Wiersze tygodnia - Sylwester Gołąb

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

 

Miód

 

słońce moczyło swoje palce w słoiku miodu

później w twoich włosach

w zbożu jest sens do którego dążymy

silni jesteśmy w przedramionach i duch w nas wstępuje przed deszczem

jak to jest żyć czyimś życiem jak to jest być kropką Chinką

z prowincji Junnan

czejeńskim zaklinaczem deszczu domokrążcą na pustkowiu

 

jak to jest być tobą poza mną pszczołą nad obrusem

słońce macza swoje brudne palce we mnie

jak ruszy na zachód wyrwie mi serce

 

 

Struny

 

w teorii strun nie chodzi o zależność

chodzi o studnię plującą resztkami sójek wodę której nie było

całą historię nieporozumienia od wybuchu syczeń na przełęczy

pociągów dokądś

 

do których nie zdążyłem wsiąść przez które

przychodzi mi słowo na rękach

przez które przychodzi serce wielkie jak Boga

dyndające na włóknach jedwabników

 

jeszcze przyjeżdżam na pogrzeby

wyciszam kuchnię potencjometrem radia

składam ubrania w kostkę

ulegam rytuałom taktycznym strąceniom

święcę pola w chwili przesilenia kumulujących się

 

sprzeczności

wciskam w kieszeń pamiątki z prowincji wzgórz i szyldów

do momentu gdy groby przykryje śnieg i nikt nie upomni się o nie

tak jak w dziewięćdziesiątym piątym gdy oddychałem mroźnym powietrzem

tak jak w dziewięćdziesiątym piątym gdy sarny ginęły na torach

 

 

Nomada

 

o każdą rzecz ubiegamy się w kolejkach

i po dwa razy gubimy w życiu

jedziemy przez Opole

wieziemy piec

naczepę ziemniaków wydartych ziemi

za parę lat skończy się ojczyzna ludowa

ojciec umrze na nocnej zmianie

przyniosą nam jego skórzany pasek neseser

nadgryzioną kanapkę z ogórkiem

naniosą pyłu nie domkną drzwi zaprowadzą do prosektorium

z okna obserwować będę budynki

zakładu przeróbki

szyb przebijający półmrok

dwudziestą pierwszą gwiazdę nowej konstelacji

 

a tymczasem jedziemy przez budzące się Gliwice

dom opuszczony przez Hackmanów

dom opuszczony przez nas stoi u podnóża wulkanu

 

 

Oczka Judei

 

a zęby będziesz miał jeszcze po śmierci

jak przeleci kometa uśmiechniesz się do niej

dzieci będą leczyć skaleczenia chlebem i śliną

 

przypną twoje zdjęcie do lodówki obok informacji

nakarm psa blado wygląda

a jak będą skubać kaczkę

archaniołowie zaniepokoją się takim stanem rzeczy

i przysłonią oczka Judei

 

 

Raport kogoś lepszego niż pelikan

 

1. zmarłą zostawiamy w spokoju

w raportach sensorycznych

 

2. metalurgia poczyniła postępy

gwiazdy udają nicienie wpadają do gardeł

misek z gorącą wodą

potem wylewamy je w pokrzywy

 

3. śmierć przeświadczyła się w swej złożoności więc

przeciskam się przez ucho

 

4. buty kosztują trzydzieści złotych bilet trzy

ucieczka wymaga śliskości węża jaskółczego jaja

 

5. nic się więcej nie wydarzy nie ma na nic miejsca

czerwone niebo urodzi nową gwiazdę

 

6. w czerwcu zlicytowałem swój grób więc

nie narzekam na życie

 

7. wielki Moon

spływa po ciałach moich dziewczyn

 

8. buty kosztują trzydzieści złotych bilet trzy

ucieczka wymaga śliskości węża jaskółczego jaja

 

 

Topielczyk mała babeczka

 

opieram się kryształom lodu

bilet kosztuje dwa złote i pięćdziesiąt groszy

ucieczka wymaga śliskości węża

jaskółczego jaja

 

ktoś powtórzył moje imię

topielczyk jak mała babeczka

przysypana cukrowym pudrem

zastanowiłem się nad butami

buty kosztują dwadzieścia pięć złotych

 

śnieg zaciężny legion poległ na wzgórzach

minę staw dom Jaśka od perliczek

psa z guzem brzucha

przejdę przez podwórko ubrudzę buty

pożegnam na rogatkach ostatni pociąg

i odniosę go do pustki i porównam

go do siebie

 

 

Orwell w śniegu

 

zima blisko Panie

ordynator szpitala

miasta surowej rzeki

zwozi opony całopalne

na drugim krańcu płacze

dziecko

należy ruszyć ulicą Katowicką

późnej Krakowską

(w każdym mieście są ulice Krakowskie

i Katowickie)

przejść przez dworzec

minąć Harlem

stanąć na torach pograć w kolory

znaleźć Orwella w śniegu

należy zrobić to wszystko

by określić rodzaj snu

 

wyróżniamy sny

 

kosmologiczne z elementami groteski

 

kryminalne z cechami thrillera

 

pornograficzne z aspektami kultu

 

dramaty

 

i życie

 

 

Flipper

 

niech moja stolica pełna będzie szczurów

niech kobiety nagrywają płacz na każdy z możliwych nośników

niech się wycierają o mnie jak o piasek suszą ciała nie czują wstydu

jestem otwarty w człowieku

zrodzony z Kabały z flipperów w noc jaśniejących szaletów

w polskim mieście Izaaka i jego potomków więc

 

podrzućcie fantom do rzeźni wrzućcie do rzeki

połknijcie rybę a potem pomyślcie że muszę wracać

do tamującej krew wsi z różańcowym układem pól

z Księżycem ściskanym do wylania wnętrzności na piersi żniwiarek

na uda w sypialniach za wzgórzem z embrionalnie skręconym sercem

jestem otwarty w człowieku

zrodzony z Kabały z flipperów w noc jaśniejących szaletów

w polskim mieście Izaaka i jego potomków

 

 

 

Wiersze pochodzą z nowego tomu Nomada(WBPiCAK, Poznań 2018).

 

 

 

Sylwester Gołąb

ur. 1980 r. w Kamiennej Górze. Wiersze publikował w polskiej i norweskiej prasie literackiej. Jego utwory poetyckie były tłumaczone na język angielski, norweski i rosyjski. Autor książek poetyckich Garda (MaMiKo, 2016), Nomada (WBPiCAK, 2018). Mieszka w Stavanger w Norwegii.

Pin It