ANTOLOGIA POETÓW POLSKICH 2017:

Stefania Jendraszczyk, Barbara Jędryszek,

Małgorzata Anna Jędrzejewska, Barbara Jurkowska, Stefan Jurkowski

 

Antologia poetow polskich 2017 OKLADKA

 

 

 

 

Stefania Jendraszczyk

 

* * *

rozchyl liście żywego

wejdź do środka z konewką

napełnij myślami usta

niech przemówi

kwiat mądrości

 

urodzone tworzy

stworzone istnieje

i nie w tym rzecz

co kto ma lecz stracił

przez nadzieje

 

 

* * *

czyjeś serce ptakiem

obłoki trącało zalotnie

toczyła się kula słońca

w kwiaty logiczne

w motyle płaczące

 

rosło drzewko

na pogrzebanych ludziach

czyjeś niewinne ręce

zrywały wiśnie

nie wiedząc że z grobów

 

dziś

to nie krople rosy

to łzy ptaka

srebrzą liść topoli

to nie promyki

to piórka

budzą drogę

 

czemuż to takie trudne

iść tak po prostu

na koniec świata

w sukience z potarganych

chmur

 

 

* * *

są stokrotki na łące

krople rosy błyszczącej

stosy świateł

każdej wiosny przylatujące jaskółki

pod strzechy

że aż tyle łez na tym świecie – usycha na wietrze

 

szepty i błagania

modlitwy

rozgrzeszane myśli

każdego ranka otwierane drzwi

na nadzieje

że aż tyle uśmiechów – zasłaniają chmury

 

lasy idą

mówią morza

słuchają góry

każdą chwilą coś napływa

z otwartego nieba

że aż tyle miłości – ukrywają smutki

 

 

* * *

te chmury ciemniejące

inne niż w oczach islamisty

tlący się zielony płomień z traw

szare myśli chwili otwartej

wzruszona łąka

granatowy horyzont

 

za pół księżycem

za drugą stroną słońca

powietrze w koronie z żółtego dymu

zdmuchnięte obłoki na dróżki

za nimi cienie obumarłych drzew

las pod stopami wyjącego wichru

 

 

* * *

napisane

mówione

słowa święte

przeklęte

i pozostałe

 

oczyść mnie ogniu z win

 przebacz ciszo za oddech

 cierpliwa kartko papieru

 przebacz

 

 za milczące

 

 

 

Barbara Jędryszek

 

Po rosie

 

przysiadłam na skraju księżyca

pobladłym jak płaszcz mgły nad łąką

wiatr ucichł za słońcem w dal pomknął

noc zorzę świetlikom przemyca

    

chcę stopy zanurzyć w gąszcz trawy

pachnący ziołami gobelin

podziwiać jak rosa się perli

aż słońce horyzont rozkrwawi

 

usłyszeć chór żab na mokradłach

ze świerszczem szeptać strofy modlitw

westchnieniem witać nagły poryw

nostalgi która znów dopadła

 

 

Skaza-na

 

tej dziewczyny nikt nie pytał o zgodę

krzyk sprzeciwu zduszono w krtani

wybito z głowy wraz z dwoma zębami

 

tej poszkodowanej nie badał psycholog sądowy

sama musiała walczyć z trzygłowym potworem

nawiedzającym ją w snach

 

tej matki nikt nie gładził po rosnącym brzuchu

a gdy poczęła owoc żywota swojego zmarnowanego

nikt nie przyniósł kwiatów

 

ta kobieta nie dostała obrońcy z urzędu

zaocznie skazana na dożywocie

bez możliwości odwołania

 

 

Bez wytchnienia

 

Zasypiamy w zagłębieniach nocy,

budzimy na jej krańcach,

gdy czas odwraca klepsydrę

dniem do góry.

 

Potem biegniemy

jak w amoku,

byle nadążyć za ziarenkami piasku.

 

Im więcej odwróconych klepsydr za nami,

tym szybciej i szybciej,

 

bez wytchnienia.

 

Pewnego dnia

nikt nie odwróci klepsydry.

 

 

Słowo o aniołach

 

w najświętszym przybytku nieba

u stóp boskiego tronu

przepięknych serafów rzesza

z cherubami pospołu

śpiewa pieśni pochwalne

 

są też w anielskich zastępach

Bogu szczególnie mili

mało kto o nich pamięta

bo się nie narodzili

w swojej ziemskiej ojczyźnie

 

nie dane im było zaznać

radości pierwszego krzyku

jedynie twarz matki we łzach

wylanych z żalu po cichu

za poronionym życiem

 

z boku zlęknione nieśmiałe

choć łaska dla nich największa

za krwawą ludzkości sławę

niechciane od dnia poczęcia

najpiękniejsze z aniołów

 

 

Jak koło zębate

 

jeden z trybików w maszynie

w ciągłym biegu

aż do zawrotu głowy

popędzany przez współbraci

 

zakaz zatrzymywania i postoju

grozi zadeptaniem

 

próba buntu

zaskrzypi maszyna

dobrodusznie otwierając ramiona

jak macki

 

drugiej takiej ze świecą

szkoda czasu

 

na krótkie wakacje

tuż po letnim przesileniu

wyjeżdża ciało

duch zostaje

przy niedokończonych sprawach

piętrzących się zaległościach

 

ona przecież też nie odpoczywa

zapewnia rozrywkę

 

raz do roku

integrują się dzieci jednej matki

własne zbyt wcześnie zasypiają

żona nie z tego świata

nie podziela wdzięczności

dla matki żywicielki

korporacji

 

mówi dosyć

a koło toczy się dalej

 

