ANTOLOGIA POETÓW POLSKICH 2017: 

Halina Markowska Budniak, Wiktor Mazurkiewicz, Józefa Michalska,

Anna Maria Mickiewicz, Ryszard Mierzejewski

 

Antologia poetow polskich 2017 OKLADKA

 

 

 

Halina Markowska Budniak

 

nie(po)dzielność

Po owocach ich poznacie.”

Mt 7,15-20

 

nie dzielmy się niedzielnie słowem bez pokrycia

pusty dźwięk zabija ciszę rani usta

serce masz tylko jedno rozdarte sprowadza śmierć

 

a chciałoby stworzyć ludziom raj na ziemi

jak przedwieczny gdy zasiewał czyste ziarno

a przecież i tak pomiędzy nim wyrósł chwast

 

chwast się krzewi i rozrasta jak perz

taki barszcz sosnowskiego miał być panaceum

dla przeżuwaczy a rani ciało na długie tygodnie

 

człowiek nie brzmi dumnie raczej brzmi

jak świerszcz nachyla źdźbło trawy z kroplą rosy

nie zauważa innego cienia poza własnym

 

dziś musi zająć stanowisko w ważnej sprawie

pod dyktando popełniać błędy ulegać naciskom

błądzić mydlić oczy wierzyć w wyssane z palca

 

zanurzać się w lęk w sen śnić kolejne klęski

rozrzucać burzę drążyć tunele zakładać pułapki

nie wystarcza napalm trzeba iść szybciej dalej

 

ranki jak szpaki na wiśniach rozdziobują krew

obłęd nasącza czerwienią sznur – masz w tym swój udział

misterium świat(ł)a – biała pierś wypełniona trotylem

 

 

przy kim moc przy tym prawo

 

dni tygodnie coraz trudniejsze oszronione chłodem

rozsypane w bezładzie jak okruchy rozbitej filiżanki

zbieram te szkiełka sklejam i wzorem tysięcy mrówek

 

usypuję kolejne kopczyki przetrwania ochronny namiot

z oazą ładu spokoju i ciszy lekki szmer strumyka piach

przepływa przez palce zasypuje w ustach ślady niepokoju

 

to tylko mrzonki żadna oaza żadna cisza udawanie

nic się nie stało a tylko wyblakło straciło zapach smak

trzeba przecedzić przeczekać nabrać wody wybaczyć

 

daleki początek bliski kres a kuglarskie sztuczki

to tylko pomysł na zamianę ról na pomieszanie żółci

z piołunem czerwieni z bielą tak do ciebie mówię

 

teraz ty zagrasz zająca a ja będę myśliwym stary las

jest pełen wilczych dołów możemy się ukrywać

pod tysiącletnim dębem wykopać tunele zamaskować

 

wyjście. trwać jak stalaktyty w jaskini wolności i mijać się

z prawdą w mrocznych korytarzach labiryntu nasączać

obłędem i nienawiścią rozdzielać każdy włos własną racją

aż do końca świata a może i jeden dzień dłużej

 

 

storno

 

układam się w esy-floresy kolano pod brodą

stopa pod kolanem szuwary-trzciny-szelest-szum

nim przejedzie kolejny pociąg

pozmieniam układ sił wytyczę nowe pozycje

 

otworzę okna przeszukam szuflady wspomnień

zamruga tamten księżyc spadnie tamta gwiazda

tamta chwila otworzy ścieżki doznań

 

po drugiej stronie domu światła latarni strzegą tajemnic

ich odbicie jest zaledwie wstążką na pionowej ranie ściany

może noc się zmęczy i ułoży na poduszce

pozamyka niezamknięte połączy pozszywa wygładzi

 

zatrzyma gonitwę myśli i huśtawkę zdarzeń

oddzieli zwinie w kłębek przeczeka

wymazując nadmiarowość gumką „myszką”

 

storno jest najlepszym sposobem na wyjście

w nową przestrzeń do początku do źródła

czysta karta bez niepotrzebnych śladów

jak lód na środku jeziora parzy dłonie

 

 

w ramkach

 

będę umierać w ciszy za twoją ścianą”

