Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

  

 

Prosta historia

 

Do tylu kościołów wchodziłem

daremnie, gipsowe figurki śmiały się ze mnie...

Pozostawione dzieci płakały,

resztki Boga trzeba było wyskrobywać

z ich zabłoconych kurtek,

ojciec buszował w knajpach, nawiedzał dziwki,

świat oddalał się jak chybotliwy wagonik

bez konduktora, bez maszynisty;

 

potem takie same dzieci spotykałem

w szkołach, uczyłem je poprawnej pisowni

własnych nazwisk, wpatrywały się we mnie

jak w maszynistę, wybierałem z nich

najlepsze do składu na mecz

z sąsiednią biedą, i kiedy obrzucały się błotem

na boisku pod hałdą, miałem łzy w oczach.

 

Wiem, miało być o Bogu.

 

 

Requiem

 

Tu wszystkie gałęzie należą do zmarłych,

machają nimi wytrwale na wietrze;

czy wciąż w albumach tkwią ich młode oczy,

nie wiem; pozostawili mundury,

suknie ślubne, komunijne ubranka;

nadzy wślizgują się między gałęzie;

czy tam jest jakiś popas

lub piknik u Boga, nie wiem;

 

nie mogę zawierzyć mitologiom,

niezupełnie wierzę tylko w rozkład;

wrócić na ziemię wiosną, bić deszczem,

być jasnym pędem, gorzkim mleczem w żwirze

 

 

Do krwi

 

                                               Joannie

 

Nie mówiłem ci tego nigdy,

za naszymi plecami marszczy się

celofan, kończy świat; ale trzymajmy się

za ręce, całujmy;

 

(mogłabyś mi zrobić dziecko,

ja bym coś chętnie urodził w bólach).

 

Zwijają dywan trawy, gaszą światła

na końcu ulicy; tylko twoja

krew jest prawdziwa,

nie mogę zdrapać jej z kołdry.

 

 

Oda do deszczu

 

Drobny deszczyku, co myjesz jaskółki,

lśnią jak gałki z jaspisu

w szybkiej grze za oknem;

 

szukam na strychu zapisanych reguł,

kartki mną się w palcach

i skrzypi guano; ten nieświat

 

staje się światem. To najbardziej boli,

a potem wydaje się losem, mydłem

przy studni dziobanym przez kury;

 

drobny deszczyku, miej to wszystko

w dupie, spadaj jak pochodnia

na wyschnięty las, jak wyrok

 

ucinaj rozmowy na wzniosłe tematy;

zostaw szyfrogram w gęstwinie,

połóż się na dachu i czekaj na słońce.

 

 

Oda do ziemi

 

Trzeba pożyczyć ziemi

od innych. Nasza już nie wchłania,

nie ma czułych miejsc.

Chyba że wytniemy ostatni

zagajnik i będziemy sadzić groby

pośród pni zwalonych na grzbiet.

 

„Biją się w lasach bogi,

ptaki, obłoki i ludzie”* -

wszystko poukładane, podane

w proporcjach.

 

Ale ziemia już tego nie mieści.

Przyjdzie odejść z miasta, ze wsi,

mówią młodzi: brak perspektyw

na solidny w słońcu w deszczu

własny grób.

 

(* z Tytusa Czyżewskiego)

 

 

Ciemnowidzenie

 

To po matce: księżycowy spazm

w biały dzień, nerwy łączą się z kosmosem

(zawraca krew) przez gliniane tabliczki,

korę uciekających drzew. Znowu jadę

między słowa i ich posępnych właścicieli.

Uśmiechnij się jeden z drugim,

kiedyś będziesz nominowany, poczujesz

jeszcze większą pustkę.

 

I wieże kościołów: zużyte ołówki

kreślące komuś plany na przyszłość;

jak czułki wbite w zwały chmur

przynoszą wiadomość – niczego tam nie ma,

rdzeń się wypalił.

 

Ale módlmy się dalej

rytmicznie, miarowo,

niczego lepszego nie wymyślono.

 

 

Mitologia

 

Nie będzie zmiłowania. Z brzucha żony

wyjdą prządki, które tam zawsze były.

Zaraz, jak im po łacinie?

Znajomy aptekarz, klasycysta, wiedziałby.