 

 

Małgorzata Anna Jędrzejewska

 

tylko/aż rok

 

z rzadka jakiś wiersz blogowe

zeznanie z życia krótkie coś

gdy impuls

to wszystko

 

forma żyje pozaprzeszłym nie

liczy na przyszłe brak treści

na dziś

stare życie oddane za

nowe nie wiadomo po

co

 

bilans pokazuje

minus

 

 

W niebieskim ci do twarzy

 

W niebieskim ci do twarzy… –

tak mówiło lustro zaśniedziałym spojrzeniem.

Ale… strzaskało się,

widząc moje pociemniałe z niedowierzania oczy…

W niebieskim ci do twarzy… –

tak mówiłeś, wpatrując się w pokrytą kurzem podłogę.

Ale… odszedłeś,

zostawiając mnie i moje pociemniałe z bólu oczy…

W niebieskim ci do twarzy… –

tak powiedział grabarz, kładąc niezapominajki na płycie.

I też uciekł.

Chyba przestraszył się moich pociemniałych z gniewu oczu…

 

 

It’s my life

 

biała bluza

spodnie w pepitkę

granatowy fartuch w białe paski pionowe

w kieszeniach telefon papierosy zapalniczka

fioletowy nożyk ozdobiony żółto-zieloną taśmą

dobry do czyszczenia papryczki chili

długopis na klapie fartucha

niebieski bardziej widoczny w jedzeniu

głowa nakryta błękitnym czepkiem

wystają spod niego kępki siwych włosów

na fryzjera nie mam ochoty.

 

give me gloves medium size, please

can you help me

i’m very busy…

nie mam czasu być poetą

tworzę codzienność

i boli bardziej

 

 

Rekwizyty z dna

 

Zużyty bilet łącznik usb

paragon z biedronki portfel

z serduszkiem Orkiestry zniszczony

przez często wyciąganie drobniaków słuchawki

okulary w koślawym etui komórka z klawiszami

i dużym ekranem zapalniczka najlepiej żarowa

na wiatr papierosy cienkie żeby nie za dużo

w ustach Waterman jako pamiątka dawnego

życia kalendarz z afirmacjami na każdy

dzień

Brak pomadki tuszu cienia lakieru

do paznokci nie ma wacików liścików

miłosnych złotej karty H&M telefonu

który palce muskają delikatnie kluczyków

z wdzięcznym logo chryslera lub innego

wypasu bajeranckiej sakieweczki tamponu

i prezerwatywy na wszelki wypadek

wizytówki plastyka od skaz na

ciele

Słownik wiedzy

 

 

Lubię glany

 

Lubię je

Są idealnym lekarstwem na zło

Krew się ich nie ima choć zagłębiają się

w niej na przykład na przystanku gdy stoi

tak i patrzy czarny a obok niego biała

dziewczyna a on patrzy jakby ją rozbierał więc

trzeba mu pokazać gdzie jego miejsce albo

ten stary straszący smrodem taniego wina

które ukradł innym bezdomnym a jego

chrząstki czerwone od krwi w rozbryzgach

po chodniku

Tak, kocham je

Idealne lekarstwo na zło

 

 

 

Barbara Jurkowska

 

 

Miłość

 

Miłość

to ciągłe

poznawanie siebie.

Miłość –

chce dać najwięcej

i bierze

najwięcej.

Miłość

bezcenna

cenę

płacić każe.

Miłość

niecodzienna

na co dzień.

Miłość –

wśród tylu innych

miłości –

tylko ta

nasza

tylko ta

jedna.

 

 

Jutro

 

Wyciągasz myśli z zaułków pamięci

i p l a n układasz w przejrzystość dnia.

 

Rozbije go j u t r o –

i jak spadające lustro

nie pokaże w kawałkach

c a ł o ś c i.

 

I nie wiadomo

co zdążysz

pozbierać

i ocalić.

 

 

***

 

Dzień zagoniony

między murami –

my zagubieni

     w tłumie

we mgle obcości

odkurzamy dobro

     szukając prawdy.

Za miastem

łąki pola lasy

w mozaikę barw poukładane –

słyszymy szum

     szelest

     śpiew –

zmysły zachwytem wypełniamy.

Mówimy szeptem

     w ciszy

co zaciera

     ostre

brzegi słów.

 

 

***

 

Otulona szalem samotności

ciepłem bez miłości

bez radości

kluczem ciszy

zamykasz dni

 

Czekasz

na spojrzenia

na uśmiechy

na spotkanie rąk…

 

Jeszcze coś się tli

w spopielałych myślach –

czasem płomień zakwitnie

różą

na wspomnienia zgliszczach.

 

I odrzucisz szal –

znów nadzieję masz

że następny dzień

nową siłę da.

