ANTOLOGIA POETÓW POLSKICH 2017: 

Władysława Szproch, Jolanta Sztadhaus,
Zofia Szydzik, Alicja Szymaniak, Zofia Tarchała

 

Antologia poetow polskich 2017 OKLADKA

 

 

 

Władysława Szproch

 

 

Moja i twoja samotność
(dialog z Thomasem Mertonem)

 

napisałeś:

„nikt nie jest samotną wyspą”

i to nas dzieli

eremito Mertonie

 

to przecież ja jestem

tą samotną wyspą

o której nie mogłeś wiedzieć

kreśląc swoje słowa

 

jestem mikroskopijnym lądem

na oceanie kosmosu

świadomą cząstką świata

dryfującą jak gwiazda

poprzez przestworza wieczności

jestem kropelką oddechu

mknącą jak ślizgacz

po falach darowanego czasu

twarzą pod prąd

twarzą pod wiatr

z rozpiętym żaglem wiary

że starczy mi samotności

by dopłynąć do Światła

 

napisałeś:

„Nie ma wątpliwości – tylko wtedy

jestem w pełni normalną osobą,

gdy dostępna mi jest duża doza

samotności”

 

i to nas łączy

mistrzu Mertonie

 

 

Homo faber

 

nocą posyłam myśli

poza stratosferę Ziemi

 

żonglują swobodnie

kulami ciał niebieskich

i pierścieniami Saturna

skaczą po gwiazdozbiorach

jak po obu półkulach

pod sklepieniem czaszki

to znów się uczepią

warkocza Komety Halleja

to wykręcą pirueta

z bezimiennym Księżycem

 

posyłam nocne myśli

w rozliczne galaktyki

aż po Energię Zero

po ognistą eksplozję

i Kosmiczną Dziurę

 

powracają niesyte

Prawdy Asolutnej

zdumione także

własnoistnieniem

w naturze Homo Faber

 

 

Byt

 

jestem BYTEM zamkniętym

 

mam korę na mózgu

jak sędziwe drzewo

i pancerz ochronny

jak skorupa żółwia

 

nie wytyczam losu

według papilarnych linii

nie wróżę dni z fusów

ani z krakania wrony

nie wierzę w magię liczb

w kabały czarne koty

nie rzucam monet w wodę

przez lewe ramię naiwności

i kominiarza nie łapię

za osmalony guzik

 

jestem BYTEM logicznym

tajemnicą stworzenia

trzciną na wietrze

trzciną myślącą

 

wierzę w godzinę ostatnią

pokorną nicość

i jasność nieznaną

 

jestem BYTEM

przejściowym

 

 

Dopóki świeci słońce

 

nie zakrywaj mi

horyzontu jutra

póki biegną ku mnie

nieprzebyte drogi

i światło wędruje

od oczu do oczu

 

nie zaciągaj w przedwieczór

kurtyny wiecznej nocy

dopóki gram tragifarsę

w twoim teatrze świata

 

jeszcze nadzieja wybiega

przed sceniczny szereg

i klaszczą widzowie na bis

 

nie naciągaj na usta

zasłony milczenia

póki ucieleśniam

myśl

zamiar

i Słowo

 

 

Getsemani

 

mój Ogród Oliwny

nie z Doliny Cedronu

a z Doliny Silnicy

 

zamiast oliwek

śliwy i wiśnie

zamiast rosy

perlisty pot

 

a kuszenie to samo

i stare jak świat

i ból prawdziwy

i strach

 

w moim Ogrójcu

sędziwa samotność

wtulona w dłonie

oblepione ziemią

i chwilowe radości

spijane z płatków

wyhodowanych róż

 

w moim Getsemani

namiastka nieba

rozproszonego po krzewinkach

sezonowych niezapominajek

 

 

 

Jolanta Sztadhaus

 

