{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Anna Maria Musz

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska














Legenda o założeniu miasta

 

kto umie żyć w tym mieście niech pierwszy

weźmie kamień i zbuduje nowe

i niech to nie będzie ucieczka ale triumf

nocnych bezczelnych dzwonnic wprawnie

łamiących tę ciszę oświetlonych domów z oknami

na ulicę więc niech to nie będzie ewakuacja

tylko pochód w okrzykach w gasnących zimnych ogniach

prosto na nowy ląd

 

wasze miasta schodziły z góry jego wyjdą

z ziemi znajdzie w niej płytko znaki

które wyśnił tej nocy

podobno przed ucieczką z niewoli miał prorocze sny

i proroczy jest każdy pierwszy sen na nowym miejscu

 

czujemy że coś się codziennie otwiera jeszcze

nie jesteśmy u siebie ale przywykanie nie boli

jest raczej jak gojenie ran łagodne i białe

 

czekamy kiedy zacząć porozkładać plany

niech się tylko przesunie słońce trochę dalej

wokół tamtej wieży niech uderzą w dzwony

i rozwiną hejnał z okien jak proporce

weźmiemy swoje kamienie ukamienujemy ziemię

zbudujemy mosty i miasta


Bohema

 

za twoje niepokoje i moje wahania

za odchodzenia powroty i utraty czasu

szukam sobie pokuty na wszystkich ulicach

w parkach budynkach w deszczowe dni

bez światła w przemoczonym płaszczu

chodzę oglądać mieszkania pod wezwaniem

ciepłych wieczorów przy lampie i oświetlonych okien

 

pod posadzkami kościołów budzą się

dawni święci może zechcą czuwać może zdołają

zapomnieć że zaczynając modlitwę wchodzimy w role

może zdołają nas wtopić w tak udane miejsca

że wszyscy w nie uwierzą i odtąd azyl nasz

będą zwali domem poetów i kotów

 

będą zwali

domem


Pora przylotów

 

a jeśli już stąd odejdzie to nigdy na zawsze

będzie się troszczyć o miejsce z którego uciekła

przez akuratnie wzajemną lecz krzepnącą miłość

 

więc pilnuj tego domu

przychodź tu o świcie pogodny i przedwczesny

z ufnością z pochyloną głową pamiętaj

żeby podlewać kwiaty w porę gasić światło

codziennie kotwiczyć słońce do poręczy balkonu sypać

głodnym gołębiom przedwczorajszy chleb

 

bez ciebie byłoby w tych ścianach zbyt wiele milczenia

mieszaj w nim często aby nie zgęstniało

i dało się łatwo rozproszyć po nagłym powrocie

 

jeśli ja też uciekam zrób jak obmyśliłeś

w chwilach krótkiej nadziei

 

poczekaj aż wrócę przywołaj do rąk

a potem wprawnie podetnij mi skrzydła powiedz

że tak trzeba zatrzymaj przy sobie

bo jeśli stąd czasem odchodzę to nigdy na zawsze

Uwagi przy tagowaniu

 

oduczmy się rytuałów bogowie już nie istnieją

otaczają nas tagi całe chmury znaczeń

patrzymy w puste zenity na codziennym niebie

myślimy o wielkich migracjach postaci

i strzępów historii

na mapach które kreślimy prawie nie ma punktów

są obszary zjawisk plamy

w płynnych granicach i chwilowe wiązania

 

zrobiło się trochę luźniej łatwiej dzielić przestrzeń

ale trzymajcie się blisko dobrze otagowanych pojęć

jak statki blisko kolonii

 

zajmujcie wolne pokoje

później was zawołamy by co roztrzaskane posklejać i opatrzyć rany

i zacząć wreszcie rozmawiać o budowie imperium


Ballada

 

nie wiedzą co ich tu wiodło

przed siebie do siebie

trudno uwierzyć że można tak dokładnie przejść cudzą ścieżką

 

skąd wschodzą za oknem te słońca te słońca

jakby trzymała w dłoniach jego głowę

tę samą która tam jeszcze w nieświadomym śnie

 

i dwie głowy co kładą się pod topór słońca

zgodnie wczesnym wieczorem zwrócone ku sobie

wszak też nie te same nie te same

 

jakie słodkie oszustwo usypiają razem

ale on zaraz wstanie by czuwać nad wszystkim

a ona nie dowie się nigdy jak wiele dobrego

dzieje się za jego sprawą za jego sprawą

 

choć będą podobnych historii słuchać od przyjaciół

znajdować je w starych pieśniach księgach z pergaminu

wróci do nich pytanie czy w nas jest cokolwiek

czego przed nami nie miał nikt na świecie


Wrócimy do tego

 

jak w stare dekoracje wchodzisz w tamten pokój

własne odbicie w szybie witasz jak obcego

wychodząc całą przeszłość zostawiłeś z boku

uspokajam. powtarzam: wrócimy do tego

 

za każdym razem więcej strachów kurzów pęknięć

będzie się szukać lustra. kawałka. całego

będzie się dla odwagi rozmawiać o pięknie

które się tutaj widziało. wrócimy do tego

 

niegdyś wzgardzone pamiątki zapadają w ziemię

gubisz tracisz i trwonisz ale dopniesz swego

wybaczą porzuceni ludzie rzeczy cienie

bo na pewno na pewno wrócimy do tego


Przymierzanie

 

to jest pewien rytuał przymierzania

dłoni i stóp do śladów

tu musiałeś stanąć przechodząc przez drzwi

tam oprzeć rękę przy pisaniu listu

 

mówisz że byłam z daleka

uzgadniamy legendę. w naszych opowieściach wirujemy

przez ciemne pokoje światła od okien

domy ciała ze wszystkich epok

 

coraz więcej rzeczy istnieje wyłącznie w twojej obecności

wczoraj dzwonnice co godzinę pytały o nas

ale nie chciałam im mówić. podałyby dalej

 

tyle miejsc chce nas przyjąć

już tak niewiele trzeba. zaraz otworzę ci drzwi

z jasnego czoła odczytam nie widziane wcześniej

znaki pomyślności

 

mieliśmy wspólny początek.

przed wiekami nam obojgu obiecano miłość

mam wrażenie że to się uda

dopiero z tobą i tylko w tej erze


Anna Maria Musz (ur. 1988) – debiutowała w 1999 roku na łamach młodzieżowego czasopisma „Nowe Twarze”, teksty poetyckie publikowała m.in. w „Gazecie Kulturalnej”, „Latarni Morskiej”,„sZAFie”, „Poezji dzisiaj”, „Metaforze” oraz na portalu Pisarze.pl. Laureatka kilku konkursów poetyckich. Autorka dwóch tomików wierszy: „Errata do trzech wymiarów” (Wydawnictwo Nowy Świat, 2010) i „Odrastamy z kamienia” (Wydawnictwo Pisarze.pl, 2011). Pracuje jako copywriter, prowadzi własną agencję reklamową.


Pin It