 

 

 

Stefan Jurkowski

 

Na jeden grymas

 

w szparach okiennych wyje wiatr

słucham – zahipnotyzowany

 

zupełnie jak w zapamiętanej

audycji radiowej „dymy nad birkenau”

seweryny szmaglewskiej

 

: stoją w pasiakach na placu apelowym

wiatr gwiżdże w obcym języku

 

widzę ich zwielokrotnione oczy

cała epoka patrzy na mnie                              

(słucham wiatru

jestem w ciepłym pokoju)

 

niektórych poznałem – później –

wtedy byli jeszcze w sile wieku

mój ojciec nauczyciele

sąsiad zza ściany

pisarka

 

ja pomiędzy nimi

dziecko nierozumiejące

 

dziś jestem starszy od nich

jeszcze nierozumiejący

 

przychodzą już tylko

ze skłębionej zamieci

 

– wokół ironicznie uśmiechnięty świat

 

wystarcza nas

na jeden grymas jego twarzy

 

 

Całopalenie

 

ten chłopiec

ten mały chłopiec

ten mały chłopiec ze starej fotografii

patrzy przed siebie

patrzy i uśmiecha się

 

wiem co zobaczy za kilkadziesiąt lat

wtedy nie wiedziałem – gdybym wiedział

może bym się aż tak nie uśmiechał

 

ten chłopiec

ten mały chłopiec

wpatruje się we mnie może chce zawołać

a ja nie mogę zawrócić

 

znam jego czas

który bardzo się skrócił

o radości klęski wtajemniczenia

o mnie samego

mnie samego z dzisiaj

o gorzką wiedzę

gorzką wiedzę o mnie

 

o to co było przede mną

a jest poza mną

 

palę

palę fotografię

palę fotografię chłopca

 

– most do początku siebie

 

 

Kreacja liryczna

 

ocalają nas drobne radości

 

ciemną ulicą przybiega nasze dzieciństwo

świecą latarnie

błyszczy śnieg

 

przypomnienie ciepła

nieistniejącego domu

 

uśmiechamy się

piszemy do siebie

słowa krzepną w listach

pragną przetrwać milczenie

 

patrzymy w niebo

burzą się himalaje obłoków

 

stwarza nas drobne piękno

uśmiechy

spojrzenia

słowa

 

– melodia rozpięta w nieskończoności

 

 

Mieszkania

 

przyzwyczajamy się do mieszkań bardziej niż do ludzi:

 

wchodzą w nas

kontynenty zacieków

półwyspy złuszczających się tynków

przeszłe podróże powracają z oddali

 

szyby od lat szare

odrapane meble

rozpalają czułość i wyobraźnię

 

dymi światło a w nim uduszone słowa

wraz z naszą obecnością

kiedyś tam rzeczywistą – kochamy

wszystkie nasze mieszkania puste i wysprzątane z głosów

 

także te które tylko nam opowiadano

– są niczym zalążki najstarszej o nas legendy –

nosimy ją w sobie

i – co gorsza – wciąż w nią wierzymy

 

 

Przejście

 

ja kornet huzarów grodzieńskich

nie chciałem cię zabić

 

tylko przeprawić

poprzez śmierć

w głąb życia

 

otworzyć drzwi

miłości i odwagi – zaufaj miła

– za nimi światy

o naszych twarzach

– za nimi cisza

o naszych głosach

 

leżysz martwa

z wisienkami na piersi

– tak widzą to inni –

ale oboje daleko

 

jesteśmy

 

nie dojdzie nas pogoń

czas

wszystkie odległości

nasze ciała

zostawiamy za sobą

 

narodzeni do siebie

wreszcie żyjemy –

 

ogień absolutny

w naszych galaktykach

płonie

wiecznie

 

 

 

 

 Stefania Jendraszczyk

Urodzona w 1952 roku. Mieszka w Pyrzycach. Wydała tomiki wierszy: „Twarze ognia”, 1994 r.; „W mrokach świateł”, 1996 r.; „W środku zapomnienia”, 2005 r.; „Kołysanie wód”, 2013 r.; „Taki dzień a jakby w nim tysiąc”, 2014 r.; „Mówią, że będzie dobrze”, 2014 r.; „Kryształowy pagórek”, 2015 r.; „Wokół mnie”, 2015 r.; „Biały żuraw”, 2016 r., a także małą prozę „Leć piórko wraże”, 2005 r. Od lat związana z Fundacją Sztuki na rzecz „Integracji”.

 

Barbara Jędryszek

Urodzona w 1970 r., zamieszkała w Praszce, małym miasteczku w woj. opolskim. Z wykształcenia matematyk, na co dzień informatyk w dużej korporacji. Prywatnie kochająca matka i żona, poetka z zamiłowania. Pierwsze wiersze zaczęła pisać jako dziecko, ale porzuciła swoją pasję na wiele długich lat. Wróciła do pisania kilka lat temu, czego efektem są dwa autorskie tomiki: „Niebo o smaku pomarańczy” wyd. w 2012 r. oraz „Zanim zakwitną zawilce”, wyd. w 2014 r. Wiersze autorki znaleźć możemy również w kilku antologiach.

