ANTOLOGIA POETÓW POLSKICH 2017:

Rafał Gawron, Rozalia Gralewska, Joanna Gonczarow,

Mirosław Grudzień, Waldemar Hładki

 

Antologia poetow polskich 2017 OKLADKA

 

 

 

 

Rafał Gawron

 

Ballada przyjaciela

 

Byłeś mi bliski niby kolego 

Kiedy piliśmy trupa żadnego

Żadnych wymówek i ciągły śpiew

Komary dziewczyn to był nasz dzień

 

Teraz Cię nie ma

I puszka śpi

Żona jest z boku

I także śpi

 

Czy czarne słońca czy ślepy świt

Rozbita głowa i nagły cień

Lecz nagle niebo i ciebie brak

Życiowy wtorek to był nasz krach

 

Jesień nastała dom zasadziłem

Dzieci wataha to już nie śpiew

Pracuję w błocie życiu spłaciłem

Gdzie się podziałeś gdzieś nagle znikł

 

Zima nastała dziadka zrobiły

Czytam nekrolog i nagle ty

Nie stałeś przy mnie to był zły znak

Kartka opadła to byłeś Ty

 

Teraz cię nie ma

A puszka śni

Żona jest z boku

Teraz już śpi

 

 

Pudełko Nicości

 

W pudełku nicości położę się dziś

ręce swobodnie splotę, głowę z lekka odchylę.

Popatrzę w sufit i wszystko z niego odczytam,

oczami wpatrując się chytrze obedrę tynk.

 

Pół dnia już minęło

i ciągle mam czas

wskazówki nie w marszu

już poszły spać.

Bo czasem dobrze

mieć chwili czas

zrozumieć siebie i innym dać znać.

 

Gdy czasem zamrugam, pomyślę o tobie.

Chwil tych wiosennych dziś nie oszukam

tych najgrzeszniejszych, życiu skradzionym.

 

Więc będę życia dłużnikiem.

Twoim klucznikiem.

 

Kolejne liście z drzew kalendarza umykają swobodnie.

Ust twoich koktajl, wodospad szczęśliwych łez,

kompot spojrzenia, niewinny gest,

fontanna uśmiechu, fantazje po brzeg.

 

Dziś śpimy razem w naszym pudełku.

Spojeni w sobie w tej głębi pościeli.

Żonglując razem myślami gdzieś hen,

ściskając się razem nie pierwszy już dzień.

 

 

Majtki pokładowe

 

Wrosłeś jak sosna

w tę ziemię jałową

targasz się wierzbą

co łąkę przecina

kołysząc jak zboże

w lipcowym ukropie

 

Między kanały się gubisz

i dajesz się ponieść tłumowi,

opadasz z rozumu.

 

Tynk ze ściany.

 

Zakładasz majtki na głowę

choć wiesz, że nic nie pomoże.

 

Wyjdziesz pod pomnik,

zostaniesz tysięczną owcą,

rzucając jajkiem

wieczorem dostaniesz rozumem.

 

I choć ją kochasz

jak bliskie usta biało-czerwone...

Dalej zakładasz majtki na głowę.

 

 

Ulica

 

Słuchawki w uszach

i czapki brak

telefon przed wzrok

latarni brak

chodniki wąskie

i rowu brak

 

Szybkim marszem

wędruje młody człek

zajęty na co dzień

pustką dookoła

 

Telefon brzmi

klaksonów ryk

głosy znikają

i nagle bum

 

Zebra też nie pomogła

 

 

 

Rozalia Gralewska

 

Pod lasem

 

Spacerowałam morzem

i wtedy spotkałam liście

co tańczą jakby goniło

je drzewo

Ich śmierć naznaczył Pan

od liści ubrany w kubrak

zimowych szaleństw

Spacerowałam niebem

i wtedy spotkałam

wszystkie upadłe kasztany

porozrzucane dla niepoznaki

pod łupinami dobrego smaku

Spacerowałam rzeką i w nurcie

jej głębi znalazłam płaczącą rybę

splątaną w sieci rybaków

Spacerowałam lasem

a tam drzewa dotykały mojej twarzy

stary dzik szukał żołędzi

by zniszczyć świętość

Matki Ziemi

 

 

 

Jej ślad

 

Śladami miłości

podążają nieznane tożsamości

Pod śladami pragnień

ukryty ostry kamień

W śladach pożądania

ostatnia brama oczekiwania

a w śladzie pocałunku

twoje ślady na moich ustach

rozmazane szminką

w kolorze trawy

Chciałam w niej się zanurzyć

i w Twoich włosach odszukać

źdźbło trawy

Znalazłam pogardę

i kłamliwy taniec

dedykowany dla niej

 

 

Miłość w szaliku

 

