{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Marek Wawrzkiewicz

 

Bogumiła Wrocławska













Na temat z Celana

 

Kamień, z którego cię wyciosałem,

Rozpada się, kruszy, choć przecież

W promieniach słońca wyschły drążące krople

I złagodniała zima darząca nas lodem.

 

Nietrwały świadek powolnego rozpadu,

Ten, który sam się rozpada i kruszeje –

Będzie wiedział już tylko przez chwilę,

Przez mgnienie życia. Ktoś inny,

Inny świadek, nie znający początku,

Przypisze go innemu czasowi

I stworzy nową historię – mimowolny fałsz

Utrwalony na zetlałym papierze.

 

Zgnije korzeń, spali się gwiazda,

Wiatr uniesie w nicość ziarenko piasku,

Zginie wszystko, co było wówczas.

 

Daremność, daremność –

To tylko pozostaje.

 

                    Styczeń, 2012

--


Estetyka

 

Starzy mężczyźni są brzydcy. Czterdziestoletnie dziewczyny

Mówią im: - Kocham cię. Ale nie pójdę z tobą do łóżka

Ze względów estetycznych. Estetyka. Nie wolno jej mylić

Z erotyką. Choć to nam niekiedy się zdarza.

 

Czterdziestoletnie dziewczyny mają czasem celulitis,

Którego starzy mężczyźni nie zauważają

Z powodu osłabionego wzroku. Ale wstydzą się

Przyznać do tej słabości.

Jaka jesteś piękna – mówią.

 

Estetyka. Coś, co zależy od punktu widzenia.

 

                                                             Kwiecień, 2012

--

Jutro


 

Każdy cień jest bosy.

Mógłbym o tym napisać wiersz,

Ale mi się nie chce.

Myślę sobie: napisze jutro,

Albo nawet pojutrze,

Chociaż wiem że

Jutra są coraz krótsze.


--

 
Mignęło

 
Mignęło. Jak zaokienny pejzaż w wagonie metra:

Ciemność, rozbłyski światła, strzępy uczuć,

Zamazane twarze, fragmenty sylwetek, zmierzchające

Smaki i dźwięki. Podróż w stronę ciszy.

Pociąg zatrzymuje się na stacji Rzeczywistość,

Podróżnych ubywa, prawie nikt nie wsiada,

Rusza bez ostrzeżenia, nie zapowiada przystanków –

Może ich nie zna, może ich nie będzie.

Pojawiają się cienie ptaków, przestrzeń martwego lasu

Na nadmorskich wydmach, ćmy płonących papierów,

Głosy umarłych podobne do śpiewu muezina,

Nieżywe miłości i przyjaźnie. To, co widać tylko

Przez zamknięte powieki i grudniowe sny.

Nie ma. Mignęło. Jak, kiedy, dlaczego?

Nie warto pytać i ranić powietrze

Daremnym słowem. Mignęło. Niechaj to wystarczy.

Lecz tobie i tobie mniej.

Ja zabieram wszystko.


                                                                     Maj, 2012


--

*   *   *

              

Gdzieś się podziali ci, którzy cieszyli się życiem –

Wskakiwali do ciepłego jeziora, rozpalali ogniska,

Patrzyli w sierpniowe roje gwiazd, dyskretnie odchodzili

Z dziewczynami w przyjazną ciemność zagajników.

Gdzieś się podziali ci, z którymi biegałem przez las,

Którzy czytali mi swoje wiersze, płakali po pijanemu,

Którzy w podróży ponad chmurami opowiadali

O skrawku rodzinnej ziemi, tam, daleko w dole.

Nie pytam gdzie są.

I tak za chwilę będę wiedział.

 

                                                     Kwiecień, 2012

--


Pomarańcze, mandarynki

Krzysiu, już tego nie zobaczymy nawet ponad bielą obłoków:

Stadko pomarańczy, które upadły z rąk w świeży śnieg

Na moskiewskiej ulicy. Ale skoro jedna z nich pozostała

W mojej pamięci, to pewnie ty też pamiętasz ten mroźny posmak.

 

Nie lubię pomarańczy. W dziurze twojego amputowanego gardła

Mogła się zmieścić co najwyżej mandarynka. Ale skreślam mandarynki.

Jest przecież kilka owoców z ojczystych sadów.

                                                                       Styczeń, 2012

--

Siemion. Wiersz

Nieposłuszny kosmyk spada mu na czoło,

Faluje wstążka uczepiona u kołnierza.

Powietrze – niby nieruchome – jednak wokół niego drga.

Nic w tym dziwnego, Wojtek mówi wiersz

Norwida, albo Mickiewicza. Wszystko jedno,

Bo i tak nie słyszę głosu. Widzę dramatyczny gest

Prawej ręki. Nawet nie wiem, czy dłoń ma palce –

Przecież ręka wyrasta wprost z głosu,

A głos rodzi się w wierszu. Wszystko inne

To tylko drobiazgi. Nie liczy się ciało, chmura,

Światło świecy albo reflektora. Ważny jest

Kontur człowieka – ruchoma dekoracja

Mówionego wiersza. To jest ta jedność,

O której niekiedy pisali co lepsi poeci.

A potem gest nieruchomieje, kontur się rozwiewa,

Ale słychać głos.

Wojtek mówi wiersz.


                                                 Kwiecień, 2011r

Pin It