Aleksy K. Tołstoj -  Wiersze liryczne (Przełożył Jan Orłowski)

Kazimierz Rafalik
Kazimierz Rafalik


            *   *   *  

               To nie cichego wiatru wiew1

               Listowie drżące tak poruszył;

               Jak wiatr dotyka liści drzew,

               Tak ty dotknęłaś mojej duszy.

               A dusza ma jak listek drżąca,

               Doznała tylu cierpień już,

               I wciąż jej słabe struny trąca

               I rwie tak wiele groźnych burz.

               A słowa twe tak pieszczą słuch,

               Twój widok da mi ukojenie –

               Jak z kwiatów spadający puch

               I jak majowej nocy tchnienie.

               1851 lub 1852

1 Inc. oryginału: „Nie wietier, wieja s wysoty…”



                                   *   *   *

                Jeśli kochać – to szalenie,2

                Jeśli zakląć – to już w gniewie,

                Jeśli grozić – nie na postrach,

                Jak uderzyć – to już ostro.

                Jak się kłócić – to też śmiało,

                Jak przebaczać – duszą całą,

               Jeśli karać – to surowo,

               A ucztować – jak królowie.

               1854    

2 Inc. oryginału: „Kol lubit’, tak biez rassudku…”

 

 

                                  *   *   *

               Kołysze się morze w noc ciemną3

               I fala za falą napływa…

               Tak boję się, miła, że ze mną

               Nie będziesz zbyt długo szczęśliwa:

               Bo we mnie rój myśli szaleje,

               Przeplata się rozpacz z nadzieją,

               A miłość czasami odpływa!

               1856

3 Inc. oryginału: „Kołyszetsia morie; wołna za wołnoj…”



                                    *   *   *

                Ostry topór zranił pień młodziutkiej brzozy4

                I łzy się polały po srebrzystej korze;

                Nie martw się, biedaczko, płakać nie przystoi,

                Rana nie śmiertelna, do lata się zgoi.

                Będziesz oczy cieszyć, liśćmi przyodziana…

                Tylko w chorym sercu źle się goi rana!

                Lato 1856

4 Inc. oryginału: „Ostroju siekiroj raniena bierioza…”

 

 

                                  *   *   *

               Nie macie, bracia, druha we mnie,5

               Na twarzy mej na przemian gości,

               To mroczny cień, to blask radości –

               Jak złoto na tkaninie ciemnej.

               Śmiech, uczta, radość nie jest grzechem –

               Sam lubię bawić się nie gorzej;

               Gdy minie smutek mój, być może,

               Nikt z was mi nie dorówna śmiechem.

               1856

5 Inc. oryginału:  „Da, bratcy, eto tak, ja nie pod paru wam…”



                                             *   *   *

               Głęboka otacza mnie pustka dokoła,6

               Choć tyle mnie głosów próbuje przywołać.

               Czyż wieczna niepewność wciąż będzie mnie gryźć,

               Za którym z tych głosów powinienem iść?

               Jak poznać gdzie droga najprostsza i święta,

               Jak siecią obietnic i gróźb się nie spętać?

               W rozterce stanąłem na skraju dwóch dróg,

               Gdzie każdy tak łatwo pobłądzić by mógł.

               Dość! Porzuć rozterki, podążaj bez trwogi,

               Gdzie głos najsilniejszy doleci z twej drogi –

               Głos, w którym z dalekich czy bliskich nas stron,

               Odzywa się zawsze najbliższy ci ton.

               1856

6 Inc. oryginału:  „Lisz tolko odin ja ostanus’ s soboju…”



                                    *   *   *  

               Namaścił Stwórca mnie na boje,7

               W pierś moją miłość tchnął i gniew,

               Prawicą nieomylną swoją

               Skierował mnie na prawdy zew;

               Na bój mnie zagrzał słowem świętym,

               Moc wielką w serce zechciał wlać, 

               Ale wszak woli nieugiętej

               Nie był mi łaskaw Stwórca dać.

               Już we mnie przygasł gniewu płomień,

               Miłość się ledwie w sercu tli,

               Od ciosów wciąż się jeszcze bronię,

               Ale już sił nie staje mi.

               Do zmagań w boju ciężkim, długim

               Wyszedłem w pole bez kolczugi –

               I ranny ginę w boju tym.

               1857

7 Inc. oryginału: „Gospod’, mienia gotowia k boju…”

                              *   *   *

                Nie sądź mnie, miła zbyt surowo8

                I nie bądź na mnie aż tak zła.

                Natchnienie często tkwi w okowach,

                Którymi życie pęta nas.

                Nie mogę skrzydeł swych rozwinąć,

                Do wzlotu mi nie staje sił.

                I jak w kraterze Etny ginie

                Ma dusza, którą kryje pył.

                Lecz w ciszy mojej duszy głębi

                Zaklęty moich pieśni zdrój

                Już mocno pręży się i kłębi,

                Obwieścić ludziom głos chce swój.

