Wiersze bielskich poetów



Juliusz Wątroba

 

 
Sto kolorów

 

Sto kolorów

w twoim sercu bracie

Jesienniejesz

Jesień piękna pora

że ci nie żal wiosny gdy w dramacie

przemijania

złoto czerwień oranż

 

Sto kolorów

w twojej duszy siostro

z których możesz utkać piękny dywan

który przyćmi młodość

zieleń wiosny

by przed bramą niebieską powiewać

 

Sto kolorów

w Twoich oczach Boże

kiedy patrzysz mi w oczy nad ranem

abym tęczę niebieską mógł dojrzeć

i się toczyć ku Tobie

kasztanem

 

 

Drugie niebo

 

Musi być drugie niebo dla tych

niechcianych smutnych niekochanych

dla szczurów myszy karaluchów

dla much szerszeni i komarów

I dla ułomnych głuchoniemych

ślepych kulawych i garbatych

dla tych nędzarzy nie bogatych

dla psów bezdomnych chudych kotów

dla dzieci które tak przypadkiem

poczęte w grzechu z dziwki matki

i z alkoholu we krwi ojca

co zdechł bez budy gorzej niż pies…

 

Dla tych co wiecznie tkwią w ogrojcach

i piją tylko cierpień kielich

- tak od niedzieli do niedzieli

tak od zasiłku do wypłaty

tak od urodzin aż do śmierci

kopani popychani bici

zaszczuci z przerażeniem w oczach

z duszyczką wiecznie na ramieniu

z pragnieniem na wyschniętych wargach

z których już nie popłynie skarga

bo sine martwe popękane

z głodem i chłodem w szopie ciała…

 

Musi być dla nich lepsze niebo

i najprawdziwsza wieczność cała

 

 

 

Imiona

 

Po mrocznych uliczkach fobiami się tułasz

szukając ratunku jak kostura ślepiec

I rośnie tęsknota unosi się czułość

jak zapach cierpienia na tym dziwnym świecie

- a imię twe białe jak śnieg

 

I nikt nie otwiera drzwi okien czy ramion

W ławicach ryb śniętych bezkresny ocean

I tylko stygmaty krwawiące nie kłamią

gdy w niebo wyśnione po zmarszczkach się wspięłaś

- a imię twe gorzkie jak sól

 

Więc tańczysz jak liście rzucone na ogień

a cisza się tłucze jak po piekle Marek

i raz jesteś diabłem a po chwili Bogiem

co pożreć chce żądze a wypluć ofiary

- a imię twe słodkie jak grzech

 

Zabraknie dni roku by ciebie opisać

by czerń złączyć z bielą harmonię z bełkotem

by słońce zastąpić zaćmionym księżycem

by rzeki płynęły do źródeł z powrotem

- a imię twe puste jak śmiech

 

Drżącymi rękami zatrzymać cię pragnę

choć sypiesz się piaskiem w błękitnej klepsydrze

i lśnisz gwiazdką nieba na dnie czy w zwierciadle

i darmo próbuję rozpaczy cię wydrzeć

- a imię twe zimne jak śmierć…

 

 

Życie

 

Żyjesz

i będziesz żył zawsze

bez bólu serca i zmarszczek

w makach i w malwach

w agrestach

żyjesz

nie będziesz mógł przestać

Wciąż taki młody i świeży

że sam nie możesz uwierzyć

w to życie które jest twoje

i pnie się w radość powojem

po stopniach wzruszeń

i świtach

aby rozkwitać

w błękitach


 

Franciszek Nastulczyk

 


ognisko

 

w swoim pytaniu znajdujesz odpowiedź

jak ognisko w spalaniu

czym jest ten epizod

moje życie

mgnienie w czasie którego nie ma

w chwili

która jest

 

 

boskość

 

Pomyślałem o swoim wieku i poezji.

Poczułem radość z nieznanego powodu.

Słucham muzyki i piszę wiersze.

Nigdy nie było mi tak dobrze.

Tak blisko szczęścia.

Wszystko mi się podoba, wszystko smakuje.

Potrafię myśleć o wielu rzeczach naraz.

