{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


 

Na trasie Port Said – El Minya (Egipt)

 

I.

Przed połykaniem bronią mnie dreszcze, przeżuwam

słodki smak twojego języka, rozpuszczasz we mnie

kamienie. Z maila wynika, że kiedyś wrócisz

nacechowany Afryką; a ja nie umiem czytać

z afrykańskich oczu ani gorączkowo całować.

Oby nie połknąć tej miłości jak pastylki,

oby smakować. Jak powrócisz, zacznie się isfet

albo maat, nie wiem. W Egipcie mnożą

bose stopy, bakszysz i piramidy.

Ja mnożę ciebie przez siebie.

 

II.

Musiałam przylecieć do ciebie pierwszym niedosytem,

ache bez ciebie to jak życie bez burzy - cierpko-nudne,

ta sztuczka mentalna zawsze prowadzi do pisania.

Za równikiem wojna syczy jak woda na kawę, nie potrafię

smakować jej sama; w Kairze przyciągają się kamieniarze,

gdzież jest Ureusz, który odstrasza wrogów? Gdzie ty jesteś,

gdy rozruchy niosą braci przeciw sobie?

 

III.

Afryka inhaluje jaszczurkami pod sufitem i strachem

pod prześcieradłem, wszystko dzieje się pod, jakby

nad było pod. Kiedy tak leżę pod moskitierą, szemrasz

we mnie niby polski tatarak. Gdybyś tylko zechciał

poznać tę suchość nocną, gorąco kotłujące się

pod skórą. Jewel patrzy na twoje zdjęcie i mówi,

że marzniesz; pod niebem El Minya się nie marznie,

W Egipcie mamy stałą pogodę i niestałość motywów,

kapłani zwiastują wylew Nilu i krwi.

 

 

Po pierwsze

 

(Jerzy Harasymowicz, Mój dom,

Monika Brodka, Krzyżówka dnia)

 

 

Początkowo czytanie Harasymowicza

było jak picie wody, nie czuło się smaku ani nawadniania,

żyły rozpychały się jesienią bez żadnej świadomości.

Za dużo słów na marne, za dużo rymów jak na te czasy.

 

Mój dom to kartka papieru – przywiera do serca

i piszą się okna, ściany i drzwi, przez które wsypuje się

puste odbijanie o słowo; kiedy czytałam pierwszy raz,

nie zauważyłam nazwy autora, potem wyłaniał się

po literze od samego h do końca alfabetu

jakiś bukowy las i pachniało zielnikiem

 

i nagle urosło we mnie przekonanie,

że nie uniosę tego dziedzictwa, póki

nie rozmieszczę się w mchu. Ale mech

wrasta w tkankę, rozprasza gładkość frazy,

potrzebuje źródła; teraz to wiem.

 

 

Po piąte

 

(Jerzy Harasymowicz, Grzech, Mów mi)

 

Droga do mężczyzny potrzebuje dziury, żeby w nią wpaść,

w czarną otchłań intelektu, w mokry skrawek porostu;

to taki grzech – krótkie wyszczególnienie skrzydeł,

które w nas bytują jak bakterie; częściej chorujemy

niż grzeszymy – zapadamy na systemowość, potem

 

schematyczność; a tą drogą trzeba iść ostrożnie,

aby nie wchłonąć w autostop i przypadkowe mijanie.

By nie wyrosły z nas krzaki głogu, kolczaste pestki

wkładane pod duszę do krwi.

 

 

Po piętnaste

 

(Jerzy Harasymowicz, Grzech)

 

Tak bym chciała, by grzech nasz zrozumieli kuglarze,

którzy szemrają o zdradzie; w gładkich pośladkach

aniołów widzą słodkość podobną do łona matki,

 

w naszych po-śladach krzywdę ludzką. Ależ markotne są

dni, kiedy kocha się wzbronionego człowieka; płuczemy się

śluzem póki krwinki produkują nas na nowo, dezynfekujemy

obawę zamknięcia oczu. Wilgoć przesyca naskórek,

widocznie zdania będą się rozkładać podrzędnie jak

litanie posyłane do niezrozumiałych bóstw.

 

Kuglarze podsuwają nam miecz Damoklesa, ale nic z nim

nie poczniemy, póki z nas cokolwiek się nie pocznie.

 

 

rok 1985

 

Woda w kranie kapie krwią, udaje odgłosy deszczu, zwierzęta siedzą cicho

obok Alicji, mamy dzieciństwo. Lustra odbijają światło, nie widać w nich

naturalnych obrazów z Mrożka, a pompowanie słonia nikogo nie zastanawia;

trudno odróżnić gęstą niewiedzę od rzadkiej groteski. Od jakiegoś czasu

 

kartkuje się ludzi, wycina z papieru ich przyszłość; lampasy na spodenkach

chłopców pasują do szlaczków na otokach. Noc już – woda siąpi,

w kaloryferach; gorące przesłanie wyszarpuje oddech; kap, kap.

