Danuta Błaszak - wiersze

 

blaszczak danuta

 

 

 

Cykl wierszy:
Jesień Jesieńka zagubiona do łez

 

 

1.

Różowa saszetka w liściane wzory

związana wstążką jak warkoczyk…

gdzieś ją położyłam obok komputera

wśród książek albo w bieliźniarce

 

wiem że tu jest ze mną od dwóch lat

i każe pamiętać…

 

2.

Dano jej na imię Jesień

bo mamę cieszyła ta pora roku

Jesień Jasieńka nie mylić z jesionką

na Florydzie za ciepło na płaszcze

 

pracowała między nami

wśród skwierczących tłuszczem patelni

dzień dobry mówiła podając

tanie kanapki zdobione sałatą

i dobranoc gdy pokazywała tatuaż z motylem

 

 

3.

Jeziorko na Wekiwie

nasz park narodowy

wystarczyło przeskoczyć przez płot

i wolne od hamburgerów

już tam byłyśmy

 

Jesieńka i Debra

z głosem jakby przez tubę

pływały z sitkiem szukając

w piasku zębów rekina

 

Złota nie było lecz przyroda właśnie

otwierała okna maleńkim żółwikom.

 

4.

Moja wiosna w dwa tysiące dziesiątym

zaczęła się w halloween tuż przed zimą

trupie czaszki z dyni i świece

gasnące w podmuchach wiatru

a mąż Debry do świata podłączył swoją śmierć

zostawił motorówkę i znikł

 

Wtedy pisaliśmy w sieci i do radia

do krewnych znajomych i przyjaciół

dlaczego miał ich tak wielu?

I czy w końcu przyjdzie wiosna?

 

Mama nie mówiła o polityce

o samolocie znad Smoleńska

tylko o tacie

i wiosenną nocą

uciekła do niego

tonąc w strugach deszczu

 

Potem zakwitły bzy a my z Debrą

znowu wzięłyśmy sitko i chleb

złota i zębów nie było ale

chlebek smakował pewnemu dziecku aligatora

 

5.

Czarny Kot dostał zakaz wstępu do domu

oddałam go Jesieńce

na trochę nie na zawsze

 

Bawił się z jej córeczką w starej przyczepie

aż pewnego dnia Jesieńce spuchły nogi

och nie było ich widać spod czarnych plam

więc zabierz – prosiła – zabierz Czarnego Kota!

 

Nie miała siły dokładać do miseczki

ani czesać futerka do połysku

kazała mi zabrać Kota z powrotem

a potem mężowi – oddaj go gdzie chcesz

 

Nie wzięłam…

Nie wzięłam nawet gdy umarła

Nie wzięłam i nigdy nie znajdę.

 

6.

Pogrzeb był różowy

jak saszetka w liściane wzory

bez czarnych sukienek i kapeluszy

rano w naszym parku narodowym

tuż przy zimnym źródełku gdzie nagle

błysnęły zęby rekina

 

Prochy Jesieńki nie w urnie

nie w trumnie

ale zostały w otwartym pudełku

wiatr miał do nich dostęp

i pierwsze promienie słońca

 

Wyglądały jak piasek

i jak lotny piasek

wznosiły się nad wodą coraz wyżej i wyżej

córeczka Jesieńki powtarzając modlitwę

odprowadzała je wzrokiem gdzieś tam

a ja pytałam samą siebie

gdzie się podział Czarny Kot?

 

7.

Debry z nami nie było

zaczekajcie – prosiła- samochód się zepsuł

zostawcie mi trochę Jesieńki

 

 

Mąż Jesieńki brał prochy garściami

i upychał je sobie w kąpielówkach

w kieszeniach niczym chusteczki do nosa

a potem wskoczył do wody

i tak oddał żonę przyrodzie.

 

8.

Dwie garści Jesieńki zostały w saszetce

jak w trumience w liściane wzory

podał mi je ze słowami: to dla Debry

na drugi pogrzeb i kolejne łzy

już tylko wasze i tylko dla niej.

 

Leżały tu gdzieś koło komputera

nie

nie tu

może w bieliźniarce

są tu gdzieś na pewno są ze mną od dwóch lat…

 

 

 

Danuta Błaszak

osiem milimetrów z perforacją

ten cykl wierszy dedykuję pamięci Trakla

 

+++

ot takie życie błona filmowa

w bezkresnych lasach i mórz ciemnych szumie

nikt sensu tutaj nie rozumie

to nie szesnastka to ósemka

gdzieś tu w emulsji światłej czułej

w błonie filmowej zanurzeni

szukamy halogenków srebra

+++

to był nasz spacer Georg i Elwira

dom się rozjarzył dziwnie i mgliście

to była nasza piękna chwila

marzenia bliskie

 

wirują szpule światle i czule

czerwień co widmem cię przeraża

i perforacja pierwszy raz pęka

znów zbrojny przemysł kamerą kręci

+++

Ludzie biegli po trawie, wszyscy wskazywali na niebo. Spojrzeliśmy w górę. A tam ponad naszymi głowami, wśród gałęzi drzew widać było łunę koloru krwi.
- To zła wróżba - szepnęła kobieta.
- Wojna nieszczęście głód - biadała matrona.

 

Georg odsunął się ode mnie.

 

 

Pin It