{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Tadeusz Zawadowski

 

 Bogumiła Wrocławska









Ścieżka obok raju

 

Obok raju biegła

ścieżka Rósł przy niej

rozłożysty kasztan Ukryty

w jego konarach podglądałem

jak Adam i Ewa dorastali

do grzechu Nigdzie

nie widziałem jabłoni choć wtedy

miałem większą ochotę na jabłka

niż Ewę

 

Bóg co niedziela chodził

do pobliskiego kościoła gdzie

modlił się za mnie Wracał

tą samą ścieżką co mrówki

do mrowiska W białej

koszuli czarnym

garniturze Przecież niedziela

 

Ktoś zadeptał mrowisko Ślady

Ścieżki zarosły zielskiem Bóg

wyjechał do miasta Tylko

kasztan pozostał

 

 

Wspomnienie

 

         Andrzejowi Antczakowi

 

obok domu rosła

stara jabłoń

 

nie owocowała

już

 

czasem spadały z niej

małe szpaki

które nie umiały jeszcze

fruwać

 

 

Na fundamentach

 

Siedzimy na kamiennych

fundamentach czegoś co było

domem Ja i mój cień Patrzymy

sobie w oczy Czujemy

że tak naprawdę łączy nas tylko

ta ukośna chwila słońca

która pada obok i rozpala

tysiące kształtów znaków

 

Kamienie nie umierają ale obrastają

w pamięć Jak dzikie wino

w kolor W ich sercach

wciąż mieszkają małe

dzieci które daremnie szukają

zagubionego klucza do domu

 

 

Ślady

 

przed domem pies

obroża po psie

ślad po obroży

 

ślad po domu



***

przyszła do mnie mama
była taka
maleńka
że zmieściłaby się
na mojej dłoni

ale w niej
trzymałem ciastko
które mi przyniosła


 

 

Atrofia

 

Próbuję przejrzeć się w lustrze

ale nie ma tam nic

prócz lustra Moje ciało

przestało być Ręka ręką

Noga nogą Ludzie

przechodzą przeze mnie Maja

dość własnych problemów

 

Coraz częściej nie słyszę

własnego głosu Nie wiem

czy to ja utraciłem go

czy tez on mnie

Stał się niezależny A może

już tylko on pozostał

 

Szukam odpowiedzi w słownikach znaczeń

ale tam powyrywane kartki Ktoś

był przede mną Nie ma nikogo

W moich szkołach puste sale Dzieci

powymierały Nauczycielki wyjechały

do domów Zabrały wspomnienia

 

Mnie jakby nie było

 

 

Oczekiwanie II

 

uwielbiam patrzeć

na zatrzymane zegary

chciałbym je głaskać

po miękkiej sierści

lub samemu

łasić się do nich

 

tak bardzo pragnę wierzyć

że czas nie istnieje

nie może

nadejść

lub odejść znienacka

 

boję się tego

co we mnie

 

tylko czeka

 

 

Lato

 

środek nocy

 

w parku nieopodal

ktoś gwałci

dziewczynę

 

duszno

 

otwieram szeroko

okno

 

 

Fatamorgana

 

na drzewie ptak

drzewo z pamięci

ptak ze snów

 

fatamorgana

 

 

Lista nieobecności

kiedy próbuję dotknąć wspomnień
widzę tylko długą
listę nieobecności
i czuję się jakbym był
w pustej Sali lekcyjnej
w której brakuje uczniów ławek
a nawet ścian
boję się dotknąć czegokolwiek
w obawie że odejdzie
do krainy której niema
poza moją wyobraźnią
że również ona pozostawi mnie samego
i nie będę potrafił ani odejść
ani się odnaleźć
boję się że do mojej wyimaginowanej
sali lekcyjnej wejdzie
nauczycielka i wpisze mnie
na listę


Pin It