Irena Groblewska - wiersze

 

Janusz Hankowski
Janusz Hankowski

 

 

 

PRÓBA CIĄŻOWA DODATNIA

Kiedyś synku

Jak już dorobimy się własnego

Zdania

A obojętność spowoduje

Że przestaną boleć słowa

I nieobecność

 

Kiedy przed snem

Będziemy sobie proponować

Milczenie

I może lekki dotyk

Dla przyzwoitości

 

Wtedy przyjdziesz na świat

Żeby zobaczyć

 

Postaram się

Pisywać dla ciebie

Dużo różnych wierszy

 

Bo przecież wszędzie

Dzieje się tylko

Literatura.

                  11.10.1981

 

 


 

Andrzejowi, Leszkowi Sz. I Antkowi P.

 

Poeta

*

nie śpi

i próbuje sprostać

Nie tylko czerwonej księżyca potędze..                                                                                            

Poeta widzi

*

Wciąż krążą nad miastem

usiłując

W rozpaczy uścisku wciąż ocalić

siebie

Oni tam fruwają poszukując prawdy

Minionych epok które nie powinny….

……………………………aż tak się odciskać

*

Widzi niewidzialne

Widzi i pamięta

Chociaż go nie było

Ale oni przyszli

Tu nad domem siedzą

. . .Twórcy o Stwórcy rozmyślać przybyli…

Poeta próbuje

się połączyć w bólu

Ale także z tymi którzy ciągle trwają

Którzy nie są pomni

Gdzieś pomiędzy garnkiem z przepisem na jutro

Zycie między śmiercią….

…………………………………….. najlepszych wykrada….

Wcale się nie dziwi tylko bardzo

Smutny

*

Bezradność pani na poczcie

wspomina

Dziewczynkę widzi co na paczkę czeka

I małego chłopca ze łzą na policzku

Bo mu żołnierz zginął……………………..

… …………………………..wytrwale patrzy na twarze przyjaciół

Tych co nie powstali

Tylko sobie poszli żeby już nie wrócić

Poeta wciąż szuka

Zawsze błądzi w słowie

Albo w pokoleniach…………………………………

*

Wy

którzy trwacie w złudzie Waszej prawdy

Nie wiecie co począć z wieczorem zaczętym

Zacznijcie czytać!

. . .Od „Żywotów Świętych”

*

Poznajcie drogi

tej pani z sąsiedztwa

To jej mały piesek przeszkadza Wam zasnąć

I zostawił kupę gdzieś na wycieraczce

Żeby Was obudzić z letargu wygody

Nie da się nie wdepnąć

Chociaż to nie Wasze

Ale zawsze kupa i do tego śmierdzi

*

- nie umiałam sprostać, więc uczę się milczeć –

*

Gdzie jesteś Antoni

Z tym wierszem o TERAZ

Który prawdę powie i uciszy Duchy

Chciało by się wierzyć….

Ksiądz Jerzy z kamieniem

U cierpliwej szyi

Za mało już znaczy?

…………To wciąż bardzo boli!

Jak duchy Poległych

co przez pokolenia

Biegają za nami i próbują

Ostrzec

*

Gdzie Ty

Poezjo

z Twą lekką wymową

Czy los jest już w dole

Razem z Bezimiennym co próbował

Krzyczeć

Pisząc słowa godne

Nawet gdy był……………….….głodnym no i nie mam

Płaszcza…………………………………….

Ile razy wieniec noszono na groby

Ile istnień ludzkich wciąż nad nami krąży

I chcą nas nauczyć

Tego co już wiemy

…………………………………..Czy umiemy sprostać?

……………………………………Czy chcemy rozmawiać…

*

                               Kąkol wzejdzie wiosną

                               Świtem kur zapieje

                               Krowa da wam mleko Kura zniesie jajko

I słowik zaśpiewa a las ponad którym……nie wiem co być miało…..

Pochyli się od wiatru

we właściwą stronę

Dziecko ząbek zgubi

A Starzec odejdzie

Dziki wejdą w szkodę

A ziemniaki wzejdą

Sąsiad chleb nam kupił

bo właśnie

Przechodził

Ktoś zgubi sto złotych

Żeby inny znalazł.

