{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Romuald Mieczkowski

 

 Bogumiła Wrocławska











Dwa kolory

 

Dwa tylko kolory zostają kiedy się ściemni –

biały przygasa wtedy – inne stają się czernią

czerwony i zielony są jednym kolorem

 

W porze zaćmienia – jak w greckiej tragedii

mimo poszukiwań i mnogości posunięć

tak naprawdę dokonujemy wyboru jednego

 

Czarny to jakże mądry kolor przetrwania

biały – wytrwały oczekiwania drogowskaz

poprzez rozjaśnianie jednolitej ciemności

prowadzi w końcu do przebudzenia

 

Wtedy zielony i czerwony już nie jest czernią

i wszystkie kolory stają się znowu sobą

z nieobliczalnym bogactwem odcieni

 

Nikogo nie martwi kolorów przewrotność

bo nie jest to kwestia zawiłej interpretacji

to tylko kwestia oświetlenia

 

 

Proza i poezja

 

Wgryzałem się w ziemię z determinacją

jakbym odmawiał oczyszczający duszę

coraz pośpieszniej krwawy różaniec

jakby od tego zależało win odpuszczenie

 

Łopata ze zgrzytem wchodzi w darninę

wreszcie błyszczącą czernią glebę odsłania

pełną mięsistych i różowych robaków

 

Kopałem ziemię – drętwiały palce i dłonie

pot spływał po ramionach i brzuchu

ostrym lepem wrzynała się koszula do ciała

 

I to była pełna zakalcu i goryczy proza –

 

Kiedy łopata z rąk obolałych wypadła

z nieba uroczyście spłynęła poezja

 

 

Pani mnie pyta

 

Pyta pani – w jakim języku myślę

myśli się w języku miłości lub jej braku

bez słów i alfabetu

myśli się w języku wiosny bądź jesieni

bez określonej pory roku

w języku radości albo tęsknoty

 

I modlę się proszę pani jak umiem

w języku modlitwy

 

A w jakim języku ja liczę –

liczę droga pani w języku strat i zysków

jak w noc lipcową gwiazdy się liczy

 

A gdyby była wojna –

po jakiej stanąłbym ja stronie

ja proszę pani zszedłbym z drogi wojnie

 

 

Pochwała śledzia

 

Tęsknił do niego Czesław Miłosz w Ameryce

wspominając czasy wileńskie i „Zacisze”

całe pokolenia artystów zasiadały przy śledziu

w modnych restauracjach na Mickiewicza

i w tanich knajpach na przedmieściu

 

Ludzie z naszych stron uwielbiali śledzika

jakiż wspaniały był tłusty i biały w oleju

z dodatkiem octu równie wyśmienity

i z plastrami grubo krojonej cebuli –

że nie wspomnę o dobrze ochłodzonej czystej

bo to śledzia dopełnienie i jego rytuał

 

O śledziu wspaniały i rozpalający apetyt –

tyś każdej dyskusji fundamentem

ukoronowaniem prawdziwie męskiego smaku

 

Na litewskim paszporcie

 

Trudno się żyje polskim wierszom

pisanym na litewskim paszporcie –

na Litwie chowają się po szufladach

czasami upiększą jakiś jubileusz

ulatując patetycznie pod sufity

 

W Polsce bywają ciekawostką

choć historia zna również przykłady

ich niezwykłych wzlotów –

 

Tu Miłosz startował do wielkości

podczas wojny na litewskim paszporcie

 

 

Nikt nie woła

 

Ilekroć wyruszałem wileńskimi zaułkami

w wędrówki rutynowe i codzienne –

choćby do sklepu za rogiem po bułki

choćby do kiosku najbliższego po gazety

albo z listem poleconym na pocztę –

drogę wydłużały niekończące się rozmowy

aż uciekłem od słów różnojęzycznych potoku

do bezpiecznej krainy polskich szeptów

Teraz kiedy jestem na warszawskim bruku

gdy do ucha wyraźnie wchodzą jego słowa

droga jak niegdyś wcale się nie wydłuża

mogę chodzić prędko – nikt nie woła

 

 

A jednak

 

Kawa bez kofeiny

i bez alkoholu piwo

seks bez miłości

banki bez pieniędzy

bez nazwisk wizytówki

bez twarzy tylu ludzi

 

Drzewa bez liści –

na wiosnę się zazielenią

 

 

Nauki ojca kapucyna

 

W otwarte pole wyjdź przed rozległą równinę

gdzie horyzont wysoki a dzwonek nieba czysty

uważnie spójrz w dal – długo i z pokorą patrz

to leczy oczy –

 

Potem śpiewaj i zapomnij o przemijaniu czasu

aż obudzisz się w chłodzie gasnących obłoków

gdy pieśni braknie – ostatnia niech będzie mantrą

 

Ostatecznie ciągnij pieśń po rusku – ale niegłośno

Rosjanie dużo ich mają – najlepsze te o słowikach

to leczy duszę –

 

Śpiewaj szczerze – z pokorą i daleko patrz –

radził mi ojciec Stanisław Dobrowolski

co siłę równin i pieśni odkrył za Polarnym Kołem

w kopalni węgla w pobliżu Kołymy –

ostatni kapucyn w okolicach Doliny Issy

 

 

Kłopoty starego poety

 

Stary poeta ma młodą żonę

i jest bardzo dumny z tego faktu

jak i z paru drobnych dzieci

odmłodniał bardzo w wierszach

udzielił śmiałych wywiadów

choćby o roli bielizny w seksie

i erotyków napisał książeczkę

humorem tryskał na przyjęciach

a teraz nic go już nie cieszy –

poecie brakuje pieniędzy

Nie chce nikt mnie zatrudnić

do jakiejś pracy – się żali –

a ja najlepiej umiem pisać wiersze

lecz zazdrośnicy ich nie drukują

a jak wydrukują gdzieś na prowincji

to skurwysyny nie płacą

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska



         Romuald Mieczkowski – poeta, publicysta, animator życia kulturalnego. Od 1989 redaguje i wydaje w Wilnie „Znad Wilii” – pismo o rodowodzie niepodległościowym. Współtwórca radia o tym samym tytule. Pisze również pod pseudonimem Tomasz Bończa. W 1995 – założyciel Polskiej Galerii Artystycznej „Znad Wilii” w Wilnie, obecnie jest też kuratorem w Galerii Mazowieckiej w Warszawie, promując m.in. sztukę artystów z Litwy. Od 1994 organizuje Międzynarodowe Spotkania Poetyckie „Maj nad Wilią” (odbyło się 19 festiwali).

         Autor kilkunastu książek. Ostatnie z nich – Objazdowe kino i inne opowiadania wileńskie, tomy poetyckie Nikt nie woła i Na litewskim paszporcie. Opracował i zilustrował własnymi fotografiami antologię wierszy 50 współczesnych poetów Przenieść Wilno do serca. Portret Miasta. Jego esej o Miłoszu, którego znał osobiście, znalazł się w jubileuszowej litewsko-polsko-białoruskiej monografii Czeladnik czasu. Utwory Mieczkowskiego były tłumaczone na inne języki. Sam tłumaczy z litewskiego i języków słowiańskich. Wyróżniony licznymi nagrodami – nie tylko literackimi, w tym państwowymi. Członek Związku Pisarzy Litwy. Należy do Międzynarodowej Grupy Magnus Ducatus Poesis.


 


Pin It