                Poczekaj jeszcze aż uderzy grom

                I aż się dymu słup pojawi,

                Aż wierszy mych obfity plon

                Popłynie w dół ognistą lawą.

                1857 lub 1858

Inc. oryginału: „Moj strogij drug, imiej tierpien’je…”



                                    *   *   *

                Jak wieśniak, kiedy w czas pożogi,9

                Gdy wojna sroga grozi wkrąg,

                Wynosi z domu skarb swój drogi,

                By ustrzec go od chciwych rąk;

                Wynosi skarb do leśnej głuszy,

                Gdzie zaległ wieczny, mroczny cień –

                Ażeby mu go nikt nie ruszył,

                Zaklina starej sosny pień –

                Tak ty, poeto, w trudnych chwilach,

                Gdy cierpień tyle trzeba znieść,

                W niejasnej mowie skrzętnie skrywaj

                Proroczą słowa swego treść.

                1858

Inc. oryginału: „Kak sielanin, kogda groziat…”



                                        *   *   *

                  U źródła za sadem wiśniowym10

                  Dziewczęcych stóp ślad się odcisnął;

                  Ślad inny znaczyły tuż obok

                  Gwoździami podbite buciska.

                  Ucichło już miejsce spotkania,

                  Lecz słyszy me serce zazdrosne

                  Gorący szept wyznań miłosnych

                  I w wiadrach plusk wody źródlanej.

                  1858

10 Inc. oryginału: „Istocznik za wiszniewym sadom…”



                                    *   *   *

                    Nie mam winу żadnej na swoim sumieniu,11

                Lecz spokoju nie znam na jawie ni we śnie;

                Czyste są me myśli, czyste me pragnienia,

                Lecz na świecie żyć mi ciężko i boleśnie.

                Każdy dźwięk przygodny chwytam uchem chciwie,

                Rojem smętnych myśli chodzę wciąż zatruty,

                Nawet szmery wiatru na złocistej niwie

                Zdaje się, że jakieś szepcą mi wyrzuty.

                Cień zwątpienia zaległ w sercu moim na dnie

                I brzemieniem ciężkim chorą duszę gniecie;

                Nikt jej nie potępia, nikt jej nie przygarnie,

                I tak mi boleśnie i źle żyć na świecie.

                Staram się pogodzić dwie przeciwne drogi,

                Lecz czy nie na próżno rozum mój się sili?

                Kielich pełen jadu nie mija mnie obok,

                Ni do ust spragnionych nie chce się nachylić,

                1858

11 Inc. oryginału: „W sowiesti iskał ja dołgo obwinienija…”



                                  *    *   *

                 Nie gań, miła, mnie tak srogo12

                 I nie złorzecz – słowa gniewne

                 Przecież zranić mnie nie mogą.

                 Słowa twe są jak dźwięk pereł,

                 Który pieści słuch tak błogo,

                 Gdy do wazy spadną srebrnej.

                 1858

12 Inc. oryginału: „Nie brani mienia, mój drug…”



                                  *   *   * 

                Znów opuściłem głowę senną,13

                Nie czując w sobie dawnych sił;

                Niech, Panie, burza grzmi nade mną,

                Bym senność z duszy mojej zmył.

                Jak wyrok dziś nad głową moją

                Wezwanie Twoje winno grzmieć;

                Więc wypal ze mnie rdzę spokoju,

                Proch bezczynności gnuśnej zmieć.

                To Twoje mnie podniesie ramię

                I pójdę znów na głosem Twym,

                I wydam – jak wydaje kamień

                Skrzesane młotem lśniące skry.

                1858

13 Inc. oryginału: „Ja zadriemał, gławu ponuria…”



                                     *   *   *  

                   Wy mnogie dźwięki niespokojnej duszy,14

                Nie wyśpiewanych moich pieśni skarby,

                Was wiecznie w głębi mego serca głuszy

                Głos burz i trosk co duszę wciąż mi targa.

                We mnie od młodych lat aż do tej pory

                Wciąż serce zmaga się ze światem skrycie;

                Lecz życie jest jak wichr, co łamie bory,

                A serca głos – jak ciche źródła bicie.

                1859

14 Inc. oryginału: „Jest’ mnogo zwukow w sierdca głubinie…”                           

                                    

                                    *   *   *

               To było kiedyś wczesną wiosną,15

                      Szumiały wód strumienie,

               I trawa jeszcze nie wyrosła,

                      I drzew nie kryła zieleń.

               Z fujarki pastuch na zagonie

                      Nie dobył jeszcze pieśni,

               Odżyły jednak już zbudzone

                      Nieśmiałe kwiaty leśne.

               To było kiedyś wczesną wiosną –

                      Brzóz białych tyle wokół!

               Przede mną wtedy ty wyrosłaś,

                      Nie śmiejąc podnieść wzroku.

               Wstydliwie oczy miłość kryły,

                      Lecz ukryć nie umieją –

               O blasku słońca! O dniu miły!

                      O życie! O nadziejo!

