Wiersze poetów z Gdańska

 

Danzig Langen Markt und Rathaus

 

 

Sławomir Jerzy Ambroziak

 

przed odlotem

 

lubię być gdy zasypiasz

czuć słabnący uścisk dłoni

łapać coraz wolniejsze oddechy

w siatkę na motyle

a ty uśmiechnięta odpływasz

w kierunku przed chwilą skończonej bajki

 

lubię być gdy już śpisz

przeliczam wtedy starannie

jedwabne nici twych włosów

od teraz do nieskończoności

zbierając senne grymasy

do pudełka po cukierkach

 

lecz dziś twój sen był inny

dłoń wbijała się w ramię

oddechy rozrywały siatkę

uwalniając wszystkie motyle

a pudełko wciąż huczy

samotnością spadającą z policzka

 

 

 

przerwana wędrówka

 

ze snu

czy też

wspomnień otchłani

wyłoniłaś się wczoraj

z bieli obłoków

udami oplatających zbocza

jak z morskiej piany

 

ślady głębokie

choć w skale

znaczą ciało twej duszy

licznymi bliznami

gdzie zawróciłem

źródło

i zapach lasu

tracąc bezpowrotnie

 

dopiero stąd

widzę drogę

ciszy twych ramion

zerwanego czasu

nieostre fotografie

przełamują przestrzeń

leniwie cofając wskazówki

 separatorpng1

Paweł Baranowski

 

Pranie ręczne

 

życie jest jak pranie ręczne

tkaninę czasu ugniatamy w ciepłej wodzie

zanim ostygnie, skóra marszczy się, ścierają paznokcie,

plecy nad brzegiem rzeki lub miednicy pochylone,

na koniec, tknięci chłodem wyprostujemy się

i rozejrzymy wokoło za sznurem

gdzie by je powiesić

 

 

Stocznia Gdańska (2013)

 

od wschodu stocznia spocona

pod buldożerami znikają postulaty

na zawsze strajkujące napisy

z drugiej strony stało ZOMO

teraz mur bez walki zdobyty

nowa droga dzieli na dwoje

po lewej pracująca po prawej

muzeum klasy solidarnej,

echa z hal rozmontowane

na plac koncertowy,

pokazy fajerwerków

zamiast iskier spawaczy,

wbite w ciszę dźwigów haki,

stoczniowcy na pochylni

zamiast statków,

straż przemysłowa

trzyma honorową wartę

nad opustoszałymi dokami

stalowe żurawie

stoją na jednej nodze

nie wiedząc w którą

odlecieć stronę

przed zachodem

 

 separatorpng1

Ludwik Filip Czech

 

Dla Kamila

 

Wszystko ze mnie wyparowało

I nadzieja i miłość

Wiary nie miałem nigdy

 

Patrzę na starą matkę

Odwiedzam groby przyjaciół

Patrzę w lustro

Jestem w głębokiej żałobie

Po własnej młodości

 

Trzydzieści lat uprawiałem poezję

Ale gleba we mnie coraz mniej

Urodzajna

Przez listki moich wierszy

Prześwituje

Światło

 

Zazdroszczę Kamilowi

Ma dwadzieścia lat

Nieśmiertelne ciało

W każdą sobotę przechadza się

Z dziewczyną

Brzegiem Motławy

A kiedy do niego dzwonię

Żeby podrzucił mi słowo

Do nowego wiersza

Śmieje się

 

 

Wojna domowa   

                                                              

Wojna pomiędzy nami

Jest nieunikniona

To tylko kwestia mojej

Odwagi

 

Nie mogę znieść tych twoich

Treli moreli

Słodkich dupereli

Bułki przez bibułkę

 

I tego między nami

Wypolerowanego stołu

Z plastikową różą

W kryształowym

Wazonie

 

Jeszcze musztruję ciało

Skłonne do

Ucieczek

 

Ale pewnego dnia

Zbiorę siły

Awansuję serce na

Generała

I wytoczę z hukiem

Argumenty

separatorpng1

 

Anna Czekanowicz

 