Anna Grabowska

 

tylko w bólu rodzę się na nowo jak słowa

których nie wypowiedziałam nie wykrzyczałam

w ciemności w bezsenności tłoczą się przychodzą

wystukują ten dobrze znany rytm

 

rodzi się nowe – wiersz przybiera postać

trochę nierealną bez krwi bez kości ale jest

jak mgnienie mojego życia jak tkanka nerwów

spleciona w jeden nierozerwalny węzeł

 

słowa jak ogrody zaczynają wyrastać wwiercać się

wąską łodygą jak kiełkujące ziarno unoszą się ku światłu

ku światu odnajdują nową przestrzeń kwitną owocują

lub umierają nim zdołam się nad nimi pochylić

 

w tych ogrodach mogę biegać boso śmiać się

i płakać, zachwycać każdą kroplą rosy

gdy spływa do serca szmaragdowej łąki

i ma ten jeden niepowtarzalny smak

 

za mało chciałam za dużo marzyłam za dużo

przegrałam przegapiłam ustawiona w ramkach

jak ta dziewczyna z bukietem polnych kwiatów

 

taka prawdziwa i taka niedzisiejsza

 

 

w zawieszeniu

 

zawiesiłam się jak liść zapuściłam korzenie

oparłam o biel słyszę wiatru muzykę

szum drzew i śpiewne nawoływanie ptaków

 

jeszcze cieszy mnie dojrzała zieleń

jeszcze życiodajne soki krążą pod korą

 

świat ma tyle barw ile potrafię nazbierać i objąć

ile potrafię unieść i zachować na chłodne dni

rozdygotane szelestem spadających liści

 

przyjdą szarugi rozmoczą płaszcz czerwonozłoty

kolory zapadną w sen

nie zatrzymam pór roku ani dni ani sekund

stały rytm przesuwa zegary kartki z kalendarzy

 

nie zatrzymam wirowanie spadanie umierania

ten spektakl będzie trwał dopóki śnieg będzie biały

dopóki błękit nad głową ukołysze serca bicie

 

 

Wiktor Mazurkiewicz

 

Taki starzec Zosima

 

zadumany usłyszał:

– już tylko leży, ledwo oddycha,

właściwie rzęzi, a przy nim cały czas 

to maleństwo śmieje się, beztrosko bawi, 

jakże trudno mi na to patrzeć;

 

na to starzec:

– kontrabas z perkusją ciężko, choć miarowo dyszą,

a pianino dziecinnie szczebiocze w górnych rejestrach,

ta harmonia dotyka niebios.

 

 

Las

 

a pamiętasz jak czekałaś w nocnej koszuli

by być pierwszą?

jak mogłaś zapomnieć

jesteś jedyną w tym lesie której klęcząc

wpinałem do włosów poziomkowe kwiaty 

jedyną dla której las ten grał arię nie na jednej

a na wszystkich swoich strunach

 

a pamiętasz jak szukałem przytulnej dziupli

i ty mi pomagałaś mówiąc – ciepło ciepło

cieplej – słowa gorąco już nie zdążyłaś

jakieś błagania

błyszczące oczy

muzyka twojego oddechu stała się tchnieniem

tego lasu nigdy nic tak nie poruszyło

ogarnęła zazdrość 

chciał zaszumieć ale mu zakazałem

cóż to za trudny las

 

i bardzo proszę

już nigdy nie mów

że nie jesteś pierwsza

 

 

Pociąg widmo

 

wyobraźnię kładzie na łopatki

kładą się łopatki z wyobraźnią

przeciąga oczekiwania

ponad górną poprzeczką

czasem muśnie wybuchem

jak granat lekko kwaśny

gasi pragnienie 

 

gdy kieszeń wywróci na drugą stronę

chłodny powiew

rzuci pociąg w rozhuśtany bieg

każe wracać pieszo

 

 

Należeli do siebie

 

on mamę bardzo kochał

ale mama jego… to… o matko

 

mimo dzielących setek kilometrów

i papierów z różnymi pieczęciami

wbrew czujnym osądom 

i względnej przyzwoitości

pachnące róże podgrzewały dłonie

muzyka wygaszała wzrok

przyjazna sieć komórkowa

niespożyte maile 

 

słowa – synonim wirtualnej fizyczności

uparcie fruwały w obie strony

Balzak wtedy zakochałby się w niej

on dopiero wkraczał w wiek średni

jedyne realia

to postacie oprawione w format jpg

– otwierane i zamykane

do tego samego folderu

 

tak płynęli samotnie w swoich łódeczkach

jak dwoje ludzieńków u pana Bolesława

 

gdy zjawił się jesienny szron

a wszystkie przeszkody ustały

mieli uzgodnić to jedno

wytęsknione

 

z oniemienia

z objawionej radości

puls się zawiesił

– nie na chwilę

zamarł

 

