ANTOLOGIA POETÓW POLSKICH 2017: 

Max Rogov, Michał Ostrowski, Henryk Owsianko,

Mariusz Parlicki, Henryk Pawłowski

 

Antologia poetow polskich 2017 OKLADKA

 

 

 

Max Rogov

 

Szyb do nieba

 

Pomiędzy wschody i zachody słońca,

my dzieci cienia, idziemy do nieba.

Czarny chleb w ręce, bo to długa droga,

z kopalnych szybów dostać się gdzie trzeba.

 

Twarze i dłonie umazane węglem, więc go

zmywamy szybko po chmur kątach,

bo jakże można, stanąć tak przed Bogiem,

w samych arbajtach, a nie bergmůńokach.

 

Cerziczki, baby wyglądają fatra,

na stole sciryka, leży bochen chleba,

a my już w innych fedrujemy grubach,

szukamy gwiazd po zakamarkach nieba.

 

 

Urodzeni w milczeniu

 

Urodzeni w milczeniu

nie stroją z brzmieniem świata

wykreśleni z pięciolinii,

by nie fałszowali dźwięku.

 

Urodzeni w milczeniu

nie wypełniają gazet,

nie krzyczą o nich

czarne plamy atramentu.

Pozostawiając ciszy.

 

Urodzeni w milczeniu,

żyją w malowanych światach

swoich wyobrażeń,

gdzieś nad przepaścią ludzkiej myśli,

bojąc się skoczyć.

 

 

Wędrowiec

 

Dom mój – splecione palce.

Łodzią – dotyki ust.

Oazą – oczy roszące

nieme łzy.

I mnie banicie dające

egzystencję – noc i świt.

 

 

Bez tytułu

 

Nie ma nic stałego – poza nieszczęściem.

Ani słowa, ani chwili.

Nawet przypadkowe spotkania źrenic

umierają przykryte mogiłami powiek.

Nie ma nic stałego.

 

Czarny chleb dzielony na czworo,

ciężki od niezmielonych porażek,

niedopieczonej nadziei.

Dźwięczny od przerdzewiałych kajdan.

Zjadany w mroku pomarszczonej nocy,

jakby zbrodnią była odrobina szczęścia.

 

I nie ma nic bardziej śmiertelnego

od cicho konającej nadziei, leżącej

wśród zapachu kadzideł i rozczarowania.

 

Woły ciągnące, na zmęczonych plecach

lemiesz, który rozrywa ziemią krwawiące pole.

Patrzą na słońce tonące w mroku podziemi,

jakby skąpane w nieskończonej nocy.

 

Nie ma nic stałego.

Bo nigdy nie było.

mane, tekel, fares.

 

Zasłońmy lustra by nie widzieć jutra.

 

 

Żarówka

 

Żarówka pękła.

Zamknięte światło spadło na podłogę,

w towarzystwie kilku odłamków szkła.

Krew trysnęła ze zranionej ręki.

Ktoś przyniósł szczotkę,

wyrzucił do kosza pozamiatane okruchy.

Drobny kształt zamajaczył w świetle,

powoli dogasał.

Zamknięto drzwi.

 

Jutro przyniosą nową żarówkę.

 

 

 

Michał Ostrowski

 

Laleczka albo portret kobiecy

 

laleczka z krainy Nadczerwieni

kruchą szczyci się urodą

a znamiona tej urody

między psalmem a żyletką

 

laleczka z krainy Nadczułości

rude włosy ma i duszę

pije kawę z cynamonem

karmi papier giętką strofą

 

laleczka z krainy Nadsenności

znajomych ramion kreśli mapę

mapy pustki i rozpaczy nazbyt

dobrze zna już linię

 

bo „najkrótsza droga do obłędu

wiedzie przez samotność”

 

laleczka z krainy Nadrozdarcia

ma wyborów panoramę

a maluję akwarelą wieżę

czułych niedociśnień

 

 