Jeszcze się zdarzy nam zima pełna gorących marzeń

Jeszcze obsypią nas płatkami śniegu

Jeszcze zdążymy przemarznąć o północy

Jeszcze przyśni się nam niebo wypełnione chmurami

Jeszcze Trochę poczekaj

Zimno przemówi

w naszym oddechu

Jeszcze wykracze nam kruk

miłość z lodu

a serce roztopi ostatni pocałunek

naznaczony Twoim śladem

 

 

Marność

 

Czyżby zrodziło

ale a dalej już

tylko pozostaje

Na skraju raju

kołyszę gwiazdy

a niebo dzisiaj płacze

nocą ktoś zgasił

światło

i ciemno powstało

z żebra Adama

 

 

Wysłannicy czerni

 

Wielkie nieba

Straszyć nas będą

Lecz nie ma strachu bez nas

Umiera niekarmiony

Wielcy w za małych butach

Uciskani tak bardzo

ze boją się nawet psa

Pod płotem konają

przekonani że zmartwychwstają

Na próżno szukać w nich nas

zżera ich pustka czarnych szat

Otuleni w bramy nieba

niosą palące płomienie

podpalają w nas strach

grają na zwłokę – ich wróg to czas

a prawda jest kobietą nagą

utkaną z wiatru i z ran

 

 

 

Joanna Gonczarow

 

***

 

Na krawędziach naszych światów

Na krawędzi

Była muzyka i szept

Był krajobraz dla każdego z nas odrębny

I wspomnienia całkiem inne

O tym samym

Każdy świat na grzbiecie żółwia

Otoczony oceanem

Dryfuje

Spotykamy się czasami

Na krawędzi

 

 

Teoria falowa

 

Więc się zaczęło

Kolejna fala

Co było zmywa

A jak się nie da

Górą przewala

Nowe już było

Spoglądam na stare

Jak pełznie cichcem

Nie bywa pustym

Święte miejsce

Świat skórę zrzuca

Bełkocze beka

Zwraca przeżute

Ze słów znajomych

Znany sens wycieka

 

 

Wizyta na cmentarzu (temu, który lubił tonację majorową)

 

Dziwny był dzień

wiał ostry wiatr

Zacinał deszcz

Słońce świeciło

spośród chmur

I padał grad

Tonacja

minorowa h-moll

(a może jednak D-dur?)

Gięły się tuje

brzozy klony

Liście leciały

ze wszystkich

stron

(niestety w tonacji h-moll)

Tańczyły światła

jesiennych zniczy

kieliszek wódki

na płycie się chwiał

I nagle grom

Więc jednak major!

I słońce z chmur!

Natura w końcu

mocno zagrała

w tonacji

radosnej D-dur!

 

 

Manicure

 

– Zrobiłam paznokcie.

Powiedz, jak wypadły.

Inni mi mówili,

Że wyszły niezwykle.

– Hm, jakie masz pazurki,

Niemoja córeczko?

No, takie jak chmurki,

Co to wróżą pogodę,

Niebieskie u podstawy,

A dalej już białe.

Świat opowiadany

Mieć musi swoje wady,

Bo jak zrozumieć niebo,

Jak je opowiedzieć.

Ni dotykać,

Ni wąchać,

Ani wyobrazić…

Zeszłym razem,

Córeczko niemoja,

Pazurki były jak wiśnie

Nadmiernie dojrzałe.

Pamiętasz ich smak?

(Bo przecież nie kolor).

To właśnie było tak:

Wieczór i miska wisien.

I cisza dokoła.

Kiedy z Tobą rozmawiam,

Obawiam się słów.

Bo jak powiedzieć mam

„Do ZOBACZENIA znów?”.

 

 

***

 

Nocą się otwiera

Tajny zakamarek

W którym prócz błyskotek

Butów drogich marek

Rękawiczek i szali

Mieszkają różne monstra

Słabości i lęki

Stoją tam pudełka

(Pod pashminą starą)

Kwity w nich szeleszczą

Pewną grożąc karą

Tam też leżą złożone

W woreczkach lawendy

Postępki małostkowe

Pobieżne kwerendy

Kłamstewka niby mikre

Wstydliwe zdarzenia

Błędy popełniane

Pomimo niechcenia

Wszystko to wypełza

Przepędzając sen

 

A przecież to kot tylko

Drzwiami szafy trzasnął

Przeniósł się na poduszkę

Przeciągnął się

I zasnął

 

 

Mirosław Grudzień

 

ludziom z deptaka

 

Tadeuszowi Różewiczowi

 

uciekają od słońca

do piwnic chłodnych jak lancet

schodkami karkołomnymi

rzucając cienie skrzydeł

 

następnego dnia wychodzą

zatrzaskują na głucho drzwi

niosą odór zetlałych tkanin

i mdłości

 

kupują na bazarze

kolorowe zmierzchy

 

chodzą po ulicach

 