 

lżej nie będzie

 

nie da się skrajem stąpać

przemknąć poboczem z dala od wrzawy

od ruchu w drzwiach zależny byt

z przypadku raczej nie z wyboru

ucho sączy kroki

wybudza dłonie na dotyk

chichot grosza w niemym progu

krztusi się dniem następnym i następnym

aż po kres

 

dziś umówiłam się z Bogiem pod omszałym dębem

nie trzeba mi figurek ni zastępów skrzeczących wron

wystarczy blask słońca skaczący po liściach

oddech ziemi wśród zieleni traw

tu z myśli moich wypływa poemat

tu prośby i obietnice mają kształt chleba

i wraca pieśń od ramion po stopy – wyzwala

rozjaśnia teraźniejszość

kładąc światło wzdłuż drogi

skupia się na źrenicach

zachłannie połykających przestrzeń

 

 

lżej nie będzie tylko kontury jutra

majaczą bardziej wyraźne

 

05.06.2016 r.

 

 

Daleko przed siebie

 

Uwierzyli w ciemną plamę, w otchłań

pod moim naskórkiem, a tam rosły tylko mosty

dla wpatrzonych w głąb, dla wytrwałych

w niesieniu słońca, zrodzonych z tęsknoty,

niosących sztandar przyjaźni.

 

Dostrzegam w utyskiwaniu wiatru drogę,

którą czas przenika. Nie ma tamtych,

ogołoconych z wiary we mnie.

Pozostał po nich kurz.

 

Rozciąga się niebo nade mną pełne wzruszeń,

za psi grosz pejzaże, ba, darmo wręcz. Tylko patrzeć

trzeba uważnie, by ominąć rozchwiane kamienie,

po których brudna woda sączy zło.

 

24.04.2016 r.

 

 

gdy mądrość błądzi po manowcach

 

stoję na skraju lasu

dotykam

chłodu rozsierdzonej ziemi

umykajcie żubry

budźcie się drzewa

nim piły jazgot przetnie powietrze

nim myśliwego dłoń dosięgnie śmiercią

 

nawracają fale małości

wstrząsną

zacierając ślady spłyną pod butem

wyjdą na spotkanie z niemyśleniem

(bez)odczuwaniem

prosto w mgłę nieistnienia

 

kora drży cierpieniem

stęka pod naporem ludzkich zamierzeń

zielenią się wiosenne manowce

a my na moście ku niczemu

 

jestem matką i ojcem dla was zielone dzieci

i z wami płaczę

 

27.03.2016 r.

 

 

Dopóki jestem

 

Mrowienie dłoni przywraca skradzione obrazy.

Zatrzymane w pół drogi, zawisły pomiędzy wczoraj, a dziś.

Szumi krew, pluska pobudzona kofeiną.

Skupiona na oczyszczeniu z dawnych westchnień.

 

Nim sięgniesz drugiego brzegu,

rozścielisz burzę od skroni po stopy.

Kaprys to czy potrzeba,

w umiłowaniu tkwić,

udawać Afrodytę?

 

Pod dostatkiem kwitnienia we mnie.

Rozpostartych skrzydeł wola –

jeszcze by uszczknąć zmysłami

drugi brzeg

na którym ty

jak poemat

 

14.02.2016 r.

 

 

Znam księżyc

 

W źdźbłach traw rozniecam świty,

poprzez śmiech, smutek, zwątpienie.

Uczepiona rosy łzawię. Uczepiona lasów rosnę w słowo.

Wzdłuż cieni drzew namacalne trwogi – i myśl,

na kształt bruzd na czole,

kolebie się od brzasku po zmierzch.

 

Uniesiesz noce? Choćby bezchmurne,

bezdotykowe, nieuskrzydlone?

Znam księżyc, jego ciemną stronę –

samotność ubraną w melancholię.

 

Ciszą nocy okrywam ciało, przywołuję gwiazdy.

Niech się roziskrzą. Niech wskażą powrotną drogę w słoneczny czas,

w radość stąpania po poduszkach mchów, w obietnicę dotyku,

w oddech z oddechem spleciony.

 

27.06.2015 r.

 

 

 

Zofia Szydzik

 

 

 

Już czas...