Ostatnio już nie przychodzi na szachy.

Zaraz, jak właściwie długo?

Ile przeszłości jest w słowie „ostatnio”?

 

One wiedzą. Te, co w dzień cicho siedzą.

W nocy się odważają kruczyć w jej żołądku.

Nieraz nasłuchuję. I myślę, kim jest byt

tuż obok. Jak bardzo przyłożony do rany,

którą jestem. Ten anioł zesłany.

Moja klacz trojańska. To właśnie dzieje się

za jej białą skórą.

 

I nie wiem, jak to wyłączyć.

Zrywam się spocony, roztrącam zasłony.

Zaczyna się liczenie ognisk i namiotów,

widać je na niebie. Czekają na znak,

na szczęk nożyc. Prządki wychodząc

z tej swojej mitologii, przechodzą

na naszą stronę, wracają do życia.

 

 

Dlaczego lekarze

 

                       Anie Blandianie

 

Nie zostawiaj rodziny tak wcześnie,

należy się jej nieznaczne opóźnienie,

zwłoka przy zwłokach, dalsze pogrywanie

słowami; ma być wzniośle

i niejednoznacznie – wypełnianie się czasu,

opróżnianie butli z tlenem, maseczka,

krople nasercowe brane regularnie;

 

dlaczego lekarze o tym nie mówią

wprost, tylko po łacinie,

składając dłonie, chrząkając znacząco?

Nie zostawiaj rodzinie wszystkiego,

do części muszą się dogrzebać, wykopać

z ogródka; tylko mi, kurwa,

nie uszkodźcie czereśni.

 

 

Piosenka o przymierzaniu

 

Czarna ziemio, przymierzę twe ciuchy,

kilka fałd nie podoba mi się;

ojciec w mig uporałby się z nimi,

mrucząc do siebie, radia i ścian.

 

Kilka bruzd nie podoba mi się

na twarzy wsuniętej w mrok,

gadając do siebie, radia i ścian,

do rodzinnej tradycji dodałem długopis.

 

Na twarzy wsuniętej w mrok

czyta się w pośpiechu i tylko rękami,

do rodzinnej tradycji dodałem długopis,

stąd wiecznie poplamione palce.

 

Czyta się w pośpiechu i tylko rękami,

przyjdzie taka chwila, że już całym ciałem,

stąd wiecznie poplamione palce,

którymi przebieram, żeby dać świadectwo.

 

Przyjdzie taka chwila, że już całym ciałem

zapragnę ciebie, każdą z twoich fałd,

wśród których przebieram, żeby dać świadectwo,

ale mam wrażenie, że niczego nie dam.

 

Zapragnę ciebie, każdą z twoich fałd,

czarna ziemio, przymierzam twe ciuchy,

ojciec w mig uporałby się z nimi,

przenicowałby na szaro, na jesienny zmierzch.

 

 

KAROL MALISZEWSKI

Urodził się w 1960 r. w Nowej Rudzie, gdzie mieszka do dzisiaj. Pracuje w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego. Opublikował osiem zbiorów wierszy – ostatnie to „Potrawy pośmiertne”, 2010 i „Ody odbite”, 2012 oraz siedem książek prozatorskich, m.in. „Faramucha”, 2001 (nominowana do Paszportu Polityki), „Sajgon”, 2009, „Manekiny”, 2012, „Przemyśl-Szczecin”, 2013 (nominowana do Śląskiego Wawrzynu Literackiego). W roku 1999 ukazała się jego książka krytycznoliteracka pt. „Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy”, a w 2001 druga książka tego typu, zatytułowana „Zwierzę na J. Szkice o wierszach i ludziach”. Następnie wydał: „Rozproszone głosy. Notatki krytyka”, 2006 (nominowana do Nagrody Nike), „Po debiucie”, 2008, „Pociąg do literatury”, 2010. Jest współautorem podręcznika „Jak zostać pisarzem”, 2011. Ostatnio wydał książkę krytycznoliteracką pt. „Wolność czytania” i wybór wierszy z lat 1984-2014 zatytułowany „Jeszcze inna historia”. W 2017 zadebiutował jako twórca dla dzieci książką pt. „Przypadki Pantareja”.

Pin It