{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Eugeniusz Kurzawa

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


 

 

Polska nie jest przyjemnością

 

historycznie błotnista i dziś

zachmurzona ale nie chmurnie

lecz ponuro w niewiele dni w roku

polak bywa pogodny bo nie uchodzi

przed wiatrem deszczem dopada go

zwykle frustracja i prowadzi do granic

lwowa ruskich i gradobicia co przeszło

wczoraj i potem rzeki znów wylały

cały ten syf niesiony od stuleci

podchodzi nam do gardła do mózgu

i wyżera ślady na kształt matki boskiej

w oknie kominie lub drzewie która może

uratuje naród wybrany albo

nie ma się jak oderwać uciec

choćby na madagaskar wybrany

przez uczciwy naród

polska to żadna przyjemność lecz

ponury obowiązek który do szczęścia

nie jest potrzebny

 

 

Napiera przeszłość

 

napiera przeszłość tak wiele czasu

wciąż chaotycznie porządkowanego

z którym nie tylko ja sobie nie radzę

cały kraj przesunięty nad odrę nie wie co

z sobą począć głupieje od nadmiaru śliny

w ustach narodu rośnie pieśń i pleśń

i coraz bardziej czuję

jego niezdrowy oddech na plecach

a może coś się psuje od głowy od rana

koguty pieją jak zwariowane coś obwie-

szczają za oknem sąsiad obiecał

je pozabijać jednak wciąż żyją i znów

nowy dzień wśród jazgotu i frustracji

 

                                      7 II 2009

 

 

Wciąż mam 27 lat

 

wciąż mam 27 lat i mówię ci

że to miłość jak to możliwe

że czas przestał płynąć

zatrzymałem go na progu starości

(wieczności)

stojąc na suwalskiej ulicy

idę mróz skrzypi śnieg a czas stoi

jak wryty w pamięć i czeka czai się

potem spływa kaskadą kamieńczyka

 

 

O wyższości Gwardii Ludowej nad Wyszyńskim

 

popołudniami – bywało – chodziłem na gwardii ludowej

do bloku nr 21 skąd wracałem późnymi wieczorami

z duszą na ramieniu i głową pełną poezji

 

dziś jeżdżę wśród tych samych gierkowskich bloków

z wielkiej płyty (nic ciekawego standard) lecz czasem

podnoszę wzrok dzieląc myśl między przeszłość

a kierownicę i porównuję

co się zmieniło czy teraz jest lepiej bo tak europejsko

(kolejny supermarket) a nawet światowo (co podkreśla

world of erotic) któż to wie może nowy patron

wyszyński jego wszak imieniem podążają teraz autobusy

miejskie i mój stary ford po wino do sklepu osiedlowego

zwanego marketem lub po córkę do instytutu sztuki

 

jest inaczej może obco może pusto choć gna czas

nie ma się co spieszyć nr 21 wciąż stoi taki przeciętny

dlatego nieciekawy lecz rzucam okiem na wieżowiec

bo przypadkowo wiąże się z sensem życia który

wówczas błądził gdzieś tutaj

(i minął) i chyba było to właśnie w latach

pod wezwaniem gwardii ludowej kojarzyło się

z inicjacją nadzieją i światem na dziewiątym piętrze

wyobraźni gdzie teraz odczuwalna jest zmiana

która zaszła tak nieodwracalnie

iż wszelkie imponderabilia nie mają jednak znaczenia

 

                   11 II - 22 VII- 11 XI 2009 - 18 III 2011

 

 

Moja wolność

 

moja wolność mieści się gdzieś

między godziną 23 a odejściem nocy

tyle sobie jej wziąłem kosztem przegranego jutra

moja wolność od tej polski o którą

nie walczyłem (to ona mnie zaatakowała)

jest ciężko okupiona życiem

przepychanym z roku w rok jak w łagrze

odkreślam dni niczym w radosnej berezie II erpe

na ścianie wyskrobuję gryspy do coraz bliższej

nicości

która mnie wreszcie zwyczajnie wyzwoli

ode mnie

 

 

***

krzyż zostawiłem na strychu

odkąd rodzice przestali przyjeżdżać

na wakacje nie jest już potrzebny

stoi pod dachówkami deszcz

nań nie pada tylko kurz opada harcują

wokół młode koty i osy zbudowały

gniazdo tyle na strychu zostało

z młodości durnej koń drewniany

urządzenia z ciemni namioty plecaki

na swoim miejscu stare komputery

buty i narty nieużywane od lat i krzyż

od lat nieużywany

do niczego

niepotrzebny

 

                            12 VI 2011

 

 

Msza wciąż trwa

 

w programie telewizji trwa msza

dwie kobiety klęczą przed ekranem

modlą się i śpiewają

rytuały kościelne trafiły spod ołtarza

pod strzechy

z kuchni dochodzi zapach smażonych

na jutrzejszy obiad kotletów

kobiety z niezmąconym spokojem

oddają cześć telewizji

która przeniosła je na chwilę

w inny świat a jednocześnie

uzwyczajniła religię

jako produkt dla każdego prostego

człowieka

który płaci abonament

 

                            25 IV 2011

 

 

***

nie warto wstawać rano

nie czeka nic dobrego

zło krąży wokół

niby szatan atakując

z telefonów i telewizorów

podchodzi pod furtkę

przed domem zagląda

do skrzynki pocztowej

wciska się do nieszczelnie

zaklejonych kopert mamiąc

otwartością i szybkim przepływem

zbędnych informacji które dają

wolność (niezbędną michnikowi)

i żadnych akcji dywidend

nie wystarcza pieniędzy na życie

i miejsca na wolną miłość

w czasach kapitalistycznej zarazy

 

                            14 X 2010

 

 

Samotność

 

samotność jest zawsze

z tobą choć stoi obok czeka aż

ją zauważysz

nie jest nachalna

nie narzuca się

spokojnie czeka na tę chwilę

gdy ją docenisz i przywołasz

bo dziś nikt nie jest tak wierny

cierpliwy samotność jest

z tobą

do samego końca

 

i jeszcze jeden dzień zostaje

żeby posprzątać po sobie

 

 

Wilno

 

jest piąta nad ranem lub

w nocy popatrzyłem przez okno

i niespodziewanie zobaczyłem wilno

ostatni raz

pojechałem tam z żoną żeby ją kochać

w starej kamienicy na ulicy išganytojo

lecz (...) dziś przez okno zobaczyłem

dalekie wilno i siebie w bezsilności

wobec codziennych zmierzchów i poranków

i nic nie zdarzyło się wówczas wilno zawisło

nade mną

i ten obraz pozostanie już w tym miejscu

 

         25 IV, 15 V 2010, XII 2011 Wilkanowo


Pin It