Aleksander Nawrocki - wiersze



Samotność

 

Słońce zachodzi za łąki,

na których pasie się stado krów,

strzeżonych przez elektrycznego pastucha.

Zobaczyły mnie z daleka,

przybiegły, stanęły rzędem

przed drutem pod napięciem

i patrzą wymownie:

Sto par oczu, sto indywidualnych smutków

… idą za mną długim szeregiem,

zawracam, one również.

Ich właściciel jest w Holandii

i nawet nie wie jak wyglądają,

co czują,

o ich istnieniu

wie z bankowego konta.

…krowy potrząsają unijnymi kolczykami

i oczekują, żeby je podrapać za rogami,

przemówić do każdej,

ponadawać imiona,

zawołać: granula, srokata, krasula.

Tymczasem są tłumem, w którym czują się źle,

każda pragnie być osobno zauważona,

ale to nikogo nie obchodzi.

krowa to tylko producent mleka.

 

Jantar 20.09.2009

 

 

 

Barbara w Wersalu

 

W sali balowej z kryształowymi świecznikami

pełno kobiecych tłumoków, kapoków,

topornych pni – słowem, turystek.

I dysonans: dama o gwiaździstym spojrzeniu,

smukła i uśmiechnięta, dystyngowana

w każdym calu. To moja żona. Rozświetla

kolejne sale, przyćmiewa

stylizowaną urodę żon królewskich,

sztywnych jak gipsowe nieszczęście…

Nikt nie śmie fotografować, tylko lustra

pragną chwilę dłużej zatrzymać

pochylone niepowtarzalnie

na prawe ramię włosy

i uśmiech, w którym

jest świt nad Polami Elizejskimi,

albo przelot wilgi obok

kwitnącej akacji.

 

9.10.2009

 

 

Czas dawno miniony

 

…już niemożliwe…

…włosy odgarnąć z twarzy, zajrzeć w oczy,

powiedzieć – witaj, moje drugie ja…

Jesteś w akacjach dzikim szale, kiedy

kwitnąć zapragną… świt, co twoje imię

na niebie pisze, lecz mew krzyk odbiera

drogę do jutra z tobą. Czy to wszystko?

A może deszczu bezludna rozterka

z twych rzęs spłukała, co mogłaś zatrzymać?

 

Jantar 3.01.2010

 

 

 

 

Bądźmy… 

                               Żonie

 

Póki ciała nasze siebie się nie wstydzą,

póki możemy bez zgrzytów wymawiać nasze imiona,

póki tylko siebie chcemy widzieć,

póki każdą myślą dzielimy się na pół,

póki dzień osobno może być Golgotą,

póki umiem podawać ci kwiaty,

póki pragnę dla ciebie najdroższych brylantów,

póki odnajdujemy siebie w każdym słowie,

póki nosimy jedną gwiazdę w oczach,

póki dźwigamy samotność we dwoje,

bądźmy, najbliżej – siebie.

 

28.01.2010

        


Do dziewczyny siedzącej w trawie

Siedzi w czerwcu wysokim jak południe…

W jasnych włosach pogubiło się słońce.

Obok poeci, zajęci wódką i sobą.

Jelena uśmiecha się, do siebie, do traw, do mnie –

po prostu wiersz, piękny, że aż oczy bolą.

Mam zazdrosnego męża – mówi,

gdy robię jej zdjęcie. Odpowiadam:

powinien być szczęśliwy,

że gwiazda spadła mu w serce.

7.06.2009 Bernovo - Rosja

            ***

27 lipca, godz. 23.28.

Noc czarna i ciepła.

Jestem sam w pustym mieszkaniu.

Przed chwilą było tu

Wiele pięknych i młodych kobiet

Z Tunezji, Kanady, Anglii,

Wilna, Białorusi, Ukrainy

I Wiednia.

Ich uśmiech, ich spojrzenia

W moich oczach, uszach,

Ale ja myślę tylko o Tobie.

Piję czerwone wino Cóte

Z Doliny Róż w regionie

Trackiej Niziny

I czekam,

Kiedy znowu będę mógł ci powiedzieć:

Jesteś kobietą mojego życia

I dobrze, że mnie wybrałaś;

Niepowtarzalna jak linie papilarne

I jasna

Jak kwiaty jabłoni wiosną.

Do pięknej Cypryjki w Strudze             

Jeszcze przed chwilą na stopniach do restauracji

mówiła, że kocha i ocierała łzy,

uśmiech, zaledwie zaczęty,

próbowała rozjaśnić i raz po raz

odrzucała z twarzy długie czarne włosy, a teraz,

przed wejściem na lotnisko oczy ma obce,

ręce już nie pragną jego rąk,

na czole zamyślenie przed przyszłym powitaniem,

dłonie ściskają już inne dłonie –

tymczasem na odległość i twarz

słonecznieje coraz bardziej.

Piękno nie może być zbyt długo smutne.

Struga 26.08.2009

W Jantarze             

Ciężko pracowałem,

żyłem w biedzie i w euforii,

poezja była dla mnie czymś ważnym

spotykałem podłość i trochę przyjaciół,

kochałem kobiety z klasą, one mnie też.

Moje marzenia zawsze się urzeczywistniały.

A teraz siedzę w jesiennym słońcu,

przede mną kołyszą się zielone sosny,

babie lato plącze się w zmysłowych

skrzydłach wspomnień,

żona – święto mojej duszy,

mówi mi dobranoc.

I to wszystko ma zniknąć

wraz ze mną?

Dlaczego?

20.09.2009


            Do ciebie

Kraj twój słyszę twoimi uszami,
twój widnokres twoimi oczami.
Idziesz tak, jak ktoś, kto bardzo kocha.
Kiedy marzysz tęcza w twoich włosach.
0błaskawiasz i kamień i wilka,
gdy dłoń swoją na mej ręce kładziesz
i zamykasz się w sobie jak szpilka,
kiedy ból się na tobie chce sprawdzić.


            Nie powtarzaj

Nie powtarzaj chwili, raz przeżytej pięknie;
smok w niej zamigoce, ptak spadnie, dzień pęknie
i dziewczyny, tej jedynej, włosy
będą tylko spinką, gwizdem kosa
w beznadziejne deszczowe południe
kiedy kwiatom przetrwać jest najtrudniej;
więc nie wracaj, gdy raz pożegnałeś
i nie żałuj, jeśli coś minąłeś...
W stepie ogień widać jest najdalej,
ale w ogniu
 zawsze coś się spali

  

Pin It