{jcomments on}

 Wiersze tygodnia – Ewa Klajman-Gomolińska

 

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska










Ars poet

ica

 

Wiersz jest niebezpieczny

To taka cicha

Cyganka

Wszystko ci powie

Ale czy ty zrozumiesz

Przenikniesz

Odłamiesz z tego sens

Jak kawałek herbatnika

Wiersz idzie ku tobie

Jak proroctwo w innym języku

Czy weźmiesz słownik

Czy dogonisz każdy wyraz

Zamknięty w zatłoczonym autobusie

Czy rozpoznasz w metaforze

Swoje drugie imię

A między brwiami ułoży

Ci się parafraza zmarszczki

To taka podstępna gra

Zaczyna się plastikowymi klockami

A kończy rosyjską ruletką.

 

                        (Miejsce na ziemi, 2003)

 

 

Geneza

 

Ja pochodzę z dopuszczalności błędu

W obliczeniach idei prostych i złożonych

I z filmu przyrodniczego

I z kolorowych wycinanek

Zachodzących o zmierzchu

Poznanie przedstawień

Poznanie spektakli i wyreżyserowanych zdarzeń

Przeczucie że nic się nie zmieni prócz

Zmysłu odczuwania dotyku i gniewu

Jezu jaki ciężki Twój krzyż

I jaki czerwony

Nie chcę teraz go nieść

A może ja nie chcę umrzeć w chwale

Gdy zegar świata powie

Już czas

Chcę być nie sama

I chcę być postrzegana

Przez wlot świeżego powietrza lufcikiem

A jeżeli lufcik jest iluzją

A pogarda milczeniem

To na miłość Twoją Panie

W co ja się u Ciebie zmienię.

 

                        (Miejsce na ziemi, 2003)

 

 

***

 

Ruchem dłoni ukształtowałeś moje włosy

A cząsteczki chemicznej materii

Podporządkowały się

Połyskującej fali zachodu jasności

I potężnego rozładowania głodu

Pierwszy impuls

A wszystko zaczęło się poruszać

Nawet heterie

Zamknięte w moim gabinecie

Bo jeśli całość jest substancją

To ja tkwię na dnie każdej szklanki

Z której życie pociąga codziennie sporego łyka.

 

                        (Miejsce na ziemi 2003)

 

 

***

 

Bezsilność rozkłada sytuację

Na atomy i cząsteczki

Ulega rozproszeniu

Emocja i przyczyna

Bezradność opada z ostatniego

Skrzydła próby wzniesienia

Nie ma już nieba

Na którym zawiesiłoby się

Posklejane lotki

Nie ma już ziemi

Na której można położyć się

I płakać

W otchłani bujają się dwa krzesła

Na jednym usiądę ja

Na drugim samotność moja

Stolik pod kawę

Odszedł do innej.

 

                        (Miejsce na ziemi, 2003)

 

 

Zamek Kafki

 

Nie krzyczy głos

Tylko donosi

O krzyku

Gdzieś pod książką

Czai się zamek

A w nim Kafka.

 

                        (Sługa, niewolnik i błazen, 2006)

 

Pasja ciała

 

Ciało

Przełamane chwilą

Ciasną jak przymały rozmiar

I ostrą jak chili

Ciało

Rosnące zatracone w wizji śmierci

Po narodzinach poprzez

Ciało

Umknęły w półmrok pół ciszy

Całe naręcza krzyków

Orszaki uniesień

Zostało

Ciało

Przeniesione przeznaczeniem

Wypędzone wiekiem

Wypełnione próżnią po miejsca po zębach

Po mózg po myślach po snach

Białe półtony

W marszu po życie

Nazwane duszą.

 

                        (Sługa, niewolnik i błazen 2006)

 

 

Akt ciała

 

Sam mistrz przedstawił ocalone

Ciało bezradnie opuszczające

Ramiona jak wstążki po występie

Gdzie akompaniamentem były jego

Własne jęki syntetyczne jak plastik

Spojrzenie błądzące gdzieś za spokojem duszy

W koszmarze bestialskich upiorów

Tylko tło udało ozdobić się falbanką

Krwistoczerwonego stęchłego płótna

Mistrz w artystycznym spazmie tworzenie

Zapomniał okien przymknąć

I trochę powpadało i podoczepiało się do niego

Muzyki techno

Więc zaciekawione rytmem kikuty podrygują

Jak najprędzej by zdążyć przed snem mistrza

A nie podejrzewam by pracował do rana

Ma na to zbyt trzeźwe serce

Odmówi prawa kłapania zębichami

Nawet demonom

Bo jemu chodzi tylko o akt ciała

Dzierżącego życie w drżących trzewiach

Uśmiechającego się charkotem i bełkotem

Całe lata świetlne dzielącego go od ciała mistrza.

 

                        (Sługa, niewolnik i błazen, 2006)

 

 


Panny z Awinionu

 

Panny z Awinionu

Chylą głowy

Jak cięte kwiaty

Tyle w nich życia

Starczy na tydzień

Stawiam obok

Doniczkę

Jestem teraz w niej życiem

Poezją stół bilardowy

I kort tenisowy

Wyciskam z tubki resztkę

Zielonej

I nakładam na palmy Pabla

Odświeżone

Panny z Awinionu

Biją brawa

Kolumną o bryłę

Formą o materię

Bardziej zieloną.

 

          (W samym miąższu pomarańczy, 2007)

 

 


Myślę o Cogito

 

Cogito ergo sum

I ponoszę klęskę

Gdyż nie mogę ustalić

O co mi chodzi

Idę do skupu

Z koszem pomarańczy

Wracam

Z dżemem truskawkowym

A pod domem odkrywam

Że nie ma korelacji

Między mną a Kartezjuszem.

