Magdalena Węgrzynowicz-Plichta - wiersze

 

Magdalena Węgrzynowicz-Plichta

 

 

FURTKA

kiedy wychodzisz

nie oglądaj się za siebie
na rozkwiecone rabaty 

nie podpatruj ukradkiem
od wiosny do zimy

wszystkie tajemnice 
zostaną w ogrodzie

od narodzin do śmierci

tutaj misterium życia
po okręgu wędruje

po nocy rosa wskrzesza

po deszczu słońce osusza

po upale chłodzi zmierzch

co wzeszło – żyje
co żyje – umiera

i odradza się

 

 

(NIE)CIERPLIWE NARĘCZA RUMIANKÓW

w moim śnie idziesz do mnie z oddali

brzegiem łąki dostojnie powoli 
widzisz mnie uśmiechasz się co kilka 
kroków lekko głowę pochylasz 

rumianki zrywasz 

na lewej ręce od serca układasz ale 
zanim odłożysz specyficzny wąchasz 
aromat – oczy przymykasz oddech

bierzesz głęboki 

jak leśna bogini pośród straży traw 
rozświetlona płyniesz z naręczem 
skromnego polnego kwiecia –

cierpliwie czekam 

jedną ręką macham ci na powitanie 
drugą przysłaniam oczy już niczemu 
nie dziwię się – ty śpiewasz!

i z każdym ruchem 
w słonecznym blasku 

piękniejesz

 

 

Z(A)MYŚLENIE

w tym przypadkowym sąsiedztwie
nie ma nic nadzwyczajnego

wszędzie te same pospolite chwasty
zagłuszające soczystą zieleń łąk

rozbijając w dowolnej konfiguracji
kołyszące się łany pszenicznego złota

wabią nieskazitelną bielą rumianków
makową czerwienią kurtyzan

przed każdym według upodobań
chylą czoło lub otwierają ramiona

na horyzoncie leśny dukt drzemie
w upale na przestrzał

nie wybija do taktu końską
podkową milowych kamieni

bliżej pól rozleniwiona struga 
sącząca się z podmokłej łąki

chciwie zamyka w swym łonie
ostatnie promienie słońca

milkną odgłosy sianokosów
zadowoleni kosiarze grupkami

wędrują do chat pod ręką
z bukietem polnego ziela 

gdzieś w oddali zapomniana
kanikuła pachnie sianem

w pobliżu zamożnego miasta
nęcącego rozłożystymi biodrami

już dawno straciła swoją urodę

 

 

POZA CZASEM


w zasięgu wzroku trwają niezmiennie

nad Czarnym Stawem w kierunku lustra wody 
pochylone niczym monolit ale nie głaz omszały 

rozrosłych drzew konary – –

(dokoła nich ścielą się liści dywany)

latem szumią – jak każe im swawolny wiatr 

tę samą leśną kanconę od lat 
buki dęby stuletnie i ponad- 

ukłonem najniższych gałęzi witają
od dzieciństwa do późnej starości


spacerowiczów przechodniów 
turystów i bezmyślnych gapiów 

koncert na wolnym powietrzu 
do pierwszych przymrozków trwa

czasem znienacka popłynie
aria wyjątkowego solisty

ale mylisz się – –
nawet sokole oko

rozśpiewanego drozda nie wypatrzy

tylko nieme odbicie w wodzie 
poruszonej gałązki po odlocie 

zdradzi ci wysokość 
z której tony brał

 

 

AMPUTACJA

znów woła cię rzeki głębina
piaszczysty parów i leśna polana

udajesz głuchego zew krwi ci nieznany

na przygodę lękliwie spoglądasz przez
dziurkę od klucza – nudzisz się 

jakby ci nagle towarzystwa zbrakło

w który świat nie wejdziesz – nie rozeznasz
ani co ani kto ani dopóki lękiem podszyte serce
do stanu sprzed narodzin nie – – – ale co ty 
pamiętać możesz skoro z krzykiem tu w kolory
ze snu i te blaski tęczowe na świat – –

chód matki lekko cię kołysał
jej miękki głos usypiał

czasem przez cienką skóry powłokę
muzyki dalekie echo – szum ulicy – pisk opon

radosne szczekanie psa

na czarno-białej fotografii sprzed lat za nogą ojca 
jakiś kontur nieznany – – – starość uśpiła go

zanim przyszedłeś na świat

czy to możliwe (?)…

ten rezygnacji gest –

ty już od dawna wiesz 

za czym tak mocno tęsknisz!