Martwe przedmioty

 

po babci Anieli

zostały przedmioty

ocierające się teraz

o ciemność

 

są okulary

 

zepsuty zegarek ojca

zabitego w Katyniu

 

stary wisiorek

z anemiczną Maryją

 

tylko Masztalski wskrzeszony

najprostszą łzą zza pożółkłych

kart

 

śpiewa

„always look on

the bright side of life”

 

 

*

nie czytają Prousta,

ani wielkich dramatów

 

obcy im

Don Kichot

i aktorki porno

 

nie modlą się już

o pomyślność

krążenia

 

drwią sobie z Einsteina

 

nieproszone

zawsze wpadają

w drżenie

 

bo

 

moje nogi

nie są martwe

 

 

koncertowo

 

nieme

 

 

Rozproszenie (II)

 

rozprosz się

we mnie czule

i perfidnie

po chichot

cząsteczek

po azotowe

drżenie

w stado saren

słoneczniki

wyuzdany atrament

 

na głębokim

niedoborze

samogłosek

 

 

Malinconico

 

To nie cisza tak dudni

i nie spadają jabłka

jak urwany dźwięk

 

to

 

tylko wody kropla

kropel cała wataha

rzeźbi w nas

 

talię

zmętniałych

postaci

 

 

 

Henryk Owsianko

 

Tylko tyle

 

Co gdyby chwila trwała wiecznie

gdyby czas stanął w środku winy

jak umieranie bez narodzin

jak szczęście puste bez przyczyny

 

jeden dzień szczęścia zwykła chwila

zapamiętanie zasmucenie

zła przepowiednia o przyszłości

sens który stracił swe znaczenie

 

czas nie poczeka na szczęśliwych

i nie ucieka przed nieszczęściem

mit który chciałem adoptować

już nie powróci do mnie więcej

 

świt mi codziennie czas otwiera

rodzi się siła do przetrwania

cyfry obrazy myśli słowa

wielkie nadzieje pożegnania

 

miłość nienawiść pożądanie

karmią się chwilą która żyje

a potem nikną gdzieś w nieznanym

może w pamięci tylko tyle.

 

 

Jesiennie

 

Jesień od słoty ciężka

od słońca czerwona

zamyślona

czas powrotów i marzeń nostalgii przemijania

romantyczne rozmowy dramatyczne rozstania

czas sumowań i zbiorów nocnych świerszczy cykanie

babie lato i grzyby

w ogniach łuny zachodniej pożogi

w jej drgającym powietrzu płoną stogi

bydło wracające z popasu

ma długie nogi aż do lasu

mgła lekkim kocem ścierniska okrywa

rozciąga się aż na łąki

ptaki kluczami ciągną do ciepła

nieskore do rozłąki

dzień już odpływa czerwoną łodzią

na fali płonących chmur ku słońcu

zawisnął nad lasem jakby na chwilę

aż się pogrążył w końcu

jesień do snu układa drzewa

złotymi liśćmi ziemię otula troskliwie

nikt już na drzewach nie śpiewa

zima na pola wkrada się leniwie.

 

 

Aleja

 

Aleje dają chłód

a jak są długie nadzieję

jest tył i jest przód

z jednej strony światełko widnieje

sensu nie znajdziesz nie wrócisz

rzeka to nie jest kubeł zimnej wody

aleje kończą się schodami

rzadko pod górę są to schody

jest czas na życie gdy je dostrzegamy

raz jesteś drapieżcą raz życie jest marne

doszedłeś tutaj więc jesteś daleko

idziesz pod prąd bo nie jesteś rzeką

popatrz tutaj wszystko działa

liść leci do błota lecz nie jesteś liściem

ryba się na hak bezwiednie złapała

utoń w czyichś objęciach

nie raz oczywiście

pomyśl to jest życie

czasem nawet marne

nie jesteś ofiarą

tym bardziej pokarmem.

