Eligiusz Dymowski – Wiersze



Nie wiem

 

nie wiem

ile godzin wypłakać trzeba

w codziennej wędrówce

 

nie wiem

na jaką odległość rozciągnąć ramiona

aby krzyż wystarczył

 

nie wiem

czy prawdą jest że w kamieniu

najwięcej cierpienia

 

nie wiem

dlaczego miłość i śmierć

takie nierozłączne

 

nie wiem

kiedy zgaśnie słońce

a zapłonie ziemia

 

nie wiem

 

ja - Tomasz niewierny

dziwię się choć czuję

Twoją wyciągniętą dłoń do ślepca



Wizja Hioba

 

zdejmij łuski z oczu

światło nie poraża

ślepca

 

ogień i woda

w ramionach wieczności

nie tracą na sile

 

a żadna próba

nie trwa dłużej

niż życie

 

bądź jeszcze tylko

silniejszym

od siebie

 

               Metaponte, w grudniu 1998



*       *       *

 

Nie pytaj oliwkowych drzew

o tamtą noc

 

ich spojrzenia musiały

przecież się spotkać

 

kontempluj Ciszę

 

bardziej niż słowa

przemawiają rozdarte korzenie

Miłości

złączonej z cierpieniem

 

                                   Mamre 1999



Kiedy umiera poeta

 

                        Pamięci ks. Jana Twardowskiego

 

Kiedy umiera poeta

nie idźcie w żałobnym orszaku

posępni

bo niebo ramiona otwiera

 

Kiedy umiera poeta

uderzcie w bębny

niech się obudzi nadzieja

zaklęta w modłach

o Szczęściu

 

Kiedy umiera poeta

dopiero tak naprawdę

budzi się życie

w wierszach

 

       Krakowskie Wyspy Azorskie, styczeń 2006



                        Koncert świerszcza

 

Moich uczuć na codzienność nie wystarczy -

zbyt porwane, poplątane,

wciąż na tarczy.

 

Sny za późno się spełniają

albo wcale.

 

Wciąż te same dni i noce

odmierzane.

 

Jakby jeszcze było mało: ktoś odchodzi.

Gubi słowa, aby wyznać najważniejsze.

 

To co proste miało być –

pozakrzywiane.

 

To co śmieszne, już nie śmieszy,

bo wyśmiane.

 

Jeszcze jakiś zapach kwiatów,

zasuszonych wraz z miłością co umarła.

 

Niech ten koncert się zakończy,

bo nie można żyć tęsknotą tak – u diabła!


                       Okno z widokiem na Wezuwiusz

 

Zatoka Neapolitańska nocą

wygląda jak rozżarzony krater

lawą płynące światła

przypominają pamiętny dzień

zniszczenia Pompejów

 

Zagłada zawsze przychodzi

w najmniej oczekiwanym momencie

 

Najwyborniejsze wino

usypia czujność bogów

odprawiających rytualny taniec

grzechu i śmierci

 

Szkielety ludzkich ciał

odarte z nagości

nie wzbudzają już odrazy ani współczucia

 

To co prochem stać się miało

dokonało się

 

Posejdon rozpoczął kolejną wojenną wyprawę

ludzie uwierzyli we własne bóstwo

nakładając koronę pysze

 

Tylko Ten co stworzył wszechświat

milczy

aż do ostatniego wybuchu

Apokalipsy



                        Przyjaciel kot

 

                                   Mojemu Ojcu w Dniu Imienin

 

mój kot

o wdzięcznym imieniu Kokaina

wcale nie jest przesądny

spokojnie przechodzi przez drogę

bez potrzeby nie wdrapuje się na drzewa

nie wróży z kart tarota

ani nie układa pasjansów

 

za to gdy odmawiam brewiarz

jak podlotek zaczepia kolorowe wstążki

a na głos dzwonów na Anioł Pański

raźno ogonem wystukuje rytm o nogi krzesła

przyglądając mi się bacznie

swoimi kocimi oczami

 

ponadto kocha bardzo marynarki (najbardziej te w kratę)

gdy zostawiam je na łóżku

zaraz zagląda do każdego rękawa

jakby chciał bawić się w chowanego

 

wieczorem kiedy zakładam pidżamę

rozpoczyna w transie radości swój szalony taniec

przeczuwając

że już nie będzie sam przez długie godziny

 

mój kot podobnie jak i ja

nieudolnie wyciąga czasem łapki do nieba

aby prosić swojego pana

o miskę koniecznej strawy

co daje siłę na zwykłą codzienność

 

i jak tu nie dziękować Bogu

że dał człowiekowi

takie kocie szczęście

 

                        Kraków 9 grudnia 2009



                        Narodziny Piękna

     albo pierwsze zdziwienie

 

 

ta kobieta z białą różą

nie jest ani świętą ani grzesznicą

 

ta kobieta z białą różą

po swojemu rozmawia z Bogiem

 

o tobie

 

jeśli chcesz coś dla niej zrobić

to podaj do drugiej ręki

 

miłość

 

a zobaczysz jak ślepnie się powoli

ze szczęścia



                        Zwyczajność rzeczy

                                   Wisławie Szymborskiej

 

Kupiłem dziś nową kołdrę i poduszkę

może powrócą sny szczęśliwe

albo przynajmniej takie

po których rano nie boli głowa

i strach nie czai się w lustrze

 

rodzimy się wciąż bezradni

aby na własnej skórze

doświadczać zwyczajności rzeczy

bez zdziwienia przy tym

że są dotykalne

 

piękno – to autoironia

ukryta w cieniu prostych czynów

dla których chwila

jest tak samo ważna co i wieczność

 

tylko naiwni

wierzą w coś pośredniego

 

                                      Kraków 2012

Pin It