Untitled Document

{jcomments on}

Wiersze Tygodnia -
Majka Żywicka - Luckner


Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska




pytanie o wojnę a wojna jest kobietą

ile z dziwki i pierwszej komunii w kobiecie
gdy chłopcy już po zabawie w doktora
umierają na wprost oczu?


modlitwa laleczki z porcelany

nie upuść mnie
z chwilą gdy

stawać będę się

żoną


jeszcze jedna Ewa
chłodny smak gliny

z niepokoju palców
pulsuje cieplej

z martwej
wypełza kobieta
uzdrowiona na
wodę
i ogień

z żywej

umiera
zagnana w dłonie
rzeźbiarza


krajobraz nadbrzeżny

...i gdy odgadli
przewidywanie

mewy rozkołysały okręty
a żywioły
zatrzasnęły drzwi

w ziarenku piasku



prawda o Weronice

jej bóg miał palców
o jedno przykazanie mniej
i stały czas
pod budką z piwem

dobiegała tę miłość
codziennie

wiązała chustę
rogami na krzyż

bezsenność

zasadza w noc oczy otwarte

skrzypienie łóżka
rozpala w ognie
zrośnięte w biodra dusznych
kochanków

nie traci z oczu


o czwartej nad ranem

rodzą się
wszystkie wygnania kobiet
w podołkach  nocnych koszul
na powrót wnoszą

zapachy mężczyzn
z klatek schodowych
obrzmiałe ślady szminek
zlizane
z kołnierzyków gotowego jutra

o czwartej nad ranem
żarówki schodowych klatek
niebo oświetlają

tanio


spowiedź z domu wariatów

brzydko się bawiłam

w ostatnią wieczerzę
zagryzanych warg

nago doganiałam wygnanie
gdy oni wchodzili we mnie
jakby rozumieli


tylko mnie zostawiali

jezusy moje



fragment z umierania

już drugą noc uprawiamy ze sobą
spacer z psem
na wznak jeżymy sierść
i skraj prześcieradła

czy wystarczy gdy jedno z nas 
prześpi się ze mną
z dnia na dzień

czy jeszcze dalej



magdalena niewydarzona

skazana na wyrok miłosnych listów
w  torebce znoszonej kobiety
włóczy się
pomiędzy palcami zamkniętej historii

a gdy pojmie już wszystko
z deszczu idącego na dno
przestępuje z brzegu na brzeg
barowy obrus

w nadziei na ślad
czerwonego wina

 

Filip Wrocławski
Filip Wrocławski

     Majka Maria Żywicka-Luckner – urodzona w Kęble (woj. lubelskie). Absolwentka Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Lublinie. Debiutowała na łamach „Głosu Nauczycielskiego” wierszem "Jak gołębie”  /1993/. Autorka trzech zbiorów poetyckich: „A w górze szum skrzydeł” /1995/, „Biała akwarela” /2001/, „jezusy moje” /2009/. Publikowała m. in. w „Akcencie”,„Metaforze”, „Lancecie”, „Pulsie”, „Spektrum”, „Głosie Nauczycielskim”, „Gazecie Lekarskiej”. Utwory aforystyczne ukazały się w „Wielkiej encyklopedii aforyzmów” pod redakcją prof. Joachima Glenska /1996/ i „O miłości wszelakiej”/1995/.

Laureatka wielu konkursów poetyckich. Zajmuje się również malarstwem sztalugowym i akwarelą, bierze udział w zbiorowych wystawach malarskich – „Warszawska Praga w malarstwie współczesnym”. Mieszka w Warszawie na Pradze Południe, pracuje w SZPZLO Warszawa Praga-Północ, gdzie przez wiele lat pełniła funkcję dyrektora do spraw medycznych, a obecnie dla około dwóch tysięcy pacjentów, tych samych rodzin od trzydziestu lat, pozostaje lekarzem pierwszego kontaktu. Należy do Unii Polskich Pisarzy Lekarzy, RSTK.

refleksje katyńske

Rękodzieło

Wiesz, Ewo, mówi mi starszy pan,

z którym współżyję, to jednak największe

europejskie rękodzieło

w całym tym pięknym wieku.

Pomyśl, niemal bez technicznych

udogodnień lub pomocy przyrody. Nic

poza kawałkiem drutu na przegubach

i niewielkim metalowym przyrządem,

niemal sam na sam, jak człowiek z człowiekiem. A taki efekt.

Żadnych tam bomb, cekaemów, czołgów,

komór gazowych, uszczelnionych samochodów,

głodu i mrozu, rozwścieczonego tłumu.

I ponad dwadzieścia dwa tysiące

osobiście, ręcznie wykonanych egzemplarzy,

pojedyńczo, jeden za drugim ...;

prawdziwa sztuka śmierci.

To jednak chyba największe,

w tym stuleciu, na europejskim kontynencie

rękodzieło

- ten Katyń.

Tak mówi, a potem patrzy w ścianę.

Ech - odpowiada mu zeń jego nieludzki cień

z czarnym wywalonym językiem - minęło

kilkadziesiąt lat a ta kaźń wciąż trwa.

Nie tylko ona.

A ubój Ormian ? A ludożerczy głód

na Ukrainie? A łagry, i ich śniegi ? A miasta i wsie ,

i ich ruiny ? A rzezie na Wołyniu ?

A getta, obozy, krematoria dymiące włosami ?

I inne korony cierniowe / A..., A...?!

Ech, że też śmierć musi nas tak żreć ,

abyśmy stali się podobni bogom.

Czy umarli kiedyś nas pogodzą ?

2009. pierwsza wersja 2001,

Pin It