Ogarniam sprawy i myśli wszystkich ludzi.

Jestem Bogiem.

Może bogiem.

Chwilowym.

 

 

Źródło Afrodyty

 

wybacz mi Dafne

że z twego drzewka rwałem dojrzałe liście

przy parkingu w dolinie Tembi

źródło Afrodyty było obfite w łaskę

ale nie dla mnie

 

jestem już stary

czyste wody źródła wpadały w mętny nurt rzeki Pinios

zbierającą wodę ze zboczy Olimpu

jestem jak ta rzeka

żadne źródło mnie nie oczyści

 

była jeszcze wiosna

burze przechodziły wieczorami

wybrzeżem Morza Egejskiego

piłem ciężkie wino macedońskie

to było braterstwo krwi

z tą ziemią i morzem

z gajami oliwnymi i górami

zatańczyłem swój ostatni taniec z Grekiem Zorbą

na wyspie Skiatos

i mogę teraz spokojnie umrzeć

 

widziałem góry Parnasu i klasztory wrośnięte w skały Meteorów

na Akropolu spotkałem dudka z ostrym dziobem

i czubem punka który urągał podniosłym słowom

dziewiczej przewodniczki

bramy Propylejonu strzegł czarny pies

leżący w cieniu na stopniach z marmuru

rzeka ludzi omijała go jak woda opływająca

zatopioną świątynię a on spał

obojętny wobec czasu i ludzi

 

oszpecony dźwigami i rusztowaniami Partenon

dumnie unosił się nad Atenami

przy jego kolumnach śmieszne wydawały mi się

moje rozterki i wahania

będę jak chłopcy bawiący się w kałuży

na świętym wzgórzu

w radosnej nieświadomości

jak dudek i pies

morze i góry



kości

 

czaszka widoczna pod skórą

na kiju cienkiej szyi

żółta jak tykwa

 

bliżej ziemi

niech nasze kości grzechoczą

niech nie toną w głębokim morzu

 

niech moje kości  spłoną na popiół

tylko nie mów że żyłem daremnie


 

Agnieszka Marek



Zgodnie z planem

 

Mówisz, że ta choroba wymaga leczenia zamkniętego,

nie unikniemy łóżka. Szarpniemy się na rezerwację
w najdroższej klinice. Będzie satynowa pościel, firmowe
ręczniki, ale świece przywiozę z domu.

 

Kiedy tylko wywiesisz tabliczkę Don't disturb i domkniesz

drzwi, zacznę odwijać bandaże. Sprawdzisz rany po tamtym,

nasączysz czułością blizny. Później będziesz rozbierał,

powoli i z namysłem, a ja nie uwierzę, że tak szybko

może się zagoić.

 

Wyjmę okruchy myśli o przedwczesnej śmierci z twoich

oczu, policzę srebro we włosach (znów poczujesz, że jesteś droższy).

Zaserwuję Cohena, bo raz na trzy miesiące mamy prawo

do luksusu. Zanim Lullaby dobiegnie końca, staniesz się moją kroplówką -

wypełnisz jak ocean, szczodrze, od brzegu po brzeg.

 

Następnego poranka dokładnie zatrzemy ślady po kuracji.

Powiem ci, że masz jeszcze głębsze zmarszczki, a ty owiniesz

moje nadgarstki bandażami, szczelniej niż zwykle. Pójdziemy

na dworzec, by poszukać naszych pospiesznych, na które

wykupiliśmy promocyjne bilety.

Znudzony głos dyspozytorki znów zapowie pociąg donikąd.

 

 

 

Po latach

 

Sopot, odgrzewanie wspomnień. Słońce, optymalna

wilgotność powietrza, lekki wiatr. Doskonałe warunki,

by lukrować przeszłość. 7 złotych na progu marzeń,

wreszcie w miarę równe deski molo. Zdejmij buty,

by poczuć, zanotuj w pamięci ciepło nagrzanego drewna,

idź. Na tamtej ławce, pamiętasz? Nieznośnie czarne włosy,

syreni biust, pocałunek zaraz po miętowym cukierku.

Wtedy rozpuściła się jak on, z pomocą twojego języka.

