Pablo Fidalgo - wiersze w przekładzie Krystyny Rodowskiej

 

Franciszek Maśluszczak - Na Roztoczu, olej na płótnie
Franciszek Maśluszczak - Na Roztoczu, olej na płótnie

 

 

Gdybyśmy tak samotnie, jeden po drugim,

usiedli na brzegu, twarzą do morza,

a potem weszli do tych wód,

już znanych, i pływali,

młodość mogłaby stać się czymś osiągalnym.

 

Już odkryłeś, jakie będzie twe życie.

Wszystko, co błyszczy przez chwilę, chce czegoś od ciebie.

I nieważne, jak skończy się dzień,

ani jak będziesz powracał,

ważne jest to, co otrzymasz i dasz z siebie innym.

Twoje życie musi teraz się zmienić

a młodość stanie się prywatną sprawą

między człowiekiem a światłami

zapalonymi na autostradzie.

 

Proś o miłość na którą zasługujesz.

Wszystkie światła rozjaśnią twe życie.

Tylko ty możesz je pogasić

lub powiedzieć im  prawdę.

 

 

Ponieważ zawsze zmierzamy do nocy

z bardzo różnych dni.

Ponieważ zapaliliśmy światło.

Ponieważ zawsze mieszkaliśmy

w  zimnym przybytku jedynaków.

Ponieważ myślisz, że to przez Ciebie

twoja epoka podlega stagnacji.

Ponieważ nie nauczyliśmy się nigdy

zasypiać, by nie wyglądało to na porażkę.

Ponieważ poznaliśmy naszą siłę

i nie przyszło nam nigdy do głowy,

ze ktokolwiek mógł poczuć się zmęczony.

Ponieważ w grze, jaką jest nasza młodość,

ten, co usypia przedwcześnie,

traci wszystko.

Ponieważ nigdy dokładnie nie wiedzieliśmy,

z którego mieszkania dochodzi krzyk bólu.

Ponieważ docieramy do gwiazd

z  różnych niebios.

Nigdy bardziej nie będziesz kochać,

niż w dniu, w którym cię rozebrałem.

Nigdy nie będziesz tak pięknie pachnieć,

jak w wierszu, który dla ciebie napisałem.

 

Wybraliśmy siebie jako kruchość największą

pośród wszelkich rzeczy kruchych.

Wybraliśmy sposób, jak najwolniej

wracać do domu,  jesteśmy już  blisko.

 

 

 Jeden dzień w młodości wystarczy

by zrozumieć, że nigdy nie byliśmy młodzi.

Ale nieważne, co się zdarzy,

jeżeli potrafimy rozmawiać o wszystkim,

jeżeli wszystko przemieniamy, byle tylko być razem.

 

Gdy mówisz, widzę same obrazy,

a wtedy zastanawiam się tylko,

co o nich myślisz i co myślisz o nas.

Myślę o tym, co potem powiesz

I o tym, czego nigdy nie wypowiesz.

Ten gest w twoją stronę,

w stronę twego życia, przepadnie,

czy to rozumiesz?

 

Jest późno, lecz musiałem ci to powiedzieć.

Nie jestem przygotowany na to, aby zostać gestem,

by stać się częścią obrazu,

w której ty jesteś.

 

Jesteśmy nowym czasem w starym domu.

Ziemia kręci się, ale tylko my

jesteśmy w ruchu,

który warto zatrzymać.

Nasze piękno polega na ruchu,

niemożliwym do udowodnienia.

 

 

Przebudzenie jest całym życiem

W trakcie całej tej przymiarki zachowałaś tę samą pozycję.

.Myślisz, że przy którymś tam przebudzeniu

znajdziemy sposób na przeżycie dnia?

Myślisz, że po przebudzeniu się obok ciebie,

uda mi się znieść w życiu jakikolwiek ranek?

 

Tego poranka potrafię cię okryć

całą naszą historią.

Wolałem odnajdywać ciebie każdej nocy,

niż znaleźć się o świcie sam na sam ze sobą.

Światło wchodzi i wszystko zmienia.

Twoja pozycja jest całym mym życiem.

 

 

Długo spaliśmy,

ale młodość polega na przebudzeniu.

Nasze życie to podmuch szalony,

który porywa z sobą wszystko to, czym byliśmy.

 

Zamknąłem się w sobie, kochana,

by zbliżyć się do  odczucia, czym jest dyktatura

Przez całe lata myślałem, że nie byliśmy

aż  tak piękni, by oderwać się od wszystkiego,

i myślałem, że nie było w nas świata.

i pogardzam gadułą, kiedy wszystko  zostało powiedziane,

i tym, co chce odejść, gdy miłość się kończy

i tym, co się jedna, gdy jest już za późno.