 

Małgorzata Anna Jędrzejewska

Polonistka, bibliotekarka, socjoterapeuta, instruktor teatralny i kulturalny, koordynator projektów, lifecoach, pisarka (powieści, opowiadania, scenariusze teatralne, wiersze), wokalistka. Publikacje: „Książka pełna słów” – II antologia Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego (Elbląg, 2013 r.); „Marzenia nie bolą” – powieść (wyd. Zysk i S-ka, 2013 r.); Wstęp do zbioru poezji Dominiki Lewickiej – Klucznik „Samopas”, Stowarzyszenie EUROFAMILIA i Urząd Miasta w Elblągu (2013 r., 2012 r.); „Z ograniczoną nieodpowiedzialnością” – Antologia Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego (Elbląg, 2012 r.); Posłowie do tomiku poezji: „Z ograniczoną nieodpowiedzialnością. Antologia AEKL sezon 2011/2012”, wyd. Stowarzyszenie EUROFAMILIA i Urząd Miasta w Elblągu (2011 r.); Wstęp do zbioru poezji Tomasza Walczaka „Drzazgi w myśli”, wyd. Stowarzyszenie EUROFAMILIA i Urząd Miasta w Elblągu (2010 r.); „A jednak” – powieść, Wydawnictwo Radwan (2006 r.); „Gdy popatrzysz wokół. Bajki na każdą pogodę” – folder reklamujący działalność Fundacji Humanitarnej „Nadzieja” (2006 r.); „Uroczystości teatralne w gimnazjum/liceum”, Wydawnictwo BEA książki edukacyjne, 17 scenariuszy (Toruń, 2005 r.); „Świetlicowe zajęcia” t. II, Wydawnictwo BEA książki edukacyjne, scenariusz przedstawienia (Toruń, 2003 r.); Wirtu@lny Przewodnik Nauczyciela: scenariusze przedstawień, referaty i programy wychowawcze, lata 1999/2000; felietony do lokalnej gazety, powiat malborski.

 

Barbara Jurkowska

Urodziła się w Grudusku, w jednej z najstarszych wsi Mazowsza.

Z wykształcenia fotograf, pedagog i etyk.

Wiersze własne oraz przekłady m.in. prozy Iwana Bunina i Tatiany Tołstoj publikowała w licznych pismach literackich. Współpracowała z wydawnictwami, projektując okładki do książek. Przez 10 lat pisała artykuły i zamieszczała zdjęcia w ogólnopolskim tygodniku Gazeta Szkolna – Aktualności.

W okresie pracy w Polskiej Akademii Nauk otrzymała nagrodę za osiągnięcia w nauce. Wiele lat pracowała w szkole i posiada stopień nauczyciela dyplomowanego.

Od początku powstania pisma POEZJA dzisiaj pracuje przy jego redagowaniu, a także przy organizacji Światowych Dni Poezji UNESCO i Festiwali Poezji Słowiańskiej. Jej wiersze publikowane były w wielu antologiach (wydanych w: USA, Anglii, Italii, Jakucji, Rosji, Białorusi, Bułgarii, Grecji, Rumunii, Niemczech). W 1992 roku ukazał się tomik wierszy pt. „Powroty”, a w 2011 roku książka z jej wierszami (w języku polskim i angielskim) i fotografiami pt. „Obrazy morza/Sea pictures”.

 

Stefan Jurkowski

Jako poeta debiutował w 1967 r. na łamach „Kierunków”. Opublikował osiemnaście tomów poezji: „Wibracje” (I.W.Pax, 1969 r.), „Wysokie lato” (I.W. Pax, 1975 r.), „Równowaga” (KAW, 1980 r.), „Zagrożenie” (I.W.Pax, 1980 r.), „Genesis” (Wyd. Literackie, 1985 r.), „Światy równoległe” (I.W.Pax, 1987 r.), „Poszerzanie przestrzeni” (Pod Wiatr, 1993 r.), „Cierpliwość” (Życie Codzienne, 1994 r.), „Rekonstrukcja” (ZLP, Poznań, 1997 r.), „Odezwa” (Aula, 2002 r.), „Koło niedomknięte” (Wyd. Adam Marszałek, 2004 r.), „Codzienny plac zabaw” (Wyd. Adam Marszałek, 2007 r.), „Pod każdym słońcem” (Wyd. ASTRA, 2010 r.), „Poezje wybrane” (Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 2010 r.), „Studnie Andersena” (Wyd. Adam Marszałek, 2012 r.), „Pod każdym słońcem” (Sofia, 2012 r. – wybór wierszy w języku bułgarskim), „Pamiątka po  nieobecności” (Zaułek Wydawniczy Pomyłka, 2015 r.), „Spacer do siebie” (STON 2, 2017 r.). Tom „Codzienny plac zabaw” został nominowany do Nagrody im. Cypriana Kamila Norwida (2008 r.). Autor jest laureatem Nagrody Młodych im. Włodzimierza Pietrzaka za tom „Wysokie lato” (1976 r.), Wyróżnienia XVI Międzynarodowego Listopada Poetyckiego za tom „Poszerzanie przestrzeni” (1993 r.), Wielkiego Lauru Poezji XV Międzynarodowej Jesieni Literackiej Pogórza 2005, Nagrody UNESCO i Poezji Dzisiaj 2006, nagrody im. Klemensa Janickiego za twórczość poetycką (2007 r.), Złotej Książki Wincentego Różańskiego na Międzynarodowym Listopadzie Poetyckim w Poznaniu za najlepszy tom roku 2012. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi za działalność w Związku Literatów Polskich.