 

Na pogorzelisku

 

tyle czasu minęło

a ciągle powracam

 

czego tu nie ma

wiersze Rilkego

noce autorskie rozpisane dla nas

nieco za duży pierścionek zaręczynowy

zakręcone słoiki z milczącymi dniami

platany oglądane przez ciebie dla mnie 

filiżaneczka z doklejonym uszkiem

do której straciłem zaufanie

cichutkie pytania – a wiesz co?

– zawsze bez odpowiedzi

 

w tych zgliszczach

duży cyrkiel do zakreślania koła

z którego nie wychodziliśmy

dziwne przyrzeczenia

i jeden ślub

pozainstytucjonalny

zmyślne metafory

z mocą wznoszącą

 

wszystko straciło blask

zmatowiało

nie do końca spalone

 

tyle lat

a tu wciąż unosi się ciepło

 

 

 

Józefa Michalska

 

Życie ty moje

 

Toczysz się w deszczu, pomiędzy kroplami

i w ciszy, która przysiadła na moście.

Jeszcze tam ślady słów pomiędzy nami.

Niemoc otwarła wrota swe na oścież.

 

Myśl się obleka w wiosenne koszule.

Pragnie wyfrunąć w miejsca nieodkryte,

ale poderwać się jest coraz trudniej.

Czas bez skrupułów kradnie lotki skrzydeł.

 

I bezustannie słyszę twoje słowa,

że świat jest piękny, a zegar wciąż tyka.

Czuję, że jestem ciebie taka głodna –

szczególnie wtedy, gdy mi się wymykasz.

 

 

Zacałuj

 

Zacałuj mi lęki i drobne zmartwienia,

pochowaj w kieszeniach rozterki.

W kaszmirze twych dłoni mrok w światło się zmienia,

a życie znów staje bezcennym.

 

Bądź wersem, co rano ze snu mnie wybudzi,

otworzy nadzieję na jutro.

Gdy noc zechce wiarę zbyt mocno wystudzić,

nie pozwól w marazmie mi utknąć.

 

A gdyby czas kiedyś zatrzymać chciał serce,

spakować walizy na amen,

bądź ciszą i ciepłem, ostatnim mi wierszem.

Zacałuj niepokój, nim zgasnę.

 

 

Chce się żyć

 

Ziemia oddycha pełną piersią,

strumienie złota głaszczą zieleń.

W zziębnięte dłonie wnika ciepło,

ptasia kapela dźwięczy śmielej.

 

W żurnalu mody seledyny

z nutami fiołków i stokrotek,

groszkowe suknie, jedwab chiński,

wiosenne myśli – ciut szalone.

 

Poetom radość spod stalówki

pączkuje świeżym, lekkim wierszem.

W głowach niebieski migdał głuszy

zimowe smutki. Żyć znów chce się.

 

 

Po ostatnią gwiazdę

 

Przybiegnę do ciebie z promieniem lipcowym,

jaśminowy zapach przyniosę z ogrodu.

Zatańczymy walca na parkiecie łąki,

aż po dech ostatni, mową ciała – pozwól.

 

Rozśpiewamy serca w najpiękniejszych wersach,

w partyturze dłoni opowiemy wiersze.

Jakby między nami rozkwitała pierwsza,

gdyśmy byli młodzi – w srebrze najgoręcej...

 

A ty mnie zacałuj po ostatnią gwiazdę,

póki brzask nie zdejmie atramentu nocy.

Wtulona w dwa słowa o świtaniu zasnę,

w ciszy twoich ramion, w talizmanie moim.

 

 

Jesienny abecedariusz

 

A na bulwarach już jesiennie.

B iałe koronki pająk dzierga.

C iepło nad ranem jeszcze drzemie.

D ęby w szkarłatnych śpią sukienkach.

 

E cho ukryło się w dolinach.

F irany srebrne tulą łąki.

G łos kormoranów czas domyka.

H istorię lata pora kończyć.