***

 

któż to widział kobieto

tak uparcie ścigać wiatr

dotykać ręki

która palców nie ma

ząb za ząb zazębiać

sen gwałcić własny

gardzić swoją krwią

to się nazywa styl

gdzie jestem

na pograniczu masówki

urzędowych pism

stosów przemówień tego wiersza

i twoich ust

gdzie się podziała ta nachalna samotność

ta cierpkość niewyspania

ta ucieczka w sen

gdzie ta noc zza okna

która umie otrzeźwić odepchnąć przygarnąć

gdzie sens poza nudą

codziennych zabiegów utrzymania życia

któż to widział

zadawać bez przerwy pytania

nie odpowiadać

nie czekać odpowiedzi

kto widział cię dzisiaj

jeśli jutra nie ma

 

 

Wiersz poety o poecie

 

dla rofela briona

 

nie jesteś pusty ani niewinny

nie jesteś uwolniony

nawet kiedy uciekasz

czarnymi od nocy ulicami

 

nie wiesz czy los się uśmiechnie

nie zdobędzie się na tyle odwagi

nawet gdy dotknie ustami

twych spalonych pragnieniem warg

 

nie przepędzisz zapachu jesieni

nie ominiesz drzazgi śmierci w sobie

nawet gdy wywiniesz orła

na zielonej jeszcze nie zwarzonej szronem trawie

 

więc przestań się bać

nie pisać

separatorpng1

 

Katarzyna Dąbecka

 

Ze snu

 

palcami

przedzieram się

przez twoich włosów

ciepłe korytarze

senne

światła pełne

życie pachnie

radością początków

i zakończeń

nerwowych

łóżko unosi się

nad rozgrzanym

lasem

powoli

ze snu obudzeni

sobą się stajemy

 

Niebo

wiosna mnie

zawołała

do drzewa

wysokie

smukłe

światło cień

jasność

jak zapomniany

fragment

nieba

schowany

przez nas

w korze

ciasno

cicho jest

miło jest

w naszym

niebie

dotykam drzewa

przytulam

ciebie

 

separatorpng1

 

Tadeusz Dziewanowski

 

Światy alternatywne

 

W jednym ze światów alternatywnych

Ludzie odchudzają się jedząc fast foody

Reklamy przerywane są filmami

Samoloty wojskowe rozpylają gaz rozweselający

Modlitwy o nieszczęście dla sąsiada

Wywołują deszcz w Somalii

Bóg rodzi się przez cesarskie cięcie

Umiera bez celu, bo ma siedem żyć w zapasie

 

 

Bóg poetów

 

Księżyc to jedyny guzik jego czarnego płaszcza

Wieczorami stuka w parapety ludzi

Czytających Księgę Wyjścia na Swoje

Lekarz zabronił mu picia wina

Po którym dostaje zwykle ataku metafory

Poza tym jest jak każdy inny bóg

Ciągle odkłada naprawę Wielkiego Wozu

W czasie trzęsienia ziemi w Niebie zawija kieliszki w bibułki

 separatorpng1

 

Ewa Ilińska

 

Sny

 

choć droga

była ułudą

 

szły

jedna za drugą

 

wysmukłe

i radosne

 

trzymając

w rękach los

 

żadna nie patrzyła

w twą stronę

 

choć mogły

być przeznaczone

 

znikały

w jutrznię wtulone

 

kobiety twoich snów

 

 

Trudna miłość

 

miłość tu i teraz

do tego co nieodkryte

i nie będzie

 

pukanie do drzwi

na zawsze zamkniętych

bo klucze wyrzucone

 

droga do szczęścia

kąpana w miłości

w miłości trudnej

gdzie Syzyf jest szczęśliwy

 separatorpng1

 

Waldemar Krupowicz

 

***

Nie jestem przesądny

lecz pomimo tego

nie wychodzę z domu

w piątek 13 -go

Trzymam się za guzik

jeśli tak się zdarza

że po drodze spotkam

kominiarza

Wiem także że dalej iść

nie mogę

jeśli czarny kot przebiega mi

drogę

Zawsze znacznie pewniej się

czuję

gdy mam przy sobie drewno

w które odpukuję

A jeśli nawiedza mnie

duch nieczysty

korzystam z pomocy

egzorcysty

 

***

W postanowieniach

noworocznych

mam następujące cele:

Po pierwsze pracować

niewiele.

