{jcomments on}

 Wiersze tygodnia – Elżbieta Bielska-Kajzer

 

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska












***

 

  Znajomość Boga bez znajomości własnej nędzy rodzi pychę,

  znajomość własnej nędzy bez znajomości Boga rodzi rozpacz

                                                      Błażej Pascal

 

przeminął tamten czas

utrwalony na zdjęciach

tamta muzyka drażni

 

niech odchodzą

 

odwracam głowę od przeszłości

raniącej choć nie wiem

ku czemu zmierzam teraz

 

sama w pokoju unikam gry

ale nie mogę pozostać tu zbyt długo

 

więc wychodzę

 

rozmawiamy o absurdzie o tym

że nie wiemy jak iść

to się samo jakoś idzie

 

wciąż jeszcze pozostaję wśród

znieczulających obrazów świateł i muzyki

i tych ludzi którzy nie odeszli

jeszcze

 

wciąż wydaję się znaczyć

choćby smutkiem potwierdzać

ku nowym otwierać

za siebie nie spoglądać

 

rozmawiamy o nie-wierze o absurdzie

i o sztuce

 

wolałabym żebyś był

Boże

 

 

***

 

nie powiem ci o modlitwie

 

wpatrzona w tabernakulum

nad dostojnym masywem

czułam przepełniającą ufność

 

w tym błaganiu o wszystko

w ciszy gór byłam

 

bardzo samotna

 

wierna

 

 

***

 

nie powiem ci o modlitwie

 

przymierzysz do ziemi

rozmienisz

zaplanujesz

 

swoimi słowami

opiszesz

 

nieopisanie moje


***

 

po tej stronie zielonej

głosy znajome ludzi t e g o czasu

bezpieczne złudzenie bez którego

nie sposób

 

trzeba zapominać o przepaści

 

chodzi o oddech

 

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

***

 

w ludzkiej mocy

można walczyć próbować zmieniać

tańczyć do pierwszego potknięcia

o siebie

 

wtedy tylko wiara ale

bezszelestny sen kot

lot bocianów cud zmierzchu

milczenie zbóż cała ta harmonia na Ziemi

 

to prowokacja

 

 

Zazdrość

 

metaliczny raniący dźwięk

spada nagle i tnie

przyjazne ciepło go nie stłumi

ale kiedy pomimo i śmiało

iść w głąb drugiego człowieka

 

zielonooka bestia ucieka

 

 

Polowanie

 

myśliwy do postrzelonej sarny

opatrując jej ranę

przepraszam maleńka

skrzywdziłem cię nie chciałem

właściwie to wcale nie byłem głodny

 

nie ukryjesz się przede mną

powiedziała sarna

umierając

 

 

***

 

uderzyłam głową

w pułap możliwości

 

zbyt okrutnie zbyt bezwzględnie

i za zimno dla mnie

 

ale z wierszy nie odejdziesz

zamieszkasz tam na zawsze

spokojnie bezpiecznie

 

bo interpretacji nie będzie

 

a może zdarzyć się też tak

że noc przeniesie nas przemocą

do twoich snów

nazwie je moim imieniem

 

jak będzie nie wiem dlatego

i sobą muszę być

i tobą

 

 

***

 

nie była to dobra pora na bankiet

ledwie zdążyłam do domu

przed płaczem

 

mówię do siebie twoimi słowami

nic tu się więcej nie powie

nie wymyśli

 

niech się przewali

co się ma przewalić

 

ja czekam

pokornie i cicho bo tylko tak

czeka się naprawdę

 

ten płacz to katharsis

odepchnę raz wreszcie te kłodę

spod nóg zerwę kłódkę z serca

 

ożyję

 

 

Podziemia Fary

 

pośrodku ruin grobowca

pogodny przewodnik odczytuje

lęk w moich oczach

 

niech się pani tak nie boi

 

a ja nie wiem co to jest

respekt może

ciężar czasu minionego

i upokorzonych kości

 

z piwnicami teraz problem

nie ma komu wynieść śmieci

tyle lat leżały sobie

w dziwnej zgodzie

 

i trumny i beczki z winem


Pin It