 

 

Las

 

Tak łatwo tu o wiarę

o prawdę o przetrwanie

czas jakby nie dba co mu powiem

ja zaraz pójdę las zostanie

w mojej głowie

być może miękkość pod stopami

ulotność miejsca przemijanie

przesłodki zapach środka lasu

na lustrze życia pozostanie

czy krok spojrzenie w dobrą stronę

czy zmysły nakarmione źródłem życia

i ożywione kroplą rosy

pokażą drogę do przebycia

czułość powiewu wśród koron wysokich

zapachów i odgłosów

za dotyk – dotyk

za ciszę – cisza

za prawdę – prawda

los za cenę losu.

 

 

Stołek

 

Zrobię ci stara nowy stołek

bo stary już się ledwie trzyma

rozpadnie się i klapniesz zdrowo

więc po co ci się tak nadymać

 

siedzisz już na nim całe wieki

i trudno ci to wytłumaczyć

że gdybyś stłukła stare kości

to jak bym sobie miał wybaczyć

 

gadasz tak stary jak najęty

siedzę sześćdziesiąt cztery lata

a stołek jeszcze jako dziecku

wystrugał zimą drogi tata

 

gadasz tak samo każdej wiosny

gdy ciepło zrobi się pod ścianą

trochę się rusza lecz jest mocny

my odejdziemy on zostanie

 

przysuń się lepiej mój Romeo

przy tobie wcale się nie boję

twój stołek też już jest spróchniały

więc najbezpieczniej jest we dwoje.

 

 

 

Mariusz Parlicki

 

Wiersze dojrzałych poetów

 

Wiersze dojrzałych poetów

obrastają tłuszczem metafor

 

gdzie nie spojrzeć

nawiązania

i to tylko

do tych najlepszych

 

wiersze dojrzałych poetów

wypchane są zwykle bóstwami

 

to tylko potwierdza fakt

przynależności poety

do literackiej organizacji

i śródziemnomorskiego kręgu kultury

 

a poza tym na dowód

 

fotoreportaż z hotelu na Santorini

i ksero legitymacji

 

pod obwisłymi fałdami

mistrzowskiego kunsztu

skrywa się banalny szkielet wiersza

napisanego przez nastoletniego ucznia liceum

dla dziewczyny

spotkanej w autobusie linii 7

o 14:56

w czwartek 12 grudnia

w roku

w którym ćwiartka chleba

w sklepie Społem

była najlepszym fast foodem

 

tak więc

 

choć włosy dziewczyny z rudych

stały się teraz miedziane

nie pachną już pożądaniem

jakiejś kolejnej strofy

 

 

Splin

 

I jestem tu

i mnie tu nie ma

 

tandetna proza

mdły poemat

wszystko

a może nic

 

po głowie biegną głupie myśli

noc senna

lecz się sen nie przyśni

za szybą blady świt

 

poranek wchodzi nieporadnie

jak małe dziecko

które kradnie

w spiżarce słodki miód

 

a ja nie wstaję

bo i po co

 

i noc i dzień

jest dla mnie nocą

czas płynie morzem trwóg

 

i znowu zmrok

 

po parapecie

strumienie deszczu płyną

 

dokoła cisza

wczoraj

dzisiaj

tak samo dzień mi minął

 

 

Nasi znajomi z zaświatów

 

Zaglądają przez dziurkę od klucza

nasłuchują długo przy ścianie

bezszelestnie chodzą na palcach

gdy zapala się światło znikają

 

nic nie mówią

nie kaszlą

i oddech

mają taki że wcale nie słychać

 

są a jednak ich nie zobaczysz

nie powiedzą ci nic

gdy zapytasz

 

pamiętają dobrze te miejsca

w których niegdyś często bywali

 

znają każdą nogę od krzesła

każdy rondel

kubek

czy talerz

 

i czasami

by dowieść nieufnym

że są formą bożego bytu

zapychają nocą zlew w kuchni

lub rzucają sprzętami na strychu

 

 

Chemia

 