Dziś nie reaguje. Nie pomaga nawet magia Naszej Klasy.

A przecież była, pewna jak krzyk mew nad wodą,

piasek, który trudno otrzepać z wilgotnych stóp.

 

W taki dzień tłumy. Co jakiś czas na wyciągnięcie ręki

potencjalna córka lub syn. Akurat tego nigdy się nie dowiesz.

Możesz tylko wróżyć z koloru fal, z liczby okien
wciąż modnego Grand Hotelu. Jak wszyscy wokół wdychać jod.

 

 

 

Portret małżonków Arnolfinich

 

Wielbicielom malarstwa Jana van Eycka

 

Nie wierz znawcom sztuki. To nie przysięga małżeńska,

zmień trop. Jak zwykle przesadzili w interpretacji symboli -

za dużo mówią o czystości, nawet marną miotełkę wynieśli

na piedestał. Czworonoga też obciążyli znaczeniem, a przecież
Giovanna zawsze marzyła o psie, to wrażliwa kobieta.

 

Od kilku tygodni jest inna. Wcześniej lubiłem łowić

jej twardy brzuch, wpełzać pod suknię. Było wystarczająco

dużo miejsca na moją głowę, niecierpliwy język i dłonie.

Na sól, którą tak wprawnie potrafiłem przemienić w słodycz.

 

Teraz musimy się przyznać, najwyższy czas. Prosi mnie,

bym spojrzał w lustro. W drzwiach niezapowiedziani goście.

Nie, nie jadła grochu podczas wczorajszej wieczerzy.

 

Consummatum est.

 

 

 

 

Podróż (I)

 

Kusisz. Proponujesz jej film i spacer.

Grzecznie i staroświecko, żeby nie spłoszyć.

Godzi się na to drugie - pod warunkiem, że pójdzie z wami pies,
a później bezwiednie robi w myślach przegląd swoich kolczyków.

 

Pokażesz jej rzekę. To znów nie będzie rozbierana randka
(drzewa dopiero co wypuszczą liście). Nie szkodzi.
Ludzie i tak przylepią się do okien, gdy pójdziecie

razem przez wieś. Wtedy po raz kolejny

przemknie ci przez myśl, że mogłaby być twoją córką.

 

Usiądziecie pomiędzy drzewami. Rozwiesisz

wspomnienia jak babie lato, które o tej porze

roku nie istnieje (i tym wzbudzisz zachwyt).

 

Położy głowę na twoich kolanach, jak pies.

Będziesz lizał wnętrze jej dłoni, by oswoić.

 


Piotr Zemanek

 

Książka

 

 dobre słowa przychodzą po białym piasku

pełzną z pustyni na grzbietach pracowitych mrówek

przenoszą okruchy egzotycznych smaków

układają mozaiki zamknięte w twardej oprawie grubą skórą

towarzyszą w porze deszczowej i suchej

 

 pod zachodzącym horyzontem

czystość białych kart jest drogowskazem

na przeoranych zorzami łąkach dotykam

każdej strony oswojonej jak człowiek

serdeczny papier przylega wrasta w skórę

 

 kiedy w sen odlatują strony jasnych twarzy

noc staje się czarną dziurą

wiatr unosi białe kartki wysoko w niebo

 

 na ostatnią stronę zamiast kropki spadnie łza

na zamkniętą okładkę sypną ziemię


 

smutna kobieta przechodzi na drugą stronę

 

chodzi po cienkiej tafli utkanej z gęstego powietrza

zamkniętej w ścianach niezbyt szczelnie

na ostrej kresce horyzontu zawiesza jasną perspektywę

i widoki uwiedzione z przeszłości

 

staje na krawędzi załamania światła odwraca się

za cieniem krzyk otwiera wilgotny zmierzch

zapada w omszałe szczeliny

– drży ziemia

 

w orbitach pól marsowych

zanurzona w niepokój regularnie odwraca bieguny

zamienia w kalendarzu imiona bogów

stygnie

 

noc zsunie zasłony zamknie powracający rozdział

na pierwszej stronie powietrze uniesione czyjąś dłonią

będzie na nowo rozświetlać źrenice


Ulica

 

najpierw był Janusz na pierwszym roku

to była pierwsza dziewczyna pierwsza miłość

i pierwsze piętro w akademiku

zbyt wysokie by usiąść na chodniku jak ptak

 

