Piotr Dumin - wiersze

 

Ryszard Tomczyk
Ryszard Tomczyk
 

 

 

 

ŚWIĄTKI

 

Jęczmienne kłosy

wysmukłe dłonie

wąwóz

echo rozpiera się w ścianach

 

Święty Jan trzyma krzyż drewniany

patrzy na drogę

drewnianymi oczami

 

Less dymi pod stopami

Poruszona przestrzeń

 

Na wozie kiwa nogami

Madonna w kiecce

 

 

SANDOMIERZ

 

Miasto

świeciło dachami

w stepowych oczach

 

Więc kilka razy

powracała horda

 

Krew puszczała ze świątyń

żyznej okolicy

 

 

KONCERT  W  KOŚCIELE  EWANGELICKIM

 

Tu ściany nie mają pamięci

W czystym wnętrzu

dźwięki sławią Pana

 

Uśmiech Twój ptakiem

śmiesznym

                   oskubanym

w pyle podziwu

 

Dojrzały kształt

zdradza dziewczynkę

Chcesz wznieść się pod sklepienie

Spełnić w kosmosie kantorów

 

 

EPIZOD MORSKI

 

Zaczynasz się

                       grą piersi w dotyku morza

bardziej realna

                         poza realnością

otwarta snem

                       dostojna

jak woda

                rozkołysana

 

Śnisz potem ten gejzer

spełnienia

 

A mewa jest tylko chwilą

i konieczną śmiercią

 

 

HAPPENING

 

Otwarte są powierzchnie kobiet

łagodne sny w ich ogrodach

Tak powinniśmy stąd odchodzić

niestety

zimna ceremonia

 

Usta Twe sen układa w uśmiech

i śledzisz swe obłoki

nad miastem mego zapomnienia

 

A potem pianą czas pokrywa

Ciebie i miejsce

 

 

KRĄG

 

Z przeszłością więc z  sobą 

obok

galopującej teraźniejszości

jakby było dokąd gonić

lub przed czym uciekać

 

patrzę w pole

z kapliczki nad wąwozem

gdzie Święty Jan

z liliją w dłoni

w lipowym drewnie

wyrzeźbiony

 

Od pól snuje się

dym badyli

Dzwony barokowego kościoła

toczą odwieczne żale

pomiędzy lasem i wzgórzami

 

Turkocze w pamięci furmanka

na targ do miasteczka

 

Woźnica z batem

góruje nad polami

 

W dzień targowy pulsuje knajpa w rynku

lessowym nadmiarem

 

Upojony wolnością i wódką  gospodarz

bije batem konia

i śpiewa

 

„Woziak pije

Woziak ma

Woziakowi Pan Bóg da”

 

Teraz po asfaltowych dróżkach

Snują się samochody

i  wypełniają w Odpust

jak żuki ścierwniki

rynek miasteczka

z miejscem

po naszym domu

jak po wybitym zębie

 

Nim się spostrzegliśmy

skończył sie nasz czas

i skończyło się miejsce

 

Nim zatoczyliśmy krąg

nie było dokąd powracać

 

A wyjeżdżaliśmy

pełni nadziei

z wiarą

że życie zaczyna się za widnokręgiem

że otworzy się przed nami przyszłość

 

Świat jednak nie był

tak sielsko anielski

Nie czekał na nas

 

Szybko zrozumieliśmy

że nie jesteśmy konieczni

a nawet potrzebni

Że długa droga przed nami

i nie wiadomo

choć wiadomo

jaki będzie jej koniec

 

Coraz rzadziej spotykamy ludzi

w których możemy się odnaleźć

 

A tak długo wierzyliśmy

że zdążymy powrócić

ze Złotym Runem spełnienia

 

 

                                      2004

 

 

***

 

Tak bardzo wierni jesteśmy cieniom

jakby nie wyrzeźbiło nas słońce

w kamieniu i roślinie

 

Wiernie upadek powtarzamy

Tak łatwo istnieć przestajemy

Tak łatwo spełnia się w nas miejsce

 

 

JAK TO SIĘ UCHOWAŁO

(monolog kuzynki)

 

Miała dziewucha szczęście

a taki wyciruch

 

Inżynier i porządny

z dobrego domu

 

A mieszkały w taki chałupie

że woda po ścianach

a szczury w sieni

skakały

 

I wszystkie zdrowe

 

Popatrz

Jak to się uchowało

 

 

PRZYPOWIEŚĆ

 

Zdarzenia biegną szybciej

niż myśli o nich

Opada widnokrąg

i gniew rodzi psa

Ze ścian wychodzą zwierzęta

Znów łagodnieje powietrze

i jesteśmy próżni

gdzieś tylko czeka

Twoja tęsknota

 

Słowa się rozpadają

w ten łagodny wieczór

i nawet śmierć jest nieprawdziwa

 

Nauczeni czasu

nigdy go nie zrozumiemy

Zmarszczki powietrza w przestrzeni

znów przeciw nam

 

                         1984

 

 

***

 

Pochłania nas

ta wirtualna ameba

Globalny kościół oszustów

 

Czy jednak można

oszukać przeszłość

to znaczy prawdę

i nadzieję

 

Zdobywcy próżni

chcą wskrzesić Wielkiego Brata

- bo niemożliwa jest wiara bez bóstwa

 

Próby przyśpieszenia historii

są  przestrogą

przed tym co nas czeka

co czeka zatrzymanych

 

Rosną zdobywcy rzeczy

zamiast snów

 

Musimy mierzyć się

jak z potwierdzeniem

z tym nadmiarem

 

 

Piotr Dumin

 

Pin It