Szymon Florczyk - wiersze

Ryszard Tomczyk
Ryszard Tomczyk

 

 

Znieczulenie


Przed świtem ma leniwe palce,

szczere opuszki, ciepłe grzbiety.

Wolno rozchodzi się w pościeli,

która skrywa miękko mgliste kształty

pod oblegającym kontur chłodem.


Moja czułość schnie w ostrym słońcu.

Kurczy się i wczołguje w krtań.

Przysiada w jaskini płuc

i krzepnie.


O zmierzchu jak twarda bryła

ciąży w głąb gęstniejącej czerni

niczym skaliste ciało, nie odbijające światła.

 

 

z dali


miękki

jak zegar

płasko spoglądam

na minuty

 

spływające


po ramie

 

 

splatany

 

mam wrażenie, że głuchnę,

kiedy echa rozmów płowieją,

pokrywając się niepewnością i formułami

zaprzeczenia, że o tej godzinie jeszcze jest

otwarte. bo załóżmy, że tylko zapomniałaś

zamknąć drzwi, choć każda minuta

czekania odcina tlen. ale załóżmy

 

że dam plamę cokolwiek napiszę, choćby ten wiersz, w każdym razie

chcę cię przeprosić, że gdzieś w tym wszystkim nadal

 

słyszę lirykę.

 

 

Cynobriada

 

firanny opar się zwlitką stlił

w chmury ocynkowany brzuch.

a pobłysk cnił, rozdziewając z mgły

śniadej miękkości łan. wsiąkł

łodyg cyranny żal.

 

brzmiał bąk staplany

w rozdrżonej śreży;

błonią jak wełen kłąb

ciągnęły cwierne cerzyce z hreży,

tocząc anieli łąb.

 

tam tleń tylerajki siekły w tok,

firelne zwijając merle,

skrząc kirsy mignięć, kołując w lok

skrzydłek najrajszym fechtem.

wtem ćwisk je przeclił,

trelata z leszczy

wzbiła i wkoło zaterkły dźwięki,

powlekły warkocz wróbelnych werbli.

 

wiszerne wieńce, nabiegłe w czerwień

kołybią łęki modrolistnych bnin.

nad sadem panny obietnicą pełne -

gdy wicht je otchnął, w skomne garście szły.

 

sączyło wonie ciramejziele

w kiranejkolią rozchmielony kraj.

obrzmiało likrem naparstków wiele;

rozmdliło ćmolię, przyprawiając wiatr -

 

ten czesał trawy, sychałki, blesze,

sitwą szastając, w heń dując wisk

i cynobrzmienie,

bryzyjne śmienie...

 

psliło na taflach,

blask szklił się w szklicach,

słoneczny cesarz ponatęczał lica,

zatrzmielił płomień na jeziornych

 

żglicach

 

- odęła w zaduch

i pękła

cisza -

 

wtem grom w głos rozgrzmiał

i pognał w dale,

rozsiadł się w chmurach stalowanych żarem,

co w sprzężeń szkwale wywarły wrota

i ze stu cembrów spuściły w łoskotach -

 

szumną kropli kurtynę

rozsnuły złotawe palce.

opadła

cisza.

cynobru obręcz

na przecud iryd ciął.

 

*

 

gdy rzeźwa owilgła darń

para się cicha modliła

w jasnych nieb schył.

 

 

re:sublimacja

 

na marginesie naszego prosektoryjnie sterylnego blatu moja

nazbyt pofałdowana kunegunda niezbyt hipnotycznymi ruchami

kroi (wykwintnie jak ten cholerny debussy w tle) cellulit

 

słowa na plasterki cienkie jak lepton. powiedz mi wielki

wyraz, a ja przyrządzę ci z niego wiersz głęboki niczym

olej, mówię; tłoczy go w usta, po czym wyznaje wszystkie

 

wzory na współczynnik asymetrii wersu. wie, jak się zawrzeć,

kiedy odwraca się i wychyla buteleczkę wodorotlenku sodu

 

- na lirykę, na zawsze lub tylko na porost nieorganicznych

twarzy. a one stoją naprzeciw i trzepocą bezradnie, bo my

 

wciąż nie rozumiemy współczesnej poezji.