 

„(...)są samotności różne

na ziemi w piekle i w niebie

tak rozmaite, że jedna

ta, co prowadzi do Ciebie”

 

ks. Jan Twardowski – wiersz „Różne samotności” – fragment

 

przygarnąć ku sobie samotności wszystkie

tak różne jak z wiersza poety księdza Jana

taką co refleksem po lustrze wody perliście

pomyka i taką co pod maską schowana

 

samotność pląsającą o zmierzchu za jeziorem

i tą co wciska się mgielnym trenem w szuwary

lub w korzenną woń ziemi (przerażała wczoraj)

i tą ze zgubionej chwili – że nie sposób odnaleźć

 

nie odtrącę tej przychodzącej z ludzkim tłumem

bo wierna jak pies i staje się duszą bratnią

i tej szepczącej do ucha z morza poszumem

– będę z tobą do końca... do chwili ostatniej.

 

Elbląg 05.2011 r.

 

 

Kuszenie

(ekfraza)

 

wpadasz do mnie coraz częściej czyżby z miłości

szukając ukojenia unosisz mnie do ust

przechylasz kieliszek bowiem tak jest najprościej

mieć za sobą co niełaskawe bez zbędnych słów.

 

nie pytam o przeszłość i czy wspominasz tamtą

czy tęsknisz do uśmiechu i figlarnych oczu

spójrz w zielone nim twoje kaprawe się zamkną

nim butem wyroku pchnięty spadniesz w dół zboczem

 

w utrapieniu ja-m słodycz – smakuj i syć głody

spłynę ciepłem po trzewiach oddając pieszczotę

zaufaj do końca w doznaniach nie zawiodę

we mnie jest rozkosz zapomnienie i Golgota.

 

Z inspiracji obrazem – Pijący absynt – Viktor Oliva (1861–1928)

Elbląg 08.2015 r.

 

 

Gwiaździsta noc Wincenta*

 

                             Pod werniksem

 

                         nic nie jest constans

 

                  jakby sieje się gwiezdny pył

 

          za moment runie nadgryziony księżyc

 

ze strachu drży osada wytrzeszczając złote oczy

 

przytula się do wzgórz Alpilles szukając ratunku

 

         zaciąga na dachy kołdrę gaju oliwnego

 

             oniemiał w bezruchu stary cyprys

 

                       z niepokoju w indygo

 

                            wieża kościelna

 

                                  pobladła

 

                                                         Elbląg 04.2013 r.

 

* 
Wiersz inspirowany obrazem Vincenta Van Gogh’a – Gwiaździsta noc nad wzgórzami Alpilles.

 

 

Cisza

 

„Samotność uczy sedna rzeczy, bo sedno rzeczy to także samotność.”

J. Brodski

 

mam już w sobie ciszę

(której niegdyś nie miałam)

i zatraciłam zmysł zawodnika i łowcy

cisza...

bez tupotów

wypinania piersi

i prężenia mięśni

bowiem

z czym tu walczyć

o co się bić

szkoda czasu na animozje i dąsy

spraw honoru

nie nadziewam na czubek noża

 

nabyłam

umiejętność uników czepliwych języków

i wścibskich oczu

ot

płynę rozważniej

opanowawszy hals

by nie stratowały mnie owcze pędy

od czasu do czasu

wybebeszam się w wierszu

 

mam już tę ciszę w sobie

pozwalającą wybierać co najlepsze

z obyczajów

kodeksów niepisanych

i krępujących gorsetów zasad

smakuję świat

bez komentarzy i osądów

a niepoznane jeszcze rozcieram w palcach

obwąchuję starając się zrozumieć

i pomna przeszłości

nie wróżę już z fusów

 

 

nie interesują mnie

zapieczone krajobrazy

w których bodaj prędzej

kamień się wzruszy.

 

Elbląg 06.2015 r.

 

 

Najcichsza ze wszystkich cisz

 

jest taka cisza co zda się dzwonkiem podzwania

pozornie bezdźwięczna jakby zrodzona z prochów

i pełna krzyku w piersi po sam skraj wezbrana

i ta we łzach płynąca od szlochu do szlochu

 

i taka z podcienia klasztornego krużganka

i sprawiedliwego z niezmąconym sumieniem

i z oddechu enigmatycznego kochanka

co już od dawna zamilkł jak w wodę kamieniem...