 

I tylko cichy odgłos muszli

J eszcze popłynie falą wspomnień.

K toś łzę uroni, by się wzruszyć.

L etnie westchnienia czas pochłonie.

 

Ł zawią poranki i wieczory,

M inuty ciągną się bez końca

N iebo ołowie ciężkie toczy,

O braz nostalgii z pól wygląda.

 

P o wrzosowiskach plącze fiolet,

R ynny łykają krople deszczu.

S trofy wciąż mokre, niepogodne,

T ylko winobluszcz pąsem westchnął.

 

U fam, że miną te szarugi,

W iosennie znów zabije serce.

Y acht z sinym żagle kurs odwróci.

Z ielonym wierszem niwa wzejdzie.

 

 

 

Anna Maria Mickiewicz

 

 

Regent’s Park

 

Oświadczył się

W Regent’s Park

Niewidzialnym chmurom

 

A ona

Zaplątana różanym muślinem

Słońcem zatoczonym

Przeszła stopą złocistą

Przez szklane drzwi

Pod niebem zawieszonym

Na blaszanym zegarze

U wierzchołków wiktoriańskich wież

Wieczorem zamglonym

 

Londyn, 2013 r.

 

 

Oxford latem

 

Potykamy się o głosy

Anielskich gotyków

 

Lawendowefiolety

Różowebladości

Kroplifontanny

 

Śnimy niebieskimi mozaikami

Wstajemy obudzeni

Chmurami obleczeni

 

Otwieramy przestrzenie zagłuszone nieznanymi literami

Żegnamy średniowieczne mury

W zaklęciach ukryci…

 

Templeton College, Lipiec 2012 r.

 

 

Szary płaszcz

 

Mgły znad morza

Zaciemniona sylwetka

 

Oparty o ławkę

Układa rozwiane myśli

Latami je zbierał

 

Niegdyś

Przerażał Nietzsche odległą mocą

 

Dzisiaj…

To dionizyjska bajka

Na świecącym ekranie

W płomieniu pamięci

 

To tylko Moc wypierana słabościami…

 

 

Trzynastego Grudnia

 

Wyniośle zacisnąć wargi

Na jak długo?

Parują stawy w lesie

W stronę dalekiego domu

Dym zasnuwa pole widzenia

Burzony porządek świata

Wzywa pomocy

Rozpadły się słowa Wywrotowca

Pachniały spirytusem

Wywietrzał

Dotknięty wiatrem historii jak stara szafa

Niczego nie przypominają żółte kartki

Pod palcami

Czuję tylko

Ostre zimno

Znaczeń

 

Runie kolejne cesarstwo, ot tak

Nie będzie nawet kartek

 

 

Po Sokratesie

 

Fala powodziowa przeszła

Bolesna empatia opadła

 

Bezdomny odszedł…

Marcin skosił trawę

Kawalkady niebios ucichły

 

Londyn, 2014 r.

 

 

 

Ryszard Mierzejewski

 

W ciszy

 

W tej ciszy totalnej przedziera się tylko

daleki krzyk ptaka.

 

Tak zostać na zawsze wsłuchany w przyrodę

bez myśli bez uczuć bez wspomnień.

 

Jak drzewo nade mną z troską pochylone

pić wodę wprost z ziemi z której powstałem

a teraz do niej powracam.

 

28.06.2008 r.

z tomiku „Zraniony różą”, 2013 r.

 

 

Ptakiem bądź

 

Kiedy cię już osaczą

ostatecznie

upokorzonego rzucą

na ziemię

przygniotą boleśnie

przyjaciele odejdą do

swoich tylko spraw nie-

znajomi będą głośno

szydzić

 

Ptakiem bądź unieś

głowę ręce

zobacz ile wokół kwiatów

przyjaznych traw

liści lasów niezmierzonych

tam leć

słuchaj swoich braci i sióstr

od nich się ucz

czym jest wolność prawda

piękno i

nie wracaj już

ptakiem bądź w wolnym świecie

wiatru deszczu obłoków

 

Śpiewaj swą pieśń

 

23.07.2010 r.

z tomiku „Mój świat”, 2014 r.