 

 

na polach magnetycznych

 

stoimy naprzeciw siebie
wypatrując z oddali. niewyraźne sylwetki
unoszą ręce. nagle

siedzimy zetknięci stopami. twarze zakryte dłońmi
i podkurczone kolana. za blisko by móc otworzyć
ramiona. uchylając odpychasz.

stoimy na krańcach pola
przylegając plecami. obserwujemy z dala
niewyraźne sylwetki.

 

 

monada


ujęte pęsetą słońce
graweruje promień w stale rosnącej kości
uparcie korelując brzaski - akapity światła

 

 

nie mogę ci o tym powiedzieć

i tylko ciche pęknięcia
prowadzą od ust

krwawienie
może uniesie zapach
egoizmu

czernieją od powietrza
krwinki zasychające w kolejny gwóźdź
przybijający język

 

 

Pajęczynka

 

bujany kołysze się fotel mój świat
ja kulę się moszczę się w nim jak kłąb szmat
ję pa pajęczyna co mnie a kąt ścian
klej klei klej klei a ja zaś w ten tan

z białymi ustami zimnymi jak trup
robótkę swą dziergam wciąż w rytm stuku stóp
raz raz po raz raz raz po raz i raz wraz
ścieg ścieg twardy za ściegiem z twarzą jak głaz

gdy igła w mych palcach tak szybko ach gna
pod skórą przemyka jak kość własna ma
to dziury tej dziury dwie poły raz dwa
mej piersi czerwonej wnet zeszyć się da

i głuchnę i ślepnę w tej bajce o ćmach
co w jęczych pajęczych pieleszą się snach
i szyję i sznurzę dziergając mój trakt
raz w skórę raz w mięso do skóry w ten takt

bujany…

 

 

Oscura

 

W ociężałości skrzydeł krocząca,
śród siebie szumiąc i w sobie lecąc,
ćma się przetacza bez tchu brzęcząca.
Bezmierna, straszna,
swój strach
widząca;
miriadooka, bielmem brzemienna
ćma bez odwłoka, bez łba.
Bez końca.

 

 

czy tamten mężczyzna czyta twoje wiersze

 

i znowu czuję że potrzeba mi wiedzieć

 

czy tamten mężczyzna (tylko nie wypowiadaj imienia)

zaczytuje się w twoich wierszach

do porannej kawy a na czubku języka

mrowi go przekład zapachu na lirykę

 

czy rozmyśla o twoich wierszach

wtulony w zagłębienie obojczyka

rozplata włosy tak jak wersy

 

a kiedy płaczesz

to czy w nich szuka wytrwale odpowiedzi 

na nigdy niezadane pytania i gestem

skreślone strofy

 

czy by je czytał

gdyby nie posiadały twarzy

i tylko nawoływały w tę niemożliwie zimną pustkę

zwąchując się po najcichszym echu

wydobywanym ze sztolni nocy

 

bo w taką właśnie noc chciałbym mieć pewność

że tamten mężczyzna czyta ciebie dokładnie

jak ja

kiedy choć odrobinę mniej zachłannie

kocham się z twoim wierszem

 

 

lśnienie

 

wystygła kawa. gwiazdy toną

w kwarcowym lustrze, wyciętym z czerni
jak otwarte okno. świerszcze brzęczą, wyczekując
drgnięć pod taflą.

możemy niemal zetknąć dłonie; w pustce pomiędzy
rodzą się myśli, przepływają tysiące węzłów
i giną w okach sieci.

potem klik i horyzont maleje do punktu
na mapie bez współrzędnych. jak duch
rozpływasz się w obwodach.

w mroku majaczy
poblask spod półprzymkniętych powiek.

 

 

 

Szymon Florczyk

Jestem Krakowianinem z rocznika '86. Aktualnie pracuję w branży IT. Większych osiągnięć literackich brak; moje teksty pojawiły się w kilku Herbasencjach, w  Nowych Myślach i WierszYstawce artystycznej (wyróżnienie w V OKP "Erotyk na krechę" im T. Stirmera). Wciąż poszukuję konkretnego stylu, a najpewniej uciekam od niego. Oprócz poezji zajmuje mnie też art rock i rysunek.

 

Pin It