Zbyszek wybrał stary kasztan w parku

był już pełnoletni robił to co chciał

jego brat Bogdan musiał jeszcze rok poczekać na dowód

braku miłości by uklęknąć pod klamką drzwi

czegoś co zwykle jest domem – podała mu ramię

 

Arek grał w naszej kapeli na perkusji – walił w kocioł równo

w końcu przywalił w dno i to był koniec

jego brat Wojtek poczekał trzy lata zanim zrobił corridę

na głównym skrzyżowaniu w mieście – miał twarz tak niewinną

był jeszcze trzeci brat Mirek – jego historia

niczym się nie różniła poza tym że najdłużej uciekał

 

Krzysiek nie chciał już pisać wierszy a może wiersze nie chciały

przygniotły go do ziemi unosząc sufit z pajęczym żyrandolem

Berger miał długie włosy ćpał i nie był bohaterem

rockowego musicalu o dzieciach kwiatach i wojnie w Wietnamie

miał duszę artysty – do końca grał swoją rolę na deskach

gnijącej podłogi

 

jutro na ulicy znów przybędzie kilka samochodów



Zofia wychodzi na podwórze

 

                                                        Jostein Gaarder

 

 

 

po podwórku Zofii chodzi stado wierszy

wieczorami Zofia siada na przyzbie i karmi je z ręki

 

dom podparł się kosturem starych kalendarzy

słoneczniki wyglądają przez okna werandy

koślawe drzwi otworem grają pierwsze skrzypce

 

w kuchni bielony piec klepisko jak się patrzy

Zofia zakłada tunikę laurowy wieniec

staje przy piecu nad garnkiem rosołu

gotuje rymy na wieczór

 

przez podwórko przejeżdżają pociągi

wrzeciono kół stuka miarowo takt wiersza

Zofia słyszy głosy ptaków drzew i ludzi

rozpoznaje antyczną lirę

 

na podwórku Zofii pasą się chmury i kromka chleba

 

pegaz zaprzęgnięty do pługa orze grząski ugór

boso idzie po ściernisku – uprawia chłopskie mądrości

wierzby schylają się do ziemi kłaniając z szelestem

 

na drutach przy drodze wiatr plecie koronki

ogony jaskółek migają ćwierćnuty ósemki

Zofia wychodzi z czasu

 


 

Juliusz Wątroba – urodził się w 1954 r. w Rudzicy na Śląsku Cieszyńskim. Absolwent Politechniki Łódzkiej. Poeta i satyryk Autor wierszy lirycznych i satyrycznych, fraszek i   aforyzmów, tekstów pieśni i piosenek, programów kabaretowych i musicali, felietonów…

Debiut liryczny w RADARZE(1977), satyryczny w SZPILKACH (1976), książkowy w Wydawnictwie ŚLĄSK (1983) – „Chwila przemienienia”. Autor trzydziestu tomów poezji i satyr. Setki jego wierszy opublikowano w pismach literackich, kulturalnych i satyrycznych, w edycjach zbiorowych i almanachach. W latach 1989-2004 współpracował z Polskim Radiem, gdzie jego utwory interpretowali najwybitniejsi aktorzy.  Laureat około 100 ogólnopolskich konkursów poezji i satyry. Za twórczość literacką otrzymał również nagrody: Prezydenta Bielska-Białej IKAR (2001), Starosty Bielskiego im. Ks. Józefa Londzina (2004), Marszałka Województwa Śląskiego (Katowice 2009), im.Władysława Orkana (Warszawa 2010)…

Członek Związku Literatów Polskich i Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego…



Agnieszka Marek

Jestem bielszczanką. Urodziłam się 35 lat temu w stolicy Podbeskidzia, gdzie chodziłam do szkół i spędziłam lata dzieciństwa oraz wczesnej młodości.

Ukończyłam filologię polską na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach i podyplomowo bibliotekoznawstwo.

