, tego, co go otacza, a więc do tej rzeczywistości, w której funkcjonuje wpisując się w różne społeczne role, jak i w odniesieniu do świata w rozumieniu szerokiej kosmicznej przestrzeni, w której człowiek jest zaledwie maleńką cząstką, do tego świata, który kryje w sobie niezgłębioną, odwieczną tajemnicę ludzkiego bytu. Podmiot liryczny widzi zatem świat w mikro i makroskali, siebie zaś jako tego, kto szuka swojego miejsca w tym od wieków już ustalonym porządku rzeczy. Świat jest mu więc dany, podobnie jak dane są również uświęcone tradycją wartości, takie jak miłość, dobroć, prawda, piękno, z którymi się identyfikuje i opowiada po ich stronie przeciwstawiając je wszelkim niedoskonałościom świata wyzwalającym nie tyle bunt, co pragnienie przezwyciężenia zła poprzez zaproponowanie w tej poezji szeroko rozumianej miłości do świata i człowieka.

Podmiot liryczny (możemy go utożsamić z poetą) kreowany jest na pozycji obserwatora tego, co dzieje się wokół w danym czasie i przestrzeni, ale jego spojrzenie jest prawie zawsze pogłębione poprzez refleksyjną, skłonną do filozoficznych rozmyślań naturę, także skłonność do metafizycznych uogólnień. Podmiot sytuuje siebie gdzieś „pod sklepieniem świata”, jako kogoś, kto „szuka początku i końca”, „łączy niebo z ziemią” zadziwiony fenomenem istnienia:

 

Przyglądam się

drobnej wiosennej trawce

ledwie jest

a już żagiel nadyma

metafizyczną pełnią

barwi twarz

dostatkiem nadziei

sięga

świętego błękitu

obejmuje bieguny świata

 

                                        (Przyglądam się)

 

Czytając ten wiersz mamy wrażenie, że owa upersonifikowana wiosenna trawka jest tu tylko pretekstem do wyrażenia refleksji głębszych i poważniejszych – oto parząc na nią jako na swoisty fenomen natury możemy odczuwać mimo woli pokorę wobec dzieła stworzenia. Dopełnieniem takiej postawy jest też odczuwanie naszego uczestnictwa w tej niezgłębionej tajemnicy życia, w dotykaniu tego, co nieraz wymyka się nawet racjom rozumu, bo tak naprawdę wcale nie wiemy, czym jest życie, chociaż w jego badanie zaangażowane jest tyle dyscyplin. Czy takie refleksje pojawiają się w wierszu Wtopiony w istotę? Spójrzmy:

 

Wtopiony w istotę

jestem nieuświadomioną częścią

podzielony

gubię się w granicach

opowiadam się

po każdej stronie

na wszystkich krańcach wyobraźni

świat

przyjmuje mnie

 

 

Tę skłonność poety do ontologicznym dociekań i metafizycznych uogólnień zauważył A. Dąbrowski: „ Benedykt Kozieł buduje rzadko spotykaną u innych filozofię codzienności (...) Nawet najbardziej prozaiczny rekwizyt (swoje dłonie, strugi deszczu, kula świecy, wydeptane ścieżki) może być pretekstem do ontologicznych dywagacji. Potrafi przy tym niemal niezauważalnie przechodzić od detalu do kosmologii”)

Spójrzmy na jeszcze jeden utwór, który będzie potwierdzeniem tego ciekawego poetyckiego obrazowania, w którym jest miejsce na budowanie własnego widzenia świata i wynikających z niego filozoficznych refleksji.

 

 

Szedłem do ciebie

z manichejskiej bieli

w bosych stopach

z jasnej twarzy

 

okaleczony

napotkanym śladem

zatrzymałem się

na równinie

 

krąg nieba

odbity w mojej studni

zakołysał obrazem

 

w niebieskich rydwanach

zanurzyłem naczynie

pragnienia

 

                                       ( Szedłem do ciebie)

 

Punktem wyjścia (wędrówki człowieka przez życie) jest tu szczerość, czystość uczuć, co podkreślają: „manichejska biel, „bose stopy”, „jasna twarz”, ale w drugiej strofie pojawia się to, czego podmiot liryczny (nazwijmy go wędrowcem) nie mógł uniknąć – jest nim zło świata, a więc ten napotkany ślad, co okalecza. Strofa trzecia i czwarta jest dla mnie metafizycznym uogólnieniem tęsknot i pragnień drzemiących w człowieku, w tej jego niezgłębionej zagadce bytu rozgrywającej się gdzieś „na równinie” między ziemią a niebem. Punktem dojścia byłoby w tym wierszu dobro płynące z wartości uczuć wyższych, tak pięknie wyrażone w strofie ostatniej.

Ale przecież początek wiersza, a także jego zakończenie sugeruje, że poeta zwraca się do ukochanej – to jej chce tę swoją drogę w liryczny sposób unaocznić. Wiersz ten można odczytać jako poszukiwanie też kogoś, kto urzeczywistni te pragnienia – gotowi jesteśmy dopowiedzieć, że tą osobą może być kobieta.