 

lubię taką cieszę najcichszą ze wszystkich cisz

z kamienną twarzą rzeźby Antonia Canovy

w zgiełku narzędzi tworzył dzieła – rzeźbiarski Mistrz

przed ich białym obliczem zastygam bez słowa

jak ten dzwon...

co zadławił się dźwiękiem i...

zamilkł.

 

Elbląg 02.2016 r.

 

 

Alicja Szymaniak

 

 

Pejzaż...

 

Kropelkami gorzkich łez

namaluję czarny pejzaż.

Słowiczymi nutkami

wyśpiewam pieśń żalu.

Słowami ciężkimi od bólu

ułożę żałobny tren.

Tren o utracie nadziei.

Marzenia to już za mało.

Chcę dostać choć cząstkę miłości,

wyrzucić pustkę szarych dni,

zamknąć okno samotności,

zachłysnąć się szczęściem,

poczuć na nowo życie.

Kropelkami łez radości

namalować barwny pejzaż.

 

30.09.2016 r.

 

 

Samotność

 

Wiem czym jest samotność.

Dzień jak co dzień.

Okno, kanapa, okno.

Wciąż to samo pytanie.

Czy ktoś zapuka do drzwi?

Czy usłyszę dźwięk telefonu?

Dialogi prowadzone ze sobą.

Pytania bez odpowiedzi.

Obawa, że tak już będzie do końca.

Strach, że nie ma nikogo

zakłóca umysł, wprowadza niemoc.

Po co wstawać?

Nic przecież się nie zdarzy.

Dzień jak co dzień.

Okno, kanapa, okno.

 

20.10.2016 r.

 

 

Nieznajomy

 

Ja tak niewiele o panu wiem,

choć widuję pana codziennie,

wychodzi pan zawsze rano z psem,

a ja lubię ten widok niezmiernie.

 

Nie znam wcale pana imienia,

chociaż mieszka pan chyba blisko,

z psem radośnie pan sobie biega,

a ja patrzę i żal mnie ściska.

 

Kiedy rankiem stoję w mym oknie,

to przyglądam się panu z radością,

bo pan kocha, rozumie i czuje,

a to dzisiaj jest wielką rzadkością.

 

Gdybym kiedyś pana poznała,

też bym chętnie poszła na spacer,

zgrana trójka by z nas powstała,

a na razie stoję i patrzę.

 

Pan jednak o mnie wciąż nic nie wie,

bo jestem tylko mglistym tłem,

a ja patrzę z wielką miłością

i marzę, żeby być pana psem.

 

6.11.2016 r.

 

 

Jesiennie

 

Kolejny, listopadowy dzień

zanurzył się w szarości.

Zamglone wciąż niebo zamknęło

drzwi promieniom słońca.

Ukryty w chmurach deszcz czeka,

by ujrzeć światło dzienne.

Ja też cierpliwie czekam.

Pragnę uchwycić ten moment

pluszczącej symfonii,

gdy woda uderza o parapet

i rozpryskuje się wokoło.

Nuty ukryte w kroplach deszczu

czarują magiczną melodią.

Lubię często tak stać, gdy

dzień zanurza się w szarości

i wsłuchiwać się w rytm jesieni.

Zapatrzona, przytulona do okna,

oddaję się nastrojowej muzyce.

 

20.11.2016 r.

 

 

Ars poetica

 

Kiedy dzień otula się zasłoną nocy,

zamykam drzwi do zewnętrznego świata.

W objęciach ulubionego fotela

spijam z kielicha smak czerwonego wina.

Delektuję się muzyką ciszy,

by w niej usłyszeć własne myśli.

Gdy odpływam pogrążona w zadumie,

w głowie kłębią się nowe pomysły.

Rozsypane wyrazy chętnie tańczą,

choć nie przygrywa im żaden grajek.

Zmęczone gonitwą, odkrywaniem siebie,

układają się w zdania do napisania.

Są tylko chwilą, mgnieniem oka.

