Wiersze (i nie tylko) twórców związanych z Alternatywnym Elbląskim Klubem Literackim

Ryszard Tomczyk
Ryszard Tomczyk

 

 

 

Agnieszka Kopczyńska

 

hejt

 

nie znać się na
gatunkach drzew
nazwach kwiatów
przylatujących ptakach

a decydować
o życiu każdego
napotkanego
wśród bajtów

człowieka

zapominać
że wszystko może
być przeczytane
zapamiętane
przeżyte

 

 

modern feminism

 

piękne hasło
jestem sobą
nie matką
nie żoną
kobietą
sobą
będę
tylko
zrobię
porządek
 niech tylko

 

 

#womanspreading

 

siadanie w rozkroku
krzyczy
o niezależności

jak każdy protest
okupiony złą sławą
męską oceną


boli szczególnie
gdy wtórują kobiety


wszystko przestaje
być ważne
dopiero gdy dorastasz
i siadasz jak chcesz

prawo

 

prokurator
generalnie
ma rację

tak samo by postąpił
w tysiącach innych spraw
gdyby o nich słyszał

w mediach i sumieniu
słuchał tylko o niej

póki co statystki milczą
ustami przerażonych
obciążonych byciem
ofiarą

newsy niosą
radosną nowinę
o sprawiedliwości

 

 

Wiesław Leszczyński

 

Archeolog


życie to
kawałek przeżytego chleba
które archeolog wydobędzie z kamiennych ust
oczy wyjęte
z ciała

język, który nic nie powie choć
w pełnym garniturze
uzębienia

 

 

Pies wiedział że to jesień

 

Tutaj przy ujściu Wisły Królewieckiej do Zalewu

odniosłem wrażenie że lato jeszcze trwa

ale choćbym wygrażał niebu nie zatrzymam

tego wiatru który cofa wodę z zatoki jakby smog

wtłaczał w moje astmatyczne płuca

wtedy tracę równowagę i nawet pies

nie zostaje ze mną

znów do domu niosę kilo piasku

pociętą wiatrem twarz

i krople na elektrycznych drutach

mojego wiecznego uwięzienia w sobie

 

Ptaki i ludzie port i światła

w moich włosach ani jednej dłoni

ani skrzydła nad głową

które uciszy morze

jestem tak blisko sedna

myślałem że lato

jeszcze trwa

 

 

Zapiera

 

to nawet nie smog

zamyka usta

 

myślisz o zapieraniu

nóg by wejść głęboko

 

w oddech rytm za oknem

 

wieżowce pochłonęły gardła

stadnych wron nad którymi

lot sępa nie wyklucza

 

narodzin

 

 

Dominika Lewicka-Klucznik

 

Unisolo

 

Nie umiała gotować za mało. Tak jakby dalej w domu
było ich ośmioro. Nie wrosła w to miejsce, a dzieci już zdążyły
odejść za kilka obcych granic. Nie opłacało się dzwonić,
a internet zawodził częściej niż prąd.

Obiad wystarczył na kilka dni. Przy dużym stole nie smakował
z jednego talerza. Budynki wokół popadły w ruinę.
Czego nie zniszczyła wojna i komuna, psuły kolejne zimy
i brak gospodarza, który zostawił gospodarstwo oraz puste łono

dwadzieścia lat temu. Życie ograniczało się do zbierania spadłych
nocą dachówek, dokarmiania dzikich kotów i patrzenia przez okno,
jak umiera świat, który nigdy nie był jej. Został tylko atrakcją
dla fotografów poszukujących inspiracji w ruinach.

Tak jak nie umiała gotować na jeden talerz, zawsze kupowała
krem do twarzy dla kobiet kilka lat starszych niż ona.

 

 

Ula

 

Trzymanie pionu według babci nie miało nic z kazania.
Gdy zauważała, że za mocno się garbię, strzelała
otwartą dłonią między łopatki.