Poezja B. Kozieła jest, jak już wspomniałam, poszukiwaniem siebie i swojego miejsca w świecie. I wydaje się, że o wiele łatwiej odnaleźć je w naszej prywatności, której enklawą jest rodzina, aniżeli w tym wszystkim, co jest już poza nią. Przekraczając próg domu już wchodzimy w rozmaite relacje ze wszystkim, co nas otacza, zarówno z tym, co jest dobre, pozytywne, jak i tym, co złe. Tu czekają nas różne ograniczenia, trudne wybory, życiowe porażki, tu musimy zderzyć się także z niedoskonałością świata:

 

 

Staliśmy

w obudzonym niedotrwaniu

niepogodzonym bycie

bez żon i dziewczyn

przed gorącą wódką w empiku

 

patrzyliśmy

za odjeżdżającym autobusem

 

 nie mówiliśmy

o wolności

miłości

ani o szczęściu

nie cytowaliśmy Eliota

byliśmy

bardzo blisko wyobraźni

 

wziąłeś kontrabas

i poszliśmy w miasto

 

dzieci

prześcigały nas

w stwarzaniu światów

 

 

                                   (Bardzo blisko wyobraźni)

 

 

 

I tego typu wiersze też są w dorobku B. Kozieła. Przemawiają swoim realizmem, jakby chciały oznajmić: oto również wycinek naszej codzienności, zwyczajny z życia wzięty obrazek. Puenta tego utworu jest smutną sugestią: tylko świat dzieciństwa może być szczery i prawdziwy.

Brak akceptacji świata, trwanie w „niepogodzonym bycie” stwarza okazję do alkoholu, rodzi frustrację. Poezja Kozieła nie jest wolna od widzenia świata także w kategoriach zła, wyrażającym się w zakłamaniu, braku człowieczeństwa. Ale takie widzenie świata nie zwalnia poety od misji, jaką wyznaczył poetyckiemu słowu:

 

słowa

które wypowiadam

są ważne tyle

ile znaczą

ile w nich początku

                           

 ( Słowa)

 

 

Poezja ma pokazywać dążenie do prawdy, do ładu moralnego w świecie, ma ukazywać jego piękno. Sądzę, że Kozieł wyraża w swoich wierszach te właśnie pragnienia widzenia świata w takim kształcie.

„Każda miłość i nienawiść, radość i gniew, prawda i kłamstwo, wiara i bezdenna rozpacz to części tej samej całości. A wszystko w buchającej życiem wiośnie, w bogactwie i porządku kosmosu. Brakuje nam często tego wymiaru przynoszącego pokorę i zadumę nad naszym uczestnictwem w tajemnicy” - mówi w jednym z wywiadów.8)

Tą wypowiedzią poeta daje nam klucz do zrozumienia jego poetyckich intencji i zamierzeń. Życie będzie więc wędrówką przez tę wieloraką codzienność, w której styka się ze sobą dobro i zło, piękno i brzydota, radość i cierpienie, ale przecież na tej różnorodności opiera się w zasadzie odwieczna harmonia świata, na tych przeciwieństwach, niekiedy trudnych do zaakceptowania. Świat byłby lepszy, gdybyśmy w sobie zaczęli budować te wartości, które poezja jako nośniczka dobra i piękna nam proponuje- chodzi tu przede wszystkie o wartości duchowe, jakie niektórzy filozofowie określają mianem caritas. Na ten humanistyczny wymiar wierszy B. Kozieła zwrócił uwagę Zdzisław Łączkowski: „ To poezja, która pomaga, a nie niweczy, która łagodzi, nigdy nie kłamie czy „rozbija” sensy, która przynosi ład, pragnienie, aby słowo stawało się czyste i miało człowieczą „postać”. Ta poezja budzi ufność”.).

 

---------------------------------------------

Benedykt Kozieł ur. 6 lutego 1959 r. w Połańcu, do ukończenia Liceum Ogólnokształcącego w Staszowie mieszkał w Niekurzy n. Wisłą.   Studiował w Radomiu i Warszawie ekonomię. Pracował w Wojewódzkim Domu Kultury w Radomiu i Urzędzie Wojewódzkim w Tarnobrzegu, obecnie mieszka w Połańcu, pracuje w Powiatowym Urzędzie Pracy w Staszowie. W okresie studiów współzałożyciel grup literackich Rozstaje i Łuczywo. Jako poeta debiutował w 1981 r. Wiersze publikował w prasie regionalnej i ogólnopolskiej, kilkunastu  wydawnictwach zbiorowych oraz Polskim Radiu. Wydał zbiory wierszy: Przestąpiłem progi patrzeń (1986), W agrafce przestrzeni (1992), Ty mówiłaś słowa wieczne (1992), To co jest (2000), W Niekurzy i gdzie indziej (2007), Otoczyła mnie miłość (2009), Słowem w wodę (2010). Laureat ogólnopolskich konkursów poetyckich. Współpracownik lokalnych pism społeczno-kulturalnych, animator kultury. O jego życiu i  twórczości pisała Krystyna Cel w książce Wobec tajemnicy istnienia. Portret literacki Benedykta Kozieła, (w cyklu „Portrety literackie” Wyd. „STON 2” pod red. Stanisława Nyczaja). Za działalność  kulturalną i literacką Bdenedykt Kozieł został wyróżniony  Świętokrzyską Nagrodą Kultury 2010 oraz odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.  Członek ZLP, oddział kielecki.

Pin It