Antoni Pawlak - Wiersze

 


Stanę przed tobą naga

 

1

stanę przed tobą naga

zrzuciwszy wstyd

z ostatnią sztuką bielizny

 

(lecz co ma być tą ostatnią

– majtki czy stanik?)

 

stanę przed tobą naga

zrzuciwszy wstyd spojrzę

ci w oczy i powiem;

oto jestem

 

2

wejdź i otwórz walizkę światła

latarnie zawstydzone przygasną

księżyc za chmury się schowa

 

 

* * *

 

tej nocy dwa razy umierałem

po raz pierwszy gdy bezskutecznie szukałem

ciebie pod zamkniętymi powiekami

po raz drugi banalnie

jak każdy Polak za Ojczyznę

 

 

Czynny całą dobę

 

bezmyślnie krążymy po tym największym supersamie świata przy placu Andrzeja Bursy

moja dziewczyna nie zgadza się ze mną twierdząc że jest on najwyżej największy na naszym kontynencie mówi że Amerykanie mają na pewno większe

ale zbywam ją czymkolwiek – bo czy to jest aż tak istotne – i dalej snujemy się sennie wśród przeładowanych stoisk

żyletki trutki na szczury arszenik środki nasenne i odpryski luster w których ona wciąż się przegląda przystając

pieszczotliwie głaszczę solidne butle z gazem które nie wiem dlaczego przypominają mi pociski które nie zdążyły wybuchnąć – spóźnione bomby zegarowe

zatrzymuję się przy jednej z półek i biorę do ręki paczkę torów kolejowych jednak odkładam je spiesznie gdy tylko mój wzrok napotyka na karcące spojrzenia strażników sklepowych

mijający mnie właśnie z prawa Rafał Wojaczek (którego nie było) szarpie mnie nagle za rękaw koszuli

„te no gdzie są te ostre noże” – krzyczy mi nerwowo do ucha i zaraz potem podbiega do migoczącej w dali ekspedientki

„pani pozwoli jeden z tych wijących się sznurów od bielizny” ale ja już dalej nie słucham odwracam wzrok od niego

patrzę ze zdziwieniem jak Witkacy o mętnych oczach od godziny cierpliwie przebiera w skrzyni z przecenionymi rewolwerami

i kiedy tak stoimy patrząc tam mijają nas brzydkie dziewczyny w wytartych spódniczkach których jeszcze nie unosiły na żadnej prywatce

potrącają nas co chwila nieogoleni lecz wielcy wodzowie i ich adiutanci w eleganckich mundurkach

widzę małego człowieka który z niepokojem spogląda w kierunku ustawionych na horyzoncie kas chowając do rękawa bardzo głębokie jezioro

ale najbardziej niepokojące są puste stoiska na których – jak informuje kartka szczelnie wypełniona czytelnym pismem – brakuje tylko chwilowo mostów na rzece dziesiątych dwunastych i czwartych pięter oraz okruchów szkieł od okularów i od zegarków

i to nie mąci wspaniałej harmonii sklepu bowiem dowiozą je już niedługo pucołowaci jak ja kierowcy wielkich ciężarówek które tak zgrabnie parkują na przestronnych podjazdach zaplecza

zmęczony brakiem zdecydowania opuszczam jasne pomieszczenie supersamu i wsparty na ramieniu dziewczyny rozplątuję supły ulic

zdając sobie sprawę że najtrudniej dotrzymać słowa danego sobie wrócę tu dopiero jutro kiedy tylko nakarmię moją maszynę do pisania świeżym mięsem wiersza

 

Meldunek o stanie wód

 

Wisła podeszła pod Wawel

był wieczór paliło słońce

na sięgających kolan workach z piaskiem siedzieli

ludzie patrząc w rzekę

 

było to coś w rodzaju pikniku

w oczekiwaniu na katastrofę

 

lato 1997

 

Nowy Port żyje przepowiednią

 

czternastoletnie dziewczyny w ciąży

rozpychają ulice

nabrzmiałymi piersiami

jednej z nich kilka dni temu

ukazała się Matka Boska przepowiadając

wojnę światowa

śmierć papieża

i koniec świata

 

po bramach kobiety

oczekują swych mężczyzn

z rozpalonego powietrza

wyłapują ostatnie doniesienia

o ruchach wojsk

i stanie zdrowia Jana Pawła II

 

rozmawiają o dzieciach

i kiepskich zarobkach

wpatrują się w wylot ulicy

i zmięta gazetę

ze zdjęciem zmęczonego papieża

 

***

 

piękna kobieta po czterdziestce

z niechęcią spogląda w kierunku

rozchichotanych nastolatek

są tak irytujące

przecież to nie ich zasługa – myśli –

że maja młode jędrne ciała

gówniary

 

piękna kobieta

po czterdziestce

niczego już nie spodziewa się po mężczyznach

młodzi są niedoświadczeni

starsi

mają słabą kondycję

 

piękna

kobieta po czterdziestce

leży naga na wielkim łóżku

delikatnie gładzi swoje ciało

piersi

uda krocze jej oddech

staje się szybszy

coraz szybszy

i nagle w drganiach

wybucha cały świat

 

jest pięknie

 

i tylko zza okna słychać lekki stukot

szpilek jakby koń

poszedł w kłus spłoszony

nagłym strzałem

przypadkowego spojrzenia

 

 

Pin It