 

 

(AB)NEGACJA

 

stare posesje już dawno zapomniały
co to jest pęd i nieznośny hałas

 

czym wypełnia się poranne dudnienie
jak dźwięczy stukanie obcasów po bruku

 

w rozmytym szklistym umyśle okien
drży słabe wspomnienie jak rżały konie

 

w skrzypiących ciężkich ramionach bramy
zastygł uwięziony głos ujadających psów

 

w najciemniejszym porosłym bluszczem
kącie chłopcy nawoływali się do zabawy

 

metalowy trzepak przy mocnym uderzeniu
wibrował echem z imionami od a do z

 

zapyziała pustka na rencie i emeryturze
co niczym nie karmi zębów łaknienia

 

monotonną ciszę i bezruch serwuje
żadnych wiadomości prasowych

 

dzienników newsów sprostowań
plotek pomówień fobii i lęków

 

świat jest odległy a w zasięgu ręki
myszy i koty przestały harcować

 

 

WYZWO(LENIE)

 

przy drodze wyschłe wysokie trawy

 

drewniany płot to przeżytek
nawet kot go omija szerokim łukiem

 

jeszcze większym anachronizmem
jest włóczenie się po polach bez celu

 

a co to za relaks bez wzmożonego
liczenia choćby czegokolwiek

 

co wiąże mięsień z kaloriami
masę ciała z energetycznym białkiem

 

dla jednych to czas stracony
dla innych odzyskana chwila zadumy

 

a jak się zmęczysz zawsze
możesz na skróty na przełaj

 

na przekór modzie co tydzień
lansowanej przez kolorowe magazyny

 

iść sobie z liściem klonowym
pod rękę na bursztynowe piwo

 

na kremówkę na kawę latte
w końcu spacer też swoje prawa ma

 

a my dwie nogi i głowę nie od parady

SEZO-N-OWOŚĆ

 

przyniesione przez dzieci
porzucone na ganku

 

czują się jak ubodzy krewni
którzy ukradkiem przysiadają

 

na brzegu skórzanej kanapy 
okrytej wełnianą kapą

 

nie chcąc zagiąć ni rożka
ni frędzla przy dywanie 


--------------------------

dostojnie do salonu
wniesione przez matkę

 

szokują uległą nagością 
nadmiernie delikatnej natury

 

nieproszone rozsiewają 
odurzające zapachy

 

ozdoba szklanych flakonów
fajansowych dzbanów


--------------------------

kryształowe wazony też
nie pogardzą migotliwym

 

bukietem polnych maków 
ani przydrożnych róż

 

choć wszystkie prędzej czy 
później więdną w oczach 


--------------------------

tak oto wbrew przeznaczeniu 
polne kwiaty przez chwilę

 

rozsiadają się wygodnie w domach
królując na stołach i etażerkach

 

TRZPIOT

 

z samotnego drzewa
łopotem sztandaru liści

 

wiatr się nagle zrywa

 

czystą mąci wodę
w sadzawce się mieni

 

ostatni przed zachodem
warkocz promienisty

 

sczesując podmuchami
srebrną nić pajęczą

 

z gibkich ramion leszczyn
gwiżdże wesolutko

 

na polach zawodzi
rozmodlonym głosem

 

wieczorem zalotnie
chociaż go nie proszę

 

rozwiany włos kołtuni
ubranie tarmosi

 

nocą nie da spać
e-chem po le-sie się nie-sie!

 

ukryty na strychu
wyje w uszach huczy

 

a spróbuj do złapać –
prawdziwy hulaka

 

 

SWOBODA

 

wielu uważa choć się do tego 
nigdy za nic nie przyzna

 

że powściągliwość w gestach 
popłaca a w zamaszystych

 

ruchach więcej niepokoju jest 
niż dostojeństwa

 

nonszalancji lekceważenia 
w siarczysty mróz duszą się

 

w gorsetach konwenansów
marznąc do szpiku kości

 

na odludnych przystankach 
autobusowych bez wiat

 

a ja lubię pędzić przed siebie
nie stać w miejscu jak kukła

 

łokciami trącać przechodniów
jakbym na łące kosiła trawę

 

z impetem nawałnicy pasy 
na skrzyżowaniach przebiegać

 

szusami przemierzać szykowne
aleje w galeriach handlowych

 

łagodne zakręty ścinać łukiem
a już na pewno nie nadkładać drogi

 

wielu uważa że czas to pieniądz
pragną tylko szybko wzbogacić się

 

ja wybiegam życiu naprzeciw 
z otwartymi ramionami

 

jak dziecko zachłannie każdego
dnia zanurzam się w nim po uszy

 

 

zanim ono minie mnie
z prędkością ponaddźwiękową

 

 

 