Obecnie pracuję jako nauczycielka języka polskiego w moim rodzinnym mieście.

Piszę od kilku lat. Jestem laureatką dwudziestu ogólnopolskich konkursów literackich (m.in. im. R. Wojaczka, X OKP im. C.K. Norwida, III OKP im. J. Różewicza, XXIII OKP im. J. Krzewniaka).

Moje teksty były publikowane w tomikach pokonkursowych, a także w czasopismach literackich takich jak „Bliza”, „Migotania”, Ogród Ciszy" oraz na portalach poetyckich (Pisarze.pl, Śląska Strefa Gender).

Lubię dobrą literaturę, muzykę, fotografowanie, a nade wszystko wędrówki po Beskidach i Tatrach. Jestem mamą siedmioletniego Michałka.



Piotr Zemanek od urodzenia mieszka w Bielsku-Białej. Jest absolwentem Politechniki Krakowskiej, Łódzkiej oraz Uniwersytetu Śląskiego. Z wykształcenia inżynier, menedżer i nauczyciel – z natury humanista.

Przez wiele lat był związany z Teatrem Poezji „Heliotrop”, z którym odnosił sukcesy na krajowych oraz międzynarodowych konkursach i festiwalach teatralnych. Do najważniejszych nagród teatralnych należy „Złoty Lemiesz” zdobyty w XII Konkursie Poezji Współczesnej im. J. Przybosia w Rzeszowie, Nagroda Główna „Międzynarodowych Spotkań Barbórkowych” w Dąbrowie Górniczej i „Laur Pogórza” – I nagroda w IX Turnieju Zespołów Małych Form Teatralnych „O laur Pogórza” w Tarnowie.

Jako poeta zadebiutował w Informatorze Kulturalnym w 1986 roku. Obecnie jego wiersze można znaleźć w ponad osiemdziesięciu pokonkursowych almanachach oraz antologiach poetyckich np.: „XX OKL im. Marka Hłaski” – Chorzów 2012, „Ogrody Jesieni” – Bolesławiec 2012, „Nie noszę bransoletek” – Katowice 2012, „Srebrne Pióro” – Mielec 2012, „XX Tyskie Lato Poetyckie” – Tychy 2011, „WARTAL” – Gorzów Wlkp. 2011, „Zielona Droga” – Kraków 2011, „O Kwiat Azalii” – Leżajsk 2011, „Metafizyka” – Pruszków 2011, „Wokół Staffa XIII”– Skarżysko 2011, „Ścieżkami Zdzisława Arentowicza” – Włocławek 2010, „List do świata” – Sieradz 2010, „Poezja z Wieżą w tle” – Cieszyn 2010, „Co nam w duszy gra” – Kraków 2010, „Odblaski nocy” – Chojnice 2010, „Przez ucho igielne…” – Andrychów 2010, „Cień bytu” – Pruszków 2010, „Przeciw Poetom” – Sosnowiec 2009, „Pamięć i Tożsamość” – Białystok 2009, „XVIII Tyskie Lato Poetyckie” – Tychy 2009, „Pustka” – Pruszków 2009 „Badanie dna” – Szczecin 2008, "Jest we mnie płomień, który myśli Przasnysz 2008 i wielu innych. Ukazały się również w kilku czasopismach np. „Znaj”, „Ciechanowskie Zeszyty Literackie”, „Ulotna przestrzeń”, „Szafa” a także wydawnictwach okolicznościowych takich jak „Notes Festiwalowy” czy „OPAK”. Poza tym były prezentowane na antenie Kieleckiej Rozgłośni Radiowej i Radia Katowice.