Powietrze stawało w gardle, nie miałam odwagi nawet pisnąć.
To taka poznańska wersja pajączka. Działało na cały wakacyjny pobyt.
To u niej pierwszy raz oglądałam Kobrę

i wyjadałam wiśnie z nalewki. Pokazywała na zdjęciach rodzinę,
o której nie opowiadała mama i okno tej drugiej babci.
Ją poznałam dużo później, gdy rozplątały się nieporozumienia dorosłych.

Z wakacji wracałam z nowymi bliznami na stopach
od brodzenia w Warcie, kolorowymi okładkami
na nowy rok i truskawkami w słoiku,

które w domu nie smakowały tak samo. 

 

 

Obrońców 2A

 

Pierwszy raz wyrzuciła mnie z domu, gdy się zsikałam w gacie. Znowu
nie zdążyłam do toalety, bo na podwórku było ciekawie a do domu
aż trzy piętra. Kazała mi się rozebrać od pasa w dół, po czym wystawiła
za drzwi, żebym z gołą dupą szła bawić się dalej. Godzinę stałam i ryczałam,
aż się zlitowała i wyrzuciła na klatkę majtki i krótkie sprane spodenki.

Już nie chciałam się bawić.

To było tydzień po tym, jak smołowali dach sąsiedniego bloku i wróciłam
z czarnymi pasemkami w jasnych bujnych włosach. Bratu matka obcięła,
a z moimi walczyła za pomocą tak deficytowego towaru, jakim było masło.
Uparcie ciągnęła każde pasemko, by jak najmocniej bolało. Za jakiekolwiek
jęknięcie otrzymywałam kuksańca łokciem w plecy.

 

Wtedy to ja chciałam uciec, śmierdząc smołą i masłem. Dzieciństwo i młodość
to gra „w co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”. Stara smycz straszyła kolejnym laniem,
a awantury kończyły się na klatce schodowej. Im byłam starsza, tym odchodziłam
dalej od domu, dając więcej czasu na szukanie. Wtedy już nie płakałam. 

 

 

Anna Nawrocka

 

France

 

Cioteczka sypiała w gościnnym, przed każdym jej przyjazdem

dziadzio zmieniał siano w siennikach. Babcia prała bieliznę,

suszyła ją na sznurach w sadzie, w poduszki kładła lawendę.

 

Skorupy z ciemnego kredensu wygrzewały się na czystym obrusie

- stara, francuska szkoła haftowania. Kawa z importu, wymieniona

z doktorką za kopę jajek, czekała na odchylenie paluszka, ooo tak.

 

Skąd chłopcy mogli wiedzieć, że za to złoto z brzegu filiżanki nie

nakupią haczyków na pstrągi ani nawet migdałowych karmelków?

Skąd mogli wiedzieć, że będzie ich ta psota tak drogo kosztować.

 

 

Frukty

 

Z naprawdę dużego miasta na naszą wieś jechało się cały dzień,

pociągiem, niebieskim autokarem, a ostatnie pięć kilometrów

na traktorze z mleczarni. Puste kanki na mleko podskakiwały

na przyczepie, falował biust ciotki Ludji. Wniebowzięty pan G.

wjeżdżał we wszystkie dziury w drodze, mleko kisło w wymionach.

 

Przed sklepem, na drewnianym podeście zostawiał bańki, obok

walizkę, koszyki i cioteczkę. Na pożegnanie pobrzękiwały panu G.

bransoletki z tombaku, słodki głos przebijał się przez tuman kurzu.

 

Zanim opadł ostatni pyłek, gorzkniał ciociny sopran, wytykając

palcem – wskazywała – kto niesie tym razem pakunki. Nikomu

nie przyszło do głowy powiedzieć nie. Rodzinie się nie odmawia.

Dziś, tak naprawdę nikt nie pamięta, kto i kiedy przyprowadził

Ludkę do sądu, z której gałęzi zerwała pierwszy słodki owoc.