 

 

Kwiecień w tym roku

 

Przychodzi o świcie blady

skulony idzie

niepewnie jakby stąpał boso

po rozbitym szkle

nie wie czy jest

wystarczająco polski narodowy i

patriotyczny by mu było wolno

zabłysnąć słońcem

na niebie

rozwinąć na drzewach pąki

obudzić ptaki do śpiewu

zazielenić pola i łąki

czy powinien tylko położyć się

krzyżem na ziemi i milczeć

w pokorze

 

Kwietniu marny

nieokreślony

obdarty bezdomny i głodny

może tyś i śląski albo kaszubski ale

na pewno nie polski

 

05.04.2011 r.

z tomiku „Okaleczony świat”, 2016 r.

 

 

Kochankowie

 

bezdomni z obrazu Chagalla

zastygli

w poświacie księżyca

wtuleni w siebie jak w nocną

modlitwę

nieobecni dla świata

spleceni na wieki miłością

spleceni ze sobą grzechem

dłonie ich drżące

błądziły

po spragnionych ciałach

a bóg słuchał

w milczeniu ich szeptu

patrzył na nich

z łagodnym uśmiechem

 

30.11.2014 r.

z tomiku „W czterech porach roku”, 2015 r.

 

 

Samotność

 

nocą

nad ranem w dzień i znów

nocą

w ciszy totalnej płynącego

krwiobiegu

w oczach załzawionych od

nieprzyjaznego wiatru

w śladach samotnych na śniegu

w zziębniętych dłoniach

obcych głosach nieznajomych

uśmiechach

beznamiętnych rutynowych

słowach

gestach nieznaczących

wszędzie wszędzie

dookoła

 

 

14.01.2017 r.

 


 

Halina Markowska Budniak

Urodzona w 1950 roku. W dorobku artystycznym autorki znalazły się dwa indywidualne tomiki poetyckie: „Poszukiwania” (1992) oraz „Pomiędzy ostem a nagietkiem” (2014). Ponadto wiersze ukazywały się w antologiach, w czasopismach i wydawnictwach literackich, a także na portalach internetowych, gdzie toczyły się rozmowy oraz dyskusje, odbywała się krytyka oraz ocena poszczególnych utworów. I tak kolejno zostały wydane antologie: „To moje słowa” (1990); „Wiatr w szuwarach” (1993); „Garść życia” (1996); „Dojrzewanie w miłości” (2000); „Wiedzie ludzi w różne strony świata” (2002); „Ja i mój świat” (2007); „Zoned mi.ości” (2008); „Twórcy powiatu kozienickiego” (2008); „Obrazy duszy” (2013); „Słowa puszczane na wiatr” (2013); „Antologia Poetów Polskich” (2016). Halina Markowska Budniak zdobywała nagrody i wyróżnienia, m.in: nagrodę specjalną dla pisarza regionu (2007); I miejsce w VII konkursie literackim Czytamy i piszemy (2009); III miejsce w XII Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Marii Komornickiej (2014).

 

 

Wiktor Mazurkiewicz

Urodził się 1 stycznia 1943 roku w Bydgoszczy. Wykształcenie wyższe geodezyjne. Swoje wiersze po raz pierwszy zamieścił na łamach elbląskiego kwartalnika kulturalnego „TYGIEL” w 2007 roku, gdzie okazjonalnie publikuje do dziś. Dotychczas ukazało się pięć jego tomików, w tym jeden wydany przez Fundację Elbląg, przy wsparciu finansowym Urzędu Miejskiego w Elblągu. Zadebiutował tomikiem „Nadewszystkość” (2007), potem kolejno ukazywały się: „Migotanie w przedsionku” (2009), „rumieńce z drzew” (2011) – nagroda główna w kategorii Elbląski Rękopis Roku 2010 w IX edycji programu literackiego Fundacji Elbląg, „ad libitum” (2013) – nagroda główna w kategorii Elbląska Książka Roku 2013 w XII edycji programu literackiego Fundacji Elbląg oraz „Hrabianka Truszkowska” (2015). W 2017 roku ukaże się szósty zbiór wierszy zatytułowany „Czarosiejka”. Jego internetowa wizytówka: www.mazurkiewicz.com.pl.