 

Intymność, jej opisy;

w takie rzeczy wdawaliśmy się, byle tylko

życie nam nie uciekło.

Jeśli powiem, że są rzeczy, które jeszcze się nie zdarzyły,

czy mi uwierzysz?

 

Będę dotykał cię tak, że padniesz na podłogę,

a  ja już będę tam na ciebie czekał.

 

 

Niech się dzieje, tym razem naprawdę

Na drugi raz, nie gubmy się w podroży

od rzeczy wielkich do małych.

Przylecisz do Turynu, przemierzając Alpy.

Prende il Pullman i wysiądź na stacji Porta Susa,

Idź wzdłuż San Donato i mijając kino Roma Blue,

skręć na prawo. Ja po ciebie nie wyjdę.

 

Zapadnie już wieczór, zaraz potem twarz ci oświetli

pomarańczowe światło przystanku tramwajowego Livorno.

Miasto dobrze oświetlone w nocy

doprowadzi nas do rewolucji,

przez chwilę jest to szczęście.

Japonia. La terra torna ancora a tremare.

I czuję, że to komunizm,

jego sukces i klęska, idea komunizmu,

pozwalają nam spotykać się rok po roku

w tak odległych miastach, w tak różnych wierszach.

 

Jeszcze trochę i będziesz ze mną.

Jeśli uda ci się nie zgubić dzięki moim słowom,

bez pomocy map czy innych książek,

twój umysł się oczyści i dotrzesz uleczona.

Wierzę, że mnie odkryłaś.

Słowo po słowie, przypominamy sobie język, w którym wzrastaliśmy

i myślę nawet, że jedno z nas dwojga umrze młodo.

 

Zostaliśmy definitywnie w Europie

i tym różni się nasza nienawiść

od nienawiści innych.

Jeśli tyle mi czasu zeszło, żeby ci to wytłumaczyć,

to po to, byś zrozumiała, że umiem wszędzie trafić,

i że, jak kiedyś  powiedziałaś: geografia mnie uratowała.

Jeszcze trochę i już będziesz w domu.

 

Rano otworzysz okno

i zobaczysz śniegi, nad którymi leciałaś.

 

Długo żyliśmy samotnie.

Dom jest niewielki,

trzeba będzie nauczyć się poruszania po nim

tak, byśmy sobie nie przeszkadzali,

ale to już będzie częścią drogi powrotnej.

 

 

Codziennie szedłem przez Via Garibaldi

aż do Feltrinelli przy Piazza San Carlo.

Ale ten wiersz nie jest tym, co myślisz,

nie opisuje niewinnych dni grzesznika.

Pewnego wieczoru ujrzałem kobietę i zacząłem się w nią wpatrywać.

Powiedziała: nie wolno w ten sposób patrzeć.

Rodzina mnie ostrzegała: ; nie wolno w ten sposób patrzeć

To wszystko się zdarzyło, zanim się pojawiłaś.

 

Codziennie od nowa jej szukałem , aż wreszcie pojąłem,

że zbladły szanse na ponowne z nią spotkanie.

Tłumaczyłem piosenki, czekając na ciebie,

a  gdy przybyłaś do miasta, pejzaż ciebie przerósł.

Opowiedziałem ci tę historię.

 

Nazajutrz odjechałaś , a ja przez resztę dni

 w Turynie, chodziłem dokładnie tą samą drogą

Powiedziałem ci: jestem chory, muszę do szpitala,

naprawdę tak myślę, tym razem się nie śmiej. 

 

To jest moja zwyczajna historia: brak skupienia.

Zawsze, gdy dzień się kończy i wszyscy gdzieś znikają,

robię u siebie w pokoju uzdrawiający rachunek sumienia.

I nagle ktoś mnie dotyka , a ja  już się gubię,

i tak jak teraz, muszę zaczynać od nowa.

Dom nie należał do mnie, ale dobrze wiesz,

że potrzebowałbym jednego dnia więcej dla stworzenia świata.

Dnia, którego zabrakło,

I nie mogliśmy go wyprosić u nikogo.

Osądź moje zachowanie.

Tu nie ma sprawiedliwości, a droga powrotna dobiegła końca.

Pomyśl, że mój wiersz nie jest tym, za co go uważasz:

Więzi jednego, a innych wypuszcza na wolność

 

 

Moja matka opowiedziała mi historię.

