Aleksander Nawrocki - wiersze

                Wiersze z Warny           I


W Warnie deszcz,

w sercu deszcz,

ciebie nie ma.

Obce drzewa

obce morze,

w  dodatku Czarne.

Siedzę przy pustym stole,

piszę: Anna poranna dziewanna.

Przez ramię zaglądają mi

akacje:

tylko one kwitną

twoim szelmowskim uśmiechem,

w  którym

świtają moje wrzosy.

Sylabizuję muzykę

twojego imienia

i uczę się ciebie,

jak gramatyk zaprzeszłych języków.


II

Nie ma prawdziwej prawdy,

wielkiej przyjaźni,

rzeczywista jest twoja uroda:

upięte wysoko czarne włosy,

oczy jak u Mony Lizy,

sylwetka z żurnalu,

chód modelki.

Czuję, że Afrodyta

stanęła obok mojego serca,

zagląda w nie i uśmiecha się,

ale to nie uśmiech Anny,

a  więc  tylko piękna pomyłka.


Warna 19 V 2012



III

Radio Warna.

Poeci z różnych krajów czytają wiersze.

Dwa lata temu

tutaj płakała Natasza –

przeze mnie.

Rok temu w tej samej sali

śpiewała Olga – dla mnie:

płakali poeci,

gryzła palce Natalia.

Dzisiaj czytam wiersze Ingi,

litewskiej poetki;

siedzi  obok, światłowłosa.

Niech całują się nasze kwiaty,

skoro nam nie dane –

mówię do niej.

Uśmiecha się na cały świat.

I znów śpiewa Olga

ukraińską dumkę o rozstaniu.

Ingą wstrząsa płacz,

niebo też w deszczu

i nie ma Anny.


Warna 22 V 2012-06-08



IV

Biały kwiat mojego serca


Białym kwiatem mojego serca

jesteś – dzisiaj i zawsze,

W  twoich oczach moje niebo

anioł zamknął.


Kogo kochasz?  Nie moja sprawa.

Ja wiem, że ciebie,

póki  w Anny uśmiechu znów nie zobaczę

siebie.


Warna 24 V 2012-06-08


IX

Powiedziała Diana, poetka z Białorusi:

dlaczego chodzisz

z tym litewskim karawanem?

Ona niedługo ci umrze,

a  ja – młoda i piękna  –

u  schyłku twojego życia

podam ci szklankę wody,

ugotuję obiad

i zapłaczę, gdy odejdziesz.

Odpowiedziałem:

ale ty nie jesteś nią.


Warna 25 V 2012-06-08



Restita /Rumunia/ 31 V 2012-06-08      

 

Żaden mężczyzna

nie czeka już,

żebym się przed nim rozebrała,

a jeśli nawet…

Co zrobiłby wtedy?

Zaśmiał się?

Uciekł?

Dlatego płaczę

samotnym deszczem

przed pustym lustrem.



Tatarska księżniczka    I


Nazywa się Lilija,

ma ciemnorude włosy,

jest tatarską księżniczką.

Mąż odszedł od niej,

żeby szukać Boga.

Przecież Bóg mieszka w twoich oczach –

mówię.

Chodzi  jakby  tańczyła

jasną stronę życia.

Czy byłbym zazdrosny,

gdyby była moja?

Może tak.

Czy odszedłbym?

Jako od kobiety – być może,

ale od jej osobowości – nigdy.

Umie być sobą,

brać, zostawiać,

wbijać w serce stepu

swoje kobiece pytania,

być strumieniem i skałą,

ciepłym zrządzeniem losu

na każdy stan duszy.

Lilija –

słońce w znalezionym kasztanie.


II

Nosi niciane rękawiczki,

ma rudy uśmiech

w prawie trójkątnej twarzy.

Piękno waha się obok niej,

ale w końcu odlatuje

do innych kobiet,

żeby banalnieć.

Tatarskie gwiazdy

rozsypały się w jej oczach,

jasyr zbierają.

Jest metaforą duszy

mojej nie mojej,

świat się w niej zawieruszył

na prostej drodze.

I wcale nie jest lilią,

 lecz oczeretem wąskim.


Smederevo 3 VI 2012-06-08

 

 


 

 



Smederevo nad Dunajem


;Żonie

Szukałem twojego uśmiechu

w  smederevskiej twierdzy,

ale  Dunajem płynęło tylko słońce,

na ustach tatarskiej księżniczki;

były wąskie i smutne, a wargi

litewskiej poetessy

umiały tylko płakać.

Szukałem u włoskiej przygody,

zawsze gotowej,

ale jej uśmiech był tylko śmieszny,

więc wróciłem i znowu jest

przy mnie, we mnie,

twój uśmiech:

mój sen, moje życie.


Smederevo 4 VI 2012

 

 

Trzymając się za ręce

weszli na scenę:

Inga w białej sukience,

on w brązowym garniturze

i w muszce pod szyją.

Wystudiowanym gestem

podał jej różę.

Jacy oni piękni – jęknęły zgodnie kobiety.

Mężczyźni  udali, że nic nie widzą.

Za chwilę zakończenie

Festiwalu Poetów Słowiańskich w Warnie,

potem,

rozjadą się w swoje strony.

I chociaż

będzie śpiewać się w nich

ciągle ten koncert,

zamilkną zgodnie:

ona przy mężu,

on przy żonie.

Tylko ta cisza

zastuka do ich serc,

dzień po dniu,

jak zdziwione drzewo na zakręcie

gałęziami w niebo.


1 VII 2012-07-25

 

Dlaczego zabijacie sarny?

zapytałem myśliwego;

są takie bezbronne i piękne.

I tak kiedyś zdechną – odparł.

Kto wówczas zje ich mięso?

Wtedy zrozumiałem

„Czerwone maki na Monte Cassino”:

ponad 1000 zabitych…

I tak by kiedyś umarli,

ale bez tej legendy

i tej pieśni.


23 XII 2010


 

Opowiedz mi o sobie

 

Warna.

Prezydent otwiera Festiwal Poezji.

Oklaski, kwiaty, flesze.

Twórcy pchają się, żeby zrobić sobie

z nim zdjęcie.

A  co mnie to obchodzi.

Wołają na scenę.

Czytam wiersze Poświatowskiej

o słońcu i śmierci,

ale ciebie nie ma.

Uśmiechają się do mnie piękne kobiety,

że aż dreszcz przenika wielu.

A co to mnie obchodzi.

Recytują moje wiersze o szczęściu,

dawnym, dawnym –

a co to mnie obchodzi.

Gdzie jesteś?

Przymykam oczy.

Siedzisz straszliwie nieobecna,

nie piękna, a jednak niezwykła,

znowu nie moja,

chociaż drżysz, gdy odchodzę:

biały bez

I żywy kolec w sercu.

Jak cię porzucić, chociaż trzeba?

Jak cię nie objąć, gdy patrzysz

jak głodna łasząca się kotka,

ale jednak obca?

Tylko kiedy śpiewasz,

płyniesz do mnie po mlecznej drodze

swej nieobliczalności i już już

czuję cię znowu w sobie

na  chwilę, na nową drzazgę…


II

Ma cudowną żonę,

ale cierpi z powodu ciebie.

Nienawiść to broń słabszych –

miłość wykręca jej ręce,

nokautuje co rano,

a ona znowu podnosi się;

przecież chcesz tego co i ja

mówi...



Kot tatarskiej księżniczki


W dostojnym futrze, istny dżin,

stąpa na chytrych łapach chana.

Pokój to jego step i Krym,

pełen niewolnic Bakczysaraj.


Hołdy odbiera wąsów drganiem,

gniew jego zwinny jak zasadzka.

Bakszysz gdy widzi, pręży ogon.

W pazury mu ojczyzna wrasta.

Kot Lili Gazizowej wiersze

mruczy, gdy czuje pani ręce…


6 XII 2012



Pin It