Anna Maria Musz - Wiersze

 

W starym stylu

 

co wiesz o mnie i co wiem o tobie

jeśli się w żyłkach światła w orbitach mijamy

obchodzimy z daleka wąskie strużki słońca

sączącego się płasko pomiędzy domami

 

iść tędy wśród tych ciemnych ścian i kocich łbów

to zmierzchem tropić historie z zakurzonych książek

korytarzem powietrza i po śladach stóp

aż do ksiąg. chcesz iść dalej – przejdź – zapomnij – wsiąknij



Astronom (z Vermeera)

 

popatrz na niego on kiedyś uwierzy

że jeszcze

wszystko

można

odnaleźć wyjaśnić

będzie dość silny by podźwignąć odpowiedź

 

umie po piętrach dachów wspinać się ku słońcu

oddechem u okularu modlić się o odkrycia

wie coraz więcej o bóstwach zza horyzontu

sam czuje się bogiem gwiazd i konstelacji

które odkrywa nocą wyławia z nieba

i niesie później rozłożone na palcach

jak delikatne meduzy już wkrótce je wyda

redakcjom Nature albo Science

ale najpierw pójdzie do niej

po łagodny uśmiech spojrzenie jak złote runo

do szczęśliwej przystani fotela przy oknie

miejsca pierwszej rozmowy o odkrytych światach



Orfeusz i Charon

 

zatem pamiętasz jeszcze

i przeklinasz pamięć bojąc się zapomnienia

pieśni

to przed nią uciekasz od brzegu do brzegu wbijając wiosła w czarną wodę rzeki

 

rozpamiętujesz dźwięki błagasz aby przetrwały ale jak najdalej

od twojej głuchej łodzi milczących kompanów

lodowatej wody bez kamieni bez ryb

 

wszystko potoczyło się tak szybko i zniszczyło spokój

podniosłeś oczy pomyślałeś samotność światło Elizejskie Pola

pytałeś dlaczego

 

i cały czas pieśń pieśń której chcesz coraz więcej

choć już więcej nie zniesiesz

pieśń potoczyła się tak szybko i zniszczyła spokój



Archipelagi

 

dobrze byłoby dowiedzieć się czegoś więcej

o topografii drobnych wysepek

na których żyjemy teraz nie wiadomo nawet czy idąc przed siebie

wyszliśmy kiedykolwiek poza własne brzegi

 

może na sąsiednich wyspach a nawet na mostach

umielibyśmy zrozumieć cokolwiek z obcości

 

próbujemy. gościnność chowa pazury i zakrywa myśli

promienieją obyczaje i przez jakiś czas nie płoną nocne ogniska

jemy z zastawy na specjalne okazje chodzimy

obok szaf wypełnionych naprędce

wiemy że gra się z nami w ukrywanie trupów

 

milczenie jest dyskretne i nieodwołalne. odkrywasz

że możesz dotknąć czołem którejkolwiek skroni ale

nadal niczego nie wiedzieć nie naruszyć brzegów

nie skrzyżować myśli



Sztych industrialny

 

chyba właśnie się zaczęło

podsumowują jesień

liście z opóźnieniem osypują się z dachów

druga młodość lotu

słońce zapada w lampy

by nie zachodzić zbyt wcześnie

mgła przenika w dym

ziemia przechodzi w miasto

rozkwitają wokół żywej wody fontann

syntetyczne lustra

 

obrastasz w wydarzenia bardziej niż w przedmioty

studiujesz złożoność słowa chętniej

niż prostotę obrazu

zamykasz się w czterech ścianach i patrzysz na zdjęcia

z zimowym widokiem otwartej przestrzeni

 

pojemność twojego nieba otacza się tutaj

kwadratem z czterech dachów

czujesz się bezpiecznie

w miejscach które rozumiesz

 

ufasz budynkom o szkieletach

narysowanych kiedyś ludzka ręką

 

wierzysz raczej najnowszym wynalazkom

niż świeżym odkryciom

 

wolisz rzeczy skończone

o zbadanych granicach

i mechanizmach z gwarancją na określony czas



Pamięć

 

czy zdążą cię zapamiętać

póki jesteś kim jesteś

póki możesz zaprzeczyć wyjaśnić pomóc w zrozumieniu

 

czy zdążą cię zauważyć

zanim pokój opuszczą wychodzone kroki

nim linie twoich palców z twoich zetrą książek

 

gdzieś musisz sobie stworzyć

małą świątynię pamięci

prawdziwe ślady nie przetrwają chwili

wielu cię pokocha więc wielu zadepcze

wielu przejdzie po twoich ogrodach i ścieżkach

dewastując w skupieniu i wzruszonej ciszy

resztki dowodów na to że kiedyś istniałeś

 

więc będą twoje rzeczy

w których nie ma ciebie

 

wszystek umrzesz tym szybciej

im więcej miałeś pomników

w im liczniejszych rozpłyniesz się myślach



Dziennik eksperymentu

 

jak łatwo się pomylić

nagle odkrywasz że wisisz w pustej przestrzeni

na cienkiej podłodze na niewielkiej planecie

a próbujesz jej wydrzeć całkiem nowy ląd

 

jesteśmy otoczeni w pierścieniach widnokręgów

i helisach schodów

z lotu ptaka mylą się nam biologie z historiami

nasze kolonie siedliska zwierząt

 

senne głosy litanii i wiatr pod sklepieniem brzmią tak samo

w przypływach odpływach jednakowo ubywa przybywa

nam brzegów rafy miasta zapadają głębiej głębiej w dno

 

coraz więcej się dzieje coraz bledszym świtem

gasną lampy wyczerpują się gwiazdy w odsłanianych oknach

pod mikroskopem widzimy co nas jeszcze czeka

gdy zalewamy trucizną

podhodowany świat


Anna Maria Musz (ur. 1988) – debiutowała w 1999 roku na łamach młodzieżowego czasopisma „Nowe Twarze”, teksty poetyckie publikowała m.in. w „Gazecie Kulturalnej”, „Latarni Morskiej”,„sZAFie” i na portalu Pisarze.pl. Laureatka kilku konkursów poetyckich. Autorka dwóch tomików wierszy: „Errata do trzech wymiarów” (Wydawnictwo Nowy Świat, 2010) i „Odrastamy z kamienia” (Wydawnictwo Pisarze.pl, 2011). Absolwentka zarządzania oraz studiów podyplomowych z zakresu nowoczesnego edytorstwa. Pracuje jako copywriter, prowadzi własną agencję reklamową.


Pin It