 Powiedziała: zostałeś poczęty w tym miasteczku

i w tym pomieszczeniu.

I są chwile , kiedy święcie w to wierzysz,

jesteś tego pewien.

I mówisz sobie: ona zaraz w to wejdzie, i wchodzi.

 

Czy możesz wyobrazić sobie tutaj swego ojca

jak siedzi nago, w miejscu tak zwyczajnym,

w którym się rodzi legenda,

albo kończy raz na zawsze.

 

Mamo, pytałem, skąd mogłaś to wiedzieć,

Odpowiadałaś: matka zawsze wie.

Zjedliśmy kolację, zagrali w ping-ponga

i zasnęli w tym samym małżeńskim łożu.

 

To  był zwyczajny pokój

Poczęto mnie w hotelu, w podróży

i to naznaczyło  wszystko.

Tamten dzień streszcza wszystkie dni,

Tamten gest wszystkie gesty.

Od tamtej pory datuje się zamiar

powrotu tam, gdzie szaleńczo się kochało.

 

To jest świat, powiedziała.

Ileż matek by się odważyło

zabrać syna do hotelowego pokoju,

w którym został poczęty?

 

Teraz bardzo nam się chce spać,

ale rano wszystko wróci do normy.

Matka zapyta, jak mi się spało,

Chociaż wie dobrze, że nie ma powrotów.

 

 

Był sobie człowiek, wędrujący przez Italię

Pewna deszczowa noc i szpital tajemny

i była w nim pewna chora kobieta

Równie  pięknej nigdy nie widziałem

 

Była wielka miłość wielka podróż

Był ktoś opętany przez coś nie z tego świata

 Była pewna chora kobieta

i osuszyła mokrego mężczyznę który przyszedł do szpitala

Odtąd wszystko stało się jasne

I był poród czysty

Było słownictwo do oczyszczenia z krwi

Był pierwszy raz

 

Był ktoś, kto zatrzymał mnie przy szpitalnej bramie

I wtedy zacząłem mówić

Jeżeli mnie nie wpuścisz jako chorego

przyznaj że świat jest barbarzyński i że pada deszcz

Ze musiałem uciekać

Przyznaj, że w ogrodzie szpitalnym

Jest być może lato mojego życia

Przyznaj, że ten dzień był dla mnie trudny

I że może nieprędko wyzdrowieję

 

Był pewien lekarz oszukany

Byli mężczyzna , kobieta, którzy wymknęli się ze szpitala

Było potem wiele deszczowych nocy

Poranek pełen światła

 

Był pewien mężczyzna i pewna kobieta

Którzy się zestarzeli myśląc

To potrwa tylko chwilę

 

 

Urodzili się tacy jak inni

i po iluś latach zdecydowali,

że  dalej  będą tacy jak inni.

Chcieli stać się wielcy w Santiago,

dyskutując aż do świtu i nie myśląc,

że syn ich odziedziczy ten nawyk

 

Mieli stać się bezsenni

Mieli wyjść na ulice o świcie

o godzinie w której kochankowie

dają odpór pierwszym promieniom i rozpoznają siebie

 

Mieli być gotowi by  wziąć udział

w ważnych rozmowach zainicjowanych

w wielu punktach miasta o świcie

Mieli zdobyć wszystko od wewnątrz

i nic nie miało im umknąć

Mieli absolutną pewność,

ze kochają się w innym czasie niż ten  tutaj

 

Zamierzali mieć dziecko

by nadzieje jakie w nich pokładano

nie były za bardzo realne

 

Wszystko to co mówiono o miłości było dla nich ważne

Słuchali i nazywali

zanim oddali się jedno drugiemu

Mieli stać się pierwszym błędem wychowawczym

 

Zawsze chcieli mieć o jeden dzień więcej,

żeby wiedzieć , co zrobić z życiem

i zawsze, w drodze wyjątku, mogli na to liczyć.

 

 

Wszyscy stwarzamy światło w mieszkaniu

Są światła które rosną i władają morzem,

inne zostają w kącie

i tam przeżywają tę noc.

 

Znaleźliśmy nasze meble na ulicy,

tak jak nasze ubrania.

Tak cię zapamiętam, matko , przyjacielu,

z tym światełkiem na ulicy, podczas gdy ja w środku

mówię, że czas wejść.

To właśnie jest świat, który chciałbym odzwierciedlić:

świat, w którym matki zabawiają się na ulicy,

a synowie wołają je na kolację

i to jest ostatnia wieczerza.