Po drugie zdecydowanie

alkohol nie tylko na śniadanie.

Po trzecie

ani mowy o żadnej diecie.

I po czwarte

ponieważ stanowię pokolenie

niewiele warte i jestem w

obywateli

gorszej grupie

postanawiam mieć wszystko

... do rymu

separatorpng1

 

Lech Landecki

 

Szlify

 

dawniej na kolanach Ewa

dzisiaj Ewangelia

 

pikantne czarnulki

zamieniłem na czarnuszkę

 

wieczory poetyckie

na wieczory

Uwielbienia

 

a zamiast piwa

na Oktoberfest

w domu zażywam

ostropest

 

im więcej się

wyzbyłem tym

więcej otrzymałem

 

we mnie moja

słabość w Bogu

moja siła

 

 

Wierszydło

 

wystarczy

wzmożona czujność

w planetarium głowy

duchowa wiwisekcja

zaufanie do instynktu ręki

odwaga do skreśleń

słuch wyczulony na szepty

dopieszczanie słów

wystarczy

jasnowidzenie

summa doświadczeń

wzniosłych i upodlających

(twarze i trywialia)

wrodzona potrzeba samoobserwacji

i pycha istnienia

wystarczy

dopiąć płaszcz Formy

zamiast przesłania

szczypta dwuznaczności

wielość interpretacji odbita

w obcych oczach

ostatniego wersu

gorzka pieczęć

i odwrócenie

pleców

 

 separatorpng1

 

Monika Maciasz

 

chłopcy z dynamitu

 

w tym mieście burzą domy a ludzie nie mają imion

(terror or not be isis)

jeden zamach wojny nie czyni a my czekamy

na wojnę i pąki białych róż

 

czuję jak mi śmierć wchodzi pod paznokieć

tej wiosny rosną kwiaty

polskie a gdańsk puchnie od ciepła

tej wiosny umierają święci

 

 

***

 

jak piwo wypite w skm tak

szybka będzie wasza kolej

życia odcinek gdańsk stocznia – zaspa

 

zaspane ciała są policzone

kości chcą innych

atrakcji niż nowe sezony rozmów

 

w toku świeże dzieci

młode z płodnej suki

codziennie pijalnia wódki

 

i piwa na śniadania

zuchwałymi dłońmi zaszytymi żyłą

będziecie budować statki

separatorpng1

 

Andrzej Mestwin  Fac

 

W lipcu 1969

 

 

właśnie skończyłem miesiąc

księżyc lśnił Armstrong

stawiał mały krok w moim imieniu

moje stopy przechodziły od łóżka do podłogi

próbowałem postawić na swoim przeżyć

na tej małej jak piąstka planecie

 

 

Tylko erotyk

 

księżyc ląduje po twojej stronie serca

ciało znika z kochaniem

po kropli pot paruje z życiem

lepiej iść inną drogą

nie wiadomo gdzie dalej

 

księżyc twoje serce

wprost przeciwnie

więcej

 separatorpng1

 

Monika Milewska

 

 

Gauleiter Forster

 

Oczy okrągłe od strachu

oczy okrągłe jak kula

i głowa martwa na piachu

do piachu się śmiercią przytula

 

strzał za strzałem na klęczki pada

na kolana osuwa się wolno

jeszcze jedna ofiara kata

ze swastyką i stokrotką polną

 

bo gauleiter nigdy nie chybia

bo gauleiter ceni kuli ołów

w sobieszewskim lesie łuska rybia

hałdy trupów dzienny śmierci połów

 

leżą sarny daniele zające

niearyjskie zbyt słabe by uciec

a gauleiter szpicrutą je trąca

i do snu im lili marleen nuci

 

 

IKONA Z PATMOS

 