Stefania Jendraszczyk

Urodzona w 1952 roku. Mieszka w Pyrzycach. Wydała tomiki wierszy: „Twarze ognia”, 1994 r.; „W mrokach świateł”, 1996 r.; „W środku zapomnienia”, 2005 r.; „Kołysanie wód”, 2013 r.; „Taki dzień a jakby w nim tysiąc”, 2014 r.; „Mówią, że będzie dobrze”, 2014 r.; „Kryształowy pagórek”, 2015 r.; „Wokół mnie”, 2015 r.; „Biały żuraw”, 2016 r., a także małą prozę „Leć piórko wraże”, 2005 r. Od lat związana z Fundacją Sztuki na rzecz „Integracji”.

 

 

* * *

rozchyl liście żywego

wejdź do środka z konewką

napełnij myślami usta

niech przemówi

kwiat mądrości

 

urodzone tworzy

stworzone istnieje

i nie w tym rzecz

co kto ma lecz stracił

przez nadzieje

* * *

czyjeś serce ptakiem

obłoki trącało zalotnie

toczyła się kula słońca

w kwiaty logiczne

w motyle płaczące

 

rosło drzewko

na pogrzebanych ludziach

czyjeś niewinne ręce

zrywały wiśnie

nie wiedząc że z grobów

 

dziś

to nie krople rosy

to łzy ptaka

srebrzą liść topoli

to nie promyki

to piórka

budzą drogę

 

czemuż to takie trudne

iść tak po prostu

na koniec świata

w sukience z potarganych

chmur

 

* * *

są stokrotki na łące

krople rosy błyszczącej

stosy świateł

każdej wiosny przylatujące jaskółki

pod strzechy

że aż tyle łez na tym świecie – usycha na wietrze

 

szepty i błagania

modlitwy

rozgrzeszane myśli

każdego ranka otwierane drzwi

na nadzieje

że aż tyle uśmiechów – zasłaniają chmury

 

lasy idą

mówią morza

słuchają góry

każdą chwilą coś napływa

z otwartego nieba

że aż tyle miłości – ukrywają smutki

* * *

te chmury ciemniejące

inne niż w oczach islamisty

tlący się zielony płomień z traw

szare myśli chwili otwartej

wzruszona łąka

granatowy horyzont

 

za pół księżycem

za drugą stroną słońca

powietrze w koronie z żółtego dymu

zdmuchnięte obłoki na dróżki

za nimi cienie obumarłych drzew

las pod stopami wyjącego wichru

 

* * *

napisane

mówione

słowa święte

przeklęte

i pozostałe

 

oczyść mnie ogniu z win

 przebacz ciszo za oddech

 cierpliwa kartko papieru

 przebacz

 

 za milczące

 

 

 

 

Barbara Jędryszek

Urodzona w 1970 r., zamieszkała w Praszce, małym miasteczku w woj. opolskim. Z wykształcenia matematyk, na co dzień informatyk w dużej korporacji. Prywatnie kochająca matka i żona, poetka z zamiłowania. Pierwsze wiersze zaczęła pisać jako dziecko, ale porzuciła swoją pasję na wiele długich lat. Wróciła do pisania kilka lat temu, czego efektem są dwa autorskie tomiki: „Niebo o smaku pomarańczy” wyd. w 2012 r. oraz „Zanim zakwitną zawilce”, wyd. w 2014 r. Wiersze autorki znaleźć możemy również w kilku antologiach.

 

 

Po rosie

przysiadłam na skraju księżyca

pobladłym jak płaszcz mgły nad łąką

wiatr ucichł za słońcem w dal pomknął

noc zorzę świetlikom przemyca

    

chcę stopy zanurzyć w gąszcz trawy

pachnący ziołami gobelin

podziwiać jak rosa się perli

aż słońce horyzont rozkrwawi

 

usłyszeć chór żab na mokradłach

ze świerszczem szeptać strofy modlitw

westchnieniem witać nagły poryw

nostalgi która znów dopadła

Skaza-na

tej dziewczyny nikt nie pytał o zgodę

krzyk sprzeciwu zduszono w krtani

wybito z głowy wraz z dwoma zębami

 

tej poszkodowanej nie badał psycholog sądowy

sama musiała walczyć z trzygłowym potworem

nawiedzającym ją w snach

 

tej matki nikt nie gładził po rosnącym brzuchu

a gdy poczęła owoc żywota swojego zmarnowanego

nikt nie przyniósł kwiatów

 

ta kobieta nie dostała obrońcy z urzędu

zaocznie skazana na dożywocie

bez możliwości odwołania

 

 

Bez wytchnienia

Zasypiamy w zagłębieniach nocy,

budzimy na jej krańcach,

gdy czas odwraca klepsydrę

dniem do góry.

 

Potem biegniemy

jak w amoku,

byle nadążyć za ziarenkami piasku.