Chwytam je w locie by nie umknęły

i umieszczam w podręcznym brulionie.

Spokojna, zaprzyjaźniam się ze snem,

który cierpliwie czeka na swą kolej.

Zasypiam z nadzieją na twórczy ranek

i budzę się pełna melodii słów.

Wtedy wygładzam je, dopieszczam,

by nabrały życia, rozkwitły, zaistniały.

Są cząstką mnie, budują mój świat,

dzięki nim, wciąż uczę się siebie.

 

21.11.2016 r.

 

 

 

Zofia Tarchała

 

 

Inny

 

W świecie fałszywych ideałów to Ty jesteś moją najpiękniejszą niedoskonałością.

Jesteś niepowtarzalnością nielogiczną

i tworem dwóch kochających się istot.

Ktoś... dał Ci inny wymiar, inny cel,

lecz do dzisiejszego dnia nie wiem dlaczego?

Stąpasz beztrosko po Ziemi

nie wiedząc nic o życiu i o nim

bo jesteś niespodzianką daną światu

pełną zaułków i zakamarków

znanych tylko mi... każdego dnia odkrywam nowy.

Obsługujesz ten świat w białych rękawiczkach

nie brudzisz go wyuzdanym zachowaniem

ani wulgarnymi słowami.

W swojej niewinności i prostocie

brniesz w głąb akceptacji drugiego człowieka

bo tak po prostu chcesz...

Kochasz wszystko i wszystkich.

cały Ty... uporządkowany do granic pedantyczności

choć genetycznie źle poukładany

Nie bój się stoję tuż za Tobą...

....

 

 

Dom

 

Kup mi niebieski dom

na wzgórzu wrzosowym przy morzu

z dachem w chmurach

i okiennicach białych jak mleko

znajdź przystań dla nas na starość

cichą i bezpieczną

może być z świata animowanej bajki Muminków...

Zanurzymy w nim naszą wieczność

zapuścimy korzenie

i razem plewić będziemy

nasze życiowe zachwaszczenie

a Buka zamrozi i przepłoszy to co ciemne.

Kup mi plaży kawałek

gdzie nasze dorosłe dziecko

bawić się będzie z innymi

zwykłymi dziećmi, niebajkowymi

gdzie skrawek zieleni

nadzieję uczyni na lepsze życie

zwyczajne niebajkowe...

 

 

Miłość

 

Jesteś pierwszą literą alfabetu

początkiem nocy i zakończeniem dnia

bez Ciebie... życie nie miałoby sensu

więc bądź dzisiaj moim Sherlockiem Holmesem

dochodź tam gdzie pozwolę Ci zajrzeć

gromadź dane i dedukuj czego pragnę

analizuj informacje a potem...

rozbierz mnie ze wszystkich zagadek

będąc przy tym dżentelmenem

z zestawem swoich zasad i szklanym okiem...

 

 

Tęsknoty

 

Tęsknoty czyli godziny mierzone oddechem... bo ja już nie mam całego życia na szukanie swojego miejsca na Ziemi

Zatęskniłam za moim dzieciństwem ponownie

za tą morwą olbrzymią nad rzeka

za tamą budowaną z kamieni

za procami i motylami łapanymi do ręki

za przebierankami i zabawami

gdzie czarowałam patykiem

a chodząc w butach mamy byłam księżniczką

za gromadką podwórkowych dzieci

gdzie banda rodzinna drugiej bandzie figle płatała

i butelki po mleku do ogródka wrzucała

zatęskniłam za życiem bezproblemowym

w którym tylko zabawa i marzenia miały miejsce

zatęskniłam za tymi emocjami dziecięcymi

bo teraz tylko tęsknoty nam pozostały i zdjęcia

dorosłość wszyscy przerabiamy i małych drobnych rzeczy

w tym biegu nie dostrzegamy

czas biegnie zbyt szybko... za szybko...