 

 

Fetor

 

Przez wąski otwór w szczytowej ścianie stodoły – tuż pod dziurawym

dachem, przez który słońce strzela laserami w najeźdźców, gołębie

przyglądały się centrum dowodzenia. A nóż, ferajna zostawiła tu coś

po podwieczorku, bliny, pół koszyczka słonecznika, dżdżownice?

 

Nie jest łatwo wdrapać się na górę, taka mysz – tup, tup, z belki na belkę,

a po szczeblach wąskiej drabiny wspinają się tylko najdzielniejsi z dzielnych –

Janek i Robin. Pierwszy z nich służył kiedyś w czołgu, Robin potrafi zrobić

procę i łuk z leszczyny. Razem pracują nad nowym modelem broni.

 

Za wychodkiem można znaleźć skarby, trzeba tylko patykiem rozgarnąć

pokrzywy, w zielonej dżungli czają się ukruszone słoiki, przerdzewiały

durszlak i puszki po konserwach. Wszystko zgodnie z planem zemsty,

jeszcze tylko trochę błota, jajka od dawna pływają tuż pod powierzchnią.

 

 

Rafał Nowakowski

 

***

wchodzisz do pokoju

słońce opromienia usta

pełne wiśniowej czerwieni

 

dotykasz mojej twarzy

dreszcz przebiega po plecach

rozpinam ci bluzkę

otwieram bramy nieba

 

jestem w niebie i piekle zarazem

czuje rozkosz i ból

spadam

ratuj

 

twój głos wyrywa mnie z otchłani

szept

dwieście złotych się należy  

 

 

***

 

stoję

patrzę

płonie

 

zastygli w przerażeniu

 

palą się

kandelabry

ołtarze

witraże

 

dogasa ostatnia iskra wiary

 

szukają

ale ciebie tam nie ma

 

 

Codzienność

 

wchodzi z pełnymi siatami

 

drzwi nie domykają się

 

w pokoju książę z bajki

brzuch przy brodzie

piwo w dłoni

 

miało być tak pięknie

 

dom z ogrodem

wczasy nad morzem

 

miało

ale się zjebało

 

 

Wojciech Pelc

 

ziemie odzyskane nie obchodzą urodzin

powroty marnotrawne w takich warunkach są mroźne,
szczególnie gdy już nikt nie pamięta syna,
a dom, który za chwilę ma stać się rodzinnym,
wychował naszych morderców.

w centrali miejsca mają po kilka nazw
i rozpuszczone korzenie. tożsamość co roku
wzbogaca jesienną ściółkę, wpływa do rzek,
jest wiekowo podpiwniczona.

lecz tutaj z każdej dziury wyłazi historia
i patrzy na nas dość krzywo, dlatego
nie liczymy czasu od dat, tylko od miejsc
niesprawiedliwych i do kolejnych powrotów.

 

 

moje schody rodzinne

w naszym poniemieckim mieszkaniu pokoje
znajdowały się na różnych poziomach, do każdego
prowadziły schody, a do babcinego jeszcze dwa.
strych był ciemny i był pokusą, szczególnie

za przepierzeniami, które tata wykonał
z wielką starannością. tak jak sznurkowy
system do zapalania świateł. pamiętam radio
z ogromnymi pokrętłami oraz ocynkowane

wiadro w najbardziej ustronnym z miejsc
(jakoś zawsze kojarzę to z video clipem
zespołu Queen). pod schodami składałem
stare gazety i inne szpargały. tam też z siostrą

znaleźliśmy blaszaną miseczkę. po oczyszczeniu
okazała się biała, z napisami, flagą i swastyką
na dnie. przed naszym poniemieckim mieszkaniem

widziałem, jak z kamiennego schodka
mężczyzna sikał na ziemię. chyba
był pijany.