 

narodzenie

 

noc wstrzymuje oddech

przerwa w pieśni świata

 

barwy jeszcze nie ożywione

w oczach aniołów

ciemna wiedza rozdzielania

miażdżenia kiści winogron

 

rozchodzą się drogi

czarne białe i szare

przez łąki pustkowia i bagna

 

śpi wiatr

w gałęziach migdałowca

i ogień

w ciernistym krzewie

 

z posianych zębów węża

wyrasta człowiek

 

i gwiazda rubin

 

 

choinka

 

zielona siostro poetów

córko ziemi

chowasz w gałęziach niebo

niemy klucz tajemnicy

 

wąż mlecznej drogi wije się spiralą

tańczą bombki planet

czuwa Najwyższy

ukryty w milczeniu gwiazdy

 

choinko kartko z księgi wieczności

rozbłysku chwały

 

razem z tobą

wchodzę w czerń

na misie napełnionej gwiazdami

zaplątany w złote gałęzie

śpiewającego drzewa

 

ty masz

swój niedługi blask

ja moje wiersze

mój kram

 

moje powszednie kuglarstwo

 

 

* * *

 

kończy się wojna i pokój

zbliża się czas rozejmu z kobietą

 

głuchota się pogłębia

już nie usłyszę słów których

nie chciałaś mi powiedzieć

 

posiedź ze mną nie odchodź

nie ma już potrzeby

zerwań i powrotów

pospacerujmy skrajem

wspólnego snu

 

poczekaj tu na mnie

muszę się wspiąć na górę i

 

zejść zacienionym zboczem

na chłodną stronę

w odrapaną mądrość

ławki pod blokiem

i zawiły szyfr

 

ptasich śladów

 

 

* * *

 

wstaliśmy od stolika

tylko na kilka minut

 

czeka ta sama kawa

to samo wino ale

pomiędzy nami

pęknięty blat stolika

jak jezioro bez dna

 

pękła pajęcza nitka

i pękł świat

na jednym brzegu ja

na drugim ty

 

czas rozwinął się z kłębka

 

między nami topiel

drżąca chybotliwa

na niej ledwie widoczna

ciemna łódka myśli

tam i z powrotem

 

bez końca

 

 

 

Waldemar Hładki

 

Na końcu świata

 

natchnione niebo

maluje pędzlem

zimnego wiatru

morskie płótno

kolor nadziei

płynnie zmienia odcienie

patrzymy z Olivią

na dzieło tworzenia

cisza bezradna

wobec mroźnego szumu

poddaje się

tu na końcu świata

 

Ushuaia 13.11.2011 r.

Ziemia Ognista, Argentyna

 

 

Perito Moreno

 

ktoś zostawił

żywe łoże fakira

w skalnym korycie

lodowe gwoździe

nasycone ażurem

przytępiają ostrza

pod ciężarem czasu

światło poranione zastrugami

drży w bolesnym bezruchu

wyciąga ręce

do odważnych kwiatów

w amfiteatrze cudu

milcząca cisza

rodzi pękający krzyk

lodowej bryły

kolejny Tytanic

tonie w zmarzniętej wodzie  

 

Argentyna, Lodowiec Perito Moreno, 16 listopada 2011 r. 

 

 

Miasteczko na pustyni

 

pustynny pył

zamieszkał ze mną

w małym pueblo

u Świętego Piotra

z Atacamy

chodzi za mną

jak pies zerwany z łańcucha

pokazuje przysiadłe domy

brukowane gliną uliczki

przeprasza alpaki

za utkane kolory

tańczące z wiatrem

jak panny na wydaniu

w gospodzie

muzyka dorzuca

kilka nutek do ognia

 

San Pedro de Atacama, Chile, 18.11.2011 r.

 

 

Wspomnienie

 

obok mnie usiadła samotność

przytuliła cicho

milczy o tym co było

chwilach trwania przeżytego

uśmiechu na twarzy

pełnej gwiezdnych plejad

pod krzyżem południa

miedzianego światła włosów

spadających po stromych

zboczach Uluru

błysku oczu czarnych

rozbudzonych wschodem słońca

schowanych w nieskończoności

hidżabu jej rzęs

zwiewnych wiatrem

od prastarego lądu

 

Cairns, Australia, 3 grudnia 2010 r.

 

 

Nic się nie zmieni

 

kiedy wyłączą prąd

w moich zwojach

oczy nie poczują

smaku światła 

ból zapomni o bólu

zatrzymani chwilą smutku

powrócą szybko

do tramwaju życia

otuleni szalem

własnych myśli

znowu obudzi się świat

dzwony u św. Anny

poruszą serca

liście porzucą drzewa

śniegi zamalują

jesienną szarość

potem stara magnolia

odżyje różowymi gwiazdami

ptaki zbudują w ogrodzie

wiosenne gniazdo

nic się nie zmieni

 

 

śnieżnego 17 stycznia 2013 r.

