{jcomments on}

Wiersze tygodnia

– Andrzej Walter


Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


pozytywiści

 

wznieśli szklane domy

brzuchate centra

pozornych spełnień

 

nawet duszę unieśli

w promocyjny raj

 

wznieśli okrzyk

zawsze z wami!

 

odbicie w lustrze

poszło na zakupy

 

stał obok

na polu

spróchniały krzyż

 

ale chyba

to był tylko

strach na wróble

 

                        8 VII 2011

                        Gliwice

 

 

nadawca

 

nogi niosą donikąd

dłonie ślą

w zaklejonych kopertach

reklamacje do nieba

 

podali fałszywy termin

przydatności do spożycia

nowszy model

nie działał

 

zepsuł wszystko

misternie ukute

krok po kroku

po sukces

 

piekło to nie inni

to my sami ze sobą

na dłużej niż zawsze

bardziej niż chcemy

 

a jeszcze chwila

przyjdzie odpowiedź

adresat nieznany

koszty pokryje nadawca

 

                        28 VII 2011

                        Pilchowice

 

 

hardcore

 

zdjęła majtki

za koronką pończoch

rosło podniecenie

ręce wtargnęły w wilgoć

 

rozłożyła nogi

oplotła wytrawnie

męską dumę

plikiem edytowany pikantnie

stłumiła krzyk

 

nagły reset

ptaki wzniosły Te Deum

wrócił błękit

jedwabnej sukienki

w odcieniu windows

 

lepka dłoń

skurczyła noc

szukając portalu

kolejnych doznań

 

                        31 X 2011

                        Pilchowice

 

 

ponowoczesność

 

ktoś wymyślił produkcję mesjaszy

mają wiele przycisków

sami chodzą głoszą

podają wino

wskrzeszają

                        patent nieziemski

zmonopolizował rynek

rozpalił emocje

 

wiernych zmieniają w niewiernych

wiele kupują

manipulują

ktoś wymyślił

suszony czas

posypujesz nim rany

ślimacznie ropieją

w pakiecie

jeden mesjasz

 

                        8 IX 2011

                        Gliwice

 

 

samorealizacje

 

czas to karma dla biedaków

nie istnieją bo wiedzą

jak mieć orgazm wielokrotny

dozowany sieciowo

w moją własną

garść

 

zastępy świętych

nie będą już nami pomiatać

spalimy ich na stosie

w fitness klubie

z owacją na stojąco

 

te głupie klechy

nie wiedzą

że ja chcę

on chce

wszyscy tak bardzo bardzo chcą

 

obraza uczuć?

a czym uczucia

w świecie bez dna

 

                        2 IX 2011

                        Pilchowice

 

 

serum prawdy

 

jest w was

jakaś odczuwalna bezduszność

uleciała z wnikliwością

beznamiętność

jakaś zadra generacji

panaceum na zło

 

jest w was

milknąca obojętność

powściągliwość kontaktu

warstwa nowoczesności

zwietrzała sól

wypalone oczy

 

jest was wielu

 

niewielu by tworzyć

hordy burzące wiatr

masy w skradziony czas

markowy motyw

 

jakaś szemrząca tęsknota

za głębią

 

                        9 IX 2011

                        Pilchowice

 

 

kod dostępu

 

kiedy to się zaczęło

jego dłonie zrywały

jabłko wolności

 

Bóg o tym wiedział

patrzył niemy

 

jak się brudził soczystością słodyczy

jak śnił o Klondike

bardziej rzeczywisty

mniej czuły

 

Bóg wciąż

niemy pozostał

 

On

 

wpisał na klawiaturze

pin do szczęścia

marzeniomat wypluł

nieczytelne potwierdzenie

 

sądów ostatecznych

 

                        5 VII 2011

                        Gliwice

 

 

kolumbowie rocznik dwa tysiące dwanaście

 

tak zwana ludzkość

nakręca zegary

chce je przyśpieszyć

dogonić wodospad

w mętnych otchłaniach

upadku na dno

 

tam wychowuje potomstwo

w nieponoszeniu konsekwencji

na butnych troglodytów

pieszczotliwie współczesnych

 

wiedzą lepiej

widzą wyraźniej

pewni swego

wygrywają na loteriach

 

(złośliwi mówią, że cukierki tolerancji

oraz niesmak odpowiedzialności)

 

pod szkołą

dumni rodzice niosą tornistry

wewnątrz promocyjne

zestawy do nauki

podręcznej eutanazji

 

                        12 IX 2011

                        Kraków

 

 

asertywny

 

słodzisz

gorzkie pigułki rozmowy

czczą gadaniną

złotoustych celebrytów

 

kulawe truizmy odchodów

łykasz

z lodami melba

i sztucznym biszkoptem

 

w programie

eucharystia telecywilizacji

na ołtarzu

płaski ekran

 

zdawkowo spotkanym ludziom

odmawiasz jałmużny

mówisz:

„nie mam czasu”

 

                        25 IX 2011

                        Pilchowice

 

 

cień

 

na końcu rozbijemy się o własny cień

taki wytrwały

obrazoburczy

klei się jak zaraza

a my chcemy

być niewidzialni

 

pociągać z sznurki

grać marionetką w dzielnicy spelun

na krzywym chodniku

połamanych obcasów

prostytutek

 

ale nie wychodzi

 

za sto dolców

stroimy miny

próbujemy pod latarnią Mefista

którą szyderczo stawia oferty

na końcu

początku

gdzieś pomiędzy

 

każdym gadżetem kupionym za człowieka

który chleb smarował głodem

lecz co nas obchodził człowiek

splot chemii z maszyną

przypadek przypadków

cień

 

18 VII 2011

Gliwice



Pin It