 

 

„wolność kocham i rozumiem”

zawsze współczułem krajom z brakiem dostępu
do morza, ponieważ to tak, jakby nie móc w pełni oddychać,
dożylnie dozować kakao, skoro wiadomo
że najważniejszy jest efekt otwartych rąk
nad porcelitowym kubkiem.

i wcale nie chodzi o plażę, piasek, bursztyn
czy mewy, a o ten stan, gdy stojąc na brzegu,
dotykam nieskończoności, potem odwracam się
i nadal jestem u siebie

Wiersze z tomu: „ziemie obiecane” - Poznań 2016

 

 

Bogumiła Salmonowicz

 

Srebro i złoto

 

nie wiadomo kiedy

świat umeblowany nadętymi hasłami

stał się dla wielu najważniejszy

 

ludzie nie rozmawiają ze sobą

wrzeszczą z polską na ustach

 

wyliczanka blizn i rozczarowań

zasłoniła wczoraj i teraz

bez realnej wizji jutra

 

coraz dotkliwiej tracę głos

widać zbyt często walczę gardłem

z poczuciem braku wpływu

 

pomimo wszystko

milczenia nie będzie

 

 

Wizje

 

ciągle dalej szybciej

lepiej dla innych

bez chwil odpoczynku

z pomijaniem ciszy

ważnych słów

za to mnóstwem później

kiedyś przyjdzie czas

 

który nie chce zawracać

 

a my brniemy

w tłustych bagnach z żalu

zamiast

chwytać w dłonie 

promyki z codziennych słońc

albo wiązać w naszyjniki

lśniące ogony gwiazd

 

a my …

 

 

Jeden z moich portów

 

chyba jednak się zakochałam. czuję to
głęboko w brzuchu. robi się ciepło.

supeł  znika zawsze, ilekroć do ciebie
przyjeżdżam Gdynio. za pierwszym razem

obie dopiero dorastałyśmy do osobistych

praw wielkomiejskich.

 

regularnie wracam w rocznice rozstań,

które dawniej kwitowałam bagażem

z markowymi dowodami na sukces.

 

teraz dbam o bicie rekordów w udawaniu,

że nie zabieram w podróże czernideł do skroni, a szale

i kapelusze po prostu biją pokłony nieśmiertelnej Chanel.

 

z tobą jest odwrotnie. zapodziała się gdzieś
szaroburość z pierwszych frontów.  rozkwitasz

wbrew strzałce czasu obowiązującej w naszym

makrokosmosie.

 

 

Anna Swoińska

 

Listy do Tosi

                                     Bydgoszcz, 4.02.2014

Kochana Tosiu,

 

   zapytałem dziadka, co to jest czarownice. Dziadek powiedział, że dokładnie nie wie, bo jedyna czarownica, jaką zna, to babcia. Ja myślę, że jeśli ktoś jest babcią, to nie może być czarownicą. Babcia powiedziała, że dziadek kulturowo za bardzo utożsamia się ze swoją płcią, więc od dzisiaj będzie w domu dżęder. Nie wiem, co to jest dżęder, ale na pewno nie ma tego w jajku niespodziance, chociaż babcia nie jest tego taka pewna.

                                                                                                                        Jacek

 

 

                                                                                                Bydgoszcz, 10.02.2014

Kochana Tosiu,

 

    byłem dzisiaj w centrum handlowym. Rodzice kupowali mi papcie, bo z moich poprzednich został tylko jeden i nikt nie mógł znaleźć drugiego. Centrum handlowe to taka zagubiona wyspa, gdzie nawet towarzysza niedoli się nie uświadczy i trzeba dużo silnej woli, żeby nie dać się samotności. Nie wiem, co to jest silna wola, ale babcia mówi, że ujawnia się wtedy, kiedy z jajka niespodzianki bierze się zabawkę, a czekoladę daje babci.