Matko Boża

z pomarszczoną twarzą

Matko Boża

z szat złotych odarta

Matko Boża

z Dzieciątkiem bezgłowym

modlę się do Ciebie

tą litanią

napisaną przez korniki

w przemodlonym drewnie słodkiej lipy

Twoja ikona

stała się ich drewnianym domem

złotym pałacem

metropolią

królestwem z tego świata

korniki

piszą Twą ikonę na nowo

we własnym

tylko sobie znanym języku

ich ścieżki nie są Twoimi ścieżkami

jak zatem możliwe

że w bruzdach

Twej surowej bizantyjskiej twarzy

wyżłobiły przez lata

delikatny uśmiech?

 separatorpng1

Ewa Miłek

 

Szafa

Skrzypi i śmierdzi posłowiem
Gdyby nie te drzwi wszystko byłoby na wierzchu
Zaskakująco  jak niemodnie skrócone skłonności  
są tu, gdzie zdjęcia dziadka grzesznika i dewocja po mamie
Schowane nie z zazdrości
Po prostu nie można znieść jak ktoś dotyka twoich rzeczy
Mole zżarły już ostatnie olśnienie
Na szczęście ludzie z mojej półki
nie poznają się jeszcze po zapachu naftaliny
tu gościnnie można się powiesić
bez obawy o brak estetyki
W pamięci od zawsze przechowuję niewiele
Pod płaszczykiem udaję, że nic nie ma
Niestety jestem już tylko pomiędzy


Łysa maniaczka nocą czyli kara za stan konta


Łysa maniaczka hoduje owady
Gdzie nie spojrzysz tam skarabeusze, których nie sposób ominąć
Czekać można tylko czekać czekać
Porachunki ciekną między palcami
Łysa maniaczka i gość od ubezpieczeń
upierdliwi dla dobra sprawy
Łysa maniaczka  drżąco i na kredyt
A teraz razem w panice spłacam
A ona tylko w panice
Łysa maniaczka przewidziana na wszelki upadek

separatorpng1

Tomasz Olszewski

 

Dworcowa

                       

na dworcu nocą

zimno jak w kościele

tylko obrazki mniej święte

poprzez witraże

brudem malowane

leniwie sączy się ciemność

 

te śniade dzieci

o nachalnych oczach

prześwietlających sumienie

jak aniołowie z tekturowym skrzydłem

boso zesłani na ziemię

 

nie szukaj tu

bohaterów szkolnych lektur

już chyba wiesz

że sam jesteś jednym z nich

co winien czas

że twój pociąg nie przyjechał

jeśli masz dokąd lepiej stąd idź

 

włóczędzy dziwki złodzieje poeci

gdzieniegdzie ludzie z pociągu

mundur sokisty niby zwiędła róża

na grobie porządku

 

wychodzą z cienia zbiegłe z płócien Boscha

za dnia uśpione demony

drzwi poczekalni są jak wrota piekieł

gościnne dla potępionych

 

 

***

 

ładne dziewczyny już nas nie chcą

na te mniej ładne wciąż nie czas

pomiędzy kresem a bezkresem

jak linoskoczki

żer dla mas

 

balansujemy kurde balans

pod nami otchłań aż do dna

niebo gwiaździste nad głowami

prawo moralne

raczej kant

 

jest świata tyle ile ciebie

reszty nie trzeba trącał pies

są proste sprawy nie rozumiesz

są tajemnice

wszystko wiesz

 

ładne dziewczyny już nas nie chcą

na te mniej ładne wciąż nie czas

pomiędzy kresem a bezkresem

jak linoskoczki

żer dla mas

 

balansujemy kurde balans

pod nami otchłań aż

do dna

niebo gwiaździste nad głowami

prawo moralne

zwykły Kant

 separatorpng1

Barbara Piórkowska

 

XIII.

 

Jesteśmy tylko dziećmi i nie mamy broni.

Lecz mamy dużo światła widzimy przestrzeń i czas

i ogień galaktyk. Spala się z nami tamto

różowe serce, które przyniosły matki w mroźny dzień.

 

Zuchwale przychodzi zorza. Tli się ogienek z brokatu

jak mała lampka zapalony wśród stepowej

ciszy. Taki chórek. Mówimy zawsze razem

do zrozpaczonych łon i wypłakanych oczu.