Jest laureatem blisko stu ogólnopolskich konkursów poetyckich. Zdobył m.in. takie nagrody jak „Złoty Laur Podbeskidzia” w Bielsku-Białej, „Złote Lubańskie Pióro”
w Lubaniu, „Złotą Wieżę Piastowską” w Cieszynie, „Srebrny Liść Chmielu” w Boguszowie-Gorcach czy „Brązowego Radomira” w konkursie im. Z. Herberta w Radomiu. Zwyciężał
w kilkudziesięciu konkursach poetyckich m.in. w „Tyskim Lecie Poetyckim”, Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Laur Sarbiewskiego”, „O Kwiat Azalii”, „O srebrną łuskę pstrąga”, w XII Konkursie Poetyckim Kieleckiego Centrum Kultury, Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Szukam słowa”, „Czarno na Białym”, „Na skrzydłach Poezji”, w XV Konkursie Poetyckim o Tematyce Ekologicznej EKO 2009, dwukrotnie w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. „Św. Jana z Dukli”, Herbertowskim Konkursie Poetyckim „Bądź wierny idź”
i wielu innych. Jest również laureatem slamów poetyckich.

Poza poezją tworzy muzykę, najczęściej do własnych tekstów. Komponuje
i wykonuje piosenkę autorską.
Tworzy również wiersze i piosenki dla dzieci. Od wielu lat bierze udział w licznych spotkaniach autorskich, połączonych najczęściej z recitalem piosenki autorskiej. Prowadzi warsztaty poetyckie i występuje w roli jurora w lokalnych konkursach literackich oraz poezji śpiewanej.

Jego motto poetyckie brzmi: „Kartka jest sceną, na której odbywa się spektakl wiersza – przestrzenią, w której dzieje się wiersz”.



Franciszek Nastulczyk

Urodził się 22.08.1957 r. w Bystrzycy nad Olzą (Republika Czeska).
Ukończył wydział filozoficzno-historyczny na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie (1983 r.). Studiował również filozofię ( UJ, 1980-1983 r.).

Od 1983 r. mieszka w Bielsku-Białej, pracuje jako nauczyciel informatyki i wychowania fizycznego w Bielsku-Białej.

Poeta, tłumacz literatury czeskiej i słowackiej, tłumaczenia zamieszczał na łamach wielu czasopism (m. in. Akant, Znaj, Plama,

Pobocza, Arkadia, Studium).

Tłumaczenia książkowe:

Petr Hruška: „Mieszkalne niepokoje” (wybór wierszy, 2011, Instytut Mikołowski).

Ivan Štrpka: „Równina, południowy zachód. Śmierć matki.” (poezja, 2011, Instytut Mikołowski)

Vladimír Křivánek: „Szampana dla poetów” (wybór poezji, w przygotowaniu)

Magdalena Platzova: „Skok Aarona” (powieść, w przygotowaniu)

Róbert Gál: „Agnomia” (powieść, w przygotowaniu, Instytut Mikołowski 2012)

Zadebiutował w 1978 r. na łamach „Ogniwa”, pisma dla młodzieży na Zaolziu (Republika Czeska).

Laureat nagród w konkursach poetyckich w Polsce i w Czechach. Drukował w licznych almanachach i antologiach oraz w polskiej,  czeskiej, słowackiej, słoweńskiej i austriackiej prasie literackiej.

Stały współpracownik i redaktor internetowego kwartalnika literacko-artystycznego „Pobocza.

Uczestnik międzynarodowych festiwali poetyckich w Brzegu, Warszawie, Więcborku, Velenje, Ołomuńcu, Wiedniu, Berounie i Ostrawie. W 2011 roku jeden z uczestników festiwalu „Miesiąc spotkań autorskich” w Brnie, Koszycach, Ostrawie i Wrocławiu.

Współpracuje z Książnicą Beskidzką w Bielsku-Białej przy organizacji festiwali kultury czeskiej i słowackiej. Razem z Mirosławem Dzieniem zredagował antologię tekstów młodej poezji Bielska-Białej p.t. „Most”.

Samodzielnie wydał zbiory poezji:
„Tam za pozornie przezroczystym powietrzem” (Czeski Cieszyn 1993 r.)
„Czas i obecność” (Czeski Cieszyn 1994 r.)
„Ćmy i inne wiersze” (Bielsko-Biała 1997 r.)
„Jesień stulecia” (Bielsko-Biała 2000 r.)
„Przewodnik ślepego psa” (Bielsko-Biała 2003 r.)
„Przypadkowa wieczność” (Bielsko-Biała 2006 r.)
„Hölderlin maluje” (Bielsko-Biała 2009r.)


Pin It