 

 

Uzależnieni

 

Poemat liryczny Michała Lisowskiego pamięci

 

„Ciebie już nie ma, a My walczymy za Ciebie i za Nich uzależnionych”

Uzależnieni

nieobecni

giną w swoim świecie

giną w narkotykowych tabletkach

w kolorowych magicznych fiolkach

szukając ukojenia po nieudanych związkach

porzuconych zawodowych ambicjach

giną w alkoholowych drinkach

nieświadomi ze życie ucieka

upojona świadomość

wyciszone sumienie

pozwala zapomnieć tylko na chwilę

w nikotynowym dymie

w popiół się spalają

nie myślą...

bo nie wiedzą

że losem swoim poniewierają

a może to czas przyjacielu

łańcuch z nałogiem przerwać

strzykawki odstawić

kieliszki wyrzucić

a papierosa ot tak przełamać

być i żyć

nie wznosić wymyślonych toastów do lustra

bo Tobie to na pewno nie służy

może to już czas stanąć przed wyborem

czy oddać życie swoje

czy zawalczyć o nie

Ty byłeś Człowiekiem

Wielkim Człowiekiem

nie nienawidziłeś

nie osadzałeś

a po prostu rękę podawałeś

dziękujemy dziś Tobie za siebie i za nich.

 

 

 

 

Władysława Szproch

Urodzona w 1951 roku w Stanisławowie, woj. świętokrzyskie. Poetka, satyryk, krytyk literacki, a także malarka, rzeźbiarka i animatorka życia kulturalnego w Kielcach i woj. świętokrzyskim. Wielokrotna laureatka konkursów literackich i plastycznych. Członek ZLP od 1994 roku, wiceprezes Stowarzyszenia Artystów Plastyków Świętokrzyskich w Kielcach. Ukończyła Politechnikę Świętokrzyską, Wydz. Elektryczny. Emerytowana nauczycielka. Opublikowała następujące książki: Dotknęłam ciszy drzew (1988), Byłam na wrzosowisku (1992), Sentymentalny niepokój (1993), Jeszcze nie jestem ciszą (1993), Grudki milczenia (1994), Prześmiewki Kundzi Jojko (1996), Usypywanie cienia (1997), Fraszki-igraszki (1998), Przylądek zielonego nieba (1999), Portret słowoczuły (2000), Przenikanie światów (2002), Wpisuję się w sen liścia (2005), Fraszkodzieje i myślochwile (2007), Siódmy balkon światła (2009), Od Batiara do Tatara (2009), Kundzine szprośniki (2010). Za twórczość artystyczną uhonorowana: Brązowym, Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi, Brązowym Medalem Gloria Artis, odznaką: Zasłużony Działacz Kultury, statuetką: Nike Świętokrzyska i wieloma nagrodami prezydenta miasta Kielce, wojewody i marszałka woj. świętokrzyskiego.

 

 

Jolanta Sztadhaus

Mieszkanka podwarszawskiej miejscowości Mysiadło. Publikowała swoje wiersze na portalach poetyckich, w Internecie, w Magazynie Obywatelskim Kronikarz, w roczniku poetyckim Białe Kroniki oraz w Angorze. W 2011 roku wydała swój pierwszy tomik wierszy „Między purpurą, a zielenią”, w kwietniu 2012 r. ukazał się jej drugi tomik „Smak jesieni” oraz Antologia „Poetyckie powidoki”. We wrześniu 2012 roku wydana została Antologia „Drzewo jest jedno a liści tysiące”, w której również znalazły się jej wiersze. W lipcu 2012 r. wstąpiła do Stowarzyszenia Autorów Polskich (SAP) Oddział Warszawski – II. W styczniu 2013 r. wydała trzeci tomik „Moim śladem”. W czerwcu 2013 r. ukazał się czwarty tomik „Horyzont”. Jest współautorką Międzynarodowej Antologii Stowarzyszenia Autorów Polskich „Boso po ściernisku” oraz „Kocha się za nic”. Jej wiersze znalazły się również w Antologii „Nadmorskie Spotkania Literackie”. W 2016 roku wydała piąty tomik wierszy „Ścichanie czyli spoza ram obrazu”, dzięki wydawnictwu Miniatura. Jej wiersze znalazły się również w „Antologii Poetów Polskich 2016”.