 

Im więcej odwróconych klepsydr za nami,

tym szybciej i szybciej,

 

bez wytchnienia.

 

Pewnego dnia

nikt nie odwróci klepsydry.

Słowo o aniołach

w najświętszym przybytku nieba

u stóp boskiego tronu

przepięknych serafów rzesza

z cherubami pospołu

śpiewa pieśni pochwalne

 

są też w anielskich zastępach

Bogu szczególnie mili

mało kto o nich pamięta

bo się nie narodzili

w swojej ziemskiej ojczyźnie

 

nie dane im było zaznać

radości pierwszego krzyku

jedynie twarz matki we łzach

wylanych z żalu po cichu

za poronionym życiem

 

z boku zlęknione nieśmiałe

choć łaska dla nich największa

za krwawą ludzkości sławę

niechciane od dnia poczęcia

najpiękniejsze z aniołów

Jak koło zębate

jeden z trybików w maszynie

w ciągłym biegu

aż do zawrotu głowy

popędzany przez współbraci

 

zakaz zatrzymywania i postoju

grozi zadeptaniem

 

próba buntu

zaskrzypi maszyna

dobrodusznie otwierając ramiona

jak macki

 

drugiej takiej ze świecą

szkoda czasu

 

na krótkie wakacje

tuż po letnim przesileniu

wyjeżdża ciało

duch zostaje

przy niedokończonych sprawach

piętrzących się zaległościach

 

ona przecież też nie odpoczywa

zapewnia rozrywkę

 

raz do roku

integrują się dzieci jednej matki

własne zbyt wcześnie zasypiają

żona nie z tego świata

nie podziela wdzięczności

dla matki żywicielki

korporacji

 

mówi dosyć

a koło toczy się dalej

 

 

 

Małgorzata Anna Jędrzejewska

Polonistka, bibliotekarka, socjoterapeuta, instruktor teatralny i kulturalny, koordynator projektów, lifecoach, pisarka (powieści, opowiadania, scenariusze teatralne, wiersze), wokalistka. Publikacje: „Książka pełna słów” – II antologia Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego (Elbląg, 2013 r.); „Marzenia nie bolą” – powieść (wyd. Zysk i S-ka, 2013 r.); Wstęp do zbioru poezji Dominiki Lewickiej – Klucznik „Samopas”, Stowarzyszenie EUROFAMILIA i Urząd Miasta w Elblągu (2013 r., 2012 r.); „Z ograniczoną nieodpowiedzialnością” – Antologia Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego (Elbląg, 2012 r.); Posłowie do tomiku poezji: „Z ograniczoną nieodpowiedzialnością. Antologia AEKL sezon 2011/2012”, wyd. Stowarzyszenie EUROFAMILIA i Urząd Miasta w Elblągu (2011 r.); Wstęp do zbioru poezji Tomasza Walczaka „Drzazgi w myśli”, wyd. Stowarzyszenie EUROFAMILIA i Urząd Miasta w Elblągu (2010 r.); „A jednak” – powieść, Wydawnictwo Radwan (2006 r.); „Gdy popatrzysz wokół. Bajki na każdą pogodę” – folder reklamujący działalność Fundacji Humanitarnej „Nadzieja” (2006 r.); „Uroczystości teatralne w gimnazjum/liceum”, Wydawnictwo BEA książki edukacyjne, 17 scenariuszy (Toruń, 2005 r.); „Świetlicowe zajęcia” t. II, Wydawnictwo BEA książki edukacyjne, scenariusz przedstawienia (Toruń, 2003 r.); Wirtu@lny Przewodnik Nauczyciela: scenariusze przedstawień, referaty i programy wychowawcze, lata 1999/2000; felietony do lokalnej gazety, powiat malborski.

 

 

tylko/aż rok

z rzadka jakiś wiersz blogowe

zeznanie z życia krótkie coś

gdy impuls

to wszystko

 

forma żyje pozaprzeszłym nie

liczy na przyszłe brak treści

na dziś

stare życie oddane za

nowe nie wiadomo po

co

 

bilans pokazuje

minus

W niebieskim ci do twarzy

W niebieskim ci do twarzy… –

tak mówiło lustro zaśniedziałym spojrzeniem.

Ale… strzaskało się,

widząc moje pociemniałe z niedowierzania oczy…

W niebieskim ci do twarzy… –

tak mówiłeś, wpatrując się w pokrytą kurzem podłogę.

Ale… odszedłeś,

zostawiając mnie i moje pociemniałe z bólu oczy…

W niebieskim ci do twarzy… –

tak powiedział grabarz, kładąc niezapominajki na płycie.

I też uciekł.

Chyba przestraszył się moich pociemniałych z gniewu oczu…

 

It’s my life

biała bluza

spodnie w pepitkę

granatowy fartuch w białe paski pionowe

w kieszeniach telefon papierosy zapalniczka

fioletowy nożyk ozdobiony żółto-zieloną taśmą

dobry do czyszczenia papryczki chili

długopis na klapie fartucha

niebieski bardziej widoczny w jedzeniu

głowa nakryta błękitnym czepkiem

wystają spod niego kępki siwych włosów

na fryzjera nie mam ochoty.