 

 

Józefa Michalska

Urodzona 19 marca 1958 roku w Andrychowie, około 14 kilometrów od Wadowic – ojczystego miasta Jana Pawła II. Z zawodu pedagog i logopeda. Ukończyła Wydział Filozoficzno-Historyczny na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Publikuje wiersze na swoim blogu oraz na portalu: wiersze.kobieta.pl i na Facebooku w grupach: „Kształty słów”, „Ogród poetów”, „Pisz i czytaj wiersze”, „Peron Literacki”. Pisze wiersze, ale także pełniła rolę korektora tekstu. Tomik wierszy: „Talizman Słowa”, Antologia „Tacy mali wielcy My”, Antologia II grupy poetyckiej „Ogród Poetów”, Antologia wierszy grupy poetyckiej „Bej Piórem Amora Wiosenna”, Antologia Poetów Polskich, wyd. Pisarze.pl, 2016 r.

 

 

Anna Maria Mickiewicz

Poetka, eseistka, współpracuje z redakcją londyńskiego Pamiętnika Literackiego, redaktor Contemporary Writers of Poland (USA). Współpracuje z redakcją kwartalnika artystycznego i naukowego Quo Vadis? (Polska). Od lat mieszka i tworzy poza Polską – początkowo w Kalifornii, obecnie w Londynie. Publikuje w języku polskim i angielskim. Członkini Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie (The Union of Polish Writers Abroad)W latach osiemdziesiątych współzałożycielka i redaktorka niezależnego pisma studenckiego Wywrotowiec. Jej pierwszą publikacją książkową, zawierającą wiersze napisane podczas stanu wojennego był tomik Dziewanna, wydany w niezależnej oficynie Galeria Słowa, Warszawa, 1984 r. Tomik został poszerzony i wydany ponownie – Proscenium, wyd. Norbertinum, Lublin, 2010 r. W 2000 roku w wydawnictwie Norbertinum opublikowała książkę Okruchy z okrągłego stołu, Lublin, 2000 r. W 2014 roku brytyjskie wydawnictwo Poetry Space opublikowało jej anglojęzyczny tomik London Manuscript.Artykuły, recenzje, krótkie opowiadania oraz wiersze jej autorstwa, drukowane były w wielu pismach ogólnopolskich i zagranicznych, m.in. w londyńskim Dzienniku Polskim, nowojorskim Nowym DziennikuPrzeglądzie Polskim, miesięczniku literackim AkantPoezji dzisiaj.

Uhonorowana medalem Gloria Artis.

 

 

Ryszard Mierzejewski

Urodzony w 1954 r. w Pieszycach. Tomiki wierszy: „Zraniony różą” (2013), „Mój świat” (2014), „Kiedy mówimy kocham” (2015), „W czterech porach roku” (2015), „Okaleczony świat” (2016). Redaktor i wydawca antologii: „Pogubieni w stosach serduszek” (2015), „Gdy ziemia pęka od wyznań słońca” (2015), „W jesiennych woalach mgły” (2015), „Zima – samba na jednej nucie” (2016), „Wiosną słowa drżą najpiękniej” (2016), „Zanim oddała ostatnią kroplę potu...” (2016), „Bluzeczka z Wieżą Eiffla” (2016), „Pisz i czytaj wiersze” (2016), „Dzisiaj tu pięknie, niebo nie płacze...” (2016). Tłumacz, redaktor i wydawca „Biblioteki Przekładów Poetyckich”: Louis-Honoré Fréchette „Kwiaty północne i inne wiersze” (2014), Karin Boye „Wiersze wybrane” (2014), Guillaume Apollinaire „Poezje. Nowe przekłady” (2015), Edith Södergran „Kraj, którego nie ma” (2015), Marina Cwietajewa „Wiersze” (2015), Emily Dickinson „Wiersze nieznane” (2015), Harriet Löwenhjelm „Wiersze” (2015), Sergiusz Jesienin „Motywy perskie i inne liryki miłosne” (2015), Helen Hunt Jackson „Sonety i liryki” (2015), Charles Cros „Wiersze i poematy” (2015), François Coppée „Sonety, pieśni i liryki” (2015), Erik Lindorm „Wiersze” (2015), Walt Whitman „Źdźbła trawy i inne wiersze” (2016), Vilhelm Ekelund „Wiersze wybrane” (2016), Anna de Noailles „Wiersze miłosne/Poèmes amoureux” (2016), Karin Boye „Kiedy pąki pękają i inne wiersze/När knoppar brister och andra utvalda dikter” (2016).

 

 

Pin It