 

Musi być trudno ruszyć z miejsca te chmury

z dolnych partii ciała Boga,

które robią zawsze to co chcą,

i nie da się ich zatrzymać.

Poddaję się wszystkiemu, co się wydarzyło

w ostatnich godzinach, jak usnąłem , jak myślałem,

że uprowadziłaś  mnie na zawsze na pokładzie  barki

.

Powiesz mi różnicę między poddać się

a uznać się za zwyciężonego? Między porzucić a wycofać się?

Dojdziemy do jakiegoś najmniejszego słowa?

 

Nigdy dni nie pędziły z taką szybkością.

Godziny cię osuszają, chociaż nie pamiętasz,

żebyś znalazła się kiedykolwiek w lodowatej wodzie.

Nazywasz to poświęceniem, uległością, wycofaniem.

Światło pada na ten sposób niezrozumienia, czym jest życie.

 

 

 

Codziennie będziesz chodzić nad jezioro, zdejmować ubranie

Ptaki będą cię obserwować, zanim jeszcze bogowie

cię zaatakują. Pierwszego dnia zerwą się do lotu,

spłoszone, lecz z upływem czasu

przywykną do twej milczącej obecności.

Rozpoznają ciebie.

 

Bądź przeźroczysta, gdy wejdziesz do wody

i przypomnij sobie ten dawny wiersz, który napisałaś:

Wiem, ile wytrzyma każde dziecko z mojej klasy,

bez oddechu pod wodą.

 

Istnieje kąpiel doskonała, nurkujący plywak,

grzech pierworodny.

Po wielu latach powróciłem

na wybrzeże , które  matka wymyśliła dla mnie.

Lodowata woda mnie ochrzciła,

poddałem się jej i nikomu więcej.

 

Ja który urodziłem się dla rywalizacji,

pamiętam każdy przypadek,

gdy pozwoliłem się zwyciężyć i jakoś to przeżyłem.

Całe morze ujawnia, że kiedyś tu doszło

do wielkiego otrzymania daru.

Jesteśmy równi sobie, ptak i ja.

Jesteśmy sam na sam ze skalą, zadając pytanie:

kogo mam pomścić?

 

Zadałem ból, uwierzyłem w swój  dom.

Jeśli będę miał szczęście, zobaczę ptaka łowiącego rybę,

jeśli ptak będzie miał szczęście. Czy on dojrzy, co robię?

 

 

Dziecko zawsze widzi światła po drugiej stronie

i zawsze mówi zabierz mnie do nich,

lecz nigdy nikt go nie zabiera.

Gdy wreszcie może sam się tam dostać,

nie pamięta o nich . Któregoś dnia przypomina sobie,

lecz język jest bezradny. Mówi rezygnuję.

Chcę zostać sam na sam ze  światłami

i nigdy więcej o nich nie zapomnieć.

 

Wpatrujesz się w światła, jak w czasach dzieciństwa,

kiedy przedstawiano cię jakiemuś dziecku,

żebyś się z nim pobawił, a ty nie reagowałeś.

Wszyscy się w końcu oddajemy

ludzkiemu szaleństwu , bez szansy powrotu.

 

Wiem, jak ustawić się wobec pejzażu,

jak  pozwolić mu się wymknąć, jak podążyć za nim,

dokładnie w chwili, kiedy pęka,

jak nie dać z siebie wszystkiego, jak pozwolić się zwyciężyć

i być dzieckiem.

 

Każda część mego ciała pokutuje

za inną część. Także upór w ruch wprawia

całkiem inny sposób myślenia.

Przez całe lata byłeś dla siebie przedmiotem

i teraz robisz w tył zwrot.

Pamiętasz, jak przechodziliśmy tędy

po raz pierwszy i widniało nie dotykać?

Już nic nie ma , proszę, byś dotykał.

 

Bądź dziki, gdy zrozumiesz, także gdy nie zrozumiesz.

 

 

Miałem dwa życia

Jedno z nich było małą prawdą,

drugie – prawdą absolutną.

Jak myślisz, które wybrałem?

 

Wiem, że w moim domu być czystym,

to wracać krwią umazany.

Ty mnie obmywasz z krwi,

bo myślisz, że wiesz, do kogo należy.

 

 

Morze jest tam w dole. Jest ludną ulicą.

Nie panuję nad nim. A jeśli się w nie rzucę,

kto wspomni, że z wysp przybywamy?

Dlaczego czuję, że wody nie mogły mnie obmyć?

Dlaczego mnie błagasz, bym nie wyprawiał się w inny wymiar,

nie zmieniał się, nie wkładał na siebie więcej ubrań?