Magdalena Węgrzynowicz-Plichta - poetka, socjolog, pedagog, redaktor, wydawca;

urodzona w 1959 r. w Warszawie, mieszka w Krakowie; absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego; w Sochaczewie ukończyła Szkołę Muzyczną I stopnia w klasie fortepianu i Liceum Ogólnokształcące im. Fryderyka Chopina; tytuł magistra socjologii uzyskała w Krakowie na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, a uprawnienia pedagogiczne – po ukończeniu studiów podyplomowych; w latach 1987-1994 pracowała jako nauczyciel nauczania początkowego i języka polskiego w szkole podstawowej; w latach 1995-1998 pracowała jako rzecznik prasowy i redaktor w Wojewódzkim Urzędzie Pracy; od 1999 r. do chwili obecnej pracuje jako redaktor naczelny Wydawnictwa IDEA; od 2004 r. do chwili obecnej prowadzi własne Wydawnictwo SIGNO, w którym wydała ponad dziewięćdziesiąt tytułów z literatury pięknej, opublikowane książki i autorów prezentuje na fan page wydawnictwa: www.facebook.com/wydawnictwosigno; redaktor kwartalnika literacko-kulturalnego LiryDram (www.lirydram.pl) i portalu literackiego Horyzont (www.horyzontmedia.eu); na fan page autorskim: www.facebook.com/poetkamwp regularnie publikuje swoją najnowszą poezję.

Autorka ośmiu tomów wierszy: „Doznania” (1998), „Anemony” (2003), „Łaptaki” (2005), „Kalkomanie” (2007), „Pokolenia” (2009), „Miraże” (2014), „Artefakty” (2015), „Imponderabilia” (2018). W przygotowaniu kolejny, inspirowany antyczną liryką greckiej poetki Safony – „Safoniana” (2018). Współtwórczyni pięciu spektakli poetycko-muzycznych: „Wyspy zaczarowane” (2008) na podstawie poematu z Wojciechem Węcławem i Maciejem Busiem (ballada irlandzka, gra na flażolecie i kościach), „Pieśni miłosne Mantyli i Kapelusza” (2013) – dialog erotyczny wierszami, inspirowany folklorem hiszpańskim, wspólnie z poetką Anną Pituch-Noworolską i muzyką w wykonaniu Adama Hliniaka (gitara klasyczna, flamenco) – premiera: VIII Festiwal Sentir Flamenco w Krakowie, „A może jestem jak Safona” (2014) spektakl inspirowany liryką Safony z Agnieszką Kuk (sopran) i Adamem Kuk (kompozycja), „A ja powsinoga” (2015) spektakl inspirowany folklorem polskim z Barbarą Leśniak (śpiew i kompozycja), „Kółko graniaste” (2017) spektakl inspirowany muzyczno-ruchowymi zabawami dziecięcymi i folklorem polskim z Barbarą Leśniak (śpiew i kompozycja). Osiem wierszy z debiutanckiego tomu Doznania (nakład wyczerpany) od 2010 r. prezentuje wokalistka i kompozytorka Agnieszka Dulny.

Od debiutu w 1998 r. pisze i publikuje poezję oraz prozę, ma na swoim koncie także opracowania redakcyjne, wywiady i omówienia krytyczne, m.in. zbiór esejów o najnowszej poezji „Poetyckie światy. Między Parnasem a Giewontem” (2016), bierze udział w antologiach i almanachach okolicznościowych. Swoje utwory prezentowała w czasie festiwali literackich w Warszawie, Londynie, Wilnie i Wiedniu. Jej utwory tłumaczone były na język angielski, niemiecki, rosyjski i rumuński; prezentowane m.in. przez Bożenę Adamek, Aleksandrę Batko, Annę Dymną, Beatę Malczewską, Ewę Stolcman, Agnieszkę Szymszajner oraz Bartłomieja Cabaja. Laureatka wielu konkursów literackich, obecnie zasiada jako juror. Animatorka kultury, promując poezję współpracowała ze Śródmiejskim Ośrodkiem Kultury (obecnie Krakowskie Forum Kultury) i Wojewódzką Biblioteką Publiczną w Krakowie, w Nowohuckim Centrum Kultury prowadziła Warsztaty twórczego pisania. Współpracuje z Klubem Dziennikarzy Pod Gruszką przy Bibliotece Kraków oraz z Krakowskim Klubem Aktora SPATiF.

W 1996 r. związała się z „Formacją Szesnaście”, działającą przy Dworku Białoprądnickim w Krakowie i nieformalną literacką grupą „Każdy rodzi się poetą”, działającą przy Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie, która została założona przez redaktora Ryszarda Rodzika w 1995 r.; wspólnie z dziennikarką i poetką Anną Kajtochową opracowała i w Wydawnictwie SIGNO wydała dwa rocznicowe almanachy tej grupy „Każdy rodzi się poetą”, „Każdy rodzi się poetą. Na jubileusz”; od marca 2011 r. do października 2013 r. prowadziła cykliczne miesięczne warsztaty literackie tej Grupy, fan page tej grupy: www.facebook.com/grupakazdy redaguje i prowadzi od 2017 r.

W latach 2003-2016 należała do Związku Literatów Polskich, w latach 2011-2014 była Prezesem Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Należy do Stowarzyszenia Promocji Polskiej Twórczości, Stowarzyszenia Academia Europaea Sarbieviana, Stowarzyszenia Przyjaciół Twórczości Jana Kasprowicza; jest honorową członkinią Janowskiego Klubu Literackiego i Sądeckiego Klubu Literackiego.

 

Pin It