 

Emilianówka luty 2018

 

 


 

 

Mężowi

. . .

Na słowo czekasz…. Ja wiem

Na dobre słowo

w wierszu zapisane

A ja się krzątam

Pościel gładzę i szafę przewietrzam

Robię masło i słucham

… pokrywka z garnkiem rozmawia i zrzędzi

 

Halo i słucham….a w tej chwili właśnie

z pralką dyskutuję

i myjąc jej oko zdążę zauważyć …

….patrzę jak życie obraca się w rytmie….

Obrus z plamą barszczu

Gdzieś na prześcieradle

Nocy tajemnica

. . .

i na stołek weszłam i kurze wytarłam

i dywanik strzepnę

z oparcia fotela sierść kocią pozbieram i jeszcze pobiegnę

zapominam po co……………

przecież ja miałam do szuflady wstąpić

drobiazgu poszukać co ważny od wczoraj

i pod łóżko zajrzeć i drobne pozbierać

… wieszałeś spodnie na poręczy krzesła……

Przez chwilę myślę

W kabinie prysznica

By piękniej zobaczyć jak codzienność nasza

Spływa w dobrą stronę

. . .Skarpetki parami do swych miejsc podejdą

Koszule zawisną na wieszakach równych

Podłoga zawoła o pozamiatanie

A w kącie zaskrzeczy rzucona chusteczka

Na stole książki będą się rozpychać

gazeta spadnie a ja pochylona

Zdążę ją przeczytać i zapomnieć zaraz

Jeszcze guzik przyszyć

Pościel powymieniać i serwetę strzepnąć

I dzbanek wypłukać i parapet zetrzeć

I coś tam odwiesić i rachunki schować

Choinkę rozebrać bo już przecież styczeń

. . .Byli z elektrowni…

. . .Pismo z banku przyszło. . .

. . .Nie dzwoniły dzieci. . .

Na słowo czekasz

Ja wiem

Na dobre słowo.

 

Emilianówka, grudzień 2017, styczeń 2018

 

 


 

A wiosna nie nadchodzi

 

Już po wszystkim

Kamień obrazy

Kamienne serce

Stwardniało z dawniejszego

Gdy wiatr bokiem

W żagle dmie

Baba stroi

Puszcza się

W tany.

 

Kawa poranna

Każdy nerw

Jak dzień i noc

Jak człowiek łamiący

Słowo

Być zakochanym

Ból fizyczny

Brak apetytu

czułości

decyzji zmienność

nam się nie godzi

jakby koniecznie

o to nikt wtedy nie pytał

oczekiwać należało milczeć

gałązki wierzbowe rozbiegły się

w znaczeniu.

 

to może dialog na tematy ważne

o człowieku mówić w sposób aluzyjny

usamodzielnić się

jak róg w pokoju

jak kąt

system nerwowy

nadmiar cielesności

i co my teraz zrobimy

ciałko delikatne a noc

stanęła między nami

jak mur.

Mówisz że teraz

nie będziemy pisać dobrych wierszy.

 

Nie wiadomo co lepsze.

 


 

 

WIERSZ DO CZESŁAWA MIŁOSZA

 

W mojej ojczyźnie

W której przecież żyję

Ludzie wśród siebie szukali człowieka

Żeby mu prawdę o prawdzie

Wykrzyczeć

 

W mojej ojczyźnie

W której przecież tyle

Nocy bezsennych głośnego

Wołania

Kilku poetów ciągle jeszcze szuka

Pustych metafor następnej

Niezgody

 

W mojej ojczyźnie

Której pan zawdzięcza

Prawdę historii

Tej co milcząc uczy

Człowiek się nawet Bogu

Nie przygląda

 

I gdzieś jest widmo

Świadomości żadnej

A nad tym wszystkim

Unosi się jedna

Chyba lewa stopa

                Pana Cogito.

                                            Sierpień 1980

 

Pin It