 

 

Zofia Szydzik

Urodzona w 1949 na Warmii, mieszka w Elblągu. Wiersze wydała w dwóch tomikach autorskich: „Akwarele jesienne” i „Stara furtka śpiewa”. Utwory tej autorki ukazały się w siedmiu antologiach poetyckich wydawnictwa Sowa pod redakcją dr Ryszarda Mierzejewskiego z Pieszyc oraz w czterech antologiach poetyckich wydawnictwa Usługi badawcze i wydawnicze dr Rafał Brzeziński Ząbkowice Śląskie. Publikuje także swoje utwory na forach poetyckich w Internecie.

 

 

Alicja Szymaniak

Pochodzi z Pionek, obecnie mieszka w Pruszkowie (mazowieckie). Emerytowana nauczycielka, pisze od niespełna dwóch lat, wypełniając swój wolny od pracy zawodowej czas. Swoje teksty publikuje na Facebooku w kilku grupach literackich. Jej wiersze znalazły się w następujących antologiach: „Peron literacki” (wyd. KryWaj), „W deszczu słów” (wyd. KryWaj), „Ogród poetów” (wyd. rafałbrzeziński) i „Peron literacki 2” (wyd. KryWaj). Bawi się również pisaniem limeryków w grupie „Hermantyczna grupa limeryczna” i „Ulica limeryków”. Jest współautorką antologii limeryków pt. „Seks w pewnym mieście” (wyd. Pisarze.pl).

 

 

Zofia Tarchała

Urodzona 22 kwietnia 1968 r. w Głuchołazach. Na stałe mieszka w Jarnołtówku, malowniczej górskiej miejscowości położonej u stóp Kopy Biskupiej w Górach Opawskich. Absolwentka Studium Nauczycielskiego w Prudniku w latach 1983–1989. W okresie szkolnym laureatka licznych nagród i wyróżnień w konkursach literackich. Nauczycielka w przedszkolu, która pisze na co dzień, lecz tylko do szuflady. W 1994 r. otrzymała wyróżnienie w XXVII Międzynarodowym Konkursie Poezji za wiersz o swoim niepełnosprawnym synu „Oto On”. Debiutowała w 2014 r. tomikiem poezji „W labiryncie”, który napisała pod wpływem osobistych przeżyć, wiersze w nich zawarte dedykowała swoim najbliższym i znajomym. W 2015 r. ukazał się kolejny tomik poezji „Myśli ukryte w słowach” oraz reportaż z jej udziałem w Radio Opole „Chcę zatańczyć ze swoim życiem”, w którym prezentuje swoją poezję. W tym też roku ukazał się dość obszerny artykuł o twórczości i życiu autorki na łamach gazety Nowiny Nyskie pt. „Inni mają gorzej”. Pod koniec 2015 r. debiutuje kolejnymi pozycjami książkowymi, tym razem są to opowiastki filozoficzno-refleksyjne „Odnaleźć siebie” oraz zbiór myśli i sentencji życiowych „Pod baldachimem myśli”. W 2016 roku wydaje swój najlepszy jak dotychczas, 3 już tomik poezji „Zdarzeniami pisane”, liczne wzmianki w prasie pozwoliły jej na zaistnienie w szerszym gronie wielbicieli poezji oraz udzielenie wywiadu w telewizji TVP 3 Opole. Rok ten to także spotkanie w Domu Kultury w Głuchołazach z promocją jej najnowszej książki oraz spotkanie w rodzinnej miejscowości pt. „Popołudnie z Zojką”. Powrót do domu rodzinnego. Kolejne osiągnięcie to zakwalifikowanie się do projektu sponsorowanego przez Urząd Marszałkowski w Opolu „Opolska mama ma moc”, w lutym 2017 roku na portalu internetowym „Kuźnia Literacka” zostały opublikowane jej wiersze. Autorka nadal pisze i tworzy, organizuje spotkania autorskie, które pozwalają zapoznać się z jej twórczością coraz szerszemu gronu odbiorców.

 

 

 

 

 

Pin It