 

give me gloves medium size, please

can you help me

i’m very busy…

nie mam czasu być poetą

tworzę codzienność

i boli bardziej

Rekwizyty z dna

Zużyty bilet łącznik usb

paragon z biedronki portfel

z serduszkiem Orkiestry zniszczony

przez często wyciąganie drobniaków słuchawki

okulary w koślawym etui komórka z klawiszami

i dużym ekranem zapalniczka najlepiej żarowa

na wiatr papierosy cienkie żeby nie za dużo

w ustach Waterman jako pamiątka dawnego

życia kalendarz z afirmacjami na każdy

dzień

Brak pomadki tuszu cienia lakieru

do paznokci nie ma wacików liścików

miłosnych złotej karty H&M telefonu

który palce muskają delikatnie kluczyków

z wdzięcznym logo chryslera lub innego

wypasu bajeranckiej sakieweczki tamponu

i prezerwatywy na wszelki wypadek

wizytówki plastyka od skaz na

ciele

Słownik wiedzy

Lubię glany

Lubię je

Są idealnym lekarstwem na zło

Krew się ich nie ima choć zagłębiają się

w niej na przykład na przystanku gdy stoi

tak i patrzy czarny a obok niego biała

dziewczyna a on patrzy jakby ją rozbierał więc

trzeba mu pokazać gdzie jego miejsce albo

ten stary straszący smrodem taniego wina

które ukradł innym bezdomnym a jego

chrząstki czerwone od krwi w rozbryzgach

po chodniku

Tak, kocham je

Idealne lekarstwo na zło

 

 

 

Barbara Jurkowska

Urodziła się w Grudusku, w jednej z najstarszych wsi Mazowsza.

Z wykształcenia fotograf, pedagog i etyk.

Wiersze własne oraz przekłady m.in. prozy Iwana Bunina i Tatiany Tołstoj publikowała w licznych pismach literackich. Współpracowała z wydawnictwami, projektując okładki do książek. Przez 10 lat pisała artykuły i zamieszczała zdjęcia w ogólnopolskim tygodniku Gazeta Szkolna – Aktualności.

W okresie pracy w Polskiej Akademii Nauk otrzymała nagrodę za osiągnięcia w nauce. Wiele lat pracowała w szkole i posiada stopień nauczyciela dyplomowanego.

Od początku powstania pisma POEZJA dzisiaj pracuje przy jego redagowaniu, a także przy organizacji Światowych Dni Poezji UNESCO i Festiwali Poezji Słowiańskiej. Jej wiersze publikowane były w wielu antologiach (wydanych w: USA, Anglii, Italii, Jakucji, Rosji, Białorusi, Bułgarii, Grecji, Rumunii, Niemczech). W 1992 roku ukazał się tomik wierszy pt. „Powroty”, a w 2011 roku książka z jej wierszami (w języku polskim i angielskim) i fotografiami pt. „Obrazy morza/Sea pictures”.

 

 

 

Miłość

Miłość

to ciągłe

poznawanie siebie.

Miłość –

chce dać najwięcej

i bierze

najwięcej.

Miłość

bezcenna

cenę

płacić każe.

Miłość

niecodzienna

na co dzień.

Miłość –

wśród tylu innych

miłości –

tylko ta

nasza

tylko ta

jedna.

 

Jutro

Wyciągasz myśli z zaułków pamięci

i p l a n układasz w przejrzystość dnia.

 

Rozbije go j u t r o –

i jak spadające lustro

nie pokaże w kawałkach

c a ł o ś c i.

 

I nie wiadomo

co zdążysz

pozbierać

i ocalić.

***

Dzień zagoniony

między murami –

my zagubieni

     w tłumie

we mgle obcości

odkurzamy dobro

     szukając prawdy.

Za miastem

łąki pola lasy

w mozaikę barw poukładane –

słyszymy szum

     szelest

     śpiew –

zmysły zachwytem wypełniamy.

Mówimy szeptem

     w ciszy

co zaciera

     ostre

brzegi słów.

 

***

Otulona szalem samotności

ciepłem bez miłości

bez radości

kluczem ciszy

zamykasz dni

 

Czekasz

na spojrzenia

na uśmiechy

na spotkanie rąk…

 

Jeszcze coś się tli

w spopielałych myślach –

czasem płomień zakwitnie

różą

na wspomnienia zgliszczach.

 

I odrzucisz szal –

znów nadzieję masz

że następny dzień

nową siłę da.

 

 

 