               Na widok twojej miłej twarzy

                      Łzy szczęścia lśniły w oku –

               I to się mogło wiosną zdarzyć,

                      Gdy brzozy pachną wokół.

               To było w lat młodzieńczych brzasku,

                      Gdy świat się nam otworzył.

               O życie! O słoneczny blasku!

                      O świeży liściu brzozy!

               1871

15 Inc. oryginału: „To było rannieju wiesnoj…”  




Słowo od tłumacza

 

          Aleksy Konstantinowicz Tołstoj (1817-1875), rosyjski poeta, dramatopisarz i prozaik, pochodził z rodziny arystokratycznej. Otrzymał staranne wykształcenie domowe. Wyrastał w otoczeniu carskiego dworu Mikołaja I, co ułatwiło mu późniejszą pracę w moskiewskim archiwum ministerstwa spraw zagranicznych i od roku 1837 służbę urzędniczą w rosyjskiej misji dyplomatycznej przy sejmie niemieckim we Frankfurcie nad Menem. W latach 1840-1862 służył na dworze carskim jako urzędnik kancelarii i mistrz ceremonii dworu.

          Aleksy Tołstoj miał jednak duszę artysty i służba na dworze panującego była dla niego ciężarem i przyczyną moralnych rozterek. Ograniczała bowiem jego twórczość literacką, która była prawdziwym powołaniem jego życia. Jako pisarz A. K. Tołstoj dał się poznać już w roku 1840, pisząc opowiadania fantastyczne, a następnie ballady historyczne i lirykę pejzażową. W początkowej twórczości pozostawał pod wyraźnym wpływem niemieckiej literatury romantycznej, którą dobrze poznał podczas kilkuletniego pobytu we Frankfurcie.

          W twórczości poetyckiej Aleksego Tołstoja z lat pięćdziesiątych dominowała liryka osobista. Jej tematem była miłość do Sofii Miller, żony pułkownika kawalerii, kobiety wykształconej, znającej sztukę i rozumiejącej duszę poety, który mógł ją poślubić dopiero w roku 1863. Ciągle obecnym tematem w liryce Tołstoja owych lat był też dramat poety, któremu obce było życie wśród dworskich sfer, gdyż oddalało go to od świata sztuki i ograniczało jego twórczą niezależność (dramat ów przedstawił pisarz w pięknym poemacie Jan z Damaszku). Zamieszczony wyżej skromny wybór Tołstojowskiej liryki wiernie odzwierciedla ówczesne przeżycia autora. Jest w tej liryce swoisty urok literackiej staroświeckości, ale jednocześnie zachwyca ona doskonałością tradycyjnej formy wiersza, melodyjnością języka i bogactwem – niekiedy dość konwencjonalnych – środków obrazowania poetyckiego, wśród których są częste antropomorfizacje przyrody (przykładem jest tu chociażby porównanie młodej brzozy do dziewczyny), rozbudowane metafory i liczne porównania.  

          Od służby na dworze Aleksandra II uwolnił się A. K. Tołstoj dopiero w roku 1862. Od tego czasu mógł się całkowicie poświęcić pracy literackiej, w której na plan pierwszy wysunęła się tematyka historyczna. Świadczyła o tym powieść Książę Srebrny o czasach Iwana Groźnego, ballady sławiące epokę Rusi Kijowskiej i przede wszystkim głośna trylogia dramatyczna – Śmierć Iwana Groźnego, Car Fiodor Iwanowicz i Car Borys, w której autor potępiał despotyzm i wykazywał jego destrukcyjny wpływ na państwo, na poddanych i moralne oblicze samych władców.

         Warto pamiętać, że Aleksy Tołstoj, w odróżnieniu od współczesnych mu znanych poetów rosyjskich, takich jak Fiodor Tiutczew, Atanazy Fet i Jakub Połonski, nigdy nie przyłączył się do polakożerczej kampanii, jaką rozpętano w Rosji po wybuchu powstania styczniowego na ziemiach polskich i na Litwie. Polacy w XIX wieku przypisywali aktualny wydźwięk polityczny utworom poety piętnującym despotyzm carów. Stąd wynikała popularność Śmierci Iwana Groźnego na scenach polskich teatrów w czasach rozbiorów, a sam mistrz pędzla Jan Matejko w powieści Książę Srebrny znalazł odpowiedni temat do swojego obrazu Iwan Groźny (1875).

          Aleksy Tołstoj nie jest w Polsce zapomniany również i w naszych czasach. Dosłownie w ostatnich tygodniach ukazał się wybór jego wierszy lirycznych i poemat Grzesznica (A, K. Tołstoj, To ty dotknęłaś duszy mej, Toruń 2012) w znakomitym przekładzie Andrzeja Lewandowskiego, który z upodobaniem i talentem tłumaczy w naszych czasach rosyjską poezję romantyczną (Puszkin, Lermontow) i wiersze poetów „srebrnego wieku” (Jesienin, Błok, Cherubina de Gabriack). 

Pin It