 

           (W samym miąższu pomarańczy, 2007)




Poetyka nie Arystotelesa

 

Filozoficzny monolog

Zawieszanie myśli

W poczekalni lęku

Na wieszaku nicnierobienia

Skłonność

Do pisania wierszy

Gładkie

Klepanie po plecach

Pod presją

Podchodzącą do gardła

Złudzenie werbalne

Że coś się powiedziało.

 

                        (Sługa, niewolnik i błazen, 2006)


 

Rysopis poety

 

Jestem mistrzem i błaznem

Jestem wpisana w dwór jak jego komnata i loch

Błaznuję po wielkich ucztach

Ale też gdy pada deszcz i jest smutno

Mam maskę psa

Udaję odważniejszą od celtyckich wojowników

Jestem wzajemnie powiązana z lękiem

Co chorą mnie jeszcze nie czyni

Ale określa moją osobowość

Dziwaczną podejrzliwą i oschłą

Moją szatą po występach

Jest niezborność ciała

Noszącego moje myśli chore

Lub myśli chore noszą ciało moje

O traumatycznej wyprawie w

Apartament z nieudaną próbą samobójczą

Ostrzeżenie zawsze przychodzi z twierdzy

Nawet w zatraceniu sezonu zimowego

Ale w kolorze

Jest szafa dyplomów moich i gratulacji

Taki banalny dramat artysty

Tłamsiciela własnego ja niby z przypadku

Wobec przetrzymywania mego czasu

W ogrodzie bez bramy i altany

Moja obniżona zdolność do doznawania nieba

Moja ułomność w odczuwaniu nieba

Mój koszt emocjonalny błazna

Stracone złudzenia

Gdy stają w drzwiach i czekam

Na nieżyjącego od ćwierć wieku ojca.

                        (Sługa, niewolnik i błazen 2006)

 



Boska młodość

 

Młody jest tylko Bóg

To Jego młodość skrzydlata

Wieczny Książę soczystych traw

Drzew wysokich i kiści winogron

Niezmiennie dojrzałych do pęknięcia

Jak mężczyzna moich ramion do wytrysku

Pod lśniącym zębem

Na wilgotnej i miękkiej wardze

Młodość to Bóg

I ja kiedy scałować z ciebie chcę każdą rozpacz

Ale tylko gdy nie trzeba na drugi dzień wstać

Piżmem oszalały świat

Każdy szczyt do zdobycia

Piach złocisty zasypujący twarz

Z oczami połyskującymi mocniej

Niż samolubne gwiazdy

Moim kochankiem jest dziki step

Młodość leżąca na wznak w dłoniach Boga

Przeglądającego jak cenną książkę

Odwracającego się na boki

Komu zesłać z niej kartkę

Jedną stronicę

Wywracającą do góry nogami czas

Wstrząsającego życiem jak plecakiem z przyborami toaletowymi

Nic już potem nie jest na swoim miejscu

Mieszają się gatunki i zapachy

W Jego skrzydłach odlatuje za nią tęsknota

W słuchawce może zabrzmi twój głos

Młodość stawia pierwsze mury naszej świątyni

Resztę dobudujemy sami zachowując pion

W Jego skrzydłach odlatuje jej śmiech

Niepodobny do szelestu

Jesiennych liści jak nadaremnych pocałunków pełne ulice

Nie dających się zamknąć w kufrach na strychu

W nabrzmiałym hormonami dużym gardle grzęzną

Słowa niezręcznym erotyzmem

Ptasim lotem dotknięte czyste źródło z zanurzonym po pachy cieniem

Mój Bóg Moja młodość Moja popękana ziemia.

 

                        (Eloi, 2008)

 

 

Boski Mozart

 

Mozartem pokryte stoły

Mozartem pokryte autobusowe przystanki

Pan Bóg słucha muzyki

Mokną ludziom od tego ręce

Opadająca możliwość łowienia dźwięków

Kask świata ma podświetlony zakreślaczem

Zakres obowiązków włączania i wyłączania semaforów

Reminiscencje przywołanych obrazów

Nieobejrzanych filmów niewywołanych zdjęć

Pachnącego prania łąką kwieciem lata

Pan Bóg maluje pejzaż naszym życiem

Zaznaczone punkty objawienia

Raz na tysiąc lat przejdą przełomem epoki

Odkryciem ponad falę wzburzonego Mozarta

Puste prochy pusta ziemia głuche wapno

Pan Bóg klęczy i się modli

Do oceanu swojej samotności

Klasztoru własnych cieni

Pojękującego serca od ciężaru miłosierdzia

Wtedy trzęsie się ziemia i wieszają skazańca

Ktoś depcze płytę Mozarta

Rano Pan Bóg idzie do narożnego po bułki

Muzyka Mozarta pachnie masłem i gotowanym mlekiem.

 

                        (Eloi, 2008)


Ewa Klajman-Gomolińska (1966) poetka, pisarka, eseistka i krytyk literacki. Autorka tomów poezji: „Miejsce na ziemi” (Olsztyn 2003 – Nagroda Główna w Konkursie na debiutancki tom poetycki z okazji 650-lecia Olsztyna), „Sługa, niewolnik i błazen” (Bydgoszcz 2006), „W samym miąższu pomarańczy” (Lublin 2007 – Nagroda Główna XIV edycji Konkursu Poetyckiego im. Anny Kamieńskiej), „Eloi” (Lublin 2008), „Milczenia z Bogiem” (Lublin 2010 – Nominacja do Nagrody Głównej XVII edycji Konkursu Poetyckiego im. Anny Kamieńskiej). Prozę opublikowała w książkach: „Pędzące noce w wagonach” (Bydgoszcz 2007) oraz „Rzeź komunistów” (Bydgoszcz 2009).


Pin It