Z głowy sypią się włosy

jak z kwiatów płatki

w procesji Bożego Ciała

 

ciało – świątynia Boga

wypełnione bólem

wyczekiwania

na objawienie

jednej z dwóch największych tajemnic

 

żarliwie modlitwy

przeplatane spazmatycznym płaczem

 

perspektywa zawężona do jutra

do jutra

i jutra

 

a na tej procesji

to zza chmur wyszło słońce

i było tak jasno

i ciepło

i miło

 

 

Śmierć poety

 

Śmierć przyjdzie między wierszami

czyniąc ostatnim ten

który czekał na lepszą pointę

i nigdy nienapisanym

ułożony w głowie do końca

 

w krainie łagodnych epitetów

skrzydlate metafory

rymy idealnie dokładne

i tylko jeden brak

nieznośny brak przerzutni

do kolejnego wersu

 

 

 

Henryk Pawłowski

 

Rawicz

 

Rawicz Rawicz

Rawiczuuu

wyje księżyc ponad miastem

chyba nie zasnę

 

jeden Rawicz dwa Rawicze

trzy i cztery

prawie wielkie miasto

aż strach zasnąć

 

turkocą nocą

aluminiowe koła czasu

po mieście

nie śpię

 

zszarzał beton nieba

bo rano

dosyć mam miasta

za oknem zaspa

 

z tomiku „Rawiczuuu” (2016)

 

 

Cmentarz parafialny przy ulicy Spokojnej

 

z okolicznych górek

widać cmentarz jak na dłoni

linia życia urywa się

od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj nas

panie przed wojną to tu był tor saneczkowy

a teraz pożal się Boże jak mimo wszystko pięknie wyglądają

cmentarne alejki niczym linie papilarne niepowtarzalny

ślad życia chyba że w terminie nie uiścisz

pokładnego to skopią

bo tu niebezpiecznie pijacy butelki śmieci i gówna ze spacerów z bloków

granitowych podrabianych przez Chińczyków wieje

chłodem cmentarnym mimo ogarka

zachodzącego za górkami słońca

czas do domu jeszcze tylko jedno spojrzenie

przez palce – oto śmierć

jak brud za paznokciem

 

z tomiku „Rawiczuuu” (2016)

 

 

Kościół św. Andrzeja Boboli

 

u Świętego Andrzeja ziąb

nabożeństwo majowe a płaszcz zimowy

sporo jesionek i kurtek

jeden garnitur

katar kaszel

 

w nabożnej ciszy

unoszą się zarazki

więc dlatego

żelbetowy plafon zszarzał

zmizerniał aż żebra widać (choć tu klasycyzm

nie gotyk) i boli Boboli

popękana skóra

 

ksiądz bidulek kichnął podczas podniesienia

 

łamanie w kościach ławek

zaczerwieniony dywan

podwyższony płomień paschału

 

po lewej stronie ołtarza Matka Boska Częstochowska

cud prawdziwy

że zdrowaś Mario

 

z tomiku „Rawiczuuu” (2016)

 

 

Stadion im. Floriana Kapały

 

żużel nie jest żużlem

Kapała nie jest Kapałą

ja nie jestem chłopcem

trenującym tu skok w dal

żeby przeskoczyć brązowy medal ojca

 

żużlowcy nadal jeżdżą w lewą stronę

stadion jest stadionem

młodzieżowcy na odżywkach

trenują tu rzut młotkiem

żeby przerzucić złoty medal Włodarczyk

 

więc co

nic

niby

 

oglądam w muzeum puchary Kapały

zdjęcia z wieńcem laurowym

próbuję sobie przypomnieć zapach eteru

wszystkie motory dzieciństwa

iża wuja Czecha

junaka wuja Stefana

czerwone wuefemki jawy z koszami emzetki skórzane pilotki

wesołe miasteczko na targowisku

kręci się wiruje drży

przeraźliwy hałas

kurczowo trzymam się krawędzi

wtedy i teraz

w beczce śmierci

 

z tomiku „Rawiczuuu” (2016)

