Untitled Document

{jcomments on}

Wiersze Tygodnia -

Mieczysław Machnicki


Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


 

 

PIERWSZE MIŁOŚCI

 

pierwsze miłości

dzieją się pod stołem

 

on pociąga

za cztery nogi

 

targa krótko ścięte

włosy jak frędzle obrusa

 

czyjś nóż

spada na podłogę

 

on podnosi do ust

on chyba ją przytula

 


WYBÓR

Mam do wyboru lisa i kunę

po czyich śladach pójdę

 

patrząc do tyłu widzę siebie

ale jakby podwójnie

 

księżyc rozstał się z cieniem

a ja nic o tym nie wiem

 

jeśli się dowiem zawrócę

na drogę z piórami po kurze

 

żeby dalej przed siebie

na jednym skrzydle polecieć

 


 

KROKI

 

Stawiam kroki na śladach

wznoszę się i zapadam

 

nowe góry formuję

na drodze i zboczach

 

zdobywcą dolin się czuję

kiedy na ślady nie trafiam

 

strumyka stworzyć nie umiem

chciałbym oczy w łzach kąpać

 

i ziemi nie rozumiem

nie chce się dla mnie rozstąpić

 

 

ZAGUBIONY

 

Na czerwonych światłach

znów się zagubiłem

 

ma je w oczach wilczyca

zagrzebana w śniegu po szyję

 

wrogim znakiem rozstania

żegnają ostatnie wagony

 

widzę też świece gasnące

jak maki w wazonie

 

jeśli dłużej będą krzyżować

nie powrócę na łąki zielone

 


WYPRAWA

 

Pospiesznym do Zakopanego

nie pojadę będzie śnieg

 

Wsiądę do osobowego

może się roztopi

 

w Zakopanem pójdę na lody

i na szklaneczkę whisky

 

może góry mnie podniosą

doliny przy mnie się położą

 

potem jak stary świerk obalą

spławią w dół Wisły

 


WIECZNY KURZ

 

Szare ma oczy i cienie pod oczyma

szaro widzi i robi na szaro

 

z szarej torebki jak sól się wysypał

wypadł jak popiół z paleniska

 

lubi chodzić po szarych ludziach

szaro się żegna szaro wita

 

w szarym mydle po sobie się płukał

w szarej pościeli do siebie przytulał

 

jest na okładkach i obwolutach

jeszcze nie umie głęboko czytać

 

 


PISAŁEM

 

Pisałem pięcioma palcami

a ten szósty był obcy

 

kartkę papieru czernił

niby z klatki zły chłopiec

 

potem wsiadł do windy

ja zostałem bez pointy

 

chciałem napisać umarłem

żeby móc żyć potem

 

palce za nim nie tęsknią

tylko rosną paznokcie

 

 


ŻYCIE PO ŻYCIU

 

Życie po życiu kończy się

wygnaniem z raju

 

dwa słońca na drzewie

jak jabłka spadają

 

dwa księżyce jak sierpy

koszą więdnącą trawę

 

anioł i szatan

biorą się za ręce

 

dwa kamienie

otwierają ziemię

 

 

 

KOSZULE

 

Śniły mi się koszule

w kolorze indygo

 

co po takich koszulach

pojedynczej głowie

 

zamienią się w niebo

z białymi guzikami

 

zamienią się w morze

otwarte po rozpięciu

 

co po takich koszulach

pojedynczym rękom

 

 

 

POWIEDZ MI

 

Powiedz mi biała sukienko

dlaczego płyniesz tą rzeką

 

dłonią jak wielkim łopianem

rozgarniam krwawą plamę

 

wstrzymaną grząskim sitowiem

wyłowię cię jak nie powiesz

 

zanim wypalę to znamię

zmącimy stojącą pianę

 

już nie mów nic biała rzeko

wejrzyj mi w oczy jak bielmo


Filip Wrocławski
Filip Wrocławski

refleksje katyńske

Rękodzieło

Wiesz, Ewo, mówi mi starszy pan,

z którym współżyję, to jednak największe

europejskie rękodzieło

w całym tym pięknym wieku.

Pomyśl, niemal bez technicznych

udogodnień lub pomocy przyrody. Nic

poza kawałkiem drutu na przegubach

i niewielkim metalowym przyrządem,

niemal sam na sam, jak człowiek z człowiekiem. A taki efekt.

Żadnych tam bomb, cekaemów, czołgów,

komór gazowych, uszczelnionych samochodów,

głodu i mrozu, rozwścieczonego tłumu.

I ponad dwadzieścia dwa tysiące

osobiście, ręcznie wykonanych egzemplarzy,

pojedyńczo, jeden za drugim ...;

prawdziwa sztuka śmierci.

To jednak chyba największe,

w tym stuleciu, na europejskim kontynencie

rękodzieło

- ten Katyń.

Tak mówi, a potem patrzy w ścianę.

Ech - odpowiada mu zeń jego nieludzki cień

z czarnym wywalonym językiem - minęło

kilkadziesiąt lat a ta kaźń wciąż trwa.

Nie tylko ona.

A ubój Ormian ? A ludożerczy głód

na Ukrainie? A łagry, i ich śniegi ? A miasta i wsie ,

i ich ruiny ? A rzezie na Wołyniu ?

A getta, obozy, krematoria dymiące włosami ?

I inne korony cierniowe / A..., A...?!

Ech, że też śmierć musi nas tak żreć ,

abyśmy stali się podobni bogom.

Czy umarli kiedyś nas pogodzą ?

2009. pierwsza wersja 2001,

Pin It