Jasna Matka Boska wysyła promienie, gwiezdne wojny wytaczają

się z plakatu. W taką noc nie usypia się zwierząt, głaszcze się

ich futra, by zedrzeć je, gdy nadejdzie moda na kożuchy.

 

 

Kryjówka

 

            To jest zabawa w chowanego. Pochowałeś matkę,

            ja pochowałam ciebie, ktoś pochowa mnie

                                               (Beata Patrycja Klary)

 

Zwierzęta i dzieci czują się tak samo zaszczute;

nawet Daniel wie, że przebywanie z lwami w klatce

nie zabija; mordują ludzie. Nie ma czasu na uścisk dłoni,

szereg trzyma mocno prowadząc w paszczę

człowieka; psy nie chcą gryźć śmierdzących dzieci,

nawet, gdy uciekają za znikającą ręką matki.

 

Zabawa w chowanego ma inne zasady: 1. wszyscy

zaklepują uciekających, 2. chowanie odbywa się

naprawdę, 3. pochówek nie wymaga obrządku.

 

 

Wiśniobranie

 

Żyć w zgodzie z naturą

            (Zenon z Kitionu)

 

Rozkosznie jest skakać przez kładkę do twojego

sadu, gdzie wiśnie wydają pocałunki Grety Garbo;

oglądamy niebo, dzisiaj jest spokojne, wolne

od warkotu żołądka, plwocin i hałasów. Jasność

przemyca się od korony do przymkniętych powiek;

naiwny to obraz sielanki, wygrzebany spod ziemi,

 

spod powiek poległych chrabąszczy. Kiedyś chowali tu pestki,

z których wyrosły białe plamy dla potomnych. Dzień był rześki

a raczej rzeźniczy; wiele było do zrobienia jak to na wsi;

(bo kto sieje, ten zbiera). W tym miejscu posiadłość jest żyzna.

 

Dotykam wzgórków ciepłych od jesiennego słońca, oddychają,

ale wiśnie są cierpkie od osocza wyssanego z ziemi.

 

 

Transportacja

 

                                   Przez ciernie do gwiazd

                        (Seneka)

 

Na rampie światła prowadzą do gwiazd, ledwie widoczna strużka

dymu unosi współczucie (nie pali się śmieciami, bo umierają ludzie),

a kto umiera, gdy pali się ludźmi? (dziewczyna myśli , że jej życie

jest dramatem); wytatuowanej kobiecie pozostawiono buty,

tu szybciej pozbywa się ludzi niż rzeczy (zwiedzający wskazują

na znak zakazu palenia w komorze gazowej). Psy, podobnie

jak więźniowie, zawsze są głodne; nie należy ich głaskać,

gdy się jest kawałkiem mięsa (dzieci żałują czworonogów).

 

Dorośli są zakochani w cyfrach, księgują świat, szeregują, zamykają

i przetwarzają; nic nie może się zmarnować, jazgot transportuje do gwiazd.

 

 

Pokaz mody

 

Człowiek człowiekowi bogiem

 

Kiedy napatrzą się na cudze dzieła, zechcą je sobie przywłaszczyć,

zechcą podeprzeć się krzyżem, przemienić w słowo;

tej wiosny pasiaki wyszczuplają i są miłe w dotyku.

 

Kiedy napatrzą się na chude nogi modelek,

zapomną o lasku katyńskim, zestrzelą wirtualnego wroga,

napiją herbaty z rumem, zjedzą ciasto (w towarzyskich

kolumnach gazet nie ma miejsca na głód, bo mylą się słowa

i dziurawe czaszki), zauważą, że teksty piosenek karmią

się gęstą muzyką, podobną do wybroczyn.

 

Kiedy skończy się pokaz, przyjdzie czas na brawa, westchnienia,

półsłówka, gesty, bileciki bankietowe; w Auschwitz

panuje moda na łysinę, niepotrzebne są też okulary –

 

wszyscy przecież doskonale widzą.

 

 

Liczydło

 

                        Tatuaże mogą mieć moc tak potężną

                        jak starożytne talizmany

                                   (Michelle Delio)

 

Dzieci lubią swoje numeryczne tatuaże, to jedyna rzecz, której

nikt im nie odbierze; droczą się ich mnogością, a nawet uczą

na nich liczyć. Wiodą paluszkiem po zakrętasach, dziwiąc się,

że to takie proste – zapisać swoje imię. Numery są dobrą zabawą

w zgadywanki, a maluchy śmieją się, gdy ktoś się pomyli.

 

Niektóre szkraby mają tatuaże na udach z powodu zbyt małych

przegubów dłoni , podciągają wówczas nogawki spodenek z chlubą,

że także mają jakieś imię, chociaż słabo widoczne.


Pin It