 

 

Rawiczuuu

 

lubię te twoje puenty bardzo lubię

mówisz do mnie ciemnym od dymu altem

francuskiego samochodu od jednego

do drugiego za sto metrów ronda

że aż w głowie się może zakręcić

a ja nie mówię zamknięty

w głębokiej klimatyzacji poświęconej kwestii

z pogranicza etyki i estetyki – czy mrówka

na torach bo u nas na osiedlu znowu pociągi

jeżdżą towarowe a ja się nie zgadzam jako wspólnota

hołota czerwona spółdzielnia i trąbi co tam

jak krążownik jaki syreną wyje mrówka panie Tetmajer

a przecie koniec wieku wiek temu

więc nie mówię

a ono do mnie: teren zabudowany nakaz skrętu

etc. to znaczy ja et ceterum

censeo Carthaginem delendam esse jako humanista

ono nieludzkie

i może dlatego już umie na pamięć

mowę swoją moją

wyrodne miasto:

całe życie tu żył i umarł

 Henryk Pawłowski

amen

 

z tomiku „Rawiczuuu” (2016)

 

 

 

Max Rogov

Dawid Olejnik (Max Rogov) – nazywany autorem tekstów, opowiadań, wierszy; blogerem. Sam uważający się jedynie za hobbystycznego układacza liter i słów. Po prostu robiąc to, co sprawia mu przyjemność. Kilka jego wierszy można było przeczytać w dziale „Wierszówka” tygodnika Angora, z kilku powstały także piosenki udostępnione zainteresowanym na You Tube. Aktywny uczestnik wielu portali i stron tematycznych dotyczących sztuki, a – przede wszystkim – wierszy, pisania i im podobnych zagadnień. Twórca bloga omawiającego nowe i zamierzchłe pozycje książkowe, polecający interesujących autorów, promujący wydarzenia ściśle powiązane z literaturą i sztuką. Prezentujący tam też swoją autorską twórczość w postaci wierszy, fragmentów powieści, opowiadań, za które także zdarzało mu się otrzymywać pozytywne opinie, a nawet wygrywać konkursy z nimi związane. Ogólnie kierujący się zasadą meksykańskich surrealistów – „Możliwe jest nie tylko to, co znane”.


 

Michał Ostrowski

Urodzony 30 grudnia 1995 r. Pochodzi z Mikołajek. Absolwent Społecznego Liceum Ogólnokształcącego im. Marion Dönhoff. Jest osobą niepełnosprawną od urodzenia, starającą się patrzeć na wszystko, co go otacza z optymizmem oraz sukcesywnie spełniającą swe marzenia. Od października 2015 roku jest studentem filologii polskiej ze specjalnością „wiedzy o kulturze” na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Jest laureatem nagród dwóch edycji wojewódzkiego Konkursu Literackiego „O Trzcinę Kortowa” organizowanego przez Instytut Polonistyki i Logopedii w Olsztynie (w 2014 – III edycja – II miejsce, w 2015 – IV edycja – I miejsce). W 2016 roku, werdyktem Kapituły, został laureatem I nagrody konkursu organizowanego na Wydziale Humanistycznym, przeznaczonego dla humanistów z pasją, uzyskując tytuł SUPERHUMANA. Bohater kilku artykułów o charakterze społecznym. Parę jego wierszy zostało przetłumaczonych na język: albański, angielski oraz niemiecki. Dorobek literacki: „Pocałunek Róży” – wyd. Black Unicorn, 2012 r.; „Złudzenia” – wyd. Komograf, 2013 r.; „Symetria Oddechu” – wyd. Komograf, 2014 r.; „Ja, wózkers” – mini proza autobiograficzna, wyd. Komograf 2014 r.; „Rozproszenie” – wyd. Black Unicorn, 2015 r.; „Struna Szeptu” – wyd. KryWaj, 2016 r. Publikacje zbiorowe: „Antologia Poetów Polskich 2016” – wyd. Pisarze.pl; „W deszczu słów” – antologia facebookowej grupy „W deszczu metafor”, wyd. KryWaj, 2016 r.