                                                                                                                       Jacek

 

 

                                                                                                              Bydgoszcz, 11.02.2014

Kochana Tosiu,

 

    dzisiaj wstałem wcześniej, bo musiałem sprawdzić, czy rodzice nie zgubili samochodu. Moi rodzice potrafią zgubić nawet to, co nikomu nie przyjdzie do głowy. Pilnują tylko, żeby nie zgubić miłości, bo to podobno najważniejsza rzecz na świecie. Ja też z nimi pilnuję miłości, bo jeśli ją zgubią, to w razie czego będę mógł im powiedzieć, gdzie jest. Zawsze lepiej w kilka osób jednej rzeczy pilnować. Tata mówi, że miłość jest wtedy, kiedy spotyka się mamę i potem każda chwila bez mamy – jest mamą. Ja o tym wiem, ale jak mama wychodzi do pracy, to zamieniam miłość na tęsknotę i wtedy muszę wziąć na parę minut smoczek do buzi. Babcia martwi się, że od tej tęsknoty będę miał zły zgryz. To pewnie dlatego dużo ludzi ma potem zgryzotę. Dobrze, że jej nie ma w jajku niespodziance.

 

                                                                                                                             Jacek


Agnieszka Kopczyńska - Edukatorka, blogerka i tłumaczka. Brała udział w wielu działaniach na rzecz kultury, literatury, a także dialogu interkulturowego. Publikowała teksty w tytułach regionalnych i ogólnopolskich ("Akant", "Regiony", "Tygiel", "Świadectwo", antologie pokonkursowe i antologie Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego, "Prowincja"). Na co dzień edukuje słowem pisanym i mówionym. Tłumaczy z polskiego na nasze, a czasem z niemieckiego na polski.

 

Wiesław Leszczyński urodził się na Kaszubach, uwielbia swoje rodzinne strony, w które często powraca. Poezją zainteresował się późno. Pierwsze próby poetyckie zaczął na przełomie 2012/2013 r. Bodźcem i inspiracją do zagłębienia się mocniej w nurt poezji była poetka Barbara Elmanowska ze Świdnicy. W 2012 roku przeprowadzała doktorancką kwerendę w Muzeum Stutthof, którego Wiesław Leszczyński od 32 lat jest pracownikiem. Tam zajmuje się udostępnianiem i digitalizacją zbiorów Archiwum Ikonograficznego. Żywym debiutem, gdzie po raz pierwszy zaprezentował się przed publicznością, był  Turniej Jednego Wiersza w ramach I  Festiwalu Fala Poprzeczna w Gdańsku, zorganizowanego przez Stowarzyszenie Salon Literacki w 2014. Następnie zadebiutował na Elbląskiej Scenie Literackiej w ramach obchodów podwójnego jubileuszu - 15. lat Elbląskiej Sceny Literackiej im. Stanisława Franczaka oraz 5. lat Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego. Po tym wydarzeniu został przyjęty do Klubu, a następnie do Stowarzyszenia „Alternatywni”. W tym roku zajął II - miejsce w Turnieju Jednego Wiersza pod hasłem „O miłości inaczej” -  Elbląska Scena Literacka - AntyWalentynki, czyli czym się pisze miłość? Kocha wiele dziedzin sztuki. Był muzykiem (perkusja), maluje i namiętnie fotografuje.

 

Dominika Lewicka Klucznik – 40 lat, animator, filolog. Od marca 2014 jest prezesem Stowarzyszenia Alternatywni, które zajmuje się organizacją wydarzeń kulturalnych w Elblągu.

Jest redaktorem kilku książek wydanych przez Stowarzyszenie Alternatywni, autorem
wstępów, recenzji oraz materiałów promocyjnych. Publikuje w antologiach, pismach literackich i kulturalnych. Jest laureatką ogólnopolskich konkursów literackich i turniejów jednego wiersza.