Dlaczego mnie prosisz, bym był czymś mniejszym, niż mogę być?

 

Stałem na dachu domu,

a wy z dołu, z ulicy,

używaliście moich własnych słów, by mnie powstrzymać.

Ale ja zamknąłem oczy i rzuciłem się w dół

i zwyczajnie, ujrzałem, że władza słów nie wystarczyła

i że miłość znów przyszła za późno.

 

Byłem tam już od dość dawna, wzywając pomocy,

a jeżeli aż tak nie śpieszyło ci się do mnie,

to co mam o tobie myśleć?

 

Nie było powodu, byśmy ty i ja

uważali siebie za równych.

Jak porównać moje długą historię na górze,

z twoją krótką  na dole?

 

 

Myślę , że wiem kim jesteś, i nie wiem.

Myślę, że mogłaś widzieć dom taki jak mój,

i nie mogłaś go widzieć.

Myślę, że fascynuje ciebie to samo, co mnie,

i nigdy tak nie było.

Myślę, że wyobrażasz sobie że mieszkam

w ostatnim domu centrum  miasta,

a nigdy nie doszłaś do centrum.

 

Myślę, że wiesz, gdzie znajduje się Costa da Morte

ale nigdy nie mogłaś dojść do morza.

Myślę, że umiesz doskonale pływać,

a przecież nigdy się nie wykąpałaś

Myślę, że wiesz, jak plącze mi się język,

a nawet nie mówisz w tym samym  języku

Myślę, że przyjmiesz moje zaproszenie, bo jesteśmy dziećmi,

lecz nie czujesz głodu, pragnienia,  nie masz  wieku odpowiedniego, by przyjść.

Myślę, że napiszemy razem tę historię,

lecz nawet nie wiem, czy się urodziłaś.

Jestem gotów odpytać  poezję.

 

Mówię to, co mówię,

lecz choćbym milczał , ty mnie sądzisz.

Myślisz , że wiesz kim  jestem,

i wszystko zaczyna się od nowa.

 

 Wiem, że wszystkie moje eksperymenty złamały ci serce.

 

 

To praktykuje się w mojej rodzinie: odstawiają cię

zamykają cię w jakiejś niepoprawnej chwili,

w której znajdujesz się poza światem

i nie ma odwrotu.

To znaczy być tragicznym: wiedzieć o tym i upaść, tak jak wszyscy.

Tragiczna pomyłka

 

Nie chcemy uczestniczyć w świecie,

w którym potrafiliśmy poruszać się jak bogowie,

a przypadła nam do odegrania trudna rola,

którą przyjęliśmy, by dalej być razem.

Mówi Romeo: wiem, że mój syn uderzy wraz z wojskiem,

z precyzją, której mnie zabrakło.

Zrobiłaś wspaniałą robotę, Julio,

lecz pośpieszyłaś się z odejściem, słowa

twoje wciąż jeszcze przychodziły do mnie.

Romeo pudłuje.

 

Mówi Julia:

musimy trwać razem a potem opowiedzieć Pablowi,

 że  jego obecność  to umożliwiła, że jego obecność jest wszystkim.

Stworzymy istotę niezawodną poza więzią krwi,

co uwierzy w rodziców, jak w bohaterów,

i w język jak w pewnik.

Tak powinnam była postąpić, postawić na słowo

i sprawić, byśmy je odczuli, jak coś własnego.

coś, co było już wcześniej, i może nam pomóc.

Julia trafia w sedno.

                                   Przełożyła Krystyna Rodowska.

 

 

 NOTA

Pablo Fidalgo ( ur. 1984, w Vigo, Hiszpania). Pisarz, poeta, dramaturg i dyrektor artystyczny na festiwalach sztuk scenicznych. Jeden z niewielu poetów, piszących także dla sceny. Autor tomów poezji, m. in. La educacion fisica ( 2010), La retira  (2012), El tiempo de las tragedias absurdas ( 2012), Mis padres Romeo y Julieta ( 2013).

Jego teksty, tłumaczone na wiele języków, ukazały się w rozmaitych antologiach.

Zdegustowany konserwatyzmem sztuki w stolicy, opuścił na pewien czas Madryt.

Mieszka i pracuje w Lizbonie.

Cztery lata temu, na zaproszenie ówczesnego dyrektora Instytutu Cervantesa w Krakowie, Abla Murcii, wystąpił tam z lekturą swoich wierszy, których przekłady na język polski zamieszczamy.

 

 

 

 

 

Pin It