 

Henryk Owsianko

Urodzony 30 marca 1956 r. w Górze na Dolnym Śl. Budowlaniec, malarz z zawodu i zamiłowania. Autor wielu obrazów olejnych i akrylowych, grafik, akwarel i prac w innych technikach, które wystawiał w Polsce, Belgii i Holandii. Jego specjalnością są portrety. W 2014 r. wydał swoją pierwszą książkę ze zbiorem wierszy. W 2015 roku został laureatem „Ianiciusa” – prestiżowej, ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Klemensa Janickiego, za wybitną działalność kulturotwórczą na emigracji, przyznaną przez ZLP w Bydgoszczy. W 2016 r. wydaje dwie kolejne książki, „Zmyślenia” i „Czerwone kamienie”. Do każdej z książek jest dołączony audiobook z wierszami czytanymi przez znanego aktora z Torunia, Mistrza Mowy Polskiej Vox Populi w 2012 r., Dariusza Bereskiego, a nagrane w Studio MT Paweł Kuczyński w Toruniu.


 

Mariusz Parlicki

Urodzony 31 stycznia 1974 r. w Radomiu – krakowski poeta, prozaik, satyryk, autor tekstów piosenek; filolog polski – teatrolog, doktor nauk humanistycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego; autor sześciu tomów poetyckich, współautor kilkudziesięciu almanachów i antologii; stypendysta Miasta Krakowa w dziedzinie literatury z 1996 r. W latach 2003–2015 autor tekstów piosenek i wierszy do satyrycznego widowiska teatralnego z udziałem znanych polityków i dziennikarzy „Reality Shopka Szoł” w Teatrze Groteska w Krakowie. Jego wiersze tłumaczone były na język angielski, niemiecki, rosyjski i ukraiński. W latach 1994–2005 był członkiem Krakowskiego Oddziału ZLP, a w drugiej połowie lat 90-tych członkiem Zarządu Oddziału i opiekunem Koła Młodych Autorów w Krakowie i Tarnowie. W 2015 roku w związku z jubileuszem 25-lecia pracy twórczej został odznaczony przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Odznaką Honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej, a rok później przez Zarząd Województwa Małopolskiego Odznaką Honorową Województwa Małopolskiego – Krzyżem Małopolski. Od 2016 roku współpracuje z Wydawnictwem Pisarze.pl, koordynując i redagując antologie prezentujące różne formy twórczości satyrycznej. W Internecie prowadzi autorską stronę poetycką pod adresem „www.parlicki.pl”.


 

Henryk Pawłowski

Urodził się w 1954 roku w Rawiczu. Debiut poetycki na łamach czasopism w 1977 roku. Laureat konkursów poetyckich, m.in. w Poznaniu, Koninie, Lesznie, Gostyniu, Częstochowie, Świdwinie, Sulęcinie. Wydał tomiki wierszy: „Moja historia powszechna” (1995), „Poeta mówi” (1997), „Piosenki z Krainy Łagodności” (1997), „Białe opowiadania” (1998), „Wiersze różne” (2006), „Lektury z łezką” (2007), „Muzyka w niebieskim Jeruzalem” (2008), „Wierszydełka” (2009), „Jadłospis” (2010), „Szyszynka” (2011), „Informatyka dla zaawansowanych wiekiem” (2012), „Ikonostas” (2013), „Droga” (2014), „Latte macchiato” (2015), „Rawiczuuu” (2016). Autor scenariuszy teatralnych, tekstów piosenek i książek o tematyce historycznej. Fotograf, grafik komputerowy. Swoje prace pokazywał na kilkunastu wystawach indywidualnych i zbiorowych.

 

 

 

 

 

Pin It