W 2013 wydała debiutancki tom poetycki „Samopas” nominowany do nagrody Orfeusz w kategorii Orfeusz Mazurski. W 2016 roku odebrała nagrodę Kreatora Kultury od Prezydenta Miasta Elbląg za dotychczasową działalność. W tym samym roku ukazał się drugi tom wierszy autorki pt. „Limit na cuda” (Poznań).

 

Anna Nawrocka - rocznik 1974. Mieszka w Zawidowie, niewielkim miasteczku na Dolnym Śląsku. Należy do Grupy Literackiej NURT w Lubaniu, Grupy Literycznej NA KRECHĘ, Stowarzyszenia SALON LITERACKI, Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego. Od kilku lat bierze udział w Konfrontacjach Literackich w Głogowie. Kolekcjonuje tomiki poezji, część książek trafia do biblioteki w Zawidowie. Lubi las i kolor zielony. Zbiera zasłyszane historie i czasem zapisuje je w wersy. Dziadkom poświęciła najbliższe sercu wiersze. W 2017 roku wydała debiutancki tom wierszy „Cztery czwarte”.

 

Rafał Nowakowski pisze, bo został przymusowo zachęcony przez swoją długoletnią przyjaciółkę i młodą obiecującą poetkę Kamilę Łyłkę-Kosińską. Debiut od razu dał mu wygraną - nagrodę specjalną w Turnieju Jednego Wiersza za zaskakującą puentę. Jego poezja to minimalistyczne dialogi z absolutem, pytania o sens wszystkiego, chłodna konfrontacja z rzeczywistością.

 

Wojciech Pelc - rocznik 72, urodzony w Elblągu, mieszka w Żuławce Sztumskiej. Przedsiębiorca, miłośnik historii, geografii, zapomnianych miejsc. Poeta wolnej chwili. Członek Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego, Stowarzyszenia Altenatywni, Grupy Literycznej „Na Krechę” oraz grupy poetyckiej „Poeci Po Godzinach”. Laureat kilkunastu lokalnych i ogólnopolskich konkursów literackich. Publikował w kwartalniku literackim „Szafa”, „Tyglu”, „Prowincji”, a także w „Angorze”, współautor tomu poetyckiego Nierówności pod sufitem (2011), Miłość w czterdziestu siedmiu pozycjach (2013). W 2016 ukazał się debiutancki tom wierszy Wojtka „ziemie obiecane”.

 

Bogumiła Salmonowicz urodziła się na progu Bieszczadów, w Sanoku; od wielu lat rodzinnie i zawodowo związana jest z Elblągiem. Z wykształcenia i zamiłowania pedagog, terapeutka, doradca personalny. Pracuje jako nauczyciel akademicki i prowadzi własną, jednoosobową firmę doradczo-szkoleniową. Od kilku lat aktywnie działa w Alternatywnym Elbląskim Klubie Literackim i w Stowarzyszeniu „Alternatywni”. W centrum jej życia osobistego, zawodowego oraz pisarskiej pasji znajduje się CZŁOWIEK.

W 2014 wydała debiutancką książkę poetycką pod tytułem BoSa, która w 2015 roku została Elbląską Książką Roku (w ramach Konkursu Literackiego Fundacji Elbląg), w 2016 tom „Abrazje”, a w 2017 „Femoglobinę” .

 

 

Anna Swoińska - mieszkanka Bydgoszczy zakochana w swoim mieście i Alternatywnych, pisać zaczęła 4 lata temu w bardzo już dojrzałym wieku. Wcześniej nigdy to się jej nie zdarzyło. Nie gardzi żadną książką, chociaż niektóre porzuca bezpowrotnie po przeczytaniu kilku stron, a inne w połowie, żeby wrócić do nich za jakiś czas. Za najlepszy film świata uważa Kabaret Boba Fosse’a i do dzisiaj to się nie zmienia. Babcia Jacka, który nieświadomie zmienia jej spojrzenie na świat. W 2017 wydała książkę filozoficzną „Listy do Tosi”.

Pin It