 

Mówimy jednogłośnie cały czas tę samą

brudną i brzydką historię pomazaną głodem

ofiarowując żołądki tutejszym bogom jemy miód

ze śniegu i surowicę zabiedzonej miłości

 

która nie zdołała nie zdążyła nie mogła

której zabrano. I rozbito krzyż przed progiem.

Mamo mówimy widziałam tęczę i kuropatwę

mamo w rzece pływa król ryb i syrenka pod lodem. 

 

XIV.

I jeszcze teraz gdy przez ciszę przejeżdża

pociąg i torami się niosą kropelki płaczu jakby

drobne łezki z oka ziemi wytrząchnięte -

dziewczyny żegnają chłopców. W jasnych

 

mundurach tamci przyjeżdżają na wojnę będą się

krwawić na froncie i tracić wszystko po kolei

łąka jest jeszcze zielona, kwitną kwiaty i pachnie

krzewostan, lokalne jagody dają z siebie

 

ciemny sok. Pocałunki. Wszystko jest nadal

niewinne, nikt nie ucieka w góry ani nie

ukrywa się w spalonych murach miasta, dymy

nie snują się zrozpaczone nad dachami woda

 

płynie wartko w każdym strumieniu. Pociągi

ruszają. Nadal błyszczy stal i barwa munduru

jest widoczna w żurnalu mody historycznej

 

ten moment ta machająca ręka ten głos. 

 separatorpng1

 

Ewa Poniznik

 

Wiosna

 

nadchodzi czas rozmnażania uporczywych

poszukiwań matek wszystkich dzieci

nie jesteś w stanie zliczyć ilu synów mówi

tato twoim kolegom na ich kolanach

modli się ty zawsze przy mnie stój tej wiosny

 

miałeś zacząć jak zwykle od nowa obiecywać

to już ostatni raz wkrótce przyjdzie lato i ona

kolejna najdłuższa noc w roku przyzna że nie należy

do ciebie nadając nazwisko obce temu co powstało

wspólnie odmówicie tylko wyrzekamy się

 

 

Żołnierzyki

 

nie wiemy co będzie z nami

na starość masz tu cukiereczka z uśmiechem

rozstrzelaj wszystkich ołowianych przyjaciół

pamiętam kiedy przyszli bez skrupułów bawili się

z tobą pod drzewem rosła trawa było ciemno

 

już noc możesz im się oddać sprzedać

tak jak lubisz brać słodycz w usta

aż trafią do celu złożą broń

 

koniec gry umarłaś zimna

bez serca

przy dłoni

separatorpng1

 

Karol Igor Prabucki

 

***

białe i zielone paski mojej koszuli

otulają sztywny kołnierzyk

i od niechcenia wiją się

po zmęczonym oparciu krzesła

 

zabrałem ją ze sobą bo miałem nadzieję

że wyjdziemy razem że się spotkamy

w miesiącu traw pod perłowymi wieżowcami

na Poczdamskim Placu

 

że się dokomponuje do zapachu perfum

do koloru dziewczęcej sukienki

i do naszych uśmiechów

bo znów jesteśmy razem

 

niepotrzebnie zabrałem tę koszulę

 

 

***

 

podnoszę wzrok ku chmurom

przyciągnęły tu z krain

do których nigdy nie chciałem trafić

bo panuje w nich mrok

z krain w których pustka

nie zna Twojego imienia

i zazdrośnie strzeże ciszy

oślepia mnie ciemność

 separatorpng1

 

Agnieszka Smugła

 

Gotowa jestem

 

ach otwórz się przede mną możliwości moja

drzwi uchyl bym w szczelinie mogła głowę zmieścić

spróbuję się rozeznać w twoich tkwiąc podwojach

jak umknąć towarzystwu ósmej już boleści


chcę wierzyć że za głową reszta wnet podąży

i sięgnie gdzie wzrok pierwej sięgnąć nie był w stanie

by sen mój mógł się dośnić i na pewno zdążył

gotowa jestem nawet później zjeść śniadanie

 

 