Stefan Jurkowski

Jako poeta debiutował w 1967 r. na łamach „Kierunków”. Opublikował osiemnaście tomów poezji: „Wibracje” (I.W.Pax, 1969 r.), „Wysokie lato” (I.W. Pax, 1975 r.), „Równowaga” (KAW, 1980 r.), „Zagrożenie” (I.W.Pax, 1980 r.), „Genesis” (Wyd. Literackie, 1985 r.), „Światy równoległe” (I.W.Pax, 1987 r.), „Poszerzanie przestrzeni” (Pod Wiatr, 1993 r.), „Cierpliwość” (Życie Codzienne, 1994 r.), „Rekonstrukcja” (ZLP, Poznań, 1997 r.), „Odezwa” (Aula, 2002 r.), „Koło niedomknięte” (Wyd. Adam Marszałek, 2004 r.), „Codzienny plac zabaw” (Wyd. Adam Marszałek, 2007 r.), „Pod każdym słońcem” (Wyd. ASTRA, 2010 r.), „Poezje wybrane” (Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 2010 r.), „Studnie Andersena” (Wyd. Adam Marszałek, 2012 r.), „Pod każdym słońcem” (Sofia, 2012 r. – wybór wierszy w języku bułgarskim), „Pamiątka po  nieobecności” (Zaułek Wydawniczy Pomyłka, 2015 r.), „Spacer do siebie” (STON 2, 2017 r.). Tom „Codzienny plac zabaw” został nominowany do Nagrody im. Cypriana Kamila Norwida (2008 r.). Autor jest laureatem Nagrody Młodych im. Włodzimierza Pietrzaka za tom „Wysokie lato” (1976 r.), Wyróżnienia XVI Międzynarodowego Listopada Poetyckiego za tom „Poszerzanie przestrzeni” (1993 r.), Wielkiego Lauru Poezji XV Międzynarodowej Jesieni Literackiej Pogórza 2005, Nagrody UNESCO i Poezji Dzisiaj 2006, nagrody im. Klemensa Janickiego za twórczość poetycką (2007 r.), Złotej Książki Wincentego Różańskiego na Międzynarodowym Listopadzie Poetyckim w Poznaniu za najlepszy tom roku 2012. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi za działalność w Związku Literatów Polskich.

 

 

Na jeden grymas

w szparach okiennych wyje wiatr

słucham – zahipnotyzowany

 

zupełnie jak w zapamiętanej

audycji radiowej „dymy nad birkenau”

seweryny szmaglewskiej

 

: stoją w pasiakach na placu apelowym

wiatr gwiżdże w obcym języku

 

widzę ich zwielokrotnione oczy

cała epoka patrzy na mnie                              

(słucham wiatru

jestem w ciepłym pokoju)

 

niektórych poznałem – później –

wtedy byli jeszcze w sile wieku

mój ojciec nauczyciele

sąsiad zza ściany

pisarka

 

ja pomiędzy nimi

dziecko nierozumiejące

 

dziś jestem starszy od nich

jeszcze nierozumiejący

 

przychodzą już tylko

ze skłębionej zamieci

 

– wokół ironicznie uśmiechnięty świat

 

wystarcza nas

na jeden grymas jego twarzy

 

 

 

 

Całopalenie

ten chłopiec

ten mały chłopiec

ten mały chłopiec ze starej fotografii

patrzy przed siebie

patrzy i uśmiecha się

 

wiem co zobaczy za kilkadziesiąt lat

wtedy nie wiedziałem – gdybym wiedział

może bym się aż tak nie uśmiechał

 

ten chłopiec

ten mały chłopiec

wpatruje się we mnie może chce zawołać

a ja nie mogę zawrócić

 

znam jego czas

który bardzo się skrócił

o radości klęski wtajemniczenia

o mnie samego

mnie samego z dzisiaj

o gorzką wiedzę

gorzką wiedzę o mnie

 

o to co było przede mną

a jest poza mną

 

palę

palę fotografię

palę fotografię chłopca

 

– most do początku siebie

 

 

Kreacja liryczna

ocalają nas drobne radości

 

ciemną ulicą przybiega nasze dzieciństwo

świecą latarnie

błyszczy śnieg

 

przypomnienie ciepła

nieistniejącego domu

 

uśmiechamy się

piszemy do siebie

słowa krzepną w listach

pragną przetrwać milczenie

 

patrzymy w niebo

burzą się himalaje obłoków

 

stwarza nas drobne piękno

uśmiechy

spojrzenia

słowa

 

– melodia rozpięta w nieskończoności

 

 

 

Mieszkania

przyzwyczajamy się do mieszkań bardziej niż do ludzi:

 

wchodzą w nas

kontynenty zacieków

półwyspy złuszczających się tynków

przeszłe podróże powracają z oddali

 

szyby od lat szare

odrapane meble

rozpalają czułość i wyobraźnię

 

dymi światło a w nim uduszone słowa

wraz z naszą obecnością

kiedyś tam rzeczywistą – kochamy

wszystkie nasze mieszkania puste i wysprzątane z głosów

 

także te które tylko nam opowiadano

– są niczym zalążki najstarszej o nas legendy –

nosimy ją w sobie

i – co gorsza – wciąż w nią wierzymy

 

 

 

Przejście

ja kornet huzarów grodzieńskich

nie chciałem cię zabić

 

tylko przeprawić

poprzez śmierć

w głąb życia

 

otworzyć drzwi

miłości i odwagi – zaufaj miła

– za nimi światy

o naszych twarzach

– za nimi cisza

o naszych głosach

 

leżysz martwa

z wisienkami na piersi

– tak widzą to inni –

ale oboje daleko

 

jesteśmy

 

nie dojdzie nas pogoń

czas

wszystkie odległości

nasze ciała

zostawiamy za sobą

 

narodzeni do siebie

wreszcie żyjemy –

 

ogień absolutny

w naszych galaktykach

płonie

wiecznie

 

Pin It