 

 

 

Rafał Gawron

Urodzony w Sanoku. Nagradzany i wyróżniany w konkursach literackich w Jeleniej Górze i w Warszawie. Pisanie jest dla niego możliwością zmiany patrzenia na świat, jednocześnie bardzo osobistym przeżyciem. Poezja to jego pasja od młodzieńczych lat. Twierdzi, że samo życie, chęć życia, jego doznanie, możliwość, jaką daje poezja poprzez opisanie tego, to najpiękniejsze, co mogło mu się trafić. Często powtarza „Na nic wiara w Boga, skoro nie wierzysz w siebie”. W 2016 roku ukazał się jego debiutancki tomik wierszy pt. APTEKA.

 

 

Rozalia Gralewska

Urodzona 14 listopada 1980 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Emigrantka, udziela się w internetowych grupach poetyckich.

 

 

Joanna Gonczarow

Urodzona w roku 1950. Warszawianka. Filolog polski. Były nauczyciel akademicki. Tłumacz i redaktor tekstów specjalistycznych. Pisze głównie dla przyjaciół. Ma swój udział w Antologii limeryków kosmatych (Warszawa, 2016 r.), a także w Antologii satyry i humoreski „Od ucha do ucha”.

 

 

Mirosław Grudzień

Urodzony 7 grudnia 1951 r. w Starachowicach. Debiut: wiersz w lubelskiej „Kamienie” w 1972 r. Publikuje utwory poetyckie i prozatorskie oraz artykuły historyczno-literackie, krytyczno-literackie (recenzje) i inne w czasopismach Nadwisłocze, Lublin, Mówią Wieki, Nieznany Świat, Przegląd Prawosławny, Zesłaniec, Nasz Dom Rzeszów, Ulotna Przestrzeń, Metafora. Publikował także w internetowej mutacji czasopisma Phalanx oraz na literackim portalu internetowym Poezija – Portal Poezji Bałkańskiej. Jego poezje ukazały się w latach 1980–1981 w lubelskich antologiach poetyckich „Gdzie jabłonie słodkopienne” oraz „Oko, Anioł, Krzyk”. W roku 2014 wydał tomik poezji pt. Bezsenność przed świtem, za który otrzymał w 2015 r. nagrodę Oddziału Rzeszowskiego ZLP za najlepszy debiut Podkarpacia 2014 r. W 2016 r. ukazał się polsko-angielski tomik poezji Wiesława Zielińskiego „Rodzinne szczęście = Family Happiness”, gdzie jest autorem wersji angielskiej oraz wstępu. Zamieszczał w czasopismach przekłady poezji z języka rosyjskiego – poetów rosyjskich (gł. B. Pasternaka i A. Achmatowej) oraz różnych narodowości Federacji Rosyjskiej (z Tatarstanu, Udmurcji, Kałmucji), ponadto poetów języka białoruskiego, ukraińskiego i serbskiego. Przekładał też poezje azjatyckiego Wschodu (dawnej Armenii, Persji i Kaszmiru). Przekłady wierszy irlandzkiego poety W.B. Yeatsa.

 

 

Waldemar Hładki

Waldemar Andrzej Hładki – urodził się w 1957 roku w Rzeszowie. Mieszka i pracuje w Krakowie. Profesor zwyczajny nauk medycznych Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Redaktor naczelny czasopisma „Ostry dyżur – Emergency Duty”. Jest prezesem Unii Polskich Pisarzy Lekarzy i członkiem Światowej Unii Pisarzy Lekarzy. Od dwóch lat jest współorganizatorem Warszawskiej Jesieni Poezji. Autor 3 tomów wierszy: „Sprzedawca mandarynek” (1996), „Opowiem Ci” (2010), „W podróży” (2014). Jego wiersze publikowane są w licznych almanachach oraz emitowane w rozgłośniach radiowych. Są tłumaczone na język francuski. Autor wielokrotnie prezentował swoją poezję w różnych odległych zakątkach świata. Wielokrotnie nagradzany w ogólnopolskich konkursach poetyckich. Waldemar Andrzej Hładki współtworzy, organizuje, prowadzi koncerty i występuje w krakowskiej piwnicy artystycznej „Pod Różą”. Jest twórcą i prowadzącym salonik literacko-muzyczny „Cztery Pory Roku” przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Krakowie. Fotografuje, filmuje, śpiewa piosenkę literacką, akompaniuje na gitarze. Ma w swoim dorobku artystycznym wiele koncertów z piosenką literacką w tle. Tworzy projekty impulsjonistyczne (poezja, obraz, muzyka). Jest członkiem jury ogólnopolskich konkursów poetyckich: „Przychodzi wena do lekarza” i „Puls słowa”.

 

 

 

 

 

Pin It