W centrum wydarzeń

 

czasem sobie popisuje

popisuje się

popiskuje


jako ta mysz

która na chwilę

spod miotły wyściubiła nos

by go natychmiast wetknąć

we wszystkie cudze

dzienne i nocne

sprawy


wkrótce znów znajdzie się w centrum wydarzeń


pod dywanem

 separatorpng1

 

Piotr Szczepański

 

*

 

w drodze do bezkresu

stań na chwilę

przytul własne zagubienie

zostawione pośród nocy

dniem wczorajszym otul ciemność

nie debatuj nad spóźnieniem

bo w bezkresie nie ma kresu

ważna jest wyłącznie droga

stań na chwilę

porozmawiaj z poziomkami

poczuj ufny uśmiech dziecka

wodę pogłaszcz gdy w strumieniu

bezrozumnie gdzieś umyka

zobacz jak wyrasta zboże

stań na chwilę zasłuchany

w echo wiersza

 

 

*

 

życie doskwiera ewidentnie

i gdyby nie barwy lub kolory

stałe przemiany nocy w dzień

byłbym na życie bardzo chory

życie wypełnia nas skutecznie

zsyłając często zapomnienie

gdyby nie pamięć utracona

nieważne byłoby znaczenie

i spór co do przekonań

separatorpng1

 

Gabriela Szubstarska

 

***

 

Uwięziona na brązowym kartoniku chwila

nie zatrzymała czasu

 

Ojciec zaczął uśmiechać się

do innej

matka zabrała radość do grobu

choć na miłość się nie umiera

 

Dziewczynki też nie ma

jest stara kobieta

o zaszczutym spojrzeniu

nie miała odwagi skłamać

że cię nie opuszczę aż do śmierci

 

Nie wierzcie

pożółkłym fotografiom

 

One kłamią

 

 

***                 Zofii Stryjeńskiej

 

Nie noszę czarnych sukien

w czerni mi nie do twarzy

myszy też nie karmię

nie jestem Olgą

 

A jednak

od drzwi do okna

od okna do drzwi

taka niekończąca się droga

 

Nie tak miało być

 

Dzisiaj po raz pierwszy

dobrze spałam

ustąpiło drżenie rąk

 

Zaczyna prószyć śnieg

 

Wyjdź

nie przychodź więcej

 separatorpng1

 

Zbigniew Trzebiatowski

 

***

 

czerwony prom

na przekór czarnej żyle rzeki

 

pracowicie

zszywa czasy i przestrzenie

 

a wyżej i niżej

za dwanaście lub pięć po pląsają ryby

 

to srebrne to złote

w ekscesach fastrygi wszystko mają (za nic)

 

ze świbna do mikoszewa

i znowu do świbna z krajobrazem na deszcz

 

 

***

 

przemierzyłem kraj z werwą południka

 

i patrzę na lasy na stokach czantorii i widzę

wybrzeże pisane zielenią i morze bezkresne

niezbędne jak niebo i ciemne rzeki płynące

wbrew sobie i mola rybackie przypięte do brzegu

 

czy taki ćwierćobrót jest w naturze świata

skoro się nie wydarzył a jednak przydarzył

nie w gondoli balonu nie w oknie airbusa

a w pokoiku na poddaszu gościnnego domu

 

blady księżyc albo jego w wodzie odbicie

tkwi i tkwi w mojej głowie w moim prawym oku

jak spierzchnięta cynfolia jak w slow-foksie niepokój

separatorpng1

 

Małgorzata Wątor

 

Zawiadomienie o pogrzebie.

 

 

Drewniane kasztele przodków ocalały albo

w Biskupinie albo w Sopocie. Zatem,

czy moje szczątki zakopią czy spalą?

Pogrzeb to widowisko jedynie przed innymi.

Czy oni dostrzegą jak we mnie

świecą się państwa, miasta i ich drogi przebyte?

Czy zobaczą we mnie

dojrzałe wiśnie?

Jeśli nie – to latem spadną z drzew.

Studnią jestem ja.

Każdy nabrał ze mnie tyle ile chciał.

Jawnie wziął coś dla siebie,

ja też mam małe garści,

z cudzych studni,

które razem ze mną,

albo zakopią albo spalą.

 

 

Słowiańskie święto Stado.

 

Wino w brudnym kielichu.

Siedzi przy stole jak zdechła mucha.

Nie rusza się, nie ucieka, jest.

Obok wina siedzą poucinane dłonie

Pomarańczowe od filtrów papierosów.

Pomiędzy nimi na stole leżą

wykarczowane lasy wierszy

porozrzucane po książkach.

Dzisiejszego dnia zaginają się i rysują.

Dłonie składają się a kielichy rozlewają.

Każde z nich świętuje po swojemu.

Dłonie jedzą jajecznicę papierosów.

Wino krawędziami gryzie szkło.

separatorpng1

 

Grażyna Witkowicka

 

Mur


Nie buduj muru

nikogo za murem nie zamkniesz


z twoim murem będzie

rosła nienawiść

ona przeskoczy mur

podkopie

albo nad nim przeleci


Dziś już dzieci mają

w ręku broń ...

Internet organizuje

tłum wychodzi rośnie

pójdzie na twój mur

 

A przecież to ty wczoraj

forsowałeś mury

w imię wolności

Wstań odkurz laur

ucz szacunku do człowieka

do prawa


zacznij od siebie


Nie buduj muru

nikogo za murem nie zamkniesz


zostaniesz za nim tylko ty

i twój strach



                        * * *

Dziesiątki lat tajemnic

codziennego różańca


świty zmierzchy

radości smutki

wśród miejsc i twarzy

obecnych nieobecnych


W chaosie wspomnień

kroki już dziś niepewne

tylko przyjaźń

coraz pewniejsza...

separatorpng1

 

 

Władysław Zawistowski

 

Dziwna natura pamięci

 

Ludwice, na drogę do Warszawy

 

Dziwna natura pamięci podpowiada mi taki obraz:

czerwiec 1971 roku, nocny przyspieszony pociąg

z Poznania do Gdańska. Budzę się na małej stacyjce,

gdzieś między Kujawami a Pomorzem, z policzkiem

przyklejonym do parującej szyby.

Siedzimy ściśnięci w drugiej klasie. Piotr śpi

oparty o moje ramię, Aram wtulił się w nogi Piotra.

Wracamy z meczu trzeciej ligi między Lechem Poznań

a Lechią Gdańsk. Korytarz pełen jest kibiców.

Zmęczonych, brudnych chłopaków, którzy śpiewali

i krzyczeli przez cały dzień, pili wino, palili sporty,

a teraz śpią pokotem na podłodze. Za wieżą ciśnień

niespiesznie wstaje świt. W kłębach pary przejeżdża

lokomotywa. Wzlatują pierwsze jaskółki,

gdzieś daleko szczeka pies. Przegraliśmy mecz,

mam wywichnięte ramię, mam siedemnaście lat,

tęsknię do dziewczyn, piszę wiersze.

Jestem szczęśliwy.

 

W zniewolonym kraju, w śmierdzącym pociągu,

Na peryferiach północnej Europy, po przegranym

trzecioligowym meczu, z obolałym ramieniem.

O dziwna naturo pamięci, przywracaj światu jego

Właściwe proporcje. 

 

*Przedruk z tomu ”Sztandar z ortalionu” 2004

 

 

Próbuję pisać wiersze

 

Próbuję pisać wiersze w mozolnym

wagonie slipingu Warszawa- Moskwa,

kiedy za zaplombowanym oknem

wyrasta stacyjka jak pięć kopiejek,

i wszystko siwe, parchate, nawet dym:

jabłka, jesień

 

Pociąg zwalnia, jakby męczyła go

mijająca dniówka. Coś kazało mi

podnieść wzrok znad kartki papieru:

na peronie babina z grzybami, wódką

i nadzieją w oczach. Prawie przystajemy,

gdy dostrzegam za jej plecami napis:

KATYŃ.

 

Nagle pociąg gwałtownie przyspiesza.

Staruszka patrzy na mnie z rozpaczą.

Ja na nią z ulgą.

*Przedruk z tomu„Sztandar z ortalionu” 2004

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pin It