{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Anna Nogaj



 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska














Księżyce


powiedz mi że wciąż jestem dotykaj
tam gdzie najbardziej mnie nie ma
i tam gdzie mnie ciągle za mało

przyjdź w samo południe gdy rozbiorę się
ze świateł jutrzenek i odbić neonowych lampek
a cienie będą dopiero dojrzewać
za framugami okien

wtedy drżeniem rąk mnie szukaj powoli
aby nie spłoszyć myśli – niespokojnie
szeleszczą na obrzeżach kartki lub płyną
za stalowym szeptem zmrożonego nieba
z którego co wieczór srebrną chochlą
wybieram chłodne księżyce

jeżeli na moment stanę się dla ciebie
czytelna będę już
na zawsze

 

 

Homo viator

 

         Czymże jest czas?

         Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem.

         Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem.

                                               (Św. Augustyn)

 

lubię te spacery między wersami
wtedy odwracam słowa. wrysowuję się
w przestrzeń

nowa strona kolejnym zwierciadłem
przechadzającym się po dziedzińcu myśli

i te rozmowy bez dna choćby z Herodotem.
już wiem że żadne zdanie nie kończy się
kropką. że to co jest było to co było stanie się

potem

miarowe stukanie w skałę laski mędrca
przypomina ten odwieczny rytm świata
i wewnętrzne pulsowanie

a kiedy wytrząsam piasek zza szkła
zegarka

myślę sobie że
może to ten sam który przesypywał się
przez sandały Tucydydesa

 

 

DPS

 

Pani S wiąże swoją pewność na supeł
sznurowadeł często plączących drogi
od okna i z powrotem. tylko tyle,
do przejścia i tak zbyt wiele

w jej oczach codziennie burzy się
dom, wtedy wyciąga szyję i podnosi
wzrok na ścianę, stąd od lat patrzy
śmielej bo z góry okrągła twarz córki.

zresztą to tak niewiele teraz znaczy
Pani S mówi, że ta kobieta to jej siostra
i że mają stały kontakt raz czy dwa
razy w miesiącu wystarczy przyłożyć

mocno słuchawkę do ucha. jak Bóg da może
się nawet zobaczą. tak często o niej opowiada
ja słucham potem siada w fotelu i ceruje
pamięć chyba bo zawsze płacze gadam wtedy

od rzeczy idę do okna i patrzę jak kwiecień
obkleja drzewa szerokie alejki poszerzają
perspektywę miłych spotkań a tu tak ciasno
i dziwne że dzięki drodze którą przeszłam

od drzwi do okna jestem bogatsza o nowe
życie tylko tyle do przejścia
i tak zbyt wiele

 

 

Trzynastką w dzień

 

jadę
za oknem ulica jak step
cisza gnieździ się w szczelinach
cegieł starych kamienic

jest siódma wślizguję się w dzień
powietrze pęka na dwoje
a miasto mruczy lubieżnie
głaskane pod sierść

słońcem
co jak blady płatek pergaminu
tłucze się o szybę
i goni i goni

jeszcze zakręt
i płynne przejście w skrzyżowanie
spojrzeń z pasażerem ósemki

przed wołaniem jego oczu
zasłaniam się
Beckettem

i wolno rozciągam wersy
bo wiem

za kolejną przecznicą
nie będę już sobą

 

 

Eros pomyślany inaczej


w XXI wieku podobno serca nie pękają
z miłości można jedynie napisać wiersz
a gdy komuś się spodoba mówi się że
to fikcja jak to w poezji często bywa


gorzej jak ona uwierzy w ciebie wtedy
wszystko staje się nie do wytrzymania
bo trudno powiedzieć potrzebuję i jeszcze ciebie
na dodatek to takie intymne i jednoznaczne


oznaka słabości powiedziała mi koleżanka
jest samowystarczalna zupełnie inaczej jak
Chrystus iść za nim to przecież przerąbane
i takie niemodne ale z perspektywy drugiego

ramienia może wydać się wszystko jak należy
a nawet ciekawiej nagle błysk światła i masz
ciepłe dłonie właśnie teraz zmieniam ułożenie
ciała by widzieć tak jak ty ale to raczej niemożliwe


powiedz mi szczere czy jesteś dokładnie
taki przeze mnie myślany jak patrzę z tym
przykrótkim rękawem i chwilą zamyślenia
w kącikach oczu mimo wszystko uwierzyłam
w nas zupełnie po nic

Innego sensu nie widzę po prostu jesteś
kochany

 

per crucem tuam


nie wiem czy udźwignę sen,
słowo, przystanek. płuca szybciej pracują,
a żebra jak kleszcze, szczelnie zamykają
spuchnięte serce.

dziś przeszło przeze mnie wiele
obrazów - barwy cienie chrystusy.
poraniłam stopy.

zupełnie nie wiem, jak to wyrazić,
ale zmęczenie. we śnie
spadałam z krzyża głową w dół -
w klęskę lub zmartwychwstanie.

potem trzeba było odwracać bieg
pociągów.czeka, czekam, czekamy.
a tutaj jak zawsze czas rozpięty na
skrzydłach kawek, kołuje za oknem.


spokojnie. to ciche pukanie,
gdy nagle przychodzi judasz poranek.
podnosi powieki światłem,

zanim pęknie kolejne przęsło mostu

 

 

myśli nad wierszem nienazwanym


żeby ten blok mógł być tylko blokiem
okno oknem a ból do wyłzawienia
bez żadnych szeptów zmiękczeń błysków

myśli przeżuwam do końca jak pestki
pukają o asfalt za późno ciszej i ciszej
bo puchną zmysły a światy rodzą się
we mnie zanim ponazywam

wielu ludzi przeszło przez serce
ślad pali popielniczka wygasłe
emocje żłobią koleiny

i zawsze to słowo nabrzmiałe goryczą
nie pęka kołysze się znakiem zapytania
a ja znów otwieram się doliną

paradoks antidotum wciąż to samo
pisać

 

 

Przecedzanie światła

 

trzeba było żalu

pęczniejącego jak świeże ciasto

ropiejącego raną tysiąca

serc

aby odnaleźć zarzewie

 

światła, chcę światła

rozpalę je w każdym śnie

na każdej drodze

 

w wierszu prześwietlę każde słowo

poodwracam metafory do góry

wypiję ostatnią kroplę jasną

z dobrego marzenia

 

i wydobędę je

za uszy wyciągnę, wyszarpię

ciemności

moje życie

 

z niewiadomej może zrodzić się

przecież

coś innego choćby łzą

niech żyje

niech żyje



 Ostatni lot



  1Krl: A oto Pan przechodził.
Gwałtowna     wichura rozwalająca góry i
druzgocząca     skały szła przed
Panem, ale Pan nie był     w wichurze. A po
wichurze trzęsienie     ziemi. Pan nie był w
trzęsieniu ziemi. A     po trzęsieniu ziemi
powstał ogień: Pan     nie był w ogniu. A po
tym ogniu - szmer     łagodnego powiewu.
Kiedy tylko Eliasz     Go usłyszał, zasłonił
twarz płaszczem.


Tu 154 trzymał się życia do końca
jednym skrzydłem chwytał drzewa
które nie sprostały

i przechylał się coraz mocniej ku wieczności
a chciał tylko ominąć pas śmierci
lecz gęsta mgła lepkimi palcami
wciągała rozpaczliwie
już do innej przystani

coraz ciaśniej
niebo rozpękło się ogniem

wyrwani
ze snu smoleńskiego lasu
szliście
a przed wami przez huk i ogień
podążał milczący baranek


 

Przejść granicę poznania

 

 

mogłabym teraz być na przykład
w poznaniu jeździć tramwajem od
punktu a do punktu b i mieć wszystko
gdzieś tam w oddali działyby się
sytuacje w których wciąż by mnie szukano

mogłabym wejść znowu do znajomej
katedry i wystukiwać spokój
na drewnianym blacie amen amen
w pamięci wciąż słowa kapłana
skąd jesteście i że Kielce jest uroczym miastem
Żeromskiego

to spotkanie mocną nicią pozszywało
wiarę i dwa miejsca prowadząc czule
dalej do myśli że mogłabym teraz być
w poznaniu na starym mieście i z mapą
w dłoni szukać nas w kolorach
wiekowych kamienic
w zapatrzeniu dziecka o niebieskich oczach

a tutaj
wmyślam się do bólu gdy patrzę w górę
wysoko na dachach dzieje się życie poza
fabułą i jest nawet zabawnie



         Anna Nogaj urodziła się w Kielcach w 1980r., gdzie ukończyła filologię polską, a wcześniej studium ekonomiczne. Jej debiut poetycki miał miejsce w „Wyspie”, prozatorski – w „Kozimrynku”. Opowiadanie pt. „Dotyk dający carte blanche” zostało nagrodzone w konkursie zorganizowanym przez oddział ZLP w Kielcach i Radio Kielce. Wygrał dwa konkursy poetyckie: II Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Feliksa Raka w Krasocinie oraz konkurs SPP Lublin na najlepszy tomik wierszy młodego autora, którego pokłosiem jest jej pierwsza książka poetycka pt. „Szeptem za Tobą”. Publikowała m.in. w „Zeszytach Poetyckich”, „Akancie”, „Fo-Pa”. Próbuje swoich sił